Michał Kempa: Czasami tej Polski nie lubię

Michał Kempa: Czasami tej Polski nie lubię

Boję się, że to coś, co zmieni dzisiejszą politykę, to będzie jakaś tragedia – mówi Michał Kempa w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Czy pana jakoś ta Polska obchodzi?
Michał Kempa: Obchodzi, nawet bardzo. Kiedyś angażowała mnie do tego stopnia, że brałem udział w manifestacjach, pisałem różne rzeczy na forach internetowych, działałem w stowarzyszeniach etc. Uważałem się za zaangażowanego. Potem w mojej głowie pojawił się pewien nihilizm, co nie oznacza, że mnie nie obchodzi. Zdecydowanie obchodzi mnie bardzo.

– Co to znaczy kiedyś? Przecież ma Pan zaledwie dwadzieścia osiem lat!
– Bardzo wcześnie zacząłem się interesować Polską, polityką, życiem publicznym, dużo wcześniej niż moi rówieśnicy. W wieku trzynastu, czternastu lat czytałem prasę, oglądałem wszystkie serwisy informacyjne, a na spotkaniach rodzinnych, toczyłem zaciekłe boje z wujkami, ciociami i starszymi kuzynami. Piękne to były boje!

– A która data kojarzy się Panu z wolnością?
– Czerwiec 89 rok, choć tego nie przeżyłem osobiście, bo miałem roczek.

– Pokolenie 89. nie zna z autopsji braku wolności, wolności słowa, trudności w wyjazdach, posiadaniu paszportu itd., to są rzeczy wam obce.
– To prawda. Nigdy ich nie doświadczyłem. Dużo na ten temat czytałem, ale w rodzinie nie miałem osób, które by się w latach osiemdziesiątych specjalnie angażowały po jednej bądź po drugiej stronie. To pewnie jakoś rzutuje. Jeżeli ktoś miał ojca, który działał w Solidarności, był internowany, miał bezpośredni kontakt z działalnością opozycyjną, to zdecydowanie mógł wiedzieć więcej.

– Wiedział Pan, jakie poglądy mają rodzice?
– Moi rodzice zarzucają mi, że za dużo o nich opowiadam, ale trudno. Oni należą do grupy, o której w Stanach mówi się milcząca większość. To znaczy nie chodzą na manifestację, nie należą do żadnych z partii, ale oni wygrywają wybory. U nas rzadziej się mówi o tej grupie, ale wydaje mi się, że jest ona ciągle liczna.

– Milcząca to znaczy, że nie chodzą na wybory?
– Chodzą. Natomiast kiedyś mi jeden wujek powiedział, że on głosuje na tych, którzy wygrają wybory. Jeśli jakaś partia ma w sondażach tylko parę procent, to jemu się nie opłaca na nią głosować. Mam wrażenie, że to jest częsta postawa wśród Polaków.

– Pamięta Pan swój pierwszy wyjazd za granicę?
– Tak, rodzice zabrali mnie na wakacje na Węgry, a potem na bardziej egzotyczną zagranicę do Tunezji.

– W wolnej Polsce wyjazd za granicę nie był już takim szokiem?
– Trochę był. Ale pewnie dlatego, że byłem dzieckiem. Znane mi do tego czasu obrazki pochodziły z Bielska Białej, a tu nagle lotnisko, morze, palmy, ludzie mówiący w różnych językach, to był jednak szok.

– Urodził się Pan w Bielsku, tam kończył kolejne szkoły. Dostał się Pan na prawo na Uniwersytet Warszawski, bo był Pan laureatem olimpiady z wiedzy o Polsce i świecie współczesnym?
– Olimpiada nawet nie była sposobem na to, żeby dostać się na studia. Autentycznie bardzo interesowałem się Polską i światem współczesnym. Olimpiada była dla mnie spełnieniem marzeń i realizacją ówczesnej pasji.

– Rodzice niezaangażowani politycznie, a w Panu duża ciekawość wiedzy o Polsce?
– To nie jest takie rzadkie, że dziecko interesuje się czymś innym niż rodzice, czasem być może w kontrze do rodziców. To mogło być spowodowane buntem wobec rodziców, ale też imponowało mi od dziecka, że byłem w stanie prowadzić zaangażowane debaty z kimś ode mnie starszym o piętnaście, dwadzieścia lat. A jak już coś dobrze idzie, to motywuje do dalszego zgłębiania tematu.

– Jak to się stało, że laureat olimpiady wiedzy o Polsce, ambitny, po studiach prawniczych, zapowiadający się na poważnego polityka, stażysta w Parlamencie Europejskim, nagle ląduje w kabarecie. Jak to się zaczęło?
– Zgłosiłem się na casting do programu telewizyjnego, który wygrałem. To spowodowało całkowitą zmianę mojego życia. Zamiast „polityki” zacząłem robić stand-up.

– A jak się Pan znalazł w Ameryce?
– Ameryka była konsekwencją tego programu telewizyjnego, bo nagrodą w programie był wyjazd do szkoły w Stanach. To była ciekawa przygoda. Na takie kursy teoretycznie może pojechać każdy, nie trzeba reprezentować wybitnego poziomu, żeby uczestniczyć w zajęciach. Jeśli ktoś ma odpowiednią gotówkę, to może uczyć się na Manhattanie. Ja byłem tam w ramach nagrody. Natomiast po paru latach za własne pieniądze pojechałem do szkoły improwizacji teatralnej w Chicago.

– Zaraz potem zaczął Pan wygrywać różne festiwale kabaretowe. Które były dla Pana najważniejsze?
– Na pewno „Paka”, bo to najbardziej prestiżowy przegląd kabaretowy. Ale z czasem festiwale kabaretowe i w ogóle środowisko kabaretowe mocno podupadło. Wśród młodych ludzi zostało prawie całkiem wyparte przez stand-up. Taka kolej rzeczy.

– Od pewnego czasu występuje pan w „Szkle kontaktowym”, teraz bardziej niż wcześniej musi pan śledzić politykę.
– Tak.

– To wciągające?
– Sama polityka tak, natomiast problem z nią jest taki, że pokazują ją media, które mnie coraz bardziej irytują i to wszystkie. Nigdy nie wiem, czy oglądam politykę, czy przekaz, który mi serwuje dziennikarz. A co gorsza, te przekazy są przewidywalne. Ja zawsze wiem, co usłyszę w danej stacji. To powoduje, że śledzenie polityki jest nudne, mimo że jest tyle wydarzeń w Polsce. Wydaje się, że dzieje się bardzo dużo, a z drugiej strony tak rzadko ktoś przełamuje główny dyskurs, dwie główne narracje.

– Boi się Pan polityków?
– Bardziej niż polityków boję się ludzi, ich emocji, które są napędzane działaniami polityków i mediów, niestety.

– Nie wpisuje się Pan w żaden z tych dwóch nurtów, o których mówimy?
– Nie. Jeden i drugi nurt jest schematem i dużym uproszczeniem. A ja schematów nie lubię. Z drugiej strony, jest bardzo duża grupa, rzędu 40, 50 proc., która nie chodzi na wybory z jakiegoś względu albo głosuje na mniejsze partie, ale nie wiąże się z nimi emocjonalnie. Nawet jak głosuje na jakąś partię, to już za pół roku wie, że źle zagłosowała, nie jest przywiązana w żaden sposób emocjonalnie do swojego głosu. Z jednej strony więc jest ta główna polityka z podziałem plemiennym, co mi się bardzo nie podoba, ale z drugiej, jest ciągle olbrzymia masa ludzi, która do tych plemion się nie zapisała.

– Myśli Pan, że trzeba coś z tym zrobić?
– Absolutnie tak. Trzeba coś zrobić.

– Chodzi Pan na wybory?
– I tu panią być może zatrwożę, byłem tylko raz na wyborach, w 2007 r. To były moje pierwsze i jak dotąd ostatnie wybory.

