KRYSTYNA KOFTA: Moje czerwce

KRYSTYNA KOFTA: Moje czerwce

Najważniejszy jest dla mnie, dobrze zapamiętany z czasów dzieciństwa, Poznański Czerwiec 1956. Mój starszy brat pracował w Cegielskim. Pamiętam strach matki, gdy nie wracał, słyszałam czołgi, widziałam idącą ulicami olbrzymią demonstrację, byliśmy z ojcem w tłumie pod Ubezpieczalnią Społeczną, przy zrzucaniu z dachu stacji zagłuszającej Wolną Europę. Krawiec z powieści „Wióry” (wyd. Czytelnik 1980) to mój ojciec i to jego słowa.

***

„- Czemu nie śpisz? – pyta ojciec.
– Jeżeli Marycha zabili, już nigdy nie będę spała – mówi Szprycha.
– Tylu ludzi umiera za nic – mówi jej ojciec – że umrzeć za coś, to już jest dużo, jak mnie szlag trafi, to co kto z tego będzie miał, rodzina zgryzotę i koszta pogrzebu. A umrzeć tak jak on, to znaczy wiedzieć, za co, takich śmierci nie zapomina się nigdy, nawet jeżeli się potem o nich nie pamięta.”

***

Zaangażowany w przygotowania buntu Marych, przeżył. Tak jak mój starszy brat i jego koledzy. Do Poznania przyjechał premier Cyrankiewicz, który wygłosił 29 czerwca przemówienie: „Krwawe zajścia nie powstrzymają ani nie osłabią wysiłków partii i rządu zmierzających do demokratyzacji naszego życia.” „Partia i władza ludowa liczy na pełne poparcie całego społeczeństwa (…) Każdy prowokator, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej”.

W czerwcu nie można było doliczyć się zabitych. Pisząc „Wióry” nie znałam jeszcze wspaniale udokumentowanej książki „Poznański czerwiec 1956” pod redakcją moich profesorów z poznańskiej polonistyki, Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trojanowiczowej, ukazała się w 1981 roku. Dopiero wtedy dowiedziałam się że „wg danych milicyjnych ranionych było 575 osób a życie straciło 55 ludzi”. Niektórzy leczyli się prywatnie, szacunkowo przyjęto, że było to 900 osób”.

Wśród zabitych było dziecko, trzynastoletni chłopiec. Jego ojciec złożył pismo do Prokuratury Generalnej w Warszawie. „28 czerwca w czasie tzw. „wypadków poznańskich” został zabity mój syn Roman Strzałkowski, trzynastoletni absolwent Szkoły Muzycznej, uczeń 7 kl. Szkoły Podstawowej. (…) Umyślnie przeinaczano treść nekrologu w gazecie „Głos Wielkopolski”. Zniekształcono czcionkę „3” w liczbie „13”, określającej wiek mojego syna. Pominięto słowa, że był uczniem szkoły podstawowej. (…) Podano umyślnie fałszywą godzinę pogrzebu”…

***

Notatki z dziennika („Monografia grzechów. Z dziennika 1978 – 1989”, wyd. WAB 2006)

Czerwiec 1979

2 czerwca, sobota
Patrzyliśmy na przejazd papieża Alejami Ujazdowskimi do Belwederu. Wszyscy płakali, nawet niewierzący, jak ja. „Znów go widzę, tego człowieka, który tak nagle zyskał znaczenie na świecie. Wierzę w niego jako w człowieka.

***

Czerwiec 1982 – stan wojenny

4 czerwca, piątek
Pojechaliśmy do Poznania, do mojej umierającej siostry. Dziecko może oglądać chorych? Tak, nie można tego unikać. Basia jest szczęśliwa. Trzyma go za rękę, mówi o tym jak odbywał się jego chrzest. Przecież to jego chrzestna matka. Śmiejemy się, wspominając Jonasza, chrzestnego ojca, musiał nauczyć się „ojcze nasz” i „zdrowaś Mario”, bo okłamałam go, że ksiądz będzie go przepytywał. Udało się zmienić patetyczną gębę śmierci.

21 czerwca, poniedziałek
Z Wawrzynem na Bazarze Różyckiego. Zrobiliśmy wielkie zakupy. Mam teraz obsesyjne lęki, że zabraknie jedzenia i dziecko będzie głodne, albo że nie będziemy mieli pieniędzy, żeby kupić mu owoce. Kupiliśmy koszyk truskawek tak piękny, jakby nie było stanu wojennego.

