Dyskomfort Bożego Narodzenia

Dyskomfort Bożego Narodzenia

Nie widać na horyzoncie rozwiązań, które by zadowoliły równocześnie przeciwnika i zwolennika demokracji.

Więc przyszedł moment na składanie życzeń świątecznych – i jest z tym pewien kłopot. W ciągu mijającego roku zdążyliśmy się bowiem pokłócić z niejednym przyjacielem czy krewnym. Jeśli mimo to myślimy o nim z sympatią, to chcielibyśmy zapewne zwrócić się do niego/do niej w te słowa: „Życzę Ci wszystkiego dobrego, a zwłaszcza, żebyś oprzytomniał(a) i przestał(a) wierzyć tym, którym wierzysz obecnie i nie głosił(a) więcej groźnych idiotyzmów, które głosisz”. Prawdopodobieństwo, że te płynące z serca życzenia byłyby przyjęte z wdzięcznością, jest niewielkie. I nawet trudno się dziwić; wystarczy wyobrazić sobie, że ktoś zwraca się z podobnymi do nas.

Nieco inna formuła: „Niech się spełniają Twoje marzenia, o ile są godne i sprawiedliwe” to tym bardziej prowokacja. Z kolei oględniejsze słowa, coś w rodzaju: „Życzę Ci, żebyśmy przestali się kłócić o politykę” wydają się bardziej dyplomatyczne, ale w gruncie rzeczy nie są o wiele lepsze. Poza tym niebezpiecznie relatywizują nasze własne przekonania; bo tak, jak dwoje potrzeba do tanga (i do wszczęcia kłótni), tak samo dobrej woli obu stron potrzeba, żeby kłótnię zakończyć. Więc mówiąc tak, sugerujemy, że także my jesteśmy winni. A wszak nie jesteśmy, bo mamy rację, czyż nie?

Można też powiedzieć jeszcze inaczej: „Niech wszystko się potoczy tak, żebyśmy się mogli pogodzić”. Tylko że wówczas życzymy sobie cudu, co osobom o racjonalnym podejściu do świata może nie przejść przez gardło. Niestety, nie widać na horyzoncie rozwiązań, które by zadowoliły równocześnie przeciwnika i zwolennika demokracji. W sferze polityki jest tak, że głosowanie, w którym głosy liczyli jakoby posłowie, wedle własnych swych świadectw nieobecni, może być albo uznane za poprawne, albo poddane reasumpcji. Trzeciego, koncyliacyjnego rozwiązania nie ma. Dziennikarze, wyrzuceni z mediów publicznych, albo uprawiali mowę nienawiści i propagandę, zaś nowo przyjęci do pracy tego nie robią – albo odwrotnie. Albo Donald Tusk zaplanował z Putinem zamordowanie polskiego prezydenta, albo Jarosław Kaczyński z Antonim Macierewiczem od dawna plotą bzdury na ten temat. I tak dalej. Szlachetna idea kompromisu nie obejmuje opisu podstawowych faktów.

Nie lekceważmy drobnych i przez to pozornie groteskowych trudności, jakie mamy ze składaniem sobie życzeń świątecznych. Trudności te są bowiem przejawem problemu znacznie większego, powiedziałbym patetycznie: fundamentalnego. Chodzi o miejsce chrześcijaństwa w naszym życiu.

Powtórzę dla uniknięcia nieporozumień: chodzi o miejsce chrześcijaństwa w naszym życiu, nie zaś o miejsce Kościoła katolickiego w naszym życiu. Z przykrością muszę te dwie kwestie mocno odróżnić. Cokolwiek myślimy o wypowiedziach hierarchów Kościoła, nauczanie Jezusa z Nazaretu zawiera idee, które przywykliśmy uważać za podstawę aksjologiczną naszego wspólnego życia. Zostawiając na boku dyskusje o aborcji czy środkach antykoncepcyjnych (doprawdy, nie jest to SAMO SEDNO Ewangelii – prawdę mówiąc, o jednym ani o drugim Jezus nie powiedział nawet pół słowa), uważamy przecież, że najsłabszym należy się pomoc, przebaczenie jest lepsze niż zemsta, głodnych trzeba nakarmić, a pochwały godni są ci, którzy łakną sprawiedliwości. Wszystko to rozpropagował, o ile nie sformułował po raz pierwszy nauczyciel z Nazaretu.