– Powinnam teraz skończyć rozmowę z Panem. Bo jak Pan się może wymądrzać, skoro nie chodzi na wybory.
– No, może byłem ze dwa trzy razy, ale od 2010 nie chodzę. A nie chodzę nie dlatego, że mam te wybory, że tak powiem gdzieś, ale…

– Nieważne, to raczej znaczy, że Pan niczego nie rozumie…
– Uważam, że potrzebny jest świadomy głos, taki, w którym ja się zgadzam z tym, na kogo głosuję. A ja się na nikogo nie zgadzam.

– To bardzo infantylne…
– Proszę zauważyć, że to nie jest tak, że ja nie chodzę na wybory, bo mi się nie chce, a potem mówię wszystkim, że chodzę. Tylko staram się głośno powiedzieć, co powinno dać do myślenia tym, którzy rządzą, którzy serwują nam tę plemienność, żeby trochę z niej zrezygnowali.

– Zanim adresaci Pańskiego buntu zauważą, że Pan się w ten sposób buntuje, to wiele się może wydarzyć. Czuje Pan, że coś się przez ten ostatni rok zmieniło?
– Tak, czuję.

– I dobrze Panu z tym?
– Źle, ale mam wrażenie, że w żaden sposób nie przyczyniłem się do tego, nie chodząc na wybory. Inaczej – gdybym poszedł, to w jakiś sposób związałbym się z tym, co się dzieje, bo to często powoduje pewien emocjonalny związek, człowiek broni swojego głosu. Uważam, że trzeba mówić o tym w taki sposób, w jaki ja teraz staram się w tym wywiadzie do Pani mówić. Wydaje mi się, że to może obudzić aspirujących do rządzenia.

– Ale miliony Pana rówieśników nie mogą się wypowiedzieć tak, jak Pan teraz. Siedzą cicho i nie mają głosu, po prostu się nie liczą.
– Gorzej, niestety oni często mają głos i to na kogo ten głos moje pokolenie oddało w ostatnich wyborach, odebrałem ze smutkiem.

– I nadal Pan uważa, że dobrze, że nie poszedł na wybory?
– Szczerze mówiąc, jestem coraz bardziej przekonany co do słuszności tej decyzji. Ciągle wierzę, że w jakimś sensie ta milcząca większość, przestanie być milcząca. I nagle o takich jak my zaczną zabiegać ci politycy, którzy do tej pory zadowalają się tymi, którzy chcą prostej narracji.

– Czy ja dobrze rozumiem? Ma Pan wizję, że dziś Pan nie głosuje, jutro do Pana dołączy sąsiad, aż nagle się okaże, że na wybory pójdzie tylko 20 proc., tak? I wtedy pojawi się partia, która te 80 proc. niegłosujących przyciągnie do siebie.
– Mam nadzieję, że tak. Proszę jednak zauważyć, że skoro do mnie ma ktoś dołączać to znaczy, że już jest jakaś grupa, która ma wspólny interes – tym interesem jest zanik plemienności w polityce. A zatem powstaje grupa wpływu – więc zanim dojdzie do tych 20%, jakaś partia już o tę grupę zacznie zabiegać. A w konsekwencji będzie tego naszego głosu musiała słuchać.

– A jeśli to potrwa trzydzieści lat? W tym czasie Polska będzie dewastowana, a Pan będzie nadal kontestował?
– Pani wyolbrzymia rolę samego pójścia na wybory. Mam wrażenie, że życie obywatelskie nie zamyka się na pójściu na wybory.

– Powszechnie wiadomo, że to głosujący mają realny wpływ na to, kto rządzi.
– A nie wydaje się pani, że jest możliwa postawa obywatelska łącząca w sobie kontestowanie wyborów i jakąś inną działalność między tymi wyborami?

– Nie, bo według mnie nic nierobienie nie jest postawą obywatelską.
– Ale czy niechodzenie na wybory implikuje też nic nierobienie? A jeżeli ja założę stowarzyszenie, będę organizował marsze, manifestacje, pisał blogi, artykuły, przekonywał innych, ale nie pójdę na wybory?