***

Czerwiec 1984

6 czerwca, środa
Nowa edycja znaczków poczty podziemnej z okazji wyborów.
Słucham wieczorem fragmentów z procesu Grzegorza Przemyka. Nawet w tym oficjalnym przekazie wychodzi prawda. Zeznanie chirurga, który go otworzył – nigdy nie widział tak rozległej rany wewnętrznej: 20 na 20 cm, tak go zakatowali ci zwyrodnialcy, czy to ci mundurowi czy ubecy, to nie wyjdzie na jaw. Robią proces, farsę, przed wyborami, że niby taka demokracja. Rzucić ludziom jakąś sensację – strzęp, który pozostał z licealisty.

21 czerwca, niedziela.
Mała Jula zemdlała w kościele. Ręce i nogi ciężkie, oczy maślane. Chciałyśmy z Magdą zadzwonić po pogotowie. Syf komunistyczny zawsze pokazuje swój owrzodzony język. Automaty telefoniczne bez sygnału. Tak wygląda prawda o komunizmie. Wybory! Każdy kto na nie idzie, jest nieodpowiedzialny, bo popiera ten brak sygnału w słuchawce, wtedy, gdy człowiek go potrzebuje.

***

Czerwiec 1986

1 czerwca, niedziela
Dowiedzieliśmy się smutnej rzeczy. Wczoraj złapano Zbyszka Bujaka razem z Konradem Bielińskim, Ewą Kulik i innymi osobami. To zjazdowy gościniec dla tych partyjnych grubasów z rozładowanymi mózgami, którzy używają obcego nam języka.

7 czerwca, sobota
George Orwell. Matko święta, on pracował w policji imperialnej w Birmie i był z tego powodu jak pisze „niezadowolony”. Jak to jest? Czy ludzie naprawdę nie mogą znaleźć innej posady? Z drugiej strony dobrze, bo wiemy jak wyglądało wieszanie (z eseju pod tym tytułem) Lubię jego eseje. Bardziej niż powieści. Sądzę, że za kilkadziesiąt lat Orwell może znaleźć się w czytankach. Myślę o „Folwarku” i „Roku 1984”. Według mnie wszystkim rządzi opór. To jedyne co strukturalizuje świat. Człowiek pisze. Pisanie jest skutecznym oporem.

***

Czerwiec 1987

8 czerwca, poniedziałek
Przyjazd papieża. Powitanie na zamku Królewskim – mowy „dwóch wielkich Polaków” – to ostatnio ukuty, ulubiony slogan redaktorów TV. Papież trochę bardziej pochylony, w tym bardziej chłopski, trochę wyidealizowaną szlachetną chłopskością. Teatralność sytuacji nieprawdopodobna. A ja tak bardzo nie lubię teatru. Papież i Jaruzel! Śmiech i strach, gęba i pupa.

***

Czerwiec 1988

Dowiedziałam się, że Tomasz Kocowski wyskoczył z 12 piętra. Zawsze był skazany, psychiczny, ale ta forma brutalna, straszna, protest przeciwko wszystkiemu. Przecież to on chciał wysadzić pomnik żołnierzy radzieckich na poznańskiej cytadeli, tę wielką iglicę kłującą niebo. Bombę umieścili, działał z przyjacielem, w zamykanej wnęce pomnika. Nie wypaliło, przyszli sprawdzić a tam już na nich czekali. Kolega dostał karę śmierci, wyrok wykonano, a on ze względu na jakieś pokrewieństwo, ze starym komunistą Janem, z wiersza Broniewskiego: „Siedzę z Janem w celi dwunastej”? chyba tak, a więc on dostał dożywocie. Ktoś interweniował u Bieruta. Odwiedził nas kiedyś na Mokotowskiej, a kiedy dowiedział się, że Berman mieszka w Al. Róż, od razu chciał się tym zająć. Widziałam jak rozbłysły mu oczy.

***

1989 rok, KLIMAT PRZEDWYBORCZY

22 kwietnia, sobota
Wymyślałam hasła na wybory solidarnościowe, żeby dać Maćkowi (Zembatemu), on ma przekazać Wajdzie. Wybory są w proszku. Nic nie jest przygotowane. Oprócz haseł trzeba pomyśleć nad sposobem zaprezentowania kandydatów. Hasła pisane oczywiście solidarycą.

