Czas propagandy

Czas propagandy

Sądziliśmy, że ideologie są jak dinozaury i dlatego z takim niedowierzaniem przyglądamy się dziś Wiadomościom TVP 1, a też manifestacjom entuzjazmu dla nieomylnego geniuszu Pana Prezesa.

Kiedy dorastałem, ideologia komunizmu była martwa. Pamiętam, jak w okresie studiów zastanawiałem się z przyjaciółmi, czy znamy jakiegoś wierzącego komunistę – i wychodziło nam nieodmiennie, że nie. Oczywiście znaliśmy członków partii. Znaliśmy ludzi – w moim otoczeniu nie było ich wtedy wielu – którzy widzieli jakieś racje po stronie generała Jaruzelskiego. Znaliśmy wreszcie ludzi, którzy uważali Marksa za filozofa godnego lektury (zazwyczaj nie byli JUŻ członkami partii, a o stanie wojennym wyrażali się jak najgorzej). Ale nikt z nas nie spotkał ani jednego człowieka, który by serio mówił, że Polska kroczy drogą do komunizmu, który będzie idealnym ustrojem społecznym, że w państwach demokracji ludowej rządzi proletariat, którego światowe centrum stanowi Związek Radziecki, że kapitalizm musi upaść pod wpływem rozdzierających go konfliktów klasowych i tak dalej.

Uzasadnienie tego, że w Polsce rządzi ta, a nie inna siła, było aż groteskowo pragmatyczne i można je było wyczytać nawet między wierszami oficjalnych wypowiedzi: że mianowicie zmiana władzy w Polsce spowodowałaby interwencję ZSRR. Czasem jeszcze bąkało się coś o pogrobowcach hitleryzmu, którzy chcą nam odebrać Ziemie Zachodnie, ale nawet to traktowało się jako dziwną skamielinę sprzed lat, skoro było wiadomo, że w tej części Europy nic się nie stanie bez zgody Moskwy. Więc ostatecznie i w tej kwestii wszystko sprowadzało się znów do tego, że Rosjanie trzymają nas w garści.

Wielokrotnie zastanawiałem się wówczas – zwłaszcza, kiedy w ramach studiów przychodziło mi szperać w prasie lub książkach z lat 50. – jak to jest żyć w kraju, w którym ideologię partii rządzącej realnie wspiera znacząca część społeczeństwa. W którym slogany powtarza się z dobrą wiarą, a nie z cynizmu czy strachu. W którym propagandysta, przedstawiający bieżące wypadki zgodnie z linią polityczną ustaloną przez władze, może liczyć na to, że część odbiorców przyjmie jego materiał za dobrą monetę. Oczywiście, miałem wtedy, jak każdy, orientację w nastrojach tylko części społeczeństwa: tej, na którą składało się moje środowisko rodzinne i towarzyskie. Ale tu zarówno Dziennik Telewizyjny, jak i artykuły w gazetach, interpretowało się z niezmienną podejrzliwością. W najlepszym razie zadawało się pytanie: PO CO mówią nam o tym? Częściej od razu przyjmowało się lekturę na wspak: jeżeli mówią coś, to prawda z pewnością przedstawia się dokładnie odwrotnie. Hasło Marca 68 roku „Prasa kłamie!” wydawało się nam, młodszym od pokolenia Marca o kilkanaście lat, skrajnym banałem, czymś, od czego zaczyna się myślenie o świecie, a nie przerażającym punktem dojścia.

