Jak żyć z „dobrozmianowcem”?

Jak żyć z „dobrozmianowcem”?

Czasami – niestety – życie nie pozostawia nam wyboru. I tak, złośliwym zrządzeniem losu, w czasie świąt, gdzieś tak między śledziem a piernikiem, odbyłam grzeczną (bo wszak nie wypada ignorować towarzystwa przy stole) konwersację z PiS-owcem. Odkrywczą, bo na co dzień nie mam okazji rozmawiać z ludźmi popierającymi prezesa. Tymczasem – okazuje się – zwolennicy „dobrej zmiany” są wśród nas.

„PiS-owca” znałam dotąd jako osobę praktyczną i racjonalną. Oddaną rodzinie, praktykującą odświętnie, skupioną na prowadzeniu domu i opiece nad bliskimi i zdecydowanie niezaangażowaną politycznie. Poza tym „mój PiS-owiec” to przedstawicielka radzącej sobie po transformacji wcale nieźle klasy średniej. No, powiedzmy „niższej średniej”. W żadnym razie nikt skrzywdzony przez transformację, raczej wręcz przeciwnie. Poza tym jest to osoba po doświadczeniach emigracyjnych, tak osobistych, do dziś pracująca za granicą i zarabiająca w euro. I to wcale niemało.

Wielbicielka prezesa ostatnich osiem lat rządów Platformy spędziła za granicą, i to za taką, gdzie nie ma dotąd problemów z wielokulturowością ani terroryzmem islamskim. Trzeba też dodać, że na emigrację wyjechała za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wydawałoby się, że z taką biografią i doświadczeniem życiowym trudno popierać „dobrą zmianę”. A jednak. Mało tego – w jej przypadku owo poparcie przybrało wręcz formę natręctwa. Bo peany na cześć prezesa zaczęła wygłaszać niczym nie sprowokowana. Niejako sama z siebie. I zupełnie bez związku z podstawowym tematem rozmowy – rodziną, dziećmi i planami na najbliższych dwanaście miesięcy…

Co skłania ludzi o doświadczeniu życiowym sięgającym mizerii Peerelu, „dorobionych” w okresie transformacji i dziś legalnie pracujących i żyjących w Unii, korzystających ze wszystkich przywilejów obywatela Zachodu, do poparcia formacji burzącej ład, dzięki któremu komuś nieźle powodzi się w życiu? Przyznaję, że nie mam pojęcia. Podobnie, jak nie wiedziałam, co odpowiedzieć na ni to pytanie, ni twierdzenie: „Ale przyznasz, że PiS nareszcie troszczy się o zwykłych obywateli…”. Nie przyznam. Bo kompromitacja Polski w świecie to nie jest objaw troski, tylko wystawianie na niebezpieczeństwo naszej przyszłości. A poza tym – doświadczywszy na własnej skórze kompleksowej opieki, jaką roztoczył nad moim dzieciństwem i młodością PRL – wolałabym się jednak o swoje sprawy nadal troszczyć sama. Ale to znamienne zdanie dało mi jednak do myślenia.

Oto osoba, która wyjątkowo zyskała na otwarciu Polski na świat, żadna tam beneficjentka kolejnych „Plusów”, wyraźnie popiera polityczną gangsterkę w imię „troski o obywatela”. Dostrzegam w tym swoisty kompleks z gatunku „sierocych”. Coś jak pragnienie, żeby ktoś, jakaś „figura ojca narodu”, zdjął nam z pleców nieznośny ciężar wolności. Wybrał za nas, co jest słuszne, co właściwe, a co sprawiedliwe. Uwolnił od męki nieustających dylematów moralnych i od cierpienia, jakie niesie konieczność wyboru.

W tle tli się jeszcze – zdaje się – pragnienie przywrócenia społeczeństwu „właściwych” hierarchii i zadekretowanie jedynego słusznego modelu życia. Być może to rzeczywiście jakoś ważne dla Rodaków kurczowo trzymających się instytucji Kościoła oraz tak zwanej „tradycji”, żeby wszyscy wokół musieli (dobrowolnie lub – ostatecznie – pod przymusem stosownego paragrafu), żyć jak oni. Może ich prawo do „moralnej wyższości”, przysługujące, jak mniemali, z faktu – na przykład – regularnych praktyk religijnych, naprawdę wydało im się jakoś zagrożone przez zachodni liberalizm?

