Hipokryzja PiS w sprawie minimalnych stawek godzinowych

Hipokryzja PiS w sprawie minimalnych stawek godzinowych

Rząd wprowadził minimalną stawkę godzinową – 13 zł. Skąd się wzięła? W kwietniu ubiegłego roku w miejsce dawnej Komisji Trójstronnej powstała Rada Dialogu Społecznego, która poparła projekt minimalnej stawki godzinowej na poziomie 12 zł brutto. W czasie rozmów rządu ze związkowcami oraz środowiskiem pracodawców zgodzono się, że obejmie ona osoby zatrudnione na umowy-zlecenia, które nie ustalają samodzielnie sposobu realizacji pracowniczych zadań oraz nie otrzymują wynagrodzenia prowizyjnego. Pod ustawową ochronę wzięto też osoby na samozatrudnieniu – pod warunkiem świadczenia przez nie jednoosobowych usług dla firm. W lipcu Sejm uchwalił ustawę, w drugiej połowie sierpnia Andrzej Duda złożył pod nią podpis. Po waloryzacji minimalna stawka godzinowa wynosi 13 zł brutto i stanowi gwarancję dla pracowników pozbawionych luksusu zatrudnienia na etacie, że nie zarobią poniżej tej kwoty.

Minister rodziny Elżbieta Rafalska nazywa nową ustawę zachętą dla pracodawców, którym ma się opłacać przenoszenie pracowników na etaty. – „Stawkę godzinową ustalono nieco wyższą od tej w ramach minimalnego wynagrodzenia dla pracowników etatowych, aby zlecenia były mniej atrakcyjne od umów kodeksowych” – potwierdza rzecznik Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Marek Lewandowski. Przyjrzyjmy się wnikliwiej resortowym wyliczeniom. Zgodnie z obowiązkiem kodeksowym mamy do przepracowania 168 godzin w miesiącu. Czyli teoretycznie pracodawca musi wypłacić pracownikowi na umowie „śmieciówce” 2184 zł brutto. Chyba że zatrudni go na umowie o pracę, wtedy – korzystając z podwyższonej od 1 stycznia płacy minimalnej – jego miesięczny koszt zamknie się w kwocie 2 tys. zł brutto. Różnicę widać gołym okiem. Rzeczywiście po podzieleniu wartości płacy minimalnej przez ustawową liczbę godzin do przepracowania w miesiącu otrzymujemy stawkę 11,9 zł za godzinę, czyli mniejszą niż 13 zł.

Teoria teorią, ale znawcom branży – tym, którzy na co dzień prowadzą firmy ochroniarskie – wychodzą jednak inne kwoty. Bardziej urealnione, bo w ochronie – w systemie zmianowym – pracuje się średnio 240 godzin. Przy nowej stawce godzinowej daje to kwotę 3102 zł. Ludzie przyjmowani na etaty nie poprzestaną raczej na płacy minimalnej (z pracy od ósmej do szesnastej) i będą brali nadgodziny, aby dobić chociaż do wspomnianych 240 godzin. Czyli z minimalnego etatu z nadgodzinami w nowych realiach ochroniarz zarobi 2936 zł. A więc mniej, niż z umowy-zlecenia, gdzie można zarobić wspomniane 3102 zł. Trudno się dziwić, że goniący za każdym groszem pracownik wybierze więc opcję numer dwa. A wielu z nich wielu haruje ponad normę, nawet 600 godzin miesięcznie.

Tymczasem do tej pory 13 zł zarabiała ochroniarska elita. Reszta dostawała głodowe lub przeciętne stawki. Najmniej ochroniarz na budowie, który otrzymywał od 2 do 6 zł netto. Do tej najniższej grupy płacowej przesunięto też dozorców, stróżów parkingowych czy też osoby zatrudniane w portierniach, które z ochroną właściwie niewiele mają wspólnego, natomiast czekają na emeryturę. Wyżej zarobkowo są usytuowani porządkowi z supermarketów (6–8 zł) i dopiero konwojenci mogą liczyć na pobory w okolicach 13 zł. Teraz to się zmieni. Ci. którzy zarabiali grosze, dostaną podwyżkę. Trzeba jednak zauważyć, że taką stawkę dostaną wszyscy niezależnie od kwalifikacji, doświadczenia, stanu zdrowia. Takie podejście trudno nazwać realistycznym. Przecież stawki tych najlepiej wykwalifikowanych adekwatnie powinny wzrosnąć.

