Waldemar Mystkowski

PiS dekomunizuje wielkiego Hasiora

PiS to specyficzna formacja polityczna, z wielu względów trudna do opisania. Na pewno ta trudność nie bierze się z jej bogactwa intelektualnego bądź duchowego, ale z ubóstwa. A jak wiadomo problemem jest opisanie ubogiego wnętrza, bo adekwatny byłby minimalizm, ale tak nie jest. Dlatego mamy takie trudności z uchwyceniem fenomenu Jarosława Kaczyńskiego, który bredzi to samo od 1989 roku, dokumentem biedy wewnętrznej prezesa jest jego tzw. autobiografia „Porozumienie przeciw monowładzy…”.

Szefernaker - troll na etacie

Jakiś czas temu z synem przymierzaliśmy się do napisania prozy z gatunku political horror. Jeszcze obydwaj bliźniacy Kaczyńscy mieli się dobrze na zdrowiu, ale ich niezdrowe zamiary w stosunku do ojczyzny było czuć w każdym przez nich otwarciu ust. Tego rodzaju ludzie są zagrożeniem dla demokracji. Niewiele intelektualnie są w stanie wnieść do dorobku wspólnego, ale mniemanie o sobie mają Atlasów. W większym towarzystwie byliby pośmiewiskiem, gdyż nie są (nie

Kaczyński, Duda i los Balladyny

PiS ma prawo się bać. Może nie cała partia i jej elektorat, bo wielu posłów PiS jest z łapanki, acz to cyniczni ludzie. Powinni się bać liderzy, którzy sprzeniewierzają się prawu i moralności. Jarosław Kaczyński powinien się bać za całokształt, ale taki Andrzej Duda za konkrety, za wielokrotne złamanie Konstytucji i za sianie nienawiści. Uważam ten „grzech” za najcięższy: w Żaganiu poszczuł jednych Polaków na drugich, złamał tym samym za

Pisowski zamach nie udał się

W nocy z 11 na 12 stycznia BOR zza pleców Straży Marszałkowskiej miał dokonać zamachu na immunitet poselski. Piszę „zamach” i na „immunitet”, bo takie rzeczywiste jest znaczenie tego, co miało się stać w sali posiedzeń Sejmu. Cytat, który dobrze oddaje jakość intelektualną i moralną obecnej władzy. Jarosław Kaczyński 11 stycznia pytany, czy wobec posłów opozycji protestujących w sali sejmowej zostanie użyta siła, odpowiedział: „Będą podjęte odpowiednie działania, ale to

Misiewicze i Macierewicze powodują upadek morale WP

Wychodzi na to, że Bartłomiej Misiewicz jest ważniejszy od Antoniego Macierewicza, choć ten go kolejny raz urlopował. A jeżeli ważniejszy od ministra, który w sprawach wojskowych zyskał więcej władzy niż konstytucyjny zwierzchnik Wojska Polskiego Andrzej Duda, logicznym jest, że Misiewicz jest kimś znaczniejszym od prezydenta RP. Nie jest to gołosłowne stwierdzenie na temat tego niedouczonego farmaceuty, który nie potrafi posługiwać się językiem polskim. I wcale nie opowiadam skeczu z kabaretu,

