Kalifat w budowie

Kalifat w budowie

Od wielu miesięcy przez media nienarodowe (polskojęzyczne, sorosowskie „Gazetę Wyborczą” etc.) przetacza się dyskusja na temat roli jednostki w historii w kontekście Jarosława Kaczyńskiego. Teraz pojawił się pouczający tekst źródłowy. I wyszło jak u klasyka, że „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się idea, cel, który – no cóż – uświęca środki. Tym bardziej, że w rozmowie woda święcona leje się naprawdę rzęsiście. Chodzi o wywiad, jakiego udzielili „Gościowi Niedzielnemu” rodzice prezydenta Dudy.

Z rozmowy z Dudami-seniorami wynika, że ostatecznym celem „dobrej zmiany” nie jest – jak się niektórym wydawało – „wymiana elit”, czyli PiS-owską wersja akcji afirmatywnej dla alternatywnie uzdolnionych sympatyków. Chodzi o coś znacznie bardziej doniosłego. O ostateczną rozprawę z wszelkimi –izmami, z modernizmem na czele. O to, by wyplenić ze świętej polskiej ziemi ostatnie niezatarte przez rządy Platformy ślady libertynizmu i lewactwa.

Rodzice pana prezydenta przyznali, że w tym właśnie duchu wychowywali od maleńkości swojego syna. Dla nich „dobra zmiana” to przekształcenie Polski w państwo faktycznie, a najlepiej też formalnie wyznaniowe i taką właśnie misję otrzymał – jak wierzą – do wypełnienia ich pierworodny. Andrzej Duda ma – z woli Opatrzności, która w tym właśnie celu wyniosła go do godności prezydenta – wprowadzić Ojczyznę do Królestwa Niebieskiego, który to proces symbolicznie zapoczątkował uczestnictwem w uroczystościach intronizacji Chrystusa w Łagiewnikach. Wprawdzie Episkopat jeszcze w trakcie koronacji unikał jak ognia deklaracji, że jest to koronacja na króla Polski, ale państwo Dudowie dali w wywiadzie wyraz przekonaniu, że to się rozumie samo przez się.

W tym miejscu wypada zmącić nieco dobre samopoczucie czytelników prasy polsko-języcznej, którzy podobne rewelacje kwitują obojętnym wzruszeniem ramion. Takich wywiadów absolutnie nie należy lekceważyć. Owszem, można sobie powtarzać, że twardy elektorat partii aktualnie rządzącej cechuje specyficzne podejście do kwestii wyznaniowych, ale żyjemy w XXI wieku w środku Europy, więc państwo wyznaniowe to tylko takie – nomen omen – pobożne życzenie.
Może i gadanie, ale nigdy nie należy lekceważyć roli jednostki w historii, niestety. Tym bardziej, że owa „jednostka” dopiero co porównała skuteczność bojową hufców złożonych z „moherowych beretów” do komandosów z GROM-u.

Historia zna mnóstwo historii, kiedy to, pod wpływem jednostek z poczuciem misji, została zmuszona, by zatoczyć bardzo szerokie koło. A jak się taka jednostka odpowiednio spręży, to i Wisłę zawróci kijem bejsbolowym. Weźmy na przykład niejakiego Al-Ghazaliego. Ten po części teolog, po części filozof, ale głównie obrońca „wartości” religijnych w życiu narodu arabskiego, żył i działał na przełomie XI i XII stulecia, w czasach, gdy w Europie panowało tak zwane głębokie średniowiecze. Mędrzec ów był autorem publikacji („Sprzeczności filozofów”), w której piętnował uległość państwa wobec – jakbyśmy to dziś ujęli – dyktatu nauki, kosztem „prawa naturalnego” i zaleceń Koranu.

To wszystko działo się w czasach, kiedy obejmujące trzy kontynenty imperium islamskie zdecydowanie górowało cywilizacyjnie, naukowo i kulturowo nad resztą ówczesnego świata, włącznie z Europą, częściowo podbitą i pogrążoną w mrokach średniowiecza. To arabscy naukowcy stanowili wtedy awangardę w rozwoju nauk ścisłych (zwłaszcza matematyki) i medycyny. To arabskiego pochodzenia humaniści przetłumaczyli i ocalili dla potomności skarby piśmiennictwa greckiej i rzymskiej starożytności. To Arabowie stworzyli też podwaliny świeckiego szkolnictwa i badań empirycznych.