Tylko że realistycznie rzecz biorąc, widoków na to nie ma. Po pierwsze – zamawiający usługi nie chcą przepłacać. W warunkach umowy jasno określali kryteria cenowe – miało być jak najtaniej. 13 zł za godzinę mogły oferować lotniska albo jednostki wojskowe, które poszukiwały licencjonowanych ochroniarzy. Normą natomiast były stawki po 7–8 zł. Teraz powinny więc wzrosnąć do 20 zł, aby można było pracownikowi zapłacić ustawową trzynastkę i zachować swoją 30-proc. marżę. Po drugie – i tu widać hipokryzję rządzących – widać jasno, że kontrahenci nie kwapią się do zmiany stawek w kontraktach, choć ustawa nakłada na nich taki obowiązek. Widać to zwłaszcza w przetargach na ochronę obiektów administracji publicznej! Już w sierpniu, po parafowaniu nowego prawa przez prezydenta Andrzeja Dudę, urzędy dyktowały godzinową stawkę 11–12 zł. Można rzec, że już wtedy przewidywały więc, że nie wykonają postanowień ustawy. A przecież w sądach, szpitalach i urzędach też ktoś musi stać na bramce.

Zwolennicy wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej wierzą, że położy ona kres cwaniactwu. Na przykład pomoże zwalczyć hybrydowy system zatrudnienia – z jednej strony na okrawek etatu, w przykładowym wymiarze 1/32, a z drugiej – już normalnie – na umowę-zlecenie. Czy to, że normą jest ukrywanie nadgodzin w umowach-zleceniach poprzez zatrudnianie pracownika w kilku spółkach córkach tego samego wykonawcy – każdorazowo na wymaganą liczbę godzin. Pracodawcy nie mają skrupułów w oszczędzaniu kosztem pracowników. Ale nie bez winy są też zleceniodawcy – zarówno państwowi czy prywatni – którzy wynajmują ochroniarzy i sprzątaczki do pracy u siebie w banku, sklepie, urzędzie, nie przejmując się, czy podwykonawca zapewnia im cywilizowane warunki zatrudnienia. Inna sprawa, że trudno im to zrobić. – „Przerzucono na zamawiających obowiązek sprawdzania, czy świadczenia rzeczywiście wypłacane są w minimalnej kwocie. A oni nie bardzo mają narzędzia, by to robić” – zauważa prezes Instytutu Zrównoważonych Zamówień Publicznych Grzegorz Piskalski. – „Niestety, generalny inspektor ochrony danych osobowych wydał opinię, że zamawiający nie ma prawa wglądu w umowy, które podwykonawca zawiera z jego pracownikami. I jak tu kontrolować, czy prawo rzeczywiście jest respektowane? – pyta retorycznie Piskalski.
Jedyną bronią zamawiających usługi jest modyfikowanie kryteriów przetargu. Do niedawna podstawowym warunkiem przystąpienia do negocjacji była cena, lecz to zaczyna się zmieniać. Oferty opatrywane są klauzulą społeczną, która przeważnie domaga się, aby wykonawca dostarczał pracowników świadczących umowę o pracę.

Psucie rynku zaczęło się na dobre w chwili, kiedy dziesięć lat temu politycy zaczęli lansować hasło taniego państwa, a podległe im instytucje publiczne przeniosły na grunt zamówień publicznych ideę racjonalizacji wydatków. Agendy rządowe przymykały zatem oko na zaniżanie stawek godzinowych dla pracowników na rynku usług, a za nimi poszli prywatni przedsiębiorcy, w myśl zasady społecznego przyzwolenia. Opamiętanie nastąpiło cztery lata temu, kiedy pracodawcy zaczęli szukać porozumienia i wsparcia związkowców. – „W 2013 r. przyszli do nas i powiedzieli, że chcą konkurować jakością pracy, a nie niskimi płacami. Ludzie nie chcieli już pracować w takich warunkach, mieli dosyć niepewności i rotacji. To zapoczątkowało dyskusję nad porządkowaniem stawek” – przypomina Sylwia Szczepańska, członkini zespołu ekonomicznego „S”, która monitoruje akcję wręczania żółtych kartek dla instytucji publicznych, aprobujących patologie przy przetargach na publiczne zamówienia. Pokazała już 34 żółte kartki urzędom miasta, uczelniom wyższym i szpitalom, a na wstydliwej liście upomnianych są także sądy rejonowe w Legnicy, Nysie, Bielsku Podlaskim i okręgowe w Zamościu oraz Łodzi. – „Najgorsza sytuacja panuje w sądownictwie. Tam są rażąco niskie stawki. Dwukrotnie interweniowaliśmy u ministra Zbigniewa Ziobry, ale nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Teraz wysłaliśmy petycję. I nadal czekamy na stanowisko pana ministra w tej sprawie” – mówi Szczepańska.

