Mity greckie Mateusza Morawieckiego

Nie ma szans, by przed 13 października poznać stan majątkowy żony premiera Morawieckiego

Mitologię – z licznych powodów – łatwo pomylić z mitomanią.

Parę dni temu pan premier zmienił narodowość. Postanowił udawać Greka, a konkretnie to niejakiego Temistoklesa. Ów akt etnicznej apostazji dokonał się w miasteczku Spała, co w tym kontekście wydaje się okolicznością symboliczną. Wprawdzie nie jest jasne, czy – by zacytować klasyka – pan premier „spał w Spale, a pił w Pile”, czy odwrotnie, niemniej to raczej nie był sen. Choć trudno wyrokować, albowiem szef rządu objawił swoje prawdziwe pochodzenie etniczne na spotkaniu z aktywistami Klubu „Gazety Polskiej”. Ci zaś, przynajmniej w kręgach zbliżonych do opozycji, nie bez powodu uchodzą przecież za śniących na jawie.

Tak czy inaczej pan premier powołał się w Spale na starożytne korzenie swoje i całej swojej politycznej drużyny, a wszystko w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Oraz słynnej bitwy pod Salaminą. Tej z Persami.

W roli Persów obsadzona została, co oczywiste, Koalicja Europejska, choć każdy przyzna, że gdzie tam Grzegorzowi Schetynie do „króla królów” – Kserksesa. Nie wiadomo też, co na to wszystko Jarosław Kaczyński, bo wszak w ten sposób premier obsadził go w roli pozbawionego autorytetu, nominalnego wodza mocno skłóconego, nieefektywnego i nielojalnego względem koalicjantów pospolitego ruszenia, przeciwstawiając całe to kolorowe towarzystwo karnej i bitnej armii Persów. Ale to szczegół. Poważniejszym zarzutem wobec premiera udającego Greka jest – zdaje się – pomieszanie ról.

Bo jeśli już pisać scenariusz rekonstrukcji bitwy pod Salaminą z udziałem najważniejszych naszych bloków politycznych, to „przeważające siły i środki” są teraz zdecydowanie po stronie obozu władzy i jego samodzierżawcy – pana prezesa. Natomiast zbieranina spod sztandarów KE jako żywo przypomina skłóconych, rozdrobionych, ciągnących każdy w swoją stronę Greków, których największym atutem okazało się ostatecznie przywiązanie do – nazwijmy to – „europejskich wartości”, cudem obronionych przed zakusami wschodniej satrapii. Tak to wygląda w podręcznikach historii, ale pewnie teraz po reformie ta opowieść toczy się inaczej. A jak nie, to pan premier – w końcu historyk z wykształcenia, podyktuje, co należy…

Ale może jednak jest w tym wszystkim więcej racji, niżby z pozoru wyglądało. No bo, jak się tak głębiej zastanowić, jakieś analogie między obozem rządzącym a Grecją, tą starożytną, a i tą współczesną, jednak by się przecież znalazły. Demokracja, na przykład.

Formacja pana prezesa uważa się – jak ongiś Grecy – za gwaranta i obrońcę demokracji. Ba – niektórzy nawet w to wierzą. A ponadto, jeśli mają na myśli demokrację w jej starożytnym ateńskim wydaniu, nawet mają rację! Była to bowiem owszem, demokracja, ale taka dla wybranych. Dla swoich, znaczy. Wolnych, dorosłych ateńskich obywateli. Wyłącznie mężczyzn o ściśle określonym, wysokim statusie społecznym i materialnym. Jeśli przez „demokrację” rozumieć rządy jakichś 10 procent populacji (żadnych bab, niewolników, obcych i gorszego sortu), to tak, partia pana prezesa jest w prostej linii spadkobierczynią demokracji ateńskiej!

Natomiast co do czasów współczesnych to znowu, w aktualnych rządach da się odnaleźć bardzo wiele analogii do sytuacji Grecji z epoki, zanim – z powodu niekontrolowanych wydatków z budżetu – zawaliły się tam finanse państwa, a wcześniej załamała gospodarka i usługi publiczne.

No i jest jeszcze pewien szkopuł. Starożytni Grecy oprócz demokracji intensywnie promowali zachowania definiowane teraz jako „LGBT”. Ale może ta opowieść o Grekach to symboliczna deklaracja, że walka z homolobby jest tylko na pokaz, żeby się nie narazić biskupom i Konfederacji, ale tak naprawdę to partia pana prezesa jest jak najbardziej za. A gimnazja zlikwidowała przez przypadek, a nie dlatego, że się niektórym z Ordo Iuris źle kojarzyły z bezeceństwami greckich gymnasionów…

Tak więc – na jesieni czeka nas rekonstrukcja bitwy pod Salaminą z panem premierem w roli Temistoklesa. Jej wyniki, mimo historycznego kontekstu, są mocno niepewne. Bo co to jest, tak naprawdę, te niewiele ponad sto tysięcy mieczy po stronie armii „obrońców demokracji” pod wodzą pana premiera? To po pierwsze. A po drugie, mitologię – z licznych powodów – łatwo pomylić z mitomanią.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JabisHerodAntypisRyszard Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ryszard
Ryszard

To cytat z Artura Andrusa, który jako żywo klasykiem nie jest i chyba nie chciałby za takiego uchodzić, a cytat brzmi trochę inaczej: piłem w Spale, spałem w Pile.

HerodAntypis
HerodAntypis

dalej to leciało „piłem w Szczawnicy szczałem w piwnicy ” a PiS fonetycznie brzmi jak angielskie „piss” czyli szczyny, szczochy lub czasownik „szczać ” właśnie. Tak tylko przypomniałem bo przecież wszyscy to wiedzą.

Jabis
Jabis

Mitologia mitomana … sama się nie obroni! Potrzeba intelektu: v-premiera Sasina, ministra Suskiego, ambasadorowej Przyłębskiej, europosła Czarneckiego, prokuratora Święczkowskiego, posłanki Sobeckiej, posła Pięty … itp.