Napisałem „uważamy”. Ale naprawdę uważamy, czy raczej tylko mówimy, że uważamy (to nie to samo)? Ostrożnie przyjmijmy, że prawdziwy jest ten drugi wariant. Przecież wiadomo – co wykazała dawno socjologia moralności – że wartości deklarowane znajdują się zawsze nieco „wyżej”, są radykalniejsze, niż wartości praktykowane. Rzecz jasna, staramy się (w powieści Kurta Vonneguta „Śniadanie mistrzów” jeden z bohaterów życzyłby sobie napisu na nagrobku „Starał się” – bardzo mi się ta idea podoba i ja też o taki nagrobek poproszę). W rzeczywistości żyjemy nieco gorzej, niż chcielibyśmy, ale intencje nasze są szlachetne. Szlachetne i – to chcę podkreślić – dość powszechne, zupełnie niezależnie od naszych wyborów światopoglądowych, a nawet od tego, czy wartości, za którymi się opowiadamy, wywodzimy z Ewangelii, czy z jakiegoś mniej starożytnego źródła. Procent ludzi, którzy patrząc nam prosto w oczy zuchwale stwierdzą, że najsłabszego należy kopnąć, mścić się do upadłego, głodni to nie nasza sprawa, a marzący o sprawiedliwości są głupcami – wydaje się w naszym kraju minimalny.

Tylko że tak się niewygodnie ułożyła historia najnowsza, że ktoś lub coś – może fatum – mówi właśnie teraz: SPRAWDZAM. I na dokładkę wypadają święta Bożego Narodzenia. W tych okolicznościach przynoszą nam prawdziwy dyskomfort. My te wszystkie wskazania moralne wygłaszamy serio, czy ot, tak, bo ładnie brzmią?

Pora na dwa zastrzeżenia, żeby nie wyszło na to, że upojony wigilijnym barszczykiem wystylizowałem się na jedynego sprawiedliwego w Sodomie. Pierwsze: używana tu konsekwentnie pierwsza osoba liczby mnogiej nie jest chwytem stylistycznym. Ja też łapię się na tym, że zasady Ewangelii wydają mi się chwilami nieżyciowe. Drugie zastrzeżenie: w pewnym sensie są one nieżyciowe naprawdę.

Świat, w którym żyjemy, nie jest rajem. Homo sapiens to naga małpa o dość agresywnym charakterze, skłonna do przemocy i intryg. Cywilizacja wypracowała przez stulecia metody, żeby tych z nas, którzy są już nadto kłopotliwi dla innych, izolować lub unicestwiać. Metody te są zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Przypomina mi się tu tragikomiczna anegdota z czasów wojny sześciodniowej na Bliskim Wschodzie: po stronie izraelskiej uczestniczyły w niej bataliony złożone z samych kobiet. W pewnej chwili dowództwo armii izraelskiej, analizując doniesienia z pola walki, zorientowało się z niepokojem, że na odcinkach, gdzie walczyły owe bataliony, nie odnotowano wzięcia do niewoli ani jednego jeńca. Postanowiono przyjrzeć się zjawisku bliżej, zaangażowano specjalistów z rozmaitych dziedzin, między innymi psychologów, którzy przeprowadzili z żołnierkami wywiady. Okazało się, że o ile mężczyźni skłonni byli uważać wojnę za pewną grę, okrutną, ale mimo wszystko przebiegającą według określonych reguł i konwencji, dla kobiet wojna była problemem, który należy co rychlej rozwiązać. A wojny nie będzie więcej, jeśli nie będzie wrogów. Dlatego bataliony kobiece NIE BRAŁY JEŃCÓW. Od tej pory w armii izraelskiej istnieją jedynie pododdziały męskie lub mieszane; czysto kobiecych – na wszelki wypadek brak.

Ta historyjka (powtarzam ją za znanym psychologiem ewolucyjnym, Davidem Bussem) przedstawia zachowanie ludzi całkowicie racjonalne. Podobnie jak racjonalna jest na przykład niezgoda na przyjęcie do kraju uchodźców z Bliskiego Wschodu, gdyż mogą się wśród nich ukrywać terroryści. Tyle, że w Ewangelii powiedziane jest jednoznacznie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, (…) bo (…) byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie!” (Mt 25, 34-35). Rozumnie jest również traktować życzliwość jako rodzaj wiążącej obu stron wymiany. Ujmuje to nawet przysłowie: „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.

