Bożena Chlabicz - Polak

Pelikan - pogromca leminga

To nieprawda, że ekipa „dobrej zmiany” nie dba o przyrodę. No, może rzeczywiście z żubrami nie za bardzo wyszło. Ale już w takich – na przykład – pelikanach odnotowaliśmy zdecydowaną poprawę. Już wcześniej o wzroście populacji tych rzadkich u nas ptaków donosili ornitolodzy z okolic Poznania, ale teraz ich obecność zauważył, a gatunek opisał i sklasyfikował na Twitterze prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz (o czym wszystkim nie czytającym prasy na prawo

Jak żyć z „dobrozmianowcem”?

Czasami – niestety – życie nie pozostawia nam wyboru. I tak, złośliwym zrządzeniem losu, w czasie świąt, gdzieś tak między śledziem a piernikiem, odbyłam grzeczną (bo wszak nie wypada ignorować towarzystwa przy stole) konwersację z PiS-owcem. Odkrywczą, bo na co dzień nie mam okazji rozmawiać z ludźmi popierającymi prezesa. Tymczasem – okazuje się – zwolennicy „dobrej zmiany” są wśród nas. „PiS-owca” znałam dotąd jako osobę praktyczną i racjonalną. Oddaną rodzinie,

To był rok!

Niektórzy, ba, większość nawet, uważają, że odchodzący właśnie rok był nie tylko zły, ale wręcz najgorszy od trzech dekad. Że niby jest fatalnie, a będzie jeszcze gorzej… To jednak nic innego, jak tylko kolejna post-prawda. Bo tak naprawdę, tak całkiem „nie-post”, to już od dawna nie było tak obiecujących (w odległych skutkach, ale zawsze) dwunastu miesięcy. Rok „dobrej zmiany” przyniósł mnóstwo korzyści nie tylko pojedynczym Kowalskim, ale także całemu społeczeństwu.

Puste miejsce przy stole

Całe mnóstwo przeróżnych obyczajów świątecznych już dawno zmieniło kategorię z „tradycji” na „dekorację”. W tym roku ten katalog powiększy się o stawiane jeszcze tu i ówdzie dodatkowe nakrycie. Zdaje się, że nie będzie już dłużej potrzebne inaczej, niż tylko jako element świątecznego wystroju jadalni. W Polsce „dobrej zmiany” różni tam zbłąkani wędrowcy czy inni wieczni tułacze zapewne już wkrótce doczekają się zaś mandatów za włóczęgostwo. Dla własnego dobra, oczywiście. Ze

Cicha noc na Wiejskiej

Mam trochę daleko. Ale gdybym tylko mogła, w tym roku na Pasterkę poszłabym przed Sejm. Tym bardziej, że kolędowanie w miejscach publicznych ma już na świecie utrwaloną tradycję. W Nowym Jorku w adwencie niemal codziennie odbywa się wspólne plenerowe kolędowanie w różnych punktach miasta. Miejscem takich koncertów, czasami z towarzyszeniem chóru lub zespołu muzycznego, są także kościoły, ale kolędy śpiewa się także w porcie, na schodach parafii, w ogrodzie botanicznym,

PRL PiS, czyli powrót warchoła

Teraz już chyba dla wszystkich jest jasne, dlaczego nasza jedyna literacka noblistka nigdy nie cieszyła się szczególnym uznaniem ludzi „dobrej zmiany”. Wiersze z epoki stalinizmu to jedno, ale prawdziwy powód jest – zdaje się – zupełnie inny. To ona jest wszak autorką poetyckiej frazy: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”! Jeśli więc ktoś mówi nam, że jest patriotą, człowiekiem prawym, sprawiedliwym lub niezłomnym, to… po prostu mówi. A kim

