Co wolno drukarzowi, czyli wolność wyznania

Co wolno drukarzowi, czyli wolność wyznania

Nikt chyba nie przypuszczał, że wraz z nastaniem „dobrej zmiany” zawód drukarza zostanie wpisany na listę profesji o charakterze politycznym. To zresztą mało powiedziane. Bo w tej chwili od zwyczajnego – z pozoru – zecera zależy „być lub nie być” polskiego systemu prawnego. Opozycja zarzuca rządowi, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie są publikowane na bieżąco. Ale przecież ministrowe nie pracują w drukarni! Tymczasem może być tak, że to drukarze po prostu nie drukują, bo nie pozwala im na to ich światopogląd!

Oto przed sądem powszechnym właśnie stanął pewien drukarz z Łodzi, który odmówił wykonania zlecenia na rzecz organizacji LGBT (zrzeszającej gejów i lesbijki). Za drukarzem zaś stanął murem aktualny minister sprawiedliwości  Zbigniew Ziobro. Minister dał jasno do zrozumienia, jakiego wyroku oczekuje i jest to – co chyba oczywiste – wyrok uniewinniający. Prawo nie może otóż – zdaniem pana ministra – nikomu niczego „kazać”, zwłaszcza jeśli wykonania usługi odmawia prywatny podmiot gospodarczy (lub prywatna osoba). Tym bardziej nie może więc nakazać, żeby drukarz coś drukował albo i nie drukował.
Interwencja Zbigniewa Ziobry w sprawie skromnego zecera z Lodzi dowodzi konsekwencji władzy w obronie wolności decyzji gospodarczych. Nie można było drukarzom z Kancelarii „kazać”, żeby publikowali orzeczenia Trybunału, to tym bardziej nie można zecerowi z Łodzi, no przecież.

Sędzia, cóż, w teorii jest niezależny, więc może jednak ukarać wrażliwego drukarza, który nie chciał przykładać ręki do szerzenia niemiłej mu ideologii. Ale że minister dał jasno do zrozumienia, po czyjej stronie jest prawo, sąd pewnie zecera uniewinni. W ten sposób powstanie zaś tak zwany precedens. Tak wiem, tu nie Ameryka i jeden wyrok uniewinniający nie oznacza, że będzie sobie można, od tak, odmówić tego lub owego, temu czy innemu obywatelowi. Ale skoro wolno drukarzowi…

I tak, na przykład, właścicielom prywatnych sklepów z bielizną wolno więc chyba będzie – po obowiązkowym okazaniu medalika do kontroli – odmówić sprzedaży stringów z koronką i biustonoszy typu „push-up” aktualnym i przyszłym Matkom Polkom (to nie stan rodzinny, tylko światopogląd). W trosce – oczywiście – o ich zdrowie moralne. Bo tym reprodukcyjnym już zajął się minister Radziwiłł, obiecując wszystkim po parze luźnych gaci z NFZ-u.

Prawo odmowy obsługi, ze względu na poglądy, będzie też chyba przysługiwało dostawcom tych wszystkich dóbr i usług, które znalazły się za „dobrej zmiany” na liście artykułów szkodliwych i niebezpiecznych dla prawdziwego Polaka-patrioty. A że w szczególności zagraża mu (znaczy Polakowi-patriocie) „biegactwo” oraz styl życia wegetarian i cyklistów, szczególne uprawnienia do wyboru klientów w pierwszej kolejności otrzymają:
– sprzedawcy rowerów,
– właściciele straganów warzywnych oraz knajp wegańskich,
– pracownicy „najków free run” oraz sklepów z odzieżą sportową dla biegaczy.

Aptekarzom wolno będzie – znów po obowiązkowej kontroli medalików – odmówić ich właścicielkom sprzedaży środków antykoncepcyjnych, pod warunkiem wszakże, że zaproponują im – zgodnie z ustawą – inne metody kontroli narodzin. W tym wypadku – szklankę wody „zamiast”.

Sprzedawcy w alkoholowych poproszą o dowodzik, policzą dzieci, w pamięci pomnożą je przez Pięćset Plus, po czym będą mogli odmówić obsługi ze względu na dobro małoletnich i rodziny (jedni i druga to przecież teraz chronione prawem dobra narodowe).

Kamień z serca spadnie też właścicielom galerii plastycznych, szefom teatrów alternatywnych, producentom filmowym i w ogóle – ludziom pracującym w tak zwanej „kulturze”. Do tej pory bowiem nie można było, pod groźbą procesu o dyskryminację, odmówić wpuszczenia na wystawę, film czy spektakl zwolennika „dobrej zmiany”. Tymczasem on, biedaczek, doznawał wtedy zwykle głębokiego uszczerbku na uczuciach (religijnych, ale nie tylko). W związku z tym czuł się w obowiązku prostować, pikietować, a nawet osobiście niszczyć szkodliwe moralnie produkcje. Potrafił też zerwać spektakl, urządzając awanturę (jak w teatrze Michała Żebrowskiego). No to teraz już nie będzie takiego zagrożenia, bo wszystkich podejrzanych o nadwrażliwość uczuciową można będzie w majestacie prawa odesłać od kasy z kwitkiem niefiskalnym. W trosce o ich dobro, oczywiście.