– Skoro tak Pan uważa, to niech Pan coś stworzy i zacznie działać…
– Ja nawet stworzyłem partię. To jest co prawda fikcyjna partia i satyryczna, nazywa się polska partia ogólna, ale nie wykluczam, że stworzę taką, która nie będzie satyryczna. Mam niezłe przykłady – we Włoszech prawdopodobnie wybory wygra ruch „Pięciu gwiazd”, który jest założony przez komika włoskiego, w Ameryce Płd. komik został prezydentem. Wiem, że to brzmi radykalnie, natomiast chodzi mi o to, żeby nie oddawać głosu na mniejsze zło. Ośmioletnie rządy Platformy pokazały, że ta sytuacja, po pierwsze rozleniwiła polityków rządzących, bo oni wiedzieli, że nie muszą nic robić, bo ludzie i tak nie dopuszczą do władzy PiS-u. Tymczasem po drugiej stronie narastał gniew ludzi. Pytanie, czy głosowanie na mniejsze zło, dawanie tej zielonej kartki nie zapewniło dziś zwycięstwa PiS-owi?

– Kto teraz to wszystko odbuduje? Czy to w ogóle da się odbudować?
– Boję się czego innego, bardziej od dewastacji prawa, czy państwa, boję się dewastacji relacji między ludźmi. Po prostu mam wrażenie, że ta wyrwa, ta plemienność, nienawiść między ludźmi jest olbrzymia. Atmosfera, która się wytworzyła jest straszna, mnie ona dusi i bardzo mi się nie podoba.

– A co dalej z plemiennością?
– Plemienność ma się dobrze, jest karmiona z jednej strony przez polityków, z drugiej przez media. Większość mediów mało obchodzi rzetelny obraz, interesuje ich słuchalność, klikalność, oglądalność, proste dane i pieniądze, które z tego wynikają.

– Martwi się Pan o Polskę?
– Szczerze, bardzo się martwię. Wyraźnie czuję napięcie na ulicy. Pracuję w „Szkle kontaktowym” i wsiadając czasami do taksówki, nigdy nie wiem, z jaką spotkam się reakcją taksówkarza i raczej nie mówię: proszę pod TVN, tylko Wiertnicza 166. Oczywiście, oni od razu pytają: pod TVN? Muszę wtedy potwierdzić, że tak, a robię to z pewnym, może nie strachem, przecież nikt mi w taksówce nic nie zrobi, ale z obawą, że zaraz zaczną coś mówić, a ja będę musiał się tłumaczyć. To jest przykre.

– Nie boi się Pan, że za chwilę Polska będzie nie do życia, np. nie dostanie Pan paszportu, albo że będzie ograniczony dostęp do Internetu?
– Tego się nie boję mimo wszystko, uważam, że społeczeństwo nie da się zamknąć. Tak mi się wydaje, natomiast dużo bardziej się boję sytuacji międzynarodowej.

– Czyli uważa Pan, że w kwestii wolności w kraju nie może się nic zmienić, bo ludzie się nie dadzą. A jak to się działo w historii, że się ludzie dawali?
– To wtedy nie mieli tych wszystkich Facebooków, nie mieli Internetu w kieszeni. Może dałoby się zamknąć ludzi w Chinach, Rosji, ale nie w Polsce. My mamy wolne społeczeństwo od 26 lat. Trudno jest zamknąć takie społeczeństwo, które nawet nie do końca dało się zamknąć przez 50 lat PRL. Jeszcze się taki sprytny nie urodził, który by w tych warunkach był w stanie tego dokonać.

– Dlaczego wg Pana partia rządząca, mimo dewastacji różnych ważnych instytucji w Polsce, ma tak duże poparcie?
– Bo ma swoje plemię. To plemię ich kocha coraz bardziej, ale to powoduje coraz większy konflikt. Ta grupa, która uważa się za niezdecydowaną, coraz bardziej jest krytyczna. To nie jest tak, że poparcie rośnie, że nagle będzie 40- czy 50-procentowe. To w miarę stały trzydziestoprocentowy monolit, ale partia rządząca coraz bardziej odstręcza od siebie całą resztę. Nie wiem, jak działa 500 plus, jak bardzo instrumenty gospodarcze są w stanie wpłynąć na społeczeństwo, bo, nie oszukujmy się, ludzie na to też głosują.