Ta krótka rozmowa pozwoliła mi odkryć, że obok Polaków, którzy uważają wolność, swobodę wyboru i prawo do życia po swojemu za podstawową wartość transformacji, są też i tacy, którzy woleliby, aby to ich hierarchiczno-opresyjny model egzystencji stanowił wzorzec dla innych. Żeby wszelcy „liberałowie” i inni odszczepieńcy czuli się nie – jak dotąd – lepsi, ponieważ są wykształceni, racjonalni, postępowi i światowi oraz nie gustują w disco-polo, ale właśnie gorsi. Bo przynależą do: „gorszego sortu”, do ubeków, komunistów i złodziei i reprezentują „cywilizację śmierci”, czy jak tam jeszcze nie nazywają krajów Starej Unii wszyscy krytycy „zgniłego Zachodu”.

Istnieje otóż w Polsce całkiem – zdaje się – spora grupa Rodaków, która nie chce (a może nie potrafi, mniejsza o motywy) uznać za swoje tych właśnie zachodnich wartości i mało, że nie chce. Ona w ogóle nie toleruje czegoś takiego w swoim otoczeniu. Cóż – jako model nieopresyjny, liberalizm niejednego powiódł już na pokuszenie… To w takich kręgach mentalnych rodzą się dziś pomysły podpisywania „lojalek” na temat wyznania katolickiego, pod groźbą deportacji. Bo inaczej jeszcze trochę, a znudzeni do cna odprawianiem pustych rytuałów wierni pouciekają z kościołów do supermarketów.

Dla podobnych ludzi „dobra zmiana” to sprawa mentalności. Oni naprawdę – zdaje się – chcą, żeby „Polska była dla Polaków”. I to wyłącznie dla takich samych, jak oni. Nawet, gdyby rzeczywiście zabrakło kasy na „Plusy” i tak będą popierać „dobrą zmianę”. Diagnoza Ericha Fromma z jego fundamentalnej „Ucieczki od wolności”, wydanej w czasach, gdy w Niemczech raczkował faszyzm, do dziś nie straciła, jak widać, swojej aktualności. I to jest w sumie lekko przerażające.

Do kogoś o takim profilu mentalnym zupełnie nie trafi argument, że „dobra zmiana” może nas kosztować członkostwo w Unii, bo jemu właśnie o to chodzi. Żeby tę Unię nareszcie przegonić, razem z jej szatańskim liberalizmem. Nie straszna mu „druga Jałta”, bo wszak Putin to ktoś, kto „troszczy się o zwykłego człowieka”, co czyni z błogosławieństwem lokalnego kościoła (w tym wypadku cerkwi). Nawet spowolnienie gospodarki komuś takiemu nie wadzi, bo wszak – by posłużyć się słowami klasyka – nie jest istotne, by Polska była bogata, ważne, żeby była katolicka. Bo też i oderwanie się od Unii daje nadzieję (płonną, ale kto zważa na trendy i statystyki) na spowolnienie laicyzacji kraju. Zwłaszcza, jeśli uczyni katolicyzm „religią państwową”. A przecież zarabiającym w euro na chleb i tak wystarczy.

Nie bez znaczenia jest w tym pakiecie światopoglądowym także problem islamskiej imigracji. Otwarte europejskie granice mogą stanowić zagrożenie importem terroryzmu. I to jest realny problem. Mogą też – ale to już zdaniem zwolenników „dobrej zmiany” – odebrać nam tożsamość kulturową (swoją drogą chyba z nią kiepsko, skoro miałaby upaść za sprawą kilku tysięcy syryjskich uchodźców). Silna władza, tymczasem, ochroni nas przez islamskim i każdym innym zagrożeniem. Kiedy będzie trzeba, pozamyka też opozycję, która działając na „wiadomo czyje” zlecenie sieje niepokój i stanowi zagrożenie oraz „jątrzy”, domagając się ponownego głosowania budżetu, że niby tamto było sfałszowane. Zwolennikom „dobrej zmiany” to akurat nie przeszkadza. „Kworum-śworum”… przecież partia rządząca ma większość? Więc o co tym ludziom w ogóle chodzi? W sumie można by od razu rozpędzić cały ten fasadowy Sejm, żeby rządzić nie przeszkadzał. A zresztą – władza i tak szybko zaprowadzi ład i porządek. I nareszcie „spokój zapanuje w Warszawie”. Śmieszne? Raczej straszne… Planując działania opozycji, koniecznie trzeba jednak to wszystko uwzględnić i wziąć pod uwagę.