Milczy również minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który dwukrotnie nie stawił się na posiedzenie podzespołu ds. zamówień publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego. Szef resortu miał wyjaśnić, skąd przychodnie i szpitale wezmą środki na renegocjację kontraktów z firmami ochroniarskimi i sprzątającymi. Nowa ustawa to wyższa stawka godzinowa i stary problem – z czego sfinansować rządowy pomysł. Na NFZ podobno nie ma nawet co liczyć, bo nie dołoży ani złotówki. W dodatku placówki medyczne są zadłużone prawie na 10 mld zł, z czego połowę zalegają wykonawcom usług – ochroniarzom nadzorującym obiekt czy sprzątaczkom dbającym o higienę na oddziałach! „Do połowy grudnia 2016 r. 20 proc. kontrahentów w ochronie zdrowia nie podjęło się renegocjacji kontraktów, choć wiadomo było, że w przypadku umów cywilnoprawnych musi teraz nastąpić stuprocentowy wzrost stawek, bo do tej pory płacono w szpitalach średnio 6 zł za godzinę” – mówi Michał Kulczycki, przewodniczący Solidarności Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania.

Rynek pracy od stycznia zmieni się nieodwołalnie, nie wiadomo jednak w jakim kierunku pójdą zmiany. Dotyczą one – sumując najbardziej objęte nimi branże: ochroniarską, sprzątającą i cateringową – ok. 800 tys. zatrudnionych. Przedsiębiorcy mówią nawet o bankructwie, jeśli z podwyżkami stawek zostaną sami jak palec. Pracodawcy obawiają się masowych zwolnień. A przecież szpitale dalej będą się zadłużać, liczba sprzątaczek zostanie znacząco zredukowana. Już teraz na skalę znacznie większą zwalniani są ludzie z ochrony, a firmy tracą obiekty, które obsadzały dotychczas swoimi pracownikami. Na jednym z osiedli w podwarszawskich Ząbkach przezornie wypowiedziano umowę firmie ochroniarskiej, którą zastąpiły monitoring i czytniki do kart magnetycznych. Lokatorom musi wystarczyć dozór elektroniczny. Choć są i przypadki optymistyczne. Z outsourcingu powoli wycofują się wyższe uczelnie. Rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu od razu – po wejściu w życie nowej ustawy – zmienił warunki kontraktów z firmami zewnętrznymi. Nowym wymogom karnie podporządkował się Urząd Pracy w Płocku, który podniósł płace za usługi sprzątające o 24 proc.

Straszakiem na opornych, którzy spróbują obejść prawo, mają być wzmożone kontrole Państwowej Inspekcji Pracy. Taryfikator kar jest szeroki – od 1 tys. zł do 30 tys. zł. – „Projekty kar to zaprzeczenie filozofii państwa demokratycznego. To droga donikąd. Chcemy budować społeczeństwo obywatelskie i kapitał społeczny? W taki sposób nie tworzy się zaufania między państwem a społeczeństwem” – zauważa wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Marcin Nowacki. ZPP nie wszedł do składu Rady Dialogu Społecznego, stąd jego sceptyczne nastawienie do rządowego pomysłu. – „To medialne porozumienie, nie historyczne. Najlepszym weryfikatorem relacji pracodawca – pracownik jest rynek pracy. Ważniejszy problem dotyczy zatrudnienia osób w małych miejscowościach oraz młodych ludzi dopiero debiutujących na rynku. Jeśli już rząd koniecznie chciał podnieść stawkę i płacę minimalną, mógł to zrobić na poziomie powiatów, ale nie w skali ogólnopolskiej” – kontynuuje Nowacki.