– Pan i Pana koledzy nie mieszczą się w żadnej z tych grup, bo nie mają na kogo głosować?
– Moja postawa nie jest zbyt powszechna w moim pokoleniu. Oni nie głosują z pobudek bardziej prozaicznych, po prostu tym się nie zajmują na co dzień. To jest bardziej postawa nihilistyczna: politycy coś pieprzą w telewizorze, pewnie kradną, pewnie oszukują, więc ja nie pójdę na wybory, nie będę się tym interesował. A ja, mimo wszystko, ciągle tym tematem żyję.

– Jest Pan po prostu politycznym hipsterem?
– To bardzo piękne określenie. Akurat jestem jednym z tych którzy słowa „hipster” nie uważają za epitet. Chociaż ja niestety ciągle jestem chyba „hipsterem aspirującym”. Jak wchodzę do Planu B – knajpy mającej hipsterską łatkę – to ze smutkiem konstatuję, że niestety jestem ciągle jakieś 2, 3 lata do tyłu… Co zrobić….

– Mam nadzieję, że to hipsterstwo polityczne przestanie być modne.
– A ja mam nadzieję, że ono się przekuje w coś, co już nie będzie musiało być hipsterstwem politycznym, że w końcu będziemy mieli partie, na które będziemy mogli głosować. To nie jest tak, że ja nie chcę chodzić na wybory, ja chcę, tylko żeby politycy nam zaserwowali produkt, który nie wywoła wyrzutów sumienia przy urnie. Kukiz 15 wokół takich haseł jak jednomandatowe okręgi wyborcze zdobył poparcie. Niestety, szybko skompromitował tę bliską mi ideę. Wydaje mi się, że problemem w Polsce jest omnipotencja władzy, że ktokolwiek wygra – bierze wszystko. Obawiam się, że po PiS przyjdzie władza, która dalej będzie trzymała swoje macki w różnych płaszczyznach naszego życia, tylko one będą miały inny kolor i kto inny będzie z nich zadowolony, ale dalej będą to macki ludzi, którzy chodzą w garniturach i lubią władzę. Może anarchista ze mnie wychodzi, ale cóż mam takie poglądy.

– A co się musi w Polsce stać, żeby było normalnie? Przecież nie chcemy cudów, tylko, żeby było normalnie.
– Nie wiem. Mam nadzieję, że nie stanie się nic tragicznego. Założyłem się niedawno z kolegą, że do końca tego roku ktoś w Polsce kogoś zabije z pobudek politycznych, że ta atmosfera napędzi się do tego stopnia, że po prostu dojdzie do nieszczęścia. Obawiam się, że niestety jesteśmy społeczeństwem, narodem, który najlepiej, najefektywniej reaguje na wstrząs, na tragedię. I trochę się boję, że to coś, co zmieni dzisiejszą politykę, to będzie jakaś tragedia. Już jedną mieliśmy i ona wcale nie zmieniła jej na lepsze, mówię o Smoleńsku.

– Doskwierają Panu wykopane rowy i brak mostów, to, że ludzie nie chcą się porozumiewać?
– Tak, to mi bardzo doskwiera; dużo bardziej niż to, kto jest po jednej, czy po drugiej stronie. Samo istnienie rowu bardzo mnie boli.

– Czuje Pan potrzebę walki?
– Mam potrzebę walki o pokój…

– Żeby było miło?
– Żeby było miło i sympatycznie. Ale wiem, że tak się nie da. Natomiast wydaje mi się, że mówienie o tym jest ważne. Może coś się pojawi, jakiś ruch, który zmieni się kiedyś w coś bardziej zorganizowanego.

