Bez kontroli

Bez kontroli

Ważni politycy PiS formułowali wielokrotnie i wprost oskarżenie, jakoby premier państwa zawiązał spisek z władzami Rosji, by zamordować polskiego prezydenta. Nie skończyło się to w sądzie!

Kilka dni temu zdarzyło mi się uczestniczyć w spotkaniu pewnego zacnego grona uczonych, działaczy społecznych, światłych księży. W jednym miejscu zgromadzono ludzi tego formatu, że swoją obecność trudno mi było traktować inaczej, niż jako bardzo dla mnie życzliwy kaprys losu. W pewnej chwili rozmowa dotknęła kwestii ujawnionych na początku grudnia przez MEN podstaw programowych dla klas IV-VIII. Kolejni mówcy wyrażali oburzenie niską jakością tych dokumentów. Ktoś zaproponował, żeby korzystając z zebrania się niemałego grona autorytetów w swoich dziedzinach wydać oświadczenie, bijące na alarm: reforma szkoły, potrzebna czy nie, jest przygotowywana w pośpiechu, proponuje lekarstwo gorsze od choroby i należy ją powstrzymać. Już niemal sięgano po kartkę papieru, by taki tekst napisać, kiedy obecny na sali sceptyk zapytał: „Czy państwo sądzą, że w wyniku naszego oświadczenia władze zmienią coś w toku prac nad reformą?”. Po kłopotliwej chwili ciszy odezwał się głos: „Nnie… ale trzeba przynajmniej dać wyraz naszej opinii”. Na to sceptyk: „A czy sądzą państwo, że ktoś może mieć wątpliwości, jaka jest nasza opinia?”. Znowu chwila ciszy i odpowiedź: „No… nie”. Sceptyk wzrusza ramionami: „Więc skoro władze i tak nie zareagują, a nasza opinia jest oczywista, to po co wydawać oświadczenie?”.

Wracałem do domu, myśląc z niepokojem, że w Polsce coś się w ostatnich latach zasadniczo zmieniło. Oczywiście można podejrzewać mnie o upiększanie przeszłości – ale wydaje mi się, że jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu, gdyby bardzo wybitny fizyk zadeklarował, że program nauczania matematyki i fizyki w podstawówce jest do kitu, wybitny historyk powiedział to samo o programie historii, i tak dalej – minister edukacji musiałby przynajmniej udać, że go to obchodzi. Postarałby się choćby pozorować jakieś działania naprawcze. Nie dlatego, że byłby taki wrażliwy, ale dlatego, że zwyczajnie bałby się opinii publicznej, dla której podobne oświadczenie uczonych stanowiłoby wstrząs.