Mateusz Morawiecki jak Grek Zorba Mateusz Morawiecki wcześniej przygotowywał opinię publiczną, że wzrost PKB w pierwszym roku rządów PiS będzie najgorszym od końca kryzysu europejskiego, który Polska przeszła suchą stopą i miała powody, aby dumnie nazywać się "zieloną wyspą" wśród kryzysowej czerwieni. Morawiecki jest z wykształcenia historykiem i jeżeli uznamy, że jest najlepszym ekonomistą wśród historyków, to na pewno nie jest najlepszym ekonomistą wśród ekonomistów. Acz jeszcze mamy jedną subtelność, mianowicie ekonomista nie jest tożsamy z finansistą, a z tego ostatniego świata przyszedł Morawiecki, z prezesowania Bankowi Zachodniemu WBK, które jest własnością hiszpańskiej grupy finansowej Santander. Morawiecki raczej był twarzą banku i podejmował się wyzwań natury public relations, a nie rzeczywistych posunięć finansowych, bo te wykuwane były w Hiszpanii, a w Polsce decyzje stricte bankowe podejmowali fachowcy, którzy są z wykształcenia ekonomistami, a nie historykami. Morawiecki miał jak na Polskę w branży finansów dobre papiery rodzinne, jego ojciec Kornel gwarantował, że przynajmniej nie będą się syna czepiać politycy. Od kilku lat Morawiecki dawał sygnały o swoich ambicjach politycznych, bo w branży bankowej się obłowił na kilkadziesiąt milionów, takie tam frukta rozdają. U Donalda Tuska był doradcą, ale na tym skończył, bo gdzie mu do Jacka Rostowskiego i rzeczywistych ekonomistów. Morawiecki był kimś w rodzaju pasa transmisyjnego do polskiej branży finansów, był facetem od PR, od zachwalania przewidywalności polityki "ciepłej wody". Słychać Morawieckiego na jednej z taśm z restauracji "Sowa & Przyjaciele", jak wyraża podziw dla polityków Platformy Obywatelskiej. Zawiódł się więc na ścieżce awansu w PO i oddał się do dyspozycji PiS, jak swego czasu Zyta Gilowska. Jest kopią tamtego transferu, zdaje się, iż dużo marniejszą kopią. Jedyne "sukcesy" Morawieckiego to plan jego imienia, który jest tylko zapowiedzią i tak bodaj pozostanie. Wszak plany to public relations PiS, wizja prezesa - powstaniemy z kolan za cenę upadku. Morawiecki jak przystało na polityka PiS swoje niepowodzenia ceduje na poprzednią ekipę. Najpierw ogłosił, iż najważniejszy wskaźnik ekonomiczny PKB nie jest bożkiem. Można było rozdziawić gębę, a ja dojrzałem rozdziawioną gębę Morawieckiego, a poprzez nią próchnicę jego umysłu. Jeżeli miałoby być inaczej, to Morawiecki okazałby się Einsteinem ekonomii. Oczywiście, że nie jest Einsteinem, na osi współrzędnych - z jednej strony Einstein, z drugiej Kononowicz - to Morawieckiemu bliżej do tego ostatniego. Po bożku PKB Morawiecki pospieszył zrecenzować statystyki GUS. Twierdził, iż PKB za rządów PO było zawyżone z powodu niewłaściwego naliczania VAT-u. Szybko mu ekonomiści wybili tę bzdurę z głowy, ale Morawiecki miał ów papierek (wina PO) dla elektoratu PiS, a szczególnie dla prezesa Kaczyńskiego, który w ekonomii jest neptkiem, rzeczywistym Kononowiczem. Dzisiaj wiemy, dlaczego Morawiecki tak PR-owsko uwijał się wokół PKB, bo właśnie GUS ogłosił, iż wzrost gospodarczy w ubiegłym roku to zaledwie 2,8 proc. A jeżeli porównamy go do roku rządów Ewy Kopacz 2015 - 3,9 proc., to szczęka z podziwu może wypaść z zawiasów dla poprzedników, a ze zgryzoty ta sama szczęka wypaść z zawiasów dla błędnych wyliczeń Morawieckiego. Tak! Morawiecki wcześniej PR-owsko zakładał 3,8 proc., później to korygował w dół. Jeżeli PKB nie napędziła konsumpcja związana z programem 500+, to można się spodziewać, iż byłoby jeszcze gorzej. A jak byłoby gorzej niech świadczy inny ważny czynnik ekonomiczny, inwestycje. Spadek inwestycji jest największy od 2002 roku, w II kwartale ubiegłego roku nawet spadek wyniósł 7,7 proc., choć pod koniec roku wyhamował. Zdaje się, że Morawiecki pomylił resorty, powinien być ministrem populizmu. Dobry jest w te klocki, pod warunkiem jednak, iż zatrzyma się czas na planach, a nie na realizacjach. W kwestii panów Morawiecki jest dużo, dużo gorszy od Gilowskiej, która wylądowała w Radzie Polityki Pieniężnej, Morawiecki tam może nie dostać się, a do Banku Zachodniego WBK zamknie sobie drogę powrotu, bo hiszpańscy właścicieli nie będą chcieli mieć przegrańca. Prof. Andrzej K. Koźmiński Morawieckiego plany zrecenzował: "Populistyczna retoryka przyniosła może sukces polityczny, ale jej cena społeczna i ekonomiczna może być w przyszłości niezwykle wysoka". Powinien to sobie Morawiecki wziąć do serca, bo kto zechce w przyszłości zatrudnić takiego Greka Zorbę, który gotuje Polakom "piękną katastrofę". Waldemar Mystkowski

Mateusz Morawiecki wcześniej przygotowywał opinię publiczną, że wzrost PKB w pierwszym roku rządów PiS będzie najgorszym od końca kryzysu europejskiego, który Polska przeszła suchą stopą i miała powody, aby dumnie nazywać się „zieloną wyspą” wśród kryzysowej czerwieni. Morawiecki jest z wykształcenia historykiem i jeżeli uznamy, że jest najlepszym ekonomistą wśród historyków, to na pewno nie jest najlepszym ekonomistą wśród ekonomistów. Acz jeszcze mamy jedną subtelność, mianowicie ekonomista nie jest tożsamy

Karczewski osiwiał z braku zasług

Problemem polskiej polityki i przestrzeni publicznej jest z pewnością Jarosław Kaczyński i jakość jego partii. PiS stara się wpisać w globalny scenariusz, iż zachodzące zmiany na świecie i Europie mają przełożenie na Polskę, na które prezes i jego partia odpowiadają. Otóż nic bardziej mylnego. PiS działa przeciwskutecznie nowym zjawiskom, pogłębia ich przyczyny, wprowadza jeszcze większy zamęt. Jedyną receptą PiS jest odświeżenie XIX-wiecznego wzorca sprawowania władzy, a wraz z nią zniszczenie nowoczesnych

