Na zbliżającą się Manifę

Na zbliżającą się Manifę

Próby ograniczenia praw kobiet okaleczają także mężczyzn.

Do zjawisk i ruchów, które wszystkie nazywamy zbiorczo feminizmem, miałem przez lata stosunek skomplikowany. Dziś wypada mi się z tego wytłumaczyć. Przyszedłem na świat w rodzinie, w której wojny nie przeżył żaden dziadek – więc zarówno po mieczu, jak po kądzieli, seniorkami rodów były kobiety. W moim domu dominującą osobą była matka, to ona zdawała się rządzić, gdy negocjacje bezpieczniej było prowadzić z łagodniejszym od niej ojcem. Uczyły mnie przeważnie nauczycielki, niejedna z nich miała autorytet. Kiedy poszedłem na studia, dziekanem wydziału była akurat pani profesor Jadwiga Puzynina; nie było studenta (czy studentki), który by nie skoczył za nią wtedy w ogień. Potem, gdy zacząłem pracować, co chwila moimi szefami i to szefami wspaniałymi były kobiety, że wspomnę tu tylko Aleksandrę Frykowską z Telewizji Edukacyjnej, a także kobiece trio z Trójki (Magda Jethon – Anna Krakowska – Anna Burzyńska; biorąc pod uwagę, kto kieruje niniejszym portalem, brzmi to może niezręcznie, ale mówiłem to także w okresie, kiedy nