Macierewicz tworzy własną armię

Macierewicz tworzy własną armię

Wymiana kadry w wojsku trwa w najlepsze. O tym, że ustąpił dowódca generalny sił zbrojnych gen. Mirosław Różański, dowiedzieliśmy się kilka dni przed świętami. O dymisji było bardzo głośno, bo zbiegła się w czasie z protestami opozycji przed Sejmem. Dodatkowo papierami rzucił wtedy też szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda. Była to postać kluczowa, bo IU odpowiada za zakup nowego uzbrojenia, jak choćby mający kosztować 30 mld zł system obrony nieba. Niektóre media podały również informację, że odszedł szef Sztabu Generalnego, jedyny czterogwiazdkowy generał w służbie, Mieczysław Gocuł. Ministerstwo Obrony tą ostatnią wiadomość zdementowało. Co nie zmienia faktu, że jego służba zakończy się w najbliższych tygodniach – pogłoski o tym, że odchodzi, krążą w armii od kilku miesięcy.

Jeszcze wcześniej odeszło z armii co najmniej kilkunastu generałów i kilkuset pułkowników. Biorąc pod uwagę, że oficerów mamy w armii nieco ponad 19 tys., to w ciągu ostatniego roku odeszło prawie 6 proc. z nich. – „Od 1 listopada 2015 r. do rezerwy kadrowej skierowano 238 oficerów, tj. ok. 1,3 proc. kadry oficerskiej” – oznajmił w połowie listopada Bartłomiej Misiewicz, rzecznik prasowy resortu obrony i zarazem szef gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza. – „Z kolei od 1 listopada 2015 r. do 30 listopada 2016 r. z zawodowej służby wojskowej zostało zwolnionych około 1,1 tys. oficerów, z czego ponad 570 wskutek decyzji wydanych przed dniem 16 listopada 2015 r.” – dodawał ostatnio. Przy dobrych chęciach te liczby można uznać za normalną wymianę kadrową. Jednak w tym wypadku bardziej istotna od ilości jest jakość.

Niektórzy oficerowie uprzedzali spodziewane dymisje, z innymi kierownictwo resortu samo się rozstawało. Jednak dymisja gen. Różańskiego jak w soczewce pokazuje, że części najwyższej kadry dowódczej było nie po drodze z ministrem obrony. Choć dowódca generalny kontaktu z mediami odmawia (bo jest w służbie), tajemnicą poliszynela jest to, że z Antonim Macierewiczem różnił się m.in. w kwestiach tworzenia Obrony Terytorialnej. Nie podobało mu się też zachowanie Bartłomieja Misiewicza godzące w hierarchię w wojsku. Chodzi o to, jak dyrektor gabinetu politycznego ministra, człowiek młody, bez wyższego wykształcenia, traktuje starszych od siebie i lepiej wykształconych oficerów. Przykładem historia płk. Zenona Brzuszki, który po kontaktach z Misiewiczem został odwołany. Miał on młodego urzędnika przyjąć grzecznie, acz bez przesadnej celebry, nie tak jak ministra. Odwołaniu sprzeciwił się gen. Różański i kompromisem okazało się powierzenie Brzuszce dowództwa wielonarodowej brygady litewsko-polsko-ukraińskiej.

Innym problemem było także to, że zaniechano cotygodniowych spotkań grupy najwyższych dowódców z ministrem. W pewnym sensie kierownictwo MON zaczęło podejmować decyzję, omijając Różańskiego czy Gocuła, a korzystać z ich niedawno powołanych zastępców. Czytając więc nagłówki o dymisjach w wojsku czy wręcz buncie generałów, można dojść do wniosku, że współpraca na linii Wojsko Polskie – rząd Prawa i Sprawiedliwości się nie układa.
Wojna o rząd dusz w armii rozpoczęła się dużo wcześniej niż ostatnie dymisje. 15 sierpnia prezydent Andrzej Duda podpisał rozporządzenie, na mocy którego w 2017 r. żołnierze dostaną średnio po ok. 380 zł podwyżki. Od pierwszego stycznia średnie wynagrodzenie żołnierzy będzie więc wynosić prawie 4,9 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że mamy ponad 40 tys. szeregowych, którzy zarabiają znacznie mniej, dla nich taka podwyżka to naprawdę istotny zastrzyk gotówki. – „Po ogłoszeniu tej informacji na osiedlach wojskowych strzelały korki od szampana” – opowiada wysoki rangą dowódca, wciąż jeszcze w służbie. Kolejnym ukłonem w ich stronę było wprowadzanie możliwości służby dłużej niż 12 lat. Dotychczas było tak, że jeżeli szeregowiec po 12 latach noszenia munduru był dalej szeregowcem, to Wojsko Polskie automatycznie się z nim żegnało. System miał wymusić na nich „ochotę” do kształcenia i pozyskiwania nowych kompetencji. A także, co przyznawano nieoficjalnie, dać oszczędności budżetowe, bo po 15 latach służby wojskowi nabywają częściowe uprawnienia emerytalne. – „Nie możemy sobie pozwolić na armię pięćdziesięcioletnich szeregowych, mimo że sam zbliżam się do tego pięknego wieku” – zapowiadał ówczesny minister obrony Tomasz Siemoniak półtora roku temu.