– Za 20, 30 lat?
– Mam nadzieję, że szybciej, za rok. Są jakieś sygnały, które gdzieś się przebijają, małe światełko. Mam takie bardzo idealistyczne i naiwne podejście. Kiedyś wyartykułował to jeden z polityków – choć mam wrażenie i to jest wrażenie, graniczące z pewnością, że ów polityk nie mówił tego wtedy szczerze – że w polityce najważniejsza jest miłość i międzyludzkie relacje. Nawet w tej rozmowie, wierzymy w jakąś omnipotencję polityki, że polityka jest w stanie wszystko zmienić, a ja ciągle wierzę, że czasami zachodzą procesy niezależne zupełnie od polityków, które są w stanie zmienić społeczeństwo i kraj na lepsze.

– Kocha Pan Polskę?
– Czasem jestem na nią zły. Kiedyś miałem bardziej patriotyczne nastawienie. Uważałem, że Polska jest taka fajna, nawet jeżdżąc za granicę, zawsze myślałem, że tu jest najfajniej, że ta Polska jest taka swojska, ta nasza historia taka umęczona, że to wszystko jest takie piękne. Nie ukrywam, że parę lat temu, kiedy nie mogłem głosować, byłbym bardzo dobrym wyborcą PiS. Miałem taką wizję, że Europa zachodnia jest zgniła i niemoralna, a tutaj w Polsce są piękne wartości. Dziś mam inną wrażliwość, która sprawia, że czasami tej Polski nie lubię. Czasami złość mnie na ten naród bierze, na moje pokolenie, które się na tę Polskę najzwyczajniej w świecie obraża. Mówi, że ma ją w dupie i chce jak najszybciej wyjechać. I takich ludzi w moim pokoleniu, zwłaszcza w moim środowisku, artystyczno – hipsterskim jest bardzo dużo. To mi się nie podoba, bo to jest nihilizm. Ja nie chodzę na wybory, ale cały czas tutaj jestem i cały czas o tym myślę. Oni twierdzą, że będzie coraz gorzej i najlepiej dać sobie z tym spokój.

– Obecna sytuacja spowodowała, że jest Pan teraz mniejszym patriotą niż kiedyś?
– Nie jestem mniejszym patriotą, teraz to zupełnie inaczej definiuję. Nie jestem zakochany w Polsce jak kiedyś, jestem już na innym etapie, moje uczucie jest dojrzalsze, może szorstkie, może małżeńskie. Ale to nie sprawy polityczne zmieniły mój stosunek do Polski, ale bardziej życiowo-mentalne. Nagle zauważyłem, że ani te nasze góry nie są specjalnie wyższe od innych, ani ci ludzie smutni i szarzy nie są lepsi od innych. To wszystko sprawiło, że nasz kraj, przestał mnie tak bardzo fascynować. Nagle poczułem, że wiele jest takich rzeczy, które w Polsce urastają do rangi mitów, legend i naszych wielkich plusów, a nie są nimi tak naprawdę. Polska jest zwyczajnym krajem, takim jak inne.

– Widzi Pan jakieś nadzieje dla Polski?
– Jestem sceptycznie nastawiony do sceny politycznej, natomiast, jak mówimy o przebłyskach i o światełkach, to myślę o partii Razem, chociaż tu mam problem, bo ideologicznie nie jestem aż tak na lewo, ani też nie zgadzam się z nimi w kwestiach ekonomicznych. Natomiast jeśli idzie o pewną diagnozę Polski, to jest mi blisko. Ich dystans do konfliktu dwóch największych obozów podoba mi się. A jeszcze bardziej pozytywnie patrzę na działalność stowarzyszenia „Miasto jest nasze” w Warszawie, które wydaje mi się niezależne od tych dwóch obozów. Jest sporo środowisk aktywnych głównie w Internecie, które się rozwijają, mają coraz więcej sympatyków, np. bardziej z prawej strony: deon.pl – to taka Fronda dla normalnych, propagująca kościół Franciszka. Widzę, że właśnie powstają ruchy, stowarzyszenia, które mam nadzieję, nie zamienią się w to, czym są dziś dwa główne obozy, tylko będę nową jakością w polityce. Bo to chodzi o świeże, trochę anty-establishmentowe spojrzenie, ale nie takie, jakie prezentował przez chwilę Paweł Kukiz, a następnie zaczął mówić tym samym językiem, jakim mówi jedno z tych dwóch głównych plemion.