Z tego doświadczenia wyprowadziliśmy kilka dogmatów, które wcale w wolnej Polsce nie pomogły nam żyć. Przede wszystkim zdawało się nam, że społeczeństwo, jak jednostka, ma dobrą pamięć i raz wyciągniętych wniosków będzie się trzymać. Skoro zatem widzieliśmy wszyscy kłamstwa telewizji czy gazet, to jesteśmy szczepieni na ten typ pseudo-dziennikarstwa. Sądziliśmy także, że ideologie są jak dinozaury, które wymarły raz a dobrze, i nie wskrzesi ich nawet jakiś John Hammond w swoim „Jurassic Park”. To dlatego z takim niedowierzaniem przyglądamy się dziś felietonom w Wiadomościach TVP 1, a też manifestacjom entuzjazmu dla nieomylnego geniuszu Pana Prezesa, tudzież marszom, podczas których ludzie nie przymuszeni, niesieni wiarą, a nie cynizmem, wykrzykują hasła o wrogach, którzy dybią na Polskę, uchodźcach, którzy będą w niej „piątą kolumną” i tak dalej. Jeśli mówimy, że to przypomina PRL, to w tym sensie nie mamy racji, że na przykład niniejszy felieton mógłbym sobie za Gierka odbić co najwyżej na powielaczu, a za Bieruta, nim zdążyłbym go napisać, siedziałbym w więzieniu i to nie wiadomo, czy nie czekając na egzekucję. Skojarzenie z PRL-em polega na czym innym: oto obudziliśmy się pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic, z powrotem w wieku ideologii. Po ogłoszeniu kolejnego sondażu opinii publicznej moi znajomi, zresztą i ja czasem, pytają: jakim cudem ludzie ciągle IM wierzą? Ale wyznawcy nie ulegają wątpliwościom tak szybko.

Przypuszczam, że propagandystom obecnej władzy stwarza to bardzo szczególne warunki pracy. Jeśli nawet sami bywają cynikami – choć niekoniecznie i zapewne nie wszyscy – nie frustruje ich poczucie, że każdym materiałem ośmieszają się w oczach odbiorców. Żeby się o tym przekonać, wystarczy prześledzić w internecie choćby komentarze pod omówieniami wyjątkowo, zdawałoby się, topornej akcji skierowanej przeciwko sektorowi organizacji pozarządowych. Liczba ludzi, którzy szczerze bronią niejasnych insynuacji i absurdalnych wykresów, ma prawo krzepić tych, którzy owe insynuacje i wykresy pokazali na ekranie telewizora. Ktoś, kto postanowił zająć się propagandą, podobnie jak ktoś, kto postanowił być rzecznikiem jakiejś firmy, musi zdawać sobie sprawę, że przynajmniej raz na jakiś czas będzie musiał uszminkować nieco fakty. Jeśli jest uczciwy, znajdzie sobie dla tego faktu usprawiedliwienie. Jego celem nie jest być prawdomównym (choć pewnie miło mu, kiedy pozwoli sobie na ten luksus); on chce być SKUTECZNY. Nie ma ambicji, by – jak dziennikarz, godny tej nazwy – informować, bulwersować bądź zachęcać do myślenia. Jego ambicją jest: PRZEKONAĆ. Nie oczekujmy zatem w najbliższym czasie jakichś aktów skruchy ludzi, którzy podjęli się podobnego działania – póki odnoszą sukcesy na wybranym przez siebie polu.

Jeszcze słowo o różnicy między propagandą a dziennikarstwem, zwłaszcza, że te dwa odmienne rodzaje działalności mieszają się nam dziś bardzo często i to – bądźmy uczciwi – niekoniecznie tylko w kręgu entuzjastów władzy, bo i w opozycji ulega się niekiedy ochocie, by iść na skróty. Dziennikarz także jest człowiekiem i zbierając fakty, o których zamierza napisać artykuł albo nakręcić materiał telewizyjny, wyrabia sobie przecież jakiś pogląd na całą sprawę. Człowiek, poza tym, że jest istotą dwunożną, myślącą czy potrafiącą się śmiać, jest istotą interpretującą. Dlatego w idealnym świecie dziennikarz to zawód zaufania publicznego: skoro jest kimś, dzięki któremu w ogóle wiem coś o tym, co dzieje się poza moim bezpośrednim doświadczeniem, muszę wierzyć, że nim przedstawi mi interpretację zebranych danych, to zbierze je rzetelnie, niczego nie przemilczając (by o zmyślaniu już nawet nie wspominać). Że nie przystąpi do pracy z niewzruszonymi przekonaniami, do których dobierze jedynie pasujące fakty. Że jeśli, jako publicysta, będzie budował pewną wizję ogólną sprawy (czyli siłą rzeczy nabuduje nad sprawdzalnymi faktami jakąś subiektywną opowieść), to wprost lub pośrednio zaznaczy możliwość innego rozumienia biegu zdarzeń. Że nie będzie rozpowszechniał pogłosek i bajd. I nie będzie twierdził, że kto się z nim nie zgadza, jest z definicji łajdakiem lub głupcem.