Zupełnie inaczej patrzy na to minister Macierewicz: – „W efekcie muszą odejść z armii dobrze wyszkoleni i doświadczeni żołnierze szeregowi, bo dla pseudooszczędności tak wyliczono czas ich kontraktu, by nie mogli korzystać z wcześniejszych emerytur”. Gdy tylko został ministrem obrony, limit zniósł. I chociaż wcale nie oznacza to automatycznego przedłużenia służby (żołnierz i tak musi spełnić odpowiednie wymogi), to jednak furtka do wydłużenia służby została uchylona. Po 15 latach żołnierzom służby przysługuje emerytura w wysokości 40 proc. ostatniej wypłaty, czyli można zakładać, że do końca życia będą dostawali ponad tysiąc złotych miesięcznie. Choć będzie to dla budżetu poważny wydatek, to z perspektywy starszych szeregowych trudno ministra nie kochać.
W podobny sposób Antoni Macierewicz zadbał także o wyższych rangą, głównie podoficerów. Jeszcze w 2015 r. obowiązywał limit awansowy, który wynosił niecałe 4 tys. żołnierzy. Głównym powodem jego wprowadzenia były oszczędności budżetowe (im wyższa szarża, tym wyższa pensja), ale to w pewien sposób pomagało także utrzymywać piramidalną strukturę w wojsku. W 2016 r. Macierewicz limit zniósł. Trudno oceniać w tym momencie skutki tego ruchu. Pewne jest to, że wzrosną koszty utrzymania armii, ale faktem pozostaje, że tysiącom żołnierzy podwyżki pensji będą się kojarzyć z Antonim Macierewiczem.

Można rzec, że minister MON postanowił stworzyć armię na nowo. W wojsku polskim dwa niższe korpusy – szeregowych i podoficerów w pewnym sensie przez obecną ekipę zostały „kupione”. Bardziej skomplikowana sprawa jest z wyższymi szarżami. Tutaj świadomość długofalowych konsekwencji niektórych poczynań ministra jest większa. Jak choćby tego, że zdecydowana większość zleceń zbrojeniowych ma trafiać do państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Albo wprowadzenia Obrony Terytorialnej bez odpowiedniego przygotowania całej reformy i dodatkowego finansowania.
Ale wyżsi oficerowie, tak jak całe nasze społeczeństwo, to grupa podzielona. Dużej części z nich rządy PiS odpowiadają – podkreślanie polskości w formacjach mundurowych w naturalny sposób spotyka się z pozytywnym oddźwiękiem. Pomijając sympatie czy antypatie polityczne, dla wielu pułkowników czy podpułkowników, zazwyczaj mężczyzn w wieku 35–40 lat, którzy dalej chcą iść w górę, właśnie otwierają się drzwi do kariery. Po pierwsze, liczba generałów w służbie się zmniejszyła – ktoś ich musi zastąpić. I o ile w wojsku naturalna jest rotacja i kadencyjność, o tyle w ostatnich miesiącach liczba nowych generałów mocno się zwiększyła. A warto pamiętać, że liczba ta w WP od lat oscyluje wokół stu. „To nie jest tak, że wszyscy nowo mianowani oficerowie mają na początku PESEL-u rocznik 1980 albo 1990. Ale rzeczywiście dążę do odmłodzenia kadry. Tendencja oficerów starszych jest taka, żeby utrzymywać korpus oficerski, a zwłaszcza grono dowódcze, gdzieś na poziomie urodzin z lat 60. XX w. Jestem wobec tego sceptyczny. Grozi to kontynuacją dotychczasowego układu wiekowego. Chcę przesunąć tę granicę tak, żeby do wyższej kadry dowódczej dołączyli oficerowie niemający jeszcze 40 lat”– mówił minister Macierewicz w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