– I wtedy jest szansa, że zyskamy wyborcę Michała Kempę.
– Tak, ja wtedy obwieszczę to światu.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

21 komentarzy do "Michał Kempa: Czasami tej Polski nie lubię"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zwinka
Pan Michał jest jeszcze bardzo młody, chociaż to żaden argument, bo wybuchające wojny dotykają wszystkich. W szerokim sensie, to o życiu milionów ludzi tak naprawdę decyduje paru pokręconych dupków, ale jeśli chodzi o Polskę, to nie spodziewałam się, że będę musiała znów żyć w bagnie, żeby nie ująć tego dosadniej, I nawet wyjechać nie ma dokąd, bo wszędzie ten sam gnój. Nie wiem, czy istnieje jakiś Bóg, ale jeśli tak, to najwyraźniej chce, żeby to jego „dzieło”, zwane człowiekiem, jak najprędzej szlag trafił . A Polskę „upodobał sobie” szczególnie … i muszę przyznać, że coraz mniej Mu się dziwię. P.S.… Czytaj więcej »
krakus

opozycja tylko o wojnie… wybory wygrajcie wtedy sobie przegłosujecie wszystko, tak mówił Szczaw Niesiołowski

Zwinka

Poseł Niesiołowski mówił o biedzie, której NIGDY nie doświadczył żoliborski „macher”. I tylko przygłup może się z tego wyśmiewać. To prawda, ten kto wygra wybory może sobie przegłosować wszystko. Byle to było zgodne z Konstytucją i prawem. A tu bezczelność aż wyje i będzie to pyrrusowe zwycięstwo, bo jak powiedział Pyrrus po wygranej bitwie swoim dowódcom:
„Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony.”
Howgh !!!

Plus ujemny

Polecam lekturę podręcznika teorii sterowania. Rozdział o stabilności systemów z samoregulacją.
To całkowicie abstrahuje od rzeczywistości politycznej której Pan tak się brzydzi.
Ale wnioski zawsze będą te same. Potem trzeba je tylko przetłumaczyć na codzienny język. Ot i cała sztuka.

mariana131

„Każdy obywatel, nawet ten, co popiera PiS, powinien sobie uświadomić, że to konstytucja decyduje o naszych prawach i to ona opisuje działanie wszystkich instytucji demokratycznych. Konstytucja przyznaje nam prawa jako obywatelom i chroni nasze obywatelskie prawa.

Ta konstytucja jest notorycznie łamana przez władzę. Dziś po raz kolejny. Prezydent Andrzej Duda złamał konstytucję, nie uznając, że po odejściu prezesa Trybunału prof. Andrzeja Rzeplińskiego zastępuje go wiceprezes sędzia Biernat. Nie trzeba znać prawa, żeby rozumieć, że to jakiś absurd prawniczy. I to nawet wtedy, kiedy sędzia Biernat potulnie godzi się na bezprawnie mianowaną „tymczasową prezes” TK.”

Andrzej

Nie popieram braku polaryzacji. Roztropne jest co najmniej wybranie mniejszego zła.

Zgredzinka

Popieram w całej rozciągłości.
Każdy obywatel powinien być wręcz prawnie przymuszony do wyrażenia swej woli w najbardziej istotnych dla państwa kwestiach.
Inaczej, będzie on tylko marionetką w rękach poityków i uczestnikiem nie swojego życia.