Rządowego pomysłu nie torpeduje Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan, która zasiadała z rządem i związkowcami przy jednym stole. Kibicuje mu, choć nie bez zastrzeżeń. – „Ktoś, kto otrzymuje rentę czy emeryturę, czasem zgadza się na wynagrodzenie rzędu 5 zł za godzinę, aby dorobić. Pracodawcy zgodzili się więc na wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w przypadku umów cywilnych, ale pod warunkiem urealnienia, czyli podwyższenia stawek za pracę w przypadku zamówień publicznych. Mam nadzieję, że rząd i pozostałe instytucje publiczne dotrzymają słowa” – mówi. A za sukces pracodawców uważa wynegocjowanie dłuższego vacatio legis dla ustawy, aby sektor publiczny miał czas na przygotowanie się do zmian i renegocjację zakontraktowanych stawek.
(Źródło: gazetaprawna.pl)

mpm

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Hipokryzja PiS w sprawie minimalnych stawek godzinowych"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

Czas wyrzucić z rynku bieda pracodawców. Właśnie poprzez socjal na zachodzie sprawiono że płace są takie wysokie. Pracodawca musiał zapłacić więcej aby przebić socjal. Dość bredni Balcerowicza dobrych dla kolonii zachodu.

Sławomir

Spisiała solidarność jak związki zawodowe za komuny jest nawlżaczem reżimu.

Wiśnia

Czytam krakus twoje komentarze i ręce mi opadają.Czy ty jesteś tak głupi, Czy ci za to płacą?

Sławomir

Przeca w nierządzie marionetek mają w randze ministra specjalistę od internetowej ściemy z wyborów, a ułaskawiony Kamiński też się musi spłacić, to ryją i szczują, kasy naszej mają teraz dostatek.

Mariola

Co powyżej chciałeś pustaku zakomunikować? jak będziesz coś, tam pisał a nikt cię nie zrozumie będziesz nieskuteczny i z pracy wylecisz.

Jacek

(…)Na jednym z osiedli w podwarszawskich Ząbkach przezornie wypowiedziano umowę firmie ochroniarskiej, którą zastąpiły monitoring i czytniki do kart magnetycznych.(…)
To lepsza inwestycja niż osoby, które zaniżają poziom polskiej ochroniarskiej. Nie chcę nikogo obrażać, ale chyba gołym okiem widać, że lepiej wynająć kilka ekip profesjonalistów niż setek zniedołężniałych dziadków. To samo trzeba powiedzieć o dozorcach,którzy mogą służyć najwyżej za przeszkody terenowe.
A jak ktoś szuka w tej branży prawdziwych pieniędzy to powinien się zainteresować ochroną frachtowców przed piratami… zatrudnianie całej floty NATO dla ochrony przed kilkoma facetami w motorówkach jest hańbiące (mam nadzieję, że Trump się wypnie na takich cwaniaków).

maciek

najlepsze byłoby niewolnictwo – wtedy praktycznie nic nie trzeba by płacić. ot wyżywienie i dach nad głową, najbardziej elementarne potrzeby.

zresztą do tego dążył system po 25 latach rozwoju dominanta – czyli najczęściej otrzymywane wynagrodzenie w Polsce w 2015 r. wyniosło około 1770 zł netto :/

mrroku

„Przerzucono na zamawiających obowiązek sprawdzania, czy świadczenia rzeczywiście wypłacane są w minimalnej kwocie. A oni nie bardzo mają narzędzia, by to robić” i dalej „Niestety, generalny inspektor ochrony danych osobowych wydał opinię, że zamawiający nie ma prawa wglądu w umowy, które podwykonawca zawiera z jego pracownikami. I jak tu kontrolować, czy prawo rzeczywiście jest respektowane?” Moim zdaniem są narzędzia, Wystarczy zdepersonalizować i zagregować dane, wrzucić klauzulę, że wiarygodność danych może podlegać audytowi, i tyle. Nie trzeba zaglądać w każdą kopię umowy zleceniobiorcy z podwykonawcą.

andrzej

w mojej firmie ochroniarskiej wszystkich z umowa zleceniem zwolnili nikomu nie dali 13 zl/h

Sławomir

Dobra zmiana.