Mając świadomość, że może mieć problemy w dogadaniu się z częścią kadry oficerskiej, Antoni Macierewicz postanowił stworzyć własną. Dlatego wprowadza liczne ułatwienia i furtki. Jedną z pierwszych była zmiana regulacji prawnych w ten sposób, że w szczególnie uzasadnionych przypadkach minister może awansować oficera o dwa stopnie. To z jednej strony daje możliwości postawienia na swoich, z drugiej zaburza naturalną hierarchię w wojsku i może prowadzić do niejasnych relacji na linii przełożony – podwładny. Jeszcze większą może być możliwość wstępowania oficerów do Wojsk Obrony Terytorialnej. Bo chociaż będą one bazować na ochotnikach, to ktoś musi nimi kierować i zarządzać. Kadra dowódcza jest więc zaciągana z regularnych jednostek. Ale w wojsku jest jak w normalnej firmie – by zachęcić do zmiany stanowiska, powinieneś dostać więcej. W tym wypadku często jest to awans, a co za tym idzie – większe uposażenie.

Z kolei ci, którzy odeszli, też nie mogą czuć się pewnie i krytykować władz z otwartą przyłbicą, bo trwa dyskusja nad stworzeniem możliwości degradacji oficerów przez ministra. Dotychczas było to w gestii sądów. – „Pamiętajmy, że równocześnie trwają prace nad projektem o degradacji oficerów. Jest to – razem wzięte – przygotowanie do gigantycznej czystki wśród wyższych kadr dowódczych, które zostaną zastąpione młodymi karierowiczami, gwałtownie awansowanymi na wysokie stanowiska. W ten sposób PiS chce stworzyć kadry całkowicie lojalne wobec tej partii, a nie państwa polskiego” – mówił były premier Włodzimierz Cimoszewicz na łamach „Rzeczpospolitej” w czasie rozmowy o ustawie dezubekizacyjnej. Trudno przeoczyć fakt, że minister obrony Antoni Macierewicz znacznie mocniej niż jego poprzednicy wpływa na kształt kadrowy Wojska Polskiego. Są „swoi” i „obcy”. Niestety, gdy raz rządzący obiorą taką drogę, to trudno z niej zejść. Skutki tego odczujemy niebawem, i najprawdopodobniej – odczuwać będziemy długo.
(Źródło: gazetaprawna.pl)

mpm
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Macierewicz tworzy własną armię"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

I dobrze, wojsko powinno być wierne Polsce a nie zaprzańcom. To zbyt poważna sprawa.

inz.mamon

Macie rację towarzyszy, a jak dolozycie jeszcze trochę wazeliny to wasze dowództwo w Moskwie was awansuje i przesunie na nowy odcinek krzewienia patriotycznego ognia

krakus

Nasze dowództwo jest w Polsce. Wybory już nie idą przez ruskie serwery jak za PO.

VIPera

I tu się chłopczyku mylisz. Projekt „dobra zmiana” został napisany i nadzorowany jest wprost z centrali GRU

Sławomir

Jaki Antek, takie wojsko.
Paranoja, buta, Duda i głupota w pełnym wzwodzie.

krakus

Armia, z której odchodzą fachowcy, rządzą macierewiczowscy nominaci, a jej siłę bojową stanowią oddziały OT, może swoją siłę bojową pokazać co najwyżej na dzieciach w piaskownicy. Oczywiście dzieciach o niepolskim pochodzeniu i niechodzących na katechezę.
Gdyby do Polski mieli wejść ruscy, armia macierewicza przywita ich kwiatami w lufach. A sam ministier Anton Zdzisławowicz Macjeriewicz zostanie ruskim namiestnikiem – na które to stanowisko szykuje się od 1991 r.

Andrzej

Antek – wydajesz naszą kasę na szklane bombki, które Putin, przy dobrych chęciach jednym pierdnięciem roz……..

Karusek

Już to Konstanty PAWŁOWICZ Romanow, brat Aleksandra I i Mikołaja I , jako Maczelny /winno być Naczelny/wódz armii Królestwa Polskiego poniżał oficerów, którzy uniesieni honorem strzelali sobie w łeb.
I nastał rok 1830 – Konstanty w kobiecym przebraniu spierniczył do swych mociodawców, a tak kochał Polskę
i Polaków. Historia lubi się powtarzać ! Może, może !

wpDiscuz