Eksperyment profesora PiSardo

Mówi się – nie bez racji – że to historia jest nauczycielką życia. Tymczasem naturę zjawisk, które rozgrywają się teraz przed Sejmem i na ulicach, lepiej objaśnia chyba psychologia. A konkretnie tak zwany „eksperyment więzienny”, nazywany także „stanfordzkim”. Nie mają Państwo wrażenia, że to wszystko jakaś koszmarna RPG (gra, w której uczestnik wciela się w wybraną postać) albo jedna z tak modnych teraz „rekonstrukcji historycznych”? Taki eksperyment? Bo czy to

Wymiana elit

Dopiero co przez media przemknęła wiadomość, że z kręgów tak zwanej komisji smoleńskiej wpłynął do WAT wniosek o odebranie stopnia naukowego doktorowi Laskowi. Temu od rządowego raportu na temat katastrofy. Bo „doktor” to przecież tytuł. Przyznany – skądinąd – dawno temu przez nie wiadomo kogo. Teraz, w ramach przywracania prawa i sprawiedliwości, wszystkie takie certyfikaty trzeba więc starannie zweryfikować. Bo skąd wiadomo, czy ich posiadacze nabyli je aby całkiem legalnie?

Wszechogarniający zaduch

Nie da się ukryć, że w Polsce atmosfera robi się coraz cięższa. Powietrze gęstnieje, a nadzieja, że uda się nad Wisłą odetchnąć wreszcie pełną piersią, słabnie z każdym oddechem. Ale kto by uważał, że ten zaduch to wina nowych elit, które wdarły się ostatnio na salony i dorwały do władzy, bardzo by się pomylił. To nie zastępy „Misiewiczów” odpowiadają za unoszące się nad Mazowszem i Śląskiem wapory i miazmaty. Tym

500+ na emeryta

Gorszy sort znowu robi awanturę w sprawie emerytur. Tym razem odezwali się obrońcy służb mundurowych, rzekomo poszkodowanych „dezubekizacją” świadczeń dla resortów siłowych. No, naprawdę. To trzeba mieć tupet nie lada, żeby domagać się przywilejów za podtrzymywanie i umacnianie w Polsce sowieckich porządków! Przecież oni wszyscy stali wtedy tam, gdzie stało ZOMO. Ustawodawcy mieli więc świętą rację, zrównując im wszystkim świadczenia do średniej krajowej, bo „ubeków” nikt szczególnie żałował nie będzie.

Kalifat w budowie

Od wielu miesięcy przez media nienarodowe (polskojęzyczne, sorosowskie „Gazetę Wyborczą” etc.) przetacza się dyskusja na temat roli jednostki w historii w kontekście Jarosława Kaczyńskiego. Teraz pojawił się pouczający tekst źródłowy. I wyszło jak u klasyka, że „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się idea, cel, który – no cóż – uświęca środki. Tym bardziej, że w rozmowie woda święcona leje się naprawdę rzęsiście. Chodzi o wywiad, jakiego udzielili „Gościowi Niedzielnemu” rodzice

Śmiech pokoleń

Pan Prezydent, jak już zjadł ciacho, które dostał od Dody, zaraz obiecał, że w polskiej szkole po reformie minister Zalewskiej będzie się uczyć „prawdziwej historii”. Jaka to, zapytacie? Otóż taka, że już po pierwszym z niej wykładzie każdemu będzie wiadomo, kto bohaterem narodowym był, kto zaś zdrajcą. To właśnie oddzielenie bohaterstwa od zdrady jest bowiem – jak można wnosić z wypowiedzi Pana Prezydenta – nowym priorytetem nauk historycznych nad Wisłą.

Wielkie dzięki

Dzisiaj – w ostatni czwartek listopada – wypada najważniejsze amerykańskie święto w całym roku – Święto Dziękczynienia (Thanksgiving). Z tej okazji miliony indyków traci życie na ołtarzu wdzięczności, ale cóż, jak wiadomo szczęścia, zdrowia i pomyślności nie dostaje się o tak, zupełnie za nic. Jakieś ofiary muszą być, jak to przy święcie… Te indyki to nawiązanie do historycznych źródeł Thanksgiving, kiedy to rdzenni mieszkańcy Ameryki – Indianie, najpierw uratowali swoich