Niestety, po kilku wiekach ekspansji terytorialnej, wielokulturowe imperium właśnie wtedy zaczęło trochę trzeszczeć w posadach, a kalifaty nie były już dłużej w stanie panować nad rozległymi podbitymi terytoriami. Odezwały się lokalne interesy i ambicje. Świat mocno się skomplikował. Przesłanie Al-Ghazaliego trafiło więc na podatny grunt powszechnej niepewności, lęku o przyszłość i coraz powszechniejszej świadomości końca starego porządku (zainteresowanych szczegółami odsyłam do świetnej publikacji „What Went Wrong” Benjamina Lewisa). W przeciwieństwie do ówczesnych politologów, filozofów i historyków, Al-Ghazali dostrzegł w tych procesach znak Opatrzności. Zinterpretował kłopoty imperium jako karę za odwracanie się od nauk Koranu. Występował przeciwko świeckiej nauce i filozofii, postulując uznanie wyższości prawd objawionych nad empirycznymi. Sugerował odrzucenie bezbożnego racjonalizmu i przyjęcie teologii za jedyną prawdziwą naukę. Bo może wtedy Bóg … no, właściwie, to nie wiadomo, co Bóg na to. Ale wtedy na pewno coś się zmieni.

I co się stało? Otóż świat arabski w końcu posłuchał jednak Al-Ghazaliego. Mądre księgi spalono (na szczęście coś tam jednak ocalało). Pochowano w skrzyniach retorty i teleskopy. A w medresach zamiast biologii i fizyki rozpoczęto naukę Koranu. Bo nieważne już było, by Arabia była cywilizowana i bogata. Ważne, by była pobożna, a właściwie religijna (to bynajmniej nie jest to samo, bo wiara to jedno, a organizacje religijne to całkiem co innego).

Europejczycy w tym samym mniej więcej czasie zdecydowali, że pójdą inną drogą. Po ponad tysiącleciu poważnych „naukowych” sporów o to, ile diabłów zmieści się na łebku szpilki i – o paradoksie – pod wpływem osiągnięć arabskiej nauki, dzięki której przechowane zostało dziedzictwo starożytności, na terytorium dzisiejszej Unii dokonał się najpierw renesans, później oświecenie, a na koniec rewolucja przemysłowa. Efekty? Współcześnie na tak zwanym Zachodzie na każdy tysiąc obywateli przypada 41 fachowców różnych specjalności – naukowców, lekarzy, inżynierów. W świecie arabskim – dziewięcioro. Ponad półtora miliarda wyznawców Proroka w ostatnim półwieczu dorobiło się zaledwie dwóch noblistów. W jednej tylko Hiszpanii, niegdyś podbitej przez Arabów, dziś publikuje się więcej książek naukowych niż we wszystkich krajach islamskich razem wziętych. Świat arabski sam dokonał wyboru między teologią i nauką. Efekty tej decyzji oglądamy teraz codziennie w telewizji.

Za nic nie należy więc lekceważyć uroku prostych metafizycznych recept na trudne kryzysy społeczno-polityczne. Nie wolno też nie doceniać ambitnych „pomazańców”. A już szczególna ostrożność jest wskazana w przypadku deweloperów projektu Królestwo Niebieskie nad Wisłą. Tym bardziej, że to – zdaje się – zamki na piasku. Bo ono wszak „nie z tego świata”.

Bożena Chlabicz-Polak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Kalifat w budowie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
szulki

Taaak, daje się zauważyć, że rządzą nami osobnicy, którzy robią wrażenie, jakby spierniczyli w samych gaciach z Tworek. A że choroby psychiczne sa dziedziczne (co widaąc po wywiadach z rodzinami tych osobników) – no cóż…
Co nie zmienia faktu, że ci psychiczni są niebezpieczni. Choć nie jestem fanem tego pana, Jerzy Urban już 10 lat temu porównał pisowców do talibów. W tamtych czasach było to odkrywcze, jednak jak widać, dożyliśmy czasów, gdy Jarollach Kaczybullach może już się niczego nie wstydzić, wspierany przez grono psychopatów, cyników albo zwykłych drani.

Andrzej

Wiara czyni cuda. Więc po co pracować? Wierząc w szczęście i dostatek damy radę sobie to wymodlić.

Zwinka

Niestety, muszę pp. Dudów zmartwić. Henryk Goryszewski, ksywa „kobra”, był pierwszy.
Oto jego jego słynne słowa:
„Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka.”

A tymczasem moi przyjaciele z Austrii właśnie opijają sukces, czyli pogonienie na drzewo w powtórzonych wyborach na prezydenta przystojniaczka neonazisty.

Marek

Jeśli już patrzymy na demokracje w tych kategoriach, to kogo pogoniono na drzewo w ostatnich wyborach w Polsce?