Jacek Kurski z budżetem śmierci

Jacek Kurski wychodzi ze skądinąd słusznego założenia, że za złamanie kręgosłupa trzeba mu płacić. Można mieć wątpliwości, kiedy ten kręgosłup dał sobie złamać. Na pewno długo przed „dziadkiem z Wehrmachtu”, bo ktokolwiek zdrowy nie podjąłby się tak uwłaczającego godności ludzkiej tematu. Kurski nie wyraża myśli, jego język nie jest relacją – narracją – tego, co onże chciałby wyrazić, jego język – fizycznie i charakterologicznie – sepleni. Złamany osobnik przekazuje skarlałe

Macierewicz - niszowy dyktator

Antoni Macierewicz ogłosił się dyktatorem mody. Przynajmniej jakimś dyktatorem jest, jeżeli nie może być rzeczywistym, bo ten zarezerwowany jest dla Jarosława Kaczyńskiego. Od dawna podejrzewałem go o zapędy podobne do Armaniego. Minister wszak lubi się ubrać w wojskowy mundur polowy i czuć się bliski żołnierzom. A przy tym policzki mu wydymają, jak przy „umpa-umpa”. Taki wyznaje rytmiczny patriotyzm. „Umpa-umpa” – oto wzdłuż szeregów wojskowych idzie podnosząc nogi do marszu defiladowego

Demolowanie wielkości Polaków

Długo czekaliśmy na taką władzę, jak PiS, której zdolności destrukcyjne w pełni do tej pory nie zdążyliśmy poznać. Doceniam zdemolowanie Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, kolejne przymiarki – do sądownictwa, samorządów i ordynacji wyborczej. Doceniam. Na ich miejsce nic nie powstanie – zapewniam. Bo niczym jest nieautentyczność, bezprawie, marnotrawstwo. Będzie doskwierać, będziemy płacić coraz większą cenę. Jednej rzeczy nie można zdemolować: pamięci. Wiedział o tym Stalin, dlatego do pamięci dobrał się

Co pali Szyszko, minister środowiska?

Minister środowiska nawet jak na standardy PiS jest osobą specyficzną, odbiegającą od normy, które powinny dotyczyć wszystkich. Minister Jan Szyszko powinien chronić i dbać o środowiska, przedstawiać projekty, które idą przeciw zagrożeniom naszemu fizycznemu bytowi na ziemi. A Szyszko mówi „nie”. Taki z niego Reytan, który widząc zagrożenie ze strony rozumu, kładzie autorytet urzędu w poprzek. Musi mieć to związek z „pochodzeniem” ministra, jest on z „teczki” o. Tadeusza Rydzyka,

Oficjalny kult Jarosława K.

Jarosław Kaczyński dostał nagrodę „Człowieka Wolności”. Tytuł nagrody jest dziwny, jak sama uroczystość zorganizowana przez tygodnik „wSieci”. Zacznijmy od oprawy zewnętrznej. Uroczystość odbywała się w Filharmonii Narodowej, który to budynek był otoczony taką ilością policjantów, iż żadna mysz nie mogła przecisnąć się na teren wolności, na którym nagradzany był człowiek wolności. Można mniemać, iż policjanci bronili wolności przed KOD, Obywatelami RP i opozycją polityczną, Platformą Obywatelską i Nowoczesną. Policja broniąca

Zdrada dyplomatyczna Waszczykowskiego

Witold Waszczykowski ma poważny problem. Wszyscy poprzedni szefowie dyplomacji byli od niego zdecydowanie lepsi, więksi, wywodzili się z wrogich formacji politycznych. Bez większych analitycznych zapędów trzeba stwierdzić, że Waszczykowski nie dostaje do urzędu, musi podskakiwać do klamki drzwi, które chce otworzyć. Dla obcych dyplomatów Waszczykowskiego raczej nie ma, nie zauważają go, choć nie tylko on ma wpływ na postępującą degradację Polski. A do tego wartość Waszczykowskiego chwieje się w obozie

Dobry Kaczyński i zły Kaczyński

Władza PiS uderza punktowo poprzez zastraszanie i będzie patrzeć, jakie wywołuje efekty. Jeszcze odbywa się to w ramach naciągania prawa bądź takiej jego interpretacji, jaka tej władzy jest wygodna. Krótko pisząc: mordowanie demokracji odbywa się w białych rękawiczkach, sukcesywnie, kawałek po kawałku. Najpierw opublikowano zdjęcia 21 protestujących pod Sejmem. Policja twierdziła, że to na polecenie prokuratury, zaś prokuratura tego polecenia się wypierała. Rzecznik Praw Obywatelskich zaś stwierdził, że to naruszenie