Kilka dni temu po internecie krążył filmik, przedstawiający panią poseł Krystynę Pawłowicz, umykającą z Sejmu. Pani poseł towarzyszył jeden policjant (przy ulicy dołączyło do niego kilku innych), a za nią podążał trop w trop tłum manifestantów, skandujących: „Będziesz siedzieć!”, „Hańba!” oraz „Judasz!”.

Pani poseł, mówiąc najoględniej, nie wydaje mi się osobą miłą ani mądrą. A jednak, oglądając ten filmik, odczułem przykrość. Żadnych wzniosłych skojarzeń z Chrystusem; po prostu ona była w tym momencie jedna, a manifestantów wielu, i ta nierównowaga sił wydała mi się dość okropna (choć powody wściekłości tłumu doskonale rozumiem i najprawdopodobniej, gdybym w tym akurat momencie był przed Sejmem, krzyczałbym ze wszystkimi). Kiedy podzieliłem się tym uczuciem przykrości na facebooku, wybuchła dyskusja, w której większość internautów: (a) twierdziła, że to, co się stało, było sprawiedliwe, (b) przypominała, że trwa walka, a pani poseł reprezentuje tych, którzy dzierżą władzę, lub (c) pytała mnie, czy sądzę, że pani poseł w odwrotnej sytuacji wzięłaby mnie w obronę.

Sprawiedliwość, konflikt, wzajemność – trzy kategorie, którymi posługuje się ludzki rozum, organizujący nasze życie społeczne. Dodajmy do tego jeszcze czwartą, zresztą cenioną przez wielu katolickich moralistów, to znaczy roztropność: umiejętność przewidywania skutków swoich czynów. To właśnie na roztropność powołują się przeciwnicy przyjmowania uchodźców. I na zdrowy rozum mają rację. Kłopot polega na tym, że jeżeli zdarza się nam zrobić coś szlachetnego, to w większości przypadków wiąże się to z ryzykiem, którego można było uniknąć, powstrzymując się od działania. Rozum to kolaborant tego świata, rządzącego się deterministycznymi prawami. Dobro zaś zazwyczaj bierze się z tego, co nieracjonalne, szalone, co zrywa łańcuch przyczyn i skutków. Nie bez powodu nazywamy je tak często „odruchem (!) serca”.

Nie jestem na tyle szalony, by spodziewać się po pani poseł Pawłowicz wzajemności; tym bardziej nie chcę Państwa namówić, żebyśmy wszyscy zwariowali, w nadziei, że akurat w ten sposób przywrócimy w naszym kraju demokratyczny ład. Chcę tylko pokazać, że naprawdę natrafiamy niekiedy, na przykład obecnie, na ostre albo-albo. I zmierzam do złożenia Państwu życzeń.

Życzę więc Państwu (i sobie) wszystkiego dobrego, w tym oczywiście demokratycznej Polski; ale też, byśmy się nie zamykali na sytuacje, w których robimy coś nie dlatego, że stoi za tym przemyślne rozumowanie, tylko dlatego, że całkiem nieracjonalny głos wewnętrzny podpowiada nam z dziwnym uporem: Tak trzeba. Na przykład uściskać się z przyjacielem lub krewnym, który jest zachwycony tym, co się dzieje. A jeśli słowa miałyby nas z nim na nowo skłócić, to – po prostu nic nie mówić. Sam uścisk też jest jakimś komunikatem.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Dyskomfort Bożego Narodzenia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zwinka
Szczęśliwie się składa, że w kręgu moich krewnych i powinowatych nie ma różnic „plemiennych”, że tak to ujmę, ale mimo to jedna z głównych osób wczorajszego spotkania na samym wstępie poprosiła, grzecznie, ale stanowczo: ANI SŁOWA O POLITYCE, reszta się zgodziła i wieczór upłynął w miarę pogodnie, czyli na tyle, na ile jest to możliwe w obecnych okolicznościach przyrody. Nie jestem z natury osobą agresywną i dużo musi się stać, abym kogoś raz na zawsze skreśliła z „listy kontaktów”, ale jeśli już mój próg odporności zostanie przekroczony, to jest to nieodwracalne. Nie lubię sytuacji, w których nie ma za grosz… Czytaj więcej »
Zgredzinka

Świetny komentarz.
Szacun.