Od razu spadnie też liczba reklamacji w biurach podróży oraz – niestety – obroty tanich linii lotniczych. Bo przecież Unia Europejska też będzie mogła – z mocy tego samego prawa – ułatwić życie swoim zagorzałym krytykom, zwłaszcza tym otwarcie nawołującym do jej rozwiązania, i oszczędzić im oglądania zislamizowanego, niebezpiecznego Paryża czy też stolicy moralnego zepsucia – Brukseli. Przedtem będzie jej wolno – bo to wszak tylko kwestia techniczna – przywrócić kontrolę granic oraz wizy. Po czym (to z kolei na mocy ustawy inwigilacyjnej) sprawdzać poglądy kandydatów do wyjazdu na Facebooku.

No i na koniec najważniejsze. W tej sytuacji można chyba będzie legalnie odmówić płacenia abonamentu za TVPiS. Wszak całkiem sporej liczbie rodaków światopogląd nie pozwala oglądać tego, co produkują absolwenci Szkoły Medialnej z Torunia pod wodzą prezesa Kurskiego. W teorii wszyscy muszą oglądać, a przynajmniej – muszą płacić. Ale światopogląd to jednak wyjątek. Nawet w Peerelu, do którego właśnie wracamy, władza respektowała takie rzeczy, i na tej podstawie można było uniknąć obowiązkowego poboru do służby wojskowej! No więc teraz też chyba wolno się będzie powołać na względy wyznaniowe i pisemna deklaracja braku wiary w „dobrą zmianę” wystarczy, żeby nie płacić haraczu na kolegów pana Kurskiego, Czabańskiego i Karnowskich? Chociaż może nie wystarczyć. Bo światopogląd to jedno, a tutaj liczy się kasa.

I tylko patrzeć, jak na sklepach, restauracjach, galeriach, a nawet biurach i urzędach pojawią się tabliczki „Tylko dla wyznawców dobrej zmiany”, lub – „Niewierzącym w… (zamach smoleński, dobre maniery posłanki Pawłowicz, zwycięstwo prezesa Kurskiego w konkursie na szefa TVPiS – niepotrzebne skreślić) już dziękujemy”. A tak swoją drogą, to już były kiedyś takie tabliczki w Warszawie…

Bożena Chlabicz-Polak

 

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Co wolno drukarzowi, czyli wolność wyznania"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
marta

Taaaa, drukarz nie wydrukuje, bo mu wolność wyznania nie pozwala, kioskarz nie sprzeda Polityki, Newsweeka, Wyborczej, bo sumienie mu nie da, pani/ pan w warzywniaku nie sprzeda pietruszki, bo nie słuchasz Radia Maryji, śmieciarz śmieci nie zabierze, bo prezerwatywy w nich wypatrzy i sumienie i wyznanie mu zakazują, kelner nie obsłuży kiedy w piątek mięso zamówisz, bo sumienie i wyznanie, wolność jego, jej. Taaa, wolność wyznania, wolność sumienia…
A mnie się marzy wolność od głupoty i absurdów, wolność od fanatyków i fundamentalistów wszelkich. Taaa, marzy mi się…Taaa doczekam się na święte nigdy.

Mawik

W kwestii formalnej… zecer to składacz tekstu w zecerni na potrzeby druku typograficznego (czcionka) a nie drukarz.
Drukarz z zecerem ma tyle wspólnego ,że wykonuje odbitki z tego co mu zecer przygotował . To są dwa oddzielne zawody chociaż z jednej branży.
Więc kto odmówił druku ? Składacz czy drukarz ? A może właściciel firmy ?

Straightless

I przede wszystkim LGBT nie jest żadną organizacją. Jest społecznością. Tak jak społecznością są wierzący, niewierzący, rudzi i miłośnicy kotów.

Andrzej
Do tej pory nie potrafię zrozumieć o co chodzi i dlaczego powstał taki rwetes. Do dyskoteki nie wpuszczają w obuwiu sportowym, a na bramce robią selekcję – przecież to dyskryminacja! Każdy przedsiębiorca ma prawo do przyjmowania zleceń lub nie. Jeśli przedsiębiorca nie chce czegoś wydrukować to jego prawo i nie należy za niego zarządzać firmą. Obecnie drukarni jest dużo, jest konkurencja można pójść do innej. Co więcej można nagłośnić sprawę, tak aby wszyscy się dowiedzieli że ze względów ideologicznych ktoś odmówił druku, niech ludzie sympatyzujący bojkotują firmę. Jednak karać sądownie za wybór klienta? Władza ma ustalać od kogo prywatna firma… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba

Pani Bożeno, czy w sytuacji odwrotnej: do drukarni Agory przychodzą łysi i życzą sobie wydrukowania „Mein Kampf” po polsku, też byłaby Pani taka oburzona odmową ?… 😉 Chociaż Agora to zły przykład (oni by wydrukowali bo żadna pekunia non omlet) ale drukarnia „Trybuny”, czy inna lewicowa… ?

Janka

No, oczywiście drukarzowi wolno wyżerać świerki w Puszczy Białowieskiej, pis będzie miał pretekst do jej wycinki. :))

wpDiscuz