Nazajutrz ten niepokój wcale mnie nie opuścił; co więcej, zaczęły przychodzić do głowy wzmagające go jeszcze spostrzeżenia. Myślałem, że:
– kiedyś, gdyby Rzecznik Praw Obywatelskich napisał list otwarty do szefa (lub szefowej) Polskiego Radia, że działania owego szefa zmierzają do ograniczenia swobody wypowiedzi dziennikarzy, to władze Polskiego Radia czułyby się zobligowane do jakiejś korekty swego postępowania, a przynajmniej do napisania obszernego wyjaśnienia, w takim mniej więcej duchu, że zapewne popełnione zostały jakieś błędy, które postaramy się naprawić, ale zapewniamy RPO, że co do generaliów, to się myli z takich a takich powodów. W każdym razie reakcją nie byłby opryskliwy list, z którego wynika, że RPO stoi po stronie nierzetelnych dziennikarzy i w odróżnieniu od władz radia uwielbia na antenie mowę nienawiści;
– kiedyś (lub „we w miarę normalnym kraju”, jeśli Państwo wolą nie umieszczać ideału w przeszłości), gdyby gazeta codzienna o wciąż największym nakładzie w kraju opublikowała serię przyzwoicie udokumentowanych artykułów, zarzucających Ministrowi Obrony Narodowej, że toleruje w swoim otoczeniu ludzi, będących byłymi współpracownikami SB, mających powiązania ze służbami specjalnymi jednego mocarstwa, a także innych, którzy z kolei mają powiązania z mafią, działającą w innymi mocarstwie – to szef rządu przynajmniej wszcząłby jakieś wewnętrzne śledztwo, znów w obawie przed reakcją opinii publicznej; w każdym razie rzecz nie skończyłaby się lakonicznym komunikatem MON, napisanym słabą polszczyzną, sprowadzającym się do pogróżek pod adresem owej gazety;
– w kraju o funkcjonującej mniej więcej prawidłowo demokracji, gdyby pojawiła się w internecie informacja, że krewny jednego z najwyższych urzędników państwa zostaje zatrudniony w bardzo wysokim urzędzie, gdzie ma degustować wino, za co będzie otrzymywał pobory wysokości dwukrotnej średniej krajowej, to – jedno z dwojga – albo autor tego doniesienia, zdemaskowanego jako fałsz, zostałby skazany na wysoką grzywnę i odechciałoby mu się zmyślać, albo skandal zmiótłby co najmniej kierownictwo owego wysokiego urzędu; u nas zapadła natomiast cisza;
– w kraju jak wyżej, gdyby minister i zarazem wicepremier zarzucił w wywiadzie na żywo telewizji publicznej, że uprawia propagandę, szerzy kłamstwa, a w najważniejszym programie informacyjnym podaje wiadomości dowodzące kompromitującej niewiedzy dziennikarza, to nazajutrz – znów jedno z dwojga – albo wicepremier zostałby zdymisjonowany jako człowiek, który nie wie, co mówi i jest zatem nieodpowiedzialny, albo w telewizji doszłoby do głębokiej wymiany kadr, albo przynajmniej rozpoczęłaby się ogólnonarodowa debata, kto miał rację, trwająca wiele miesięcy. U nas – po dwóch dniach zapadła cisza;
– w kraju jak wyżej, gdyby pękła opona w samochodzie prezydenta, co mogło spowodować jego śmierć, kilka miesięcy później doszło do (niegroźnej na szczęście) kolizji w kolumnie samochodów rządowych, a następnie po kilku dniach do zamieszania na lotnisku, w wyniku którego, gdyby nie opór pilota, delegacja rządowa wystartowałaby samolotem przeciążonym i źle wyważonym (raptem sześć lat po katastrofie lotniczej, w wyniku której zginęło blisko sto osób z najwyższych władz państwowych), rozpoczęłaby się cała seria śledztw, zakończonych wyrzuceniem z pracy osób odpowiedzialnych za zaniedbania; u nas po każdym z tych wydarzeń zapadała cisza, a o pierwszym chyba mało już kto pamięta;
– w kraju jak wyżej, gdyby okazało się, że powstają oddziały obrony cywilnej, wśród których będzie rozdawana broń, a partia rządząca wykreśla z ustawy przepis, zabraniający kierowania tej broni przeciwko rodakom, doszłoby do głębokiego kryzysu politycznego, być może zakończonego przedwczesnymi wyborami; w każdym razie minister, odpowiedzialny za ten pomysł, nie utrzymałby się na stanowisku dłużej, niż 24 godziny. U nas zapadła cisza.

I tak dalej.