23 kwietnia, niedziela
Na pizzę do Dziembszczady. Był u nich Alosza (Rosjanin, astrofizyk), bardzo zaangażowany w Partii Demokratycznej. Pokazywał zdjęcia z Katynia. Młody chłopak na tle tablicy to jego syn. Były tam zdjęcia z ekshumacji zwłok. Takie to są te nasze przyjęcia, pizza, wino i zdjęcia z Katynia. Alosza zajmuje się tą katyńską białą plamą (była raczej czerwona); jego list wydrukował „Tygodnik Kulturalny”. Zembaty mówi: U was chyba byś nie mógł tego wydrukować. A on na to: U nas ciągle się mówi o milionach zamordowanych Rosjan i innych, to nie jest dla nas taka wielka sprawa, to w końcu tylko parę tysięcy…
Wielkie totale mają inną optykę na śmierć niż my.

5 maja, piątek
Idziemy z Magdą Z. do krawcowej. Była premierowa Kępińska, świetna aktorka, żona Rakowskiego mówiąca zawsze miękkim, pieszczącym się głosem dziewczynki. Spotkałyśmy się przed drzwiami. Na drzwiach kartka: „zaraz będę”. Brudna, śmierdząca klatka, ściany opalone zapałkami, krew niezmyta, zaschnięte plamy na podłodze. Premierowa mówi, że boi się, że ukradną jej pięć par spodni, które wiezie z pralni i zostały w samochodzie i Frako nie będzie miał w czym chodzić, a ja na to, że w TV siedzi, widać tylko połowę, więc jakoś to będzie. Śmiech.

30 maja, wtorek
Bardzo dobra audycja Solidarności. Brzeziński, Stevie Wonder. Atuty.

4 czerwca 1989, niedziela WYBORY „PRAWIE WOLNE”
W południe poszliśmy głosować. Solidarność daje ściągi ze skreśleniami. Procedura skomplikowana i starzy ludzie nie wiedzą co robić. Na świecie straszno, straszno, w Chinach masakra, mówi się o trzech tysiącach zabitych. Rewolucja studencka. Potworności. Skala jak zawsze w wielkich narodach, apokaliptyczna. Oglądaliśmy CNN, bo u Dziemboszczady ruszyła wreszcie telewizja satelitarna. Wspaniały obraz, trzydzieści stacji z całego świata. Umarł Chomeini. Ostatnie zdjęcia proroka ze szpitala. Bezbronny jak niemowlę starzec karmiony łyżeczką. W Iranie wielki płacz i żałoba. Masy straciły tego, kto za nich decyduje i myśli. My ich nie rozumiemy, tak jak oni nas nie rozumieją.

13 czerwca, wtorek
Byłam w czytelniku. Był Kurz (szef Wydawnictwa Literackiego), wszyscy do niego: „panie pośle”, powariowali, zwłaszcza baby. Chyba tylko ja jedna zostałam przy „panie dyrektorze”, bo dyr. wydawnictwa to więcej niż poseł.

***

Czerwiec 2016

„Proszę państwa, proszę państwa, 4 czerwca skończył się komunizm!” – W 1989 roku w telewizji publicznej ogłosiła to rozradowanym głosem Joanna Szczepkowska. Zapanowała euforia, myśleliśmy wówczas, że skończył się raz na zawsze, że nigdy nie wróci. Straciliśmy czujność. A jednak wraca. Czy do zawłaszczonej przez groteskowy choć groźny reżim, telewizji publicznej zostałby dziś zaproszony ktoś z KOD-u, kto mógłby powiedzieć: „Proszę państwa, czas skończyć z niszczeniem demokracji”? Jasne, że nie. Neo-komuna ma publiczne media na wyłączność, zupełnie jak w PRL-u. Na szczęście my mamy Internet, wolną prasę, radio telewizje prywatne. Pani minister mówi: „Jest demokracja, można protestować, nikt do was nie strzela”. Doprawdy, co za łaskawość! Ktoś inny straszy, wypowiada się w duchu Cyrankiewicza. Używają języka gorszego niż komuchy w PRL-u! Targowica, zdrajcy, sprzedawczycy, warchoły, komuniści i złodzieje! Odspawani od koryta! Ich ludzie chcą przywrócenia kary śmierci, wieszania! Walą nas po głowach pałami inwektyw. Na razie są to słowa. Do czasu wyjazdu papieża. Potem może być gorzej.

Protestujmy więc 4 czerwca, w rocznicę odzyskania niepodległości. Jak zawsze pokojowo.