To ostatnie jest może najważniejsze, bo wiąże się z – niedocenianym chyba przez entuzjastów obecnej władzy – naturalnym lgnięciem dziennikarstwa do pewnej wizji państwa. Takiej mianowicie, w której ludzie raczej wymieniają się myślami, niż rwą się do bitki. Raczej sobie ufają, niż podejrzliwie wypatrują wroga. W której o wszystkim możemy dyskutować, ale – uwaga – poza kilkoma zasadami, bez których poprzednie cechy państwa przestają być realne. A więc dziennikarz ma prawo odmówić debaty z kimś, kto szerzy nienawiść etniczną lub wzywa do niedemokratycznego obalenia demokratycznie wybranej władzy; ma prawo nie nagłaśniać stanowiska kogoś, kto chciałby krzywdzić bezbronnych albo eksterminować przeciwników. W tym sensie „obiektywne dziennikarstwo” jest trochę jak „państwo neutralne światopoglądowo” – owszem, słuszne to postulaty, ale nie bez zdroworozsądkowych ograniczeń.

Część z nas, zniesmaczona sytuacją w Polsce, ma skłonność do budowania dziś symetrii między stronami polskiego konfliktu. Ta pokusa jest tym silniejsza, im słabsza, bardziej podzielona i popełniająca błędy jest opozycja. Chodzi mi o myślenie typu: „ci kłamią, ale wyście też kłamali”. „Ci robią czystki, ale tamci też robili czystki”. „Teraz jest ideologia, ale wtedy też była”. I tak dalej.

W mojej niechęci do tej symetrii jest niewątpliwie wątek osobisty: porównywanie mojej pracy dziennikarskiej do tego, co robią obecnie dziennikarze „dobrej zmiany”, mam obecnie za casus belli – trudno rozmawiać z kimś, kto nas obraża. Ale odkładając na bok ten wątek, chciałbym zwrócić uwagę, że przez osiem lat rządów PO (które, mówiąc nawiasem, zdarzało mi się krytykować) ideologii właśnie NIE BYŁO. Zastąpiła je słynna „ciepła woda w kranie”, której bym nie lekceważył, ale rzeczywiście koncept ten kiepsko się nadawał na lepiszcze dla wspólnoty państwowej. Sprawdziła to, mówiąc nawiasem, nie tylko władza w Polsce, ale i władze Unii Europejskiej, ta bowiem powstała jako pewien konstrukt ideologiczny (chadecki zresztą, nie socjalistyczny), lecz w ostatnich dekadach przejęli ją urzędnicy bez wyobraźni.

Jeśli mamy być w jakimkolwiek sensie razem, to wspólnotę musi łączyć jakiś ideał – rozleglejszy, niż marzenie o osobistym komforcie. Właśnie taki ideał usiłuje obecnie Polakom przedstawić PiS i służący mu propagandyści w mediach narodowych. Moim zdaniem ów ideał jest źle wymyślony. Ale choćby był najsłuszniejszy, nie powinien usprawiedliwiać manipulowania faktami, szerzeniu insynuacji, sugerowaniu niegodziwości tam, gdzie jej nie ma. Ta propaganda kiedyś przestanie być skuteczna. I wtedy będziemy mieli dość nawet zabawny festiwal skruchy dzisiejszych pseudo-dziennikarzy.

