Milczenie Franciszka a Auschwitz

Milczenie Franciszka a Auschwitz

Modlitwę Franciszka w Auschwitz Birkenau przeżyłem na miejscu. Oko kamery dostrzega szczegóły pokazywane na ekranach telewizorów. Ponieważ nie widziałem wyrazu twarzy papieża, układu rąk, fałd sutanny, tym bardziej intensywnie ogarniała mnie jego obecność będąca symbolem współczucia i modlitwy. Symbol daje do myślenia, symbol także niepokoi.

Przyjazd do Auschwitz wypłynął z własnej inicjatywy Franciszka. Obydwaj jego poprzednicy modlili się tu i wygłosili wstrząsające przemówienia. Chociaż Jan Paweł II i Benedykt XVI występowali w roli głowy Kościoła katolickiego, obydwaj czuli się także członkami swych narodów, uwikłanych bezpośrednio w dramat II wojny światowej w asymetrycznej pozycji ofiary i sprawcy zbrodni. Polski i niemiecki papież należą do tego samego pokolenia, dla którego II wojna światowa była częścią ich biografii. Wszystko, co powiedzieli w Auschwitz, wypływało z ich własnego doświadczenia.

Franciszek ma inną biografię, przybywa naprawdę z daleka. Fakt, że ukrywający się w Argentynie nazistowscy przestępcy czuli się tam bardzo długo bezpiecznie, świadczy o dystansie pomiędzy europejskim teatrem wojny a spokojnym krajem gdzieś na krańcach ziemi. Przyjazd papieża Latynosa potwierdza znaczenie pamięci o Auschwitz dla wszystkich narodów i Kościoła. Głęboko humanistyczna intuicja cechująca jego religijność podpowiedziała mu wybór języka milczenia. Zaraz po wojnie Theodor Adorno napisał, że po Auschwitz nie będzie już poezji. Nie znaczy to, że słowa przestaną być używane, lecz że są niewystarczające.

Spotkałem rabina Abrahama Skórkę z Buenos Aires. Przyjaciel papieża uważa, że byliśmy świadkami biblijnego gestu. Franciszek uczcił ofiary Zagłady w sposób głęboko przemawiający do wrażliwości Żydów. Ma on świadomość wyjątkowości Holocaustu. W argentyńskich rozmowach z rabinem Skórką kardynał Bergolio traktuje zagładę Żydów jako wyzwanie rzucone Bogu Izraela. „Pojęcie „rasy czystej”, „nadczłowieka” to bożki, na których fundamencie ukształtował się nazizm. To nie jest tylko problem geopolityczny; istnieje jeszcze kwestia religijno-kulturowa. Każde zabójstwo Żyda stanowiło policzek wymierzony  Bogu żywemu w imię bożków. […] Szatan objawił się w bożkach, które tępiły wrażliwość ludzkich sumień”. („W niebie i na ziemi”, Kraków: Znak 2013, s. 194-195.)

Przybyły z Jerozolimy rabin David Rosen mówi, że partykularny i uniwersalny wymiar Auschwitz łączą się, że los narodu żydowskiego skazanego na całkowite zniszczenie wpisuje się w los całej ludzkości. Można przypuszczać, że podobne myśli towarzyszyły Franciszkowi w czasie pobytu w byłym niemieckim nazistowskim obozie. Wieczorem tego samego dnia z okna na Franciszkańskiej w Krakowie powiedział do pielgrzymów: podobne okrucieństwa dzieją się w naszych czasach. Pamięć o złu jest przestrogą. Trzeba odróżnić złą pamięć, dążącą do wymazania dobra, o czym papież mówił już wcześniej na Wawelu, od pamięci o złu, która chce dobro ocalać, ratować je przed degradacją i unicestwieniem. Czy realistyczna pedagogika Franciszka nie sięga dalej niż jakakolwiek strategia polityczna? Nie izoluje on młodych ludzi od dramatów współczesnego świata, lecz ukazuje je jako wyzwanie dla chrześcijańskiej nadziei.

Historia nigdy nie powtarza się, historia ciągle się wydarza, a do prawdziwych dramatów dochodzi, gdy ulegamy konfuzji dobra i zła. Mamy dziś poważny problem z przestrzeganiem praworządności w Polsce oraz ze stosunkiem do obcych, a zwłaszcza do uchodźców. U początku Auschwitz były norymberskie ustawy rasistowskie i propaganda niwelująca Żydów do insektów. Przypadek Eichmanna, opisany przez Hannach Arendt, nie powinien zwodzić, że banalizacja zła mogła się przydarzyć tylko pilnemu niemieckiemu urzędnikowi. Boję się ludzi, którzy rezygnują z własnego sumienia na rzecz jakiejkolwiek wyższej woli. Franciszek ujął to lapidarnie głosząc w Częstochowie, że nawet w imię chrześcijaństwa nie można narzucać swej woli.

Wraz z innymi członkami Komitetu Episkopatu Polski ds. dialogu z judaizmem uczestniczyłem w obiedzie, na którym obok siebie siedzieli watykański kardynał Kurt Koch,  biskupi i rabini. Ktoś powiedział, że taki obiad jest owocem przełomu w relacjach katolicko-żydowskich po Soborze Watykańskim II. Słusznie jednak zauważono, że zwrot ku dialogowi dokonuje się w cieniu dramatu Auschwitz. Gdyby świadomość zakorzenienia chrześcijaństwa w judaizmie i braterstwa chrześcijan i Żydów była żywsza w latach 30.i 40. XX wieku, znacznie więcej chrześcijan angażowałoby się w obronę Żydów. Ich osamotnienie było także skutkiem błędów w nauczaniu Kościoła. Dominujące wtedy wśród chrześcijan milczenie na temat losu Żydów zderza się dziś z gestem milczenia papieża Franciszka. Jest ono także gestem pokuty.

Ks. Alfred Marek Wierzbicki

 

  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Milczenie Franciszka a Auschwitz"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek123454321

Piękny artykuł o pięknym Człowieku. I niech nikt się nie waży mówić cokolwiek złego o Papieżu Franciszku. Ten Człowiek skupia wokół siebie nie tylko katolików, ale muzułmanów i ateistów też. Cóż to za postać!!!

wpDiscuz