Zwinka

Tych, którym zabrakło determinacji, aby na rzucane kamienie odpowiadać bochenkami chleba, takimi z miesiąc po wypieku, a zamiast nadstawiania drugiego policzka odpowiadać siarczystym „liściem”. Ale mam nadzieję, że nauka nie poszła w las. Zwłaszcza brzozowy.

Marek

Czytam i oczom nie wierzę – widzę groźby okładania (z drzew?) wyborców RP, którzy głosowali niewłaściwie, zeschniętymi bochenkami chleba i doprowadzania do katastrof lotniczych (do czegóż by inaczej służyły brzozy?). Za taką demokrację to ja dziękuję i proszę uprzejmie, aby to, co już było, było ostatni raz.

Zwinka

Każdy widzi, co chce. Np. jedni w pysznym ementalerze widzą tylko ser, a inni tylko dziury. Co zaś się tyczy doprowadzania do katastrof lotniczych, to w Londynie na szczęście był cywilny pilot Embraera. Ale i ten się zdenerwował.

eksplanator

pogoniliśmy 27 lat trudnego czaszniami niesprawiedliwego rozwoju , teraz trafiamy na swoje tory i wreszcie będzie normalnie tak jak na Ukrainie tępo smętnie ale po naszemu ważne by flaszki nie zabrakło

Zgredzinka

Każdy może się pomylić.

Jerzy
Królestwo Niebieskie nad Wisłą? W Psalmie 115:16 [Nowa Biblia Gdańska], czytamy: „Niebiosa, niebiosa są dla WIEKUISTEGO, a ziemię dał synom Adama.” Kiedy buraki na tej ziemi biorą się za urządzanie Królestwa Niebiańskiego NIE Z TEJ ZIEMI, to zawsze wychodzi z tego buractwo. Tak było już za czasów Pierwszej i Drugiej Świątyni, Inkwizycji, nazizmu i komunizmu. Ludzie nie mający pojęcia o nauce Chrystusa chcą politycznej „re-chrystianizacji” według wzoru inkwizytorskiego. Lecz namacalny fakt zdecydowanej dominacji religii nad etyką (w polityce wyznaniowej oraz edukacji) odsłania dominację sakramentalnej groteski religijnej nad porządnym, pracowitym, życiem obywatelskim, nad „purytańskimi” relacjami międzyludzkimi i poszanowaniem wolności wyznaniowej. A… Czytaj więcej »
smętek

To już ,niestety, nie jest śmieszne. Żałosne kreatury narzucają nam organizację państwa wg modelu wymyślonego przez Kaczyńskiego a my, co najwyżej popiskujemy, że będzie jeszcze gorzej. Wykształcony w PRL syn chłopa, czyli tatulek PADa uważa się za filozofa i organizuje nasze życie. Zachowanie całego rodu Dudów świadczy o braku kultury i absolutnym lekceważeniu wszystkich, którzy nie są z tej co oni bajki. Kulturalny człowiek nie epatuje wszystkich swoją wiarą bo to jego wiara.

dobrozmianowiec

PiS walczy właśnie z próbą utworzenia kalifatu, dlatego nie zgodzono się na przyjęcie islamskich najeźdźców.

Zwinka

A to udało się nakłonić jakiegoś uchodźcę do pozostania w Polsce ??? O matko, coś mi umknęło.

Zgredzinka

A ja byłam przeświadczona, że oni (czyli rodzice łaskawie nam panującego pana prezydenta) ogromnie wstydzą się, że wychowali takie bezwolne „popychle“.

Czyli znowu sprawdza się teza, iż przysłowia są mądrością narodów, tak jak chociażby te dwa:

„niedaleko pada jabłko od jabłoni“
„czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci“

Może jeszcze ktoś zna coś adekwatnego?

Wiesław

„z pustego i Salomon nie naleje”

mariana131
Duda z Szydlo podpuszczani przez kaczkojada obiecali, że: – dołoży na każde dziecko 500zł – nie dopuści do zamknięcia ani jednej kopalni i nie zwolni żadnego górnika – reaktywacja Stoczni w Szczecinie – przywróci poprzednie widełki wieku emerytalnego zamiast 67/67 – (ubranka dla dzieci chce 0 stawki VAT) czyli zlikwiduje VAT8% (przepisy unii ubranka muszą mieć nałożoną najniższą stopę VAT w danym kraju) – obniży VAT do 22%, – da prace młodym i mieszkania socjalne na start jeśli założy rodzinę Program „Twoje mieszkanie” – dźwignie pensje pielęgniarkom i w samej służbie zdrowia przynajmniej x2 – przewalutuje frankowiczów, – zwiększy 3… Czytaj więcej »
Zgredzinka

Łapówka działa.

wpDiscuz