Waldemar
Krótki adrem: nie pochwalam zasady „oko za oko”, choćby dana osoba dobrze sobie na nią zasłużyła. Nie ma Pani czasem wrażenia, że obecny obóz rządzący tylko na to czeka, by pokazać, jak niegdyś w stanie wojennym TVP, przygotowywany oręż typu łańcuch? KOD od początku w swojej działalności nawiązywał do idei „non violence” z lat 70. i 80. oraz zasad „obywatelskiego nieposłuszeństwa” H. D. Thoreau i myslę, że dalej powinien sie tego trzymać. Doprawdy nie warto stadem ruszać na zasieki, choćby z tego względu, że nie jesteśmy STADEM. Choć niewątpliwie tak nas widzą – lub o wiele gorzej – nasi przeciwnicy.… Czytaj więcej »
Zwinka
Panie Waldemarze, określenia „stado” użyłam zupełnie świadomie, mając w pamięci wieczór powyborczy, kiedy to Dobry Pan wypowiedział znamienne zdania „Zwyciężyliśmy ! A teraz niech lud się bawi, a my bierzmy się do pracy”, czy jakoś tak. I ruszyli z kopyta. Tyralierą. Nie jestem strategiem, mało tego, jestem naiwną pacyfistką, która wszelkie wojny uważa za głupie, więc wcale do nich nie namawiam, Czuję się tylko coraz bardziej zaganiana już nie tylko do kąta, ale do pułapki, w której lada chwila zatrzasną się drzwiczki. To metafora, ale czy jestem w takim odczuciu odosobniona ? To oczywiste, że w/w obóz czeka na jakiś… Czytaj więcej »
Waldemar
Co do stada – teraz wszystko OK, jakoś tego nie skojarzyłem. Tyle, że jakoś mniej pesymistycznie to widzę. Ma Pani rację, że są nowe środki nadzoru, ale też są i nowe środki oporu. W 1981 roku odmówiono naszej zakładowej „S” korzystania z powielarni, choć po Sierpniu z początku drukowaliśmy tam komunikaty. Odtąd mozna było jedynie przynosić w kilku egzemplarzach gazetki z Regionu, ew. odbić na maszynie w kilku egzemplarzach. Czy dziś ktokolwiek łamałby sobie nad tym głowę? Przykład pierwszy z brzegu, ale pewnie można by dodać kilka podobnych. Przykład Węgrów jest rzeczywiście dający do myślenia, ale powielanie technik rządzenia metodą… Czytaj więcej »
szulki

Byłem na wigilii w wyjątkowo komfortowych warunkach – ani jednego pisowca : – ). Powietrze czyste, nastrój w miarę pogodny.

Sławomir

Reżim jest bardzo zadowolony, a zwolennicy demokracji i przyzwoitości nie muszą, tak się koalicji PiS z KK, ze spiisiałą solidarnością i kuPiS wydaje..

Hanka

A co tu robi ta emigrantka – niech wraca tam gdzie żyła (jaka z niej Polka to my wiemy)

Stanisław
Pomijając zakłamanie i wszelkie niecne metody, to jeżeli już konieczne byłyby jakieś konkurencyjne wizje – od zawsze istnieją dwie drogi: więcej albo mniej wolności. We wszystkich ustrojach i we wszystkich religiach. Kiedy większość (?) ludności nie chce dźwigać „nieszczęsnego daru wolności” i żąda zaopiekowania, choćby nieudolnego – dla pozostałych oznacza to nieznośny przymus ale także bezradność i pragnienie ucieczki. Dość długa historia poucza że indywidualne talenty i uzdolnienia rozwijają i wzbogacają obywateli i kraje w których administracja jeśli nie pomaga, to przynajmniej nie przeszkadza. Służy do zadań przekraczających możliwości indywidualne, ale w niczym innym nie wyręcza. Nie stwarza problemów których… Czytaj więcej »
Zgredzinka

Piękny tekst, z którego niestety nic nie wynika.
A tu trzeba podjąć szybkie i zdecydowane działania obronne, bo za chwilę …. będzie pozamiatane.