Krystyna KoftaKrystyna Kofta

Debiutowała w 1976 na łamach „Kultury” opowiadaniem „Lustro”. Od tego czasu znana jest jako autorka powieści i opowiadań oraz książek publicystycznych, często dotyczących problematyki kobiecej i relacji damsko-męskich. Tworzy również scenariusze filmowe oraz dramaty. Za słuchowisko radiowe „Stare wiedźmy” otrzymała Grand Prix na Festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2008”.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "KRYSTYNA KOFTA: Moje czerwce"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
alex
troche trudno mi sie ze wszystkimi slowami czy myslami zgodzic szczegolnie dotyczacymi chwil obecnych- uzywanie duel liczby porwna i do tego w liczbie mnogie to jednak podsycanie nastrojow polaryzacja, glosowalem na Solidarosc w 89, glosowalem na Walese w pierwszych rzeczywiscie wolnych Wyborach-potem nastepna kampania wyborcza i nastepna. i niestety slowa kampanii to jedno realizacja obietnic to drugie z kazda tura wyborow jakby rodzia podzial na rosnace rozwarstwienie spoleczne na poszerzebie obszaru biedy,ale takze jak z perspektywy czasu obszary korupcji kolesiostwa,promocja wolnego dzkiego rynku jako jednyego panaceum na bolaczki na uzdrowienie, a przy okazji „miekka” asymilacja ludzi z dawnego systemu w… Czytaj więcej »
Fox

Nie rozumiem tych minusów. Alex trzeźwo ocenia sytuację. Nie „cukruje”, nie ma złudzeń.

Anna

Uwielbiam pania Kofte. Napewno bede czytelniczka serwisu.
Mnie juz brak okreslen eleganckich na ta bande miernot, ktora szarpie moja Ojczyzne.
Wierze. ze niedlugo ich swawoli.
Sama przezylam stan wojenny w zaciszu Zakladu Treningowego Koni. Tylko z daleka dochodzil do nas odglos okropnosci. U nas dzieci sie rodzily, kolejne konie przechodzily treningi. Wiecej sie dowiadywalam pozniej. Tej prawdy, tej scyrej.
Teraz nie mieszkam w kraju- przezywam gorzej. Martwie sie o rodzine- bo wiem, czym moze sie to wszystko skonczyc.
Oby udalo sie pokojowo i demokratycznie.

Krystyna

W czerwcu 56 jestem w Poznaniu w tym tłumie przed KW. Miałam zdawać ostatni egzamin na Politechnice. Mam 81 lat. Wszystko pamiętam. Wszystko przeżyłam. Chodzę na wszystkie manifestacje KOD-u. Popłakuję gdy śpiewam nasz hymn. Kocham mój kraj tak jak w 56, gdy zginęli moi koledzy. Dzisiaj mieszkam w Krakowie. Byłam,łyk wolności piłam.

Barbara

Pani Krystyno, w ’56 miałam 10 lat i spędzałam wakacje u mojej ukochanej Babci w Kłecku Wkp. Pamiętam przerażenie mojej rodziny po wysłuchaniu audycji w radiu o ucinaniu rąk zdrajcom i zbrodniarzom.Strasznie płakałam, bo moja Mama była w AK „zaplutym karle reakcji” więc bałam się,że jej utną ręce. Teraz też się boję,

Jan

No i po 27 latach mamy nawrot mentalności peerelowskiej tym razem w wersji katonarodowej.

Andrzej
wszystko jest psute ,ten nasz ogromny trud by Polska stała się krajem normalnym ,by można było normalnie żyć idzie na marne.Były wybory wygrał pis,więc niech rządzi,wygrał przez przypadek ale wygrał.Nie ma większości konstytucyjnej ,więc musi rządzić w granicach prawa obowiązującego,gdyby nawet taką większość posiadał to i tak zmieniając prawo musiał by uwzględniać jego zgodność z prawem unijnym.Ale zastanówmy się,rządzi człowiek,samotny wilk,który nie zna problemów świata współczesnego,nie ma nawet konta w banku,słyszę że nie bywał i nie bywa za granicą,nie ma przyjaciół,znajomych,pełni funkcję tylko posła a rządzi krajem.więc nie ponosi żadnej odpowiedzialności,sejm i rząd pracują w nocy,w nocy dokonuje się wiele… Czytaj więcej »
minddancer

Wie Pani co, jakoś mi się tak dobrze kojarzy Pani nazwisko, jakoś tak z radiem, albo z książkami. Jakoś tak pozytywnie. Dziwi mnie że Pani tutaj pisze i jest mi trochę przykro z tego powodu. Ale co ja tam wiem. W AWS też wierzyłem, a potem się okazało co innego. Może ma Pani rację. Czas pokaże. I może nie będzie to najbliższe tysiąclecie. Oby była Pani zdolna opowiedzieć się za prawdą, kiedy zostanie w pełni poznana. Chcę mieć ochotę przeczytać w niebie Pani książki.

wpDiscuz