Oby nie trzeba było na to czekać zbyt długo.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Czas propagandy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

Jak nie było ideologii? Była, zmuszało się nas do tolerancji do zła.

Jacek

Już to pisałem, ale specjalnie dla ciebie powtórzę:
Jedna uwaga… zanim zaczniesz wypisywać o ideologii najpierw się dowiedz co to jest:
(…)Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.(…)

krakus

no właśnie, ideologia multikulti i poprawności politycznej

Jacek

A Wielka Polska dla Polaków to nie ideologia?

KatzchynskyTV
No właśnie i to był błąd liberałow. W swojej dobroci byli tak liberalni , że nie zwalczali tych parodystycznych ruchów jakim jest PiS, narodowcy, kibole itp. W ciszy akceptowali(smy ) , bagatelizujac – pokrzycza, pokrzycza i pojda. Tymczasem rozplenilo sie to tałatajstwo po forach, tworzac swoja glupkowata prase i teorie, urazy. Ot, deja vu miedzywojnia. Teraz lamentujemy, bo w odpieraniu pseudoargumentow i klamstw tych ” środowisk” liberalowie byli za malo zdecydowani i brutalni. Ciezko dyskutowac z ludzmi chorymi psychicznie. Ja osobiscie juz sie wyzbylem tej poprawnosci politycznej. Nie żałowac tylko jechac po calosci , całym wachlarzem argumentow, walic w prawiczkow… Czytaj więcej »
krakusek

Pikuś pieseczek kundelek sługs krakus!

Tom

Mnie nikt nigdy, a już szczególnie w ramach „ideologicznych” nie zmuszał do tolerancji zła. Zresztą dobra też. Zanim więc coś palniesz to zastanów się, czy to ma jakikolwiek sens. „Milczenie jest złotem”.

Elżbieta

A ilu w dzisiejszej Polsce jest dziennikarzy? W słusznie minionych czasach studentami dziennikarstwa zostawali ludzie, którzy już ukończyli jakieś studia. Dziennikarstwo to była nauka zawodu od kuchni i praktyki u mistrzów. Dziisiaj maturzysta zaczyna w prywatnej, marnej tzw. szkole wyższej, studia dziennikarskie. Co on nam przekaże, jakie poczyni obserwacje i wyciągnie wnioski?

Jacek

Teraz też może się uczyć od kuchni… wystarczy założyć bloga.

Jacek

Jedna uwaga… zanim zaczniesz wypisywać o ideologii najpierw się dowiedz co to jest:
(…)Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.(…)

Jacek

Dziwna sprawa… ten komentarz jest na -3, a ten sam umieszczony pod postem Krakusa jest na +4…
Co tu się dzieje?

Mariola

Żadnych nowatorskich metod, wszystko na rympał, bez cienia finezji, kalka z czasów komuny, wytarte slogany, faszystowskie teorie, kończy się paleta możliwości posła z oślej ławki. Nawet przemówienia z okazji miesięcznic, bez polotu, przewidywalne. Jedyna nowość to zamiana drabiny na podest. Wiece z kupioną widownią i klakierami a wygłaszane teksty już nie straszne i nawet nie śmieszne. Niech się bawią! Na Tytanicu też było wesoło. My budujmy szalupy a oni niech tańczą. Za chwilę będzie pok, puk, kto tam? bida z Grecji!

Gheorghe Pinescu

Dezawuowanie propagandy nieprzyjaciół jest również propagandą. Nie trudno zatem doszukać się intencjonalnych motywów, którymi kierował się autor tego artykułu, tym bardziej, że jest on żywo zainteresowany odzyskaniem przywilejów i ogólnej lekkości bytu, z których nowa władza go odarła.

wpDiscuz