waldemar
Nie mam gotowych recept, ale jestem przekonany, że jedno można już dziś zacząć robić. A mianowicie robić dokładnie to, co PiS konsekwentnie czynił przez ostatnie 8 lat. Czyli przekonywać, uświadamiać, wyjaśniać, propagować. Czytałem wywiad Mateusza Kijowskiego w portalu gazeta.pl i na forum poza tradycyjnym ściekiem obelg i propozycjami turystyki mniej lub bardziej dobrowolnej, pojawiło się tradycyjne pisowskie zapytanie: „W czym te wasze prawa i ta wasza demokracja zostały uszczuplone”? „Co wam takiego odebrano?” Całkiem szczere pytanie, bo z punktu widzenia wyznawcy PiS i przeciętnej kultury prawnej, absolutnie nic. Wczujmy się w jego myślenie. Przecież wszystko zostało lege artis przegłosowane w… Czytaj więcej »
Zgredzinka
Faktycznie, coś w tym jest. I ja odniosłam takie wrażenie, gdy oglądnęłam reportaż nakręcony w terenie przez dzienikarzy TVN po roku rządów PiS, że prości ludzie odbierają rzeczywistość przez pryzmat swojego portfela. Coś im tam dano, coś obiecano, a demokracja ma się dobrze, bo na drogach nie widać jeszcze wojska. Dla nich wyższe racje nie mają znaczenia, bo ta sama ciężka praca pozostaje do wykonania pod każdymi rządami. Nie zastanawiają się nad tym, że cena otrzymanych dóbr będzie bardzo wysoka dla całego społeczeństwa. I może faktycznie prosty przekaz, wyjaśniający obrazowo, jak to co się obecnie dzieje na górze, przełoży się… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba

Macie rację, towarzyszko Zgredzinko – trzeba wysłać w teren agitatorów… ;)))

Waldemar

Czyżby kolejny wesołek-pisołek? Jest tu już kilku do towarzystwa:)))). Też życzę dobrego 2017 roku! (no bo wszystkim tu życzę po kolei)

gniewko_syn_ryba

Ja tu jestem dłużej niż ty… 😉 Odwzajemniam życzenia 🙂

gniewko_syn_ryba

P.S. Widziałem z bardzo bliska jak się robi „reportaże”: w TVN… 😉

waldemar

A ja widziałem z bardzo bliska sąsiada z działki, jak wracał do domu wężykiem. Nie wiem, czy pan zauważył, że nie bardzo pisze pan na temat.

gniewko_syn_ryba

To był pewnie ten dziennikarz TVN… ;))) A piszę jak najbardziej na temat – na TEN temat: „I ja odniosłam takie wrażenie, gdy oglądnęłam reportaż nakręcony w terenie przez dzienikarzy TVN po roku rządów PiS, że prości ludzie odbierają rzeczywistość przez pryzmat swojego portfela.”

