Felieton

Smutny popis

Czy jeszcze ktoś pamięta czasy, kiedy powiedzenie komuś, że kłamie było śmiertelną obrazą? Kłamca, jeżeli mu udowodniono kłamstwo, zostawał z plamą na honorze. Pamiętacie honor? Zobowiązywał, oznaczał, że można było komuś zawierzyć na słowo. Słowo. Powinno mieć znaczenie, nie rzuca się słów na wiatr, wyważa się słowa, ponieważ raz wypowiedziane, zostają przyklejone do człowieka, niewykluczone na zawsze. Towarzystwo. Nie oznacza elity, klas wyższych, ludzi uprzywilejowanych. Jest afirmacją dobrze wychowanych, liczących

Mit wuja Sama

Wielu z nas liczy, że prezydent Barack Obama, który właśnie gości w Polsce na szczycie NATO, wpłynie „surową” rozmową (z prezydentem? ministrem Macierewiczem? ministrem Waszczykowskim?) na polską politykę; przywróci praworządność, trójpodział władzy i dobre relacje z UE. Nic z tego. Mamy w ojczyźnie demokratycznie wybraną władzą, bardzo sprawną, spójną, która w błyskawicznym tempie dokonuje reform, które z jednej strony bardzo podobają się wyborcom, z drugiej – mają na celu wieczną

Nie wciskajcie nam dziecka w brzuch!

Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badania, datowane na czerwiec 2016, pod tytułem Społeczna aprobata i dezaprobata partii i ruchów politycznych. Na liście badanych podmiotów umieszczono wszystkie ugrupowania, które wystawiły listy wyborcze w co najmniej połowie okręgów wyborczych w ostatnich wyborach parlamentarnych. Do tej listy z niewiadomych przyczyn dodano Komitet Obrony Demokracji. KOD nie wystawił żadnej listy wyborczej w żadnym okręgu w wyborach 2015 roku. KOD nie walczy i nie zamierza

Walka Kościoła z szatanem… konsumpcjonizmu

Kościół to potężne narzędzie demokracji. Wystarczy puścić po mszy kartkę z prośbą o podpisy w jakiejkolwiek sprawie, a wola ludu objawi się w pełnej okazałości. Nie ma mowy, by ktoś podpisu nie złożył, nie ma mowy, by ktoś (w małym mieście, na wsi) do Kościoła nie poszedł. Polityczna siła wiernych jest potężna, a właściwie – siła ich posłuszeństwa i oportunizmu wobec hierarchów, którzy właśnie zdecydowali, że niedziela jako siódmy dzień

Nie wszystkie dzieci należą do PiS!

Zgodnie z nową podstawą programową dla zerówek opracowaną przez PiS, sześciolatki mogą się uczyć czytać, ale nie pisać. Bo pisanie jest dla sześciolatków za trudne. Nie wiem doprawdy, skąd wzięli takie informacje pisowscy pedagodzy, ale sądzę, że albo od państwa Elbanowskich, którzy są tak zajęci polityką, że nie śledzą rozwoju i umiejętności swoich dzieci, albo z XIX-wiecznych podręczników pedagogiki. Polityka prorodzinna PiS jest jedną z najgłupszych i najbardziej szkodliwych, jakie

Precz z komuną…

Różne poważne autorytety poszukują teraz źródeł „dobrej zmiany”. Podpowiadam więc jeszcze jedno, kto wie, czy nie najbardziej istotne. Tu może chodzić o młodość. A konkretnie – o drugą młodość… Taką dojrzałą, ale ciągle zdolną do czynu. Z entuzjazmem podnoszącą Polskę z ruin. I pełną wiary w świetlaną przyszłość narodu. Sorry – Narodu. Konkretnie chodzi więc o młodość koło sześćdziesiątki. Niektórzy wchodząc w kryzys wieku średniego kupują sobie czerwone ferrari albo

Nie chcę być złym prorokiem

No to ŚMY poświętowali… I co? I NIC! A co mogło się zmienić po kolejnym spacerze? Po kolejnych przemówieniach i skandowaniach? To samo, co po tych, na których już zdarliśmy nieco podeszwy i gardła. Czyli NIC, że jeszcze raz to powtórzę. Oczywiście, było fajnie, wesoło i słonecznie, bo i chmury rozgonił świąteczny nastrój wolnościowy. Była nas garstka „rebeliantów”, którą autor tego określenia widział zgromadzoną na ul. Marszałkowskiej między placami Bankowym

WOJCIECH PSZONIAK: Moja lekcja wolności

Bardzo długo nie wiedziałem, co to jest wolność. Urodziłem się w czasie wojny. Dzieciństwo i młodość spędziłem w zniewolonym kraju. Moi rodzice wiedzieli, co to jest wolność, więc o tym mówili. Mieli poczucie, że coś im zostało zabrane. Cierpieli. Nie tylko oni, wszyscy, którzy pamiętali czasy przedwojenne. Pewnej nocy funkcjonariusze UB wtargnęli do naszego mieszkania, zrobili rewizję i wzięli mojego ojca, skromnego urzędnika. Zniknął na dwa miesiące. Potem stracił pracę,

KRYSTYNA KOFTA: Moje czerwce

Najważniejszy jest dla mnie, dobrze zapamiętany z czasów dzieciństwa, Poznański Czerwiec 1956. Mój starszy brat pracował w Cegielskim. Pamiętam strach matki, gdy nie wracał, słyszałam czołgi, widziałam idącą ulicami olbrzymią demonstrację, byliśmy z ojcem w tłumie pod Ubezpieczalnią Społeczną, przy zrzucaniu z dachu stacji zagłuszającej Wolną Europę. Krawiec z powieści „Wióry” (wyd. Czytelnik 1980) to mój ojciec i to jego słowa. *** „- Czemu nie śpisz? – pyta ojciec. –

MAGDA DYGAT: Nie naprawiać tego, co nie wymaga naprawy

Na ekranie telewizora, wiszącego nad barem, czołgi sunęły w ciszy po wyludnionych ulicach zaśnieżonej Warszawy. Wigilię 1981 roku spędziliśmy na Manhattanie w restauracji przy Siódmej Alei, gdzie podawali barszcz, śledzia i karpia po żydowsku. Za oknem potomkowie angielskich pielgrzymów wychodzili ze sklepów obładowani świątecznymi zakupami. Patrzyliśmy na nich z zazdrością. Mieli zagwarantowane swobody obywatelskie, prawo do decydowania o swoim losie, wolności wyznania i wolności prasy. Między innymi. W 190 lat