Bożena Chlabicz-Polak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Jak żyć z „dobrozmianowcem”?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tuciu

Mam bardzo podobne spostrzezenia i doswiadczenia rozmow z PiS-owcami i zastanawiam sie skad taka mentalnosc sie bierze. Moim zdaniem wspiera ja kult Pilsudzkiego jako ojca niepodleglosci, a raczej przemilczanie jego ofiar z zamachu majowego i rzadow sanacji, co przeklada sie na generalny kult sily, wodza i szeroka akceptacje dla autorytaryzmu. Moze byc jednak tez tak, ze ten kult wynika z naszej, podobnej Rosjanom, akceptacji silnego cara-batiuszki,a nie go kreuje.

raf

Tytułowe pytanie jest źle postawione. Dobrozmianowiec nie jest od tego, żeby z nim żyć. Jest od tego, żeby traktować go tak, jak on traktuje nie-dobrozmianowców. Powinien być otoczony społecznym potępieniem, w najlepszym wypadku izolowany.
Ze znajomymi sprawdziliśmy to na kilku dobrozmianowcach, zwłaszcza na takich, którzy się za bardzo ze swoim dobrozmianowstwem obnosili. Mogę powiedzieć jedno: izolacja i potępienie działa, Gadać z takimi chyba nie warto. Oni nie zmienią poglądów pod wpływem racjonalnej dyskusji. Mogą je zmienić tylko powodowani obrzydzeniem do swoich obecnych idoli. Dlatego zadaniem nas, niepisowców, jest tą niechęc do pisu stymulowac na wszelkie możliwe sposoby.

PaWeł
Bardzo prawdziwe i bardzo pesymistyczne. Dobrozmianowcy to specyficzny ludek. Nie uświadamiają sobie nawet jak niskimi są pobudki , którymi kierują się. Tego świata o którym marzą już nie ma. Łudzą się, tłumiąc własne ,głęboko ukryte wątpliwości i mitologizują paranoicznego wodza. Wydaje im się ,za w ewentualną porażkę zapłacą stosunkowo niską cenę., To w tym wszystkim najbardziej przeraża. Bo oni zawsze będą wśród nas. Tylko prawdziwa katastrofa mogłaby zmusić ich do rewizji poglądów. Z drugiej strony musimy starać się ze wszystkich sił by do tej katastrofy nie doszło. Czy znajdzie się ktoś lub coś co zdezaktualizuje ten polski paradoks? Na razie… Czytaj więcej »
Miranda

Obok zwykłych „dobrozmianowców” musimy żyć , co nie znaczy, że też jako zwykli ludzie mamy się na” dobrą zmianę” godzić. Teraz naszą bronią jest społeczeństwo obywatelskie i opór ,który musi czuć obecna władza. Z trzy lata naszą bronią powinna być karta wyborcza. A obecna opozycja parlamentarna musi wreszcie dorosnąć. Uważam,że nadszedł czas – taki wstrząs,który tę dorosłość wymusza. Nie ma żartów.
Żarty zostawiam kabareciarzom , bo śmiech to tez broń . Już po zajawkach cieszę się na miniserial Kabaretu Moralnego Niepokoju z Robertem Górskim.

Maciek123454321
Niestety muszę zgodzić się a p. Bożeną Chlabicz. Poza całkiem liczną grupą zawstydzonych, którzy zaglosowali na PiS, a teraz wstydzą się do tego przyznać, pozostali zwolennicy Wielkiego Karakana są kompletnie niereformowalni. To ci z gatunku wiecznie niezadowolonych i narzekających, ale też i ci, o których pisze autorka artykułu. Problem w dotarciu do nich polega na tym, że ich toku myślenia zupełnie nie potrafimy zrozumieć i sytuujemy ich na pograniczu szpitala psychiatrycznego, tak dalece ich myślenie jest oderwane od racjonalizmu i logiki. Prawdziwa tragedia polega na tym, że odsetek „inteligentnych inaczej” w ostatnim czasie wzrósł zastraszająco. Niczym nie uzasadniona łaskawość poprzedniej… Czytaj więcej »
Zwinka

Bo pisizm to nie poglądy, tylko stan umysłu … I tyle.