waldemar
Chętnie bym się z Panem, panie Gniewko, zgodził, gdyby to nie były moje działki, gdzie bywam od lat 40. i niestety, MÓJ sąsiad:)))) Ale jak Pan sobie życzy, to może być i dziennikarz TVN, a nawet i cała stacja. Co mi tam. Dalej jednak uważam, ze Pana wpis, panie Gniewko, nie był a propos dość filozofującego na te czasy Jerzego Sosnowskiego, który wdał się w rozważania na temat rozmaitych aspektów porozumienia i szans na takowe czy racjonalności/nieracjonalności pewnych politycznych decyzji. Pan zaś nawiązuje do jednego z głosów na tym forum, a właściwie jednego zdania w tym poście dot. TVN. Szczerze… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba
Oczywiście – jeżeli ktoś czerpie swą „wiedzę” o tzw. terenie z reportaży TVN (zamiast samemu się tam wybrać i zobaczyć na własne oczy jak to NAPRAWDĘ wygląda), to zasługuje tylko na pochłostanie ironią i wykpienie. Swego czasu na tym portalu pojawił się dramatyczny „reportaż” z tzw. Podkarpacia, z którego wyłaniał się przysłowiowy „obraz nędzy i rozpaczy” (dziwnie korespondujący z obrazem Polski przedstawianej zwyczajowo przez zachodnie media i zapewne z tych źródeł autor czerpał swą wiedzę). Czytając go omal, przepraszam za wyrażenie, nie posikałem się ze śmiechu, a to z tego względu, że tam się urodziłem, przeżyłem dzieciństwo i młodość, mam… Czytaj więcej »
Waldemar
Pięknie Pan podsumował cały ten wątek i odpowiednio ustawił partnerów. Pani Zgredzinka tylko napomknęła o TVN, Pan, panie Gniewko, od razu pisze o „czerpaniu wiedzy z reportaży TVN”. Nie mam pojęcia, co ogląda pani Zgredzinka, nie mam pojęcia, jak zyją teraz ludzie na Podkarpaciu, w przeciwieństwie do pana nie mam tam rodziny, więc zapewne oglądając tego rodzaju reportaże nie posikałbym się ze śmiechu. Zresztą prawdę mówiąc nie zdarza mi się to przy oglądaniu telewizji. Choć zdarza mi się szybka zmiana kanału. Moje informacje pochodzą z różnych źródeł, w tym i z internetu, jest to więc trochę mozaika, z której staram… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba
No cóż, nie mając pojęcia o faktycznym poziomie życia na Podkarpaciu ma Pan prawo nie posikać się ze śmiechu przy czytaniu/oglądaniu „reportaży” rzekomo z tego regionu, co jednak nie oznacza, że przedstawiony tam obraz jest prawdziwy. Skąd Zgredzinka czerpie wiedzę o tzw. terenie wynika bezpośrednio z jej własnych słów, natomiast o źródłach jej wiedzy na inne tematy nawet się nie zająknąłem, więc zarzut wydaje mi się nietrafiony. Cieszę się, że Pan sięga do różnych źródeł „w tym i do internetu” (ale to jest bardzo ogólne pojęcie – to tak jakby Pan napisał, że z prasy – ale jakiej ?…), bo… Czytaj więcej »
Waldemar
No cóż, używając znanego dość powiedzenia, ja gram w warcaby, pan w szachy. Lub odwrotnie.Pisałem wyżej, ze nie mam ochoty na dyskusję o mediach, zwłaszcza które są bardziej a które mniej wiarygodne, bo jak pisałem, tego rodzaju wymiana poglądów wydaje się być jałowa. Cały ten wątek wziął się zresztą z Pana dowcipnego komentarza do postu pani Zgredzinki, który z kolei dotyczył mojego dłuższego wywodu. Po prostu dośc zręcznie przekierowal Pan dyskusję na zupełnie mylny tor. To zresztą jak obserwuję stała tutaj praktyka. Państwo pisowcy wkręcacie się swoimi komentarzami lub kpinami, sprowadzając całą debatę do okładania się argumentami mniej lub bardziej… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba
Nie zgodzę się z Panem, że dyskusja na temat wiarygodności mediów jest bezcelowa, bowiem mają one bardzo istotny wpływ na postrzeganie świata przez poszczególne „sorty”. Często czytając wasze komentarze odnoszę wrażenie, że piszą je jacyś kosmici, którzy Ziemię, a zwłaszcza Polskę znają jedynie z „przekaziorów”. Bo to, co ja SAM widzę, słyszę i czuję ma się nijak do tych opisów. Oczywiście rozumiem, że może Pan nie mieć ochoty na taką dyskusję, gdyż w świetle faktów (niemedialnych) byłaby ona dla Pana dość niewygodna… Jednak szanuję Pana wolę i nie będę jej kontynuował, chciałbym tylko na koniec wyjaśnić, że mój komentarz do… Czytaj więcej »
Waldemar
Napisałem, że nie mam ochoty na tego rodzaju dyskusję, bo faktyczne nie mam ochoty, a juz na pewno nie ze względu na to ze byłaby dla mnie niewygodna. Jest to po prostu strata czasu na wymianę rozmaitych przykładów: fałszerstwa TVN versus fałszerstwa TVP. Itd., itp. Wiem, ze są miłośnicy takich debat, ale ja się do nich nie zaliczam. Jak pisałem, staram się korzystać z różnych źródeł, które ze sobą konfrontuję. I nie czuję się manipulowana przy tej okazji. A co do tego „dowcipnego” wpisu, to proszę go jeszcze raz przeczytać. Nijak ma się do tego, co pisałem, znakomicie dorabia „komuszą”… Czytaj więcej »
Gheorghe Pinescu

Swój sformatowany pod finansowy obstalunek, pozornie nieracjonalny modus operandi, mający w zasadzie zahipnotyzować strumieniem skondensowanego dobra naiwne czytelnicze mięso, autor zaczerpnął był chyba od jakiegoś znajomego, obrotnego akwizytora polisolokat na życie, dożycie i pozbycie. Szkopuł w tym, że nastąpił już kres ludzkiej wytrzymałości i jakiekolwiek lizusowskie umizgi Godzillii dobra są odbierane jako defetyzm i nawoływanie do pogodzenia się z surrealizmem polskiej kaczo-rzeczywistości. Konkluzja: Panie Sosnowski, NIE(!) nigdy-przenigdy NIE damy się zamknąć w getcie, by potem jak barany zostać wywiezieni na grilla, do czego niestety Pan podprogowo nawołuje, chociaż świadom jestem, że chodzi jedynie o truistyczną sprzedaż książek.

wpDiscuz