Traf chciał, że rozmyślając nad tym wszystkim, natknąłem się na znajomego z czasów, gdyśmy obaj pracowali w Polskim Radiu. Zwierzyłem mu się ze swojego zdziwienia, narzekając na zuchwałe lekceważenie opinii publicznej przez obecne władze. „Ale o JAKIEJ OPINII PUBLICZNEJ ty mówisz?” – wzruszył ramionami mój znajomy. – „O jakiej JEDNEJ opinii? Poza tym weź pod uwagę, że zuchwałość władz to tylko składnik sytuacji, a są inne. Musimy z przykrością przyznać, że przez długie lata pracowały na nią też media w Polsce, które robiły i wcześniej tego rodzaju wrzutki, stopniowo znieczulając odbiorców na słowo „skandal”. „Od dawna przyjęło się – kontynuował gorzko mój znajomy – że podstawowa forma programu publicystycznego, dotyczącego życia politycznego w Polsce, to rozmowa z posłami, ministrami, a przynajmniej rzecznikami ministerstw. Policzyłem niedawno, ile takich programów odbywa się dziennie – licząc wszystkie, publiczne, prywatne i społeczne stacje telewizyjne i radiowe. Jest tego mnóstwo! W rezultacie niektórzy politycy nic innego nie robią, jak biegają z programu na program. Mówią wówczas, co im ślina na język przyniesie, wiedząc w dodatku, że jeśli powiedzą coś elektryzującego, ten fragment ich wypowiedzi zostanie powtórzony w serwisach informacyjnych, a może też w innych stacjach. Dziennikarze, bez przerwy zaskakiwani, nie mają czasu tego weryfikować, zresztą im też zależy na wysokim wskaźniku cytowań. A nawet gdyby chcieli przygotować się porządnie do rozmowy, nie mają na to szans, bo przy tym systemie stracili wpływ na to, kto konkretnie odwiedzi ich audycję: zamawia się nie określonego polityka, ale „kogoś z PiS”, „kogoś z PO”, „kogoś z Nowoczesnej” i tak dalej (a skoro nie wiemy dokładnie, kto przyjdzie, to tym bardziej nie możemy przewidzieć, co powie). W tym stanie rzeczy wytworzył się szum informacyjny, w którym praktycznie nic nie ma znaczenia. Już nawet nie wspominając o tym, że elektoraty są tak podzielone, że „ktoś z PO”, choćby mówił rzeczy niekontrowersyjne, zostanie uznany przez wyborcę PiS za kłamcę, tak jak „ktoś z PiS”, choćby w deszczowy dzień informował, że pada, w oczach wyborcy PO pozostanie „szubrawcem, mijającym się chronicznie z prawdą”.

Słuchając znajomego, uświadomiłem sobie, że przecież nie tak dawno ważni politycy opozycji formułowali wielokrotnie i wprost oskarżenie, jakoby premier państwa zawiązał spisek z władzami Rosji, by zamordować polskiego prezydenta. Nie skończyło się to w sądzie! Jedni z nas uznali oskarżenie za prawdę, inni za potwarz, wszyscy natomiast przyjęliśmy do wiadomości, że po takim oskarżeniu życie polityczne może toczyć się dalej, jak gdyby nigdy nic. Doprawdy, czy wolno się zatem dziwić, że skoro po pierwszej wypowiedzi, sugerującej, że premier Tusk jest prezydentobójcą, reguły debaty nie zostały zawieszone, a premier i jego oskarżyciele nie spotkali się na procesie o zniesławienie, to taki drobiazg, jak skandaliczna reforma edukacji, czystka wśród dziennikarzy mediów publicznych albo dziwne powiązania współpracowników ministra Macierewicza zostają dziś uznane za wydarzenia niewarte uwagi? Przemijające newsy, do których najważniejsze osoby w państwie właściwie nie muszą się ustosunkować?

Na naszych oczach – puentuje mój znajomy – media straciły funkcję kontrolną. Nie tyle dlatego, że media publiczne przerobiono na media narodowe, które mają „realizować linię informacyjną rządu”, ile dlatego, że informacyjnym zgiełkiem zostaliśmy w minionych latach ogłuszeni. To jest przykre dla nas, jako dla dziennikarzy (i choć osobiście nie dołożyliśmy się może do tego mechanizmu, obciąża nas zbiorową winą). Natomiast jest to katastrofalne dla systemu demokratycznego. Bo bez kontrolnej funkcji mediów społeczeństwo staje się istotą ślepą i głuchą”.

Kto tę istotę poprowadzi i w jakim kierunku, pozostaje kwestią przypadku.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Bez kontroli"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jacek Doliński
Z bólem serca muszę Panu Redaktorowi przyznać rację. Politycy PIS najwidoczniej wierzą w powodzenie planu Kaczyńskiego, który zmierza do przekształcenia Polski do końca bieżącej kadencji Sejmu w PRL-bis, gdzie rządząca PZPR miała zawsze ponad 90% poparcia w każdych wyborach, wierzą również że z pomocą kryptokoalicjanta – Kukiza utrzymają do końca kadencji większość w Sejmie, I mają opinię publiczną tam, gdzie światło nie dochodzi. Na razie jeszcze tolerują opozycyjną prasę i portale, ale plan „polonizacji” mediów już im chodzi po głowie. Dla Polski niczego dobrego to nie wróży. W najlepszym przypadku PiS doprowadzi do zapaści gospodarczej, po której straci poparcie i… Czytaj więcej »
Ted