Andrzej

Każdy roztropny najpierw zarabia a potem wydaje. W skali państwa jest tak samo jeśli jest normalnie- najpierw ekonomia potem socjal. Dzieje się odwrotnie- to my będziemy spłacać te długi

joa

I nie wolne jest od tego skażenia młode pokolenie. Rozmawiałam ze studentką medycyny, która doradzała mi oglądanie Wiadomości TVP, bo „w tvn jest sama propaganda”. Poza tym wyraziła pogląd, że skoro pis zdobył władzę, to ma prawo rządzić w każdym zakresie wg własnych pomysłów, i bezprawiem jest przeszkadzanie im w tym.
Wniosek: popełniono straszne zaniedbania oświatowe, że młodzi na uniwersytetach wierzą w takie brednie.

Paweł

Oczywistym jest, że TVN od dawna opowiada się dość wyraźnie po jednej ze stron. Może mi to przekszadzać, natomiast nie dziwi i nie oburza. Nie rozumiem natomiast sytuacji, w której za totalną krytyką tej stacji podąża afirmacja TVP i tzw.niezależnych mediów, koncentrujących się na rozpowszechnianiu pisowskiego światopogładu i niebrzydzących się prymitywną manipulacją czy rzucaniem kalumniami.

gniewko_syn_ryba

„Bo kompromitacja Polski w świecie to nie jest objaw troski, tylko wystawianie na niebezpieczeństwo naszej przyszłości.”

Szanownej autorce sugeruję zmianę imienia i nazwiska na Hiacynta Bukiet (a dosłownie Wiadro czyli Bucket ale czytane z francuska „bouquet”). . Proszę też nigdy więcej nie podawać „dobrozmianowcom” herbaty w filiżankach Royal Dulton z wrąbkami ! Natomiast psychoanalizę pozostawić fachowcom.

Paweł

Przychodzi mi tylko na myśl parafraza oklepanej skądinąd formuły: PiSlam to stan umysłu.

Paweł
Ku mojemu utrapieniu teściowie są zajadłymi pisowcami. Znamienne, że w czasach Tuska z lubościa przypisywali winę za najdrobniejsze niedogodności (typu „dziura w jezdni”) i zdarzenie losowe nieudolności czy złej woli rządu. W ogóle nie przeszkadzał im podział kompetencji między samorządem a oraganami władzy centralnej, a także fakt, iż w ich mieście powiatowym od dłuższego czasu rządy sprawował PiS. Telewizja publiczną oczywiście non-stop kłamała, zaś koalicja PO-PSL nie była niczym innym, niż samolubną kliką, tudzież złodziejską szajką. Po wyborach 2015 zmienił się im diametralnie ogląd rzeczywistości. „Wszystko jest dobrze, nic się złego nie dzieje”… Tym razem tylko TVP zachowuje obiektywność, rządzący… Czytaj więcej »
gniewko_syn_ryba
U mnie jest dokładnie na odwrót – teściowa (teść nie żyje) jest zapiekłą antypisiarą i zachowuje się jak klasyczny „pies Pawłowa” – na sam widok kogokolwiek z PiS w telewizji reaguje wścieklizną i komentuje: „Ale głupek/idiota/kretyn”. Najzabawniejsze, że jest prawie głucha i nawet nie słyszy, co ten ktoś mówi. Za to każdy z PO, czy Nowoczesnej jest „mądry, inteligentny”. Gdy pytamy ją (z żoną) na jakiej podstawie tak twierdzi skoro go nie słyszy, odpowiada: „No bo taki przystojny, ładnie ubrany”… Też jest całkowicie odporna na rzeczowe argumenty – co prawda czasem po długiej dyskusji ostatecznie przyznaje nam rację ale po… Czytaj więcej »
Paweł

„No i co zrobisz,, jak nic nie zrobisz? I co zrobisz? Nic nie zrobisz.” 😉
Pozdrawiam.

wpDiscuz