Magda

„Nie boi się Pan, że za chwilę Polska będzie nie do życia, np. nie dostanie Pan paszportu, albo że będzie ograniczony dostęp do Internetu?
– Tego się nie boję mimo wszystko, uważam, że społeczeństwo nie da się zamknąć. Tak mi się wydaje,” …..Powiedział ten co nie angażuje się, czyli niech inni to załatwią, niech inni pójda na wybory, będzie na nich ..JA nie mam z tym nic wspólnego! A na koniec powie jeszcze „mam potrzebę walki o pokój”…Nie znoszę takich ludzi.

Małgoś

Szanuję Pana jako człowieka i szczerość, natomiast polecam telewizje podziemna tv.

Zgredzinka
No nie !!! Jak tacy wykształceni i świadomi politycznie ludzie nie chodzą na wybory, to nie dziwota, że później życie urządzają im wszyscy ci, którym nie udało się wsiąść do pociągu ustrojowych przemian. Ci, którzy z wielu względów nie odnaleźli się w nowej rzeczywistości i coraz bardziej zazdrościli tym, co dają sobie w życiu radę. Wystarczyło tylko wskazać na nich, jako na źródło ich gorszego położenia, co skrzętnie wykorzystali żądni władzy populiści i nakręcili nagonkę, przy wsparciu indoktrynującego umysły tych biednych ludzi kleru. I tym sposobem, to właśnie ta cała rzesza mądrych, wykształconych i operatywnych ludzi, traktowana jest dzisiaj jak… Czytaj więcej »
krakus

jaki on świadomy skoro chce głosować na Razem, czyli tych co popierają takich jak zabójca Polaka z Berlina

Zgredzinka

Takiej niedorzeczności już dawno nie czytałam.
Chłopie ja mogę zrozumieć, że jedziesz po bandzie, ale uszanuj przynajmniej proszę naszą inteligencję.

gniewko_syn_ryba

Co ma uszanować ??? ROTFL… ;)))))))))

George77
Dziecinada, a wydaje się że to rozgarniety czlowiek… Czeka na jakas wymarzona partie, a w międzyczasie ceduje swój głos na innych, nieznanych mu ludzi i łudzi się że ten jego niemy protest ktoś dostrzeże. Żyjemy tu i teraz, niemal każda decyzja, którą podejmujemy jest wyborem niedoskonałym, bo taki jest świat. Nie inaczej jest przy urnie. Te ostatnie wybory były tym bardziej ważne, iż każdy średnio zorientowany człowiek wiedział że rządy PiS to będzie dewastowanie demokracji, ale pan Michał nie miał na kogo głosować… No i jeszcze ta wiara w wyjątkowość Polaków. W Chinach czy w Rosji mozna ludzi zniewolic, ale… Czytaj więcej »
PaWeł

Wyrazy uznania za ten komentarz.!!! Podpisuję się pod każdym zdaniem.

Zgredzinka

I ja.

Alek

Za kogo młody człowiek się uważa? Pępek świata, przed którym politycy mają tańczyć i zachwalać swój towar? Politycy są tylko tacy jak społeczeństwo, które ich wybiera. Skąd się biorą tak wygórowane oczekiwania wobec nich? Wielu oczekuje bez mała, że to wszechmocni czarodzieje z odpowiednią różczką.
Jak ci nie odpowiadają dostępne opcje polityczne to sam zorganizuj coś co będzie takie jak lubisz. Dalej! Do roboty!

gniewko_syn_ryba

A co to za wymoczek ??? Po raz kolejny domagam się wywiadu z prawdziwym mężczyzną, czyli Maciejem, Maleńczukiem !!! Niech opowie jak „wypłacił piąchę kierownikowi” i pokaże kodziarzom jak się walczy o demokrację i poszanowanie prawa !!!

Zgredzinka

Czy można zapytać dlaczego tak bardzo intryguje cię ta postać?

gniewko_syn_ryba

Przecież to taka nietuzinkowa postać – wybitny niepokorny artysta, bohater kolorowych pism dla gospodyń domowych, a od niedawna także bohater walki o demokrację. Mało ?… 😉

Margot

..świat,nie facebook,niczego nie trzeba mu obwieszczać….może najpierw po cichu dorosnąć?..

wpDiscuz