Spokojnie, jak doprowadzą do zapaści gospodarczej, to wiadomo, czyja to będzie wina. W kampanii wyborczej mówili, że kraj jest w tragicznym stanie, w ruinue. Przecież robili ile mogli, ale ten wstrętny KOD, TK, RPO itp im przeszkadzali i utrudniali.
I dlatego wyborcy powinni im znowu zaufać, zagłosować na nich, uniemożliwić działania wrogów (socjalustycznej) ojczyzny bo tylko całkowita i absolutna władza ukochanego wodza pozwoli odbudować silną Polskę.

A „ciemny lud” to kupi …….

Zgredzinka

To zależy jak bardzo mu się pogorszy.

Zwinka
W zasadzie pozostaje jeszcze tylko zmiana nazwy państwa. Na jakąś Polską Republikę Bananową ( o przepraszam, Narodową, bo wszystko MUSI być Narodowe), albo coś w tym stylu. Dziennikarze bronią się przed zarzutem, że to oni są wszystkiemu winni, że wiadomo, że z mediami jeszcze nikt nie wygrał itp. Ale …niestety, nie ma u nas rzetelnego dziennikarstwa, poza nielicznymi wyjątkami, które każdy może sobie wg własnego uznania wyliczyć. Ja osobiście jestem wściekła na PO, że nie kiwnęła palcem w sprawie pomawiania premiera ( i prezydenta !!!) o najcięższą zbrodnię, czyli zamordowanie prezydenta w ZMOWIE z ówczesnym premierem innego kraju, czyli o… Czytaj więcej »
Petrol z Maltreting.pl
Obawiam się, że prawda jest bardziej przygnębiająca. Media straciły funkcję kontrolną nie tylko przez pogoń za newsem, sensacją czy skandalem, stopniowo dewaluując te słowa i fakty, które za nimi stoją. Media zrobiły coś gorszego – opowiedziały się po stronach politycznego sporu nie tylko na poziomie wyznawanych wartości (przyjmijmy na moment, że w przypadku polityków można bez sarkazmu mówić o wartościach), ale także na poziomie sympatii politycznych. Nie ważne, z jakich powodów to uczyniły – szlachetnych czy podłych, naiwnych czy mądrych, ale uczyniły to. Co gorsza, przejęły od polityków ich metody: nie pasujące do tezy fakty były przemilczane, przekręcane lub pozbawiane… Czytaj więcej »
krakus

Polska musi być przekształcona w coś na kształt Izraela. Wyznaniowe państwo religijne z bombą atomową i murem na granicy.

Zwinka

Byłoby fajnie . Adrenalina na maksa, bo nigdy nie byłoby wiadomo, kiedy wyleci się w powietrze. Jak długo żyję ( no, dzieciństwo sobie odpuszczę, bo mało mnie to obchodziło), trwa konflikt izraelsko – palestyński i końca tego konfliktu nie widać. Co trzeba mieć we łbie, aby czegoś takiego życzyć Polsce, pojęcia nie mam. Smog Wawelski ?

PaWeł
„ktoś z PiS”, choćby w deszczowy dzień informował, że pada, w oczach wyborcy PO pozostanie „szubrawcem, mijającym się chronicznie z prawdą”. To nieprawda.! Panie redaktorze. Wielu z wyborców PO byłoby dużo łatwiej żyć gdyby można było czasem przyznać Pisowi rację. Niestety nie było ku temu żadnych powodów. Bo oni chcieli urządzić ten świat na nowo. Do tego niezbędny był totalny konflikt. Jak urządzić? To już dokładnie wiadomo. A to wzbudzało moje coraz większe przerażenie i dyskomfort psychiczny. Poprawność polityczna uniemożliwiała nieskrępowaną dyskusję na ten temat. Również obecnie i na tym forum nie jest to możliwe . I to jest największy… Czytaj więcej »
Gheorghe Pinescu

Greckie przysłowie mówi: WSZYSTKIE ŚWINIE MAJĄ TAKIE SAME RYJE. Moim zdaniem przysłowie to można rozciągnąć na zarówno prawą jak i lewą stronę politycznych mediów publicznych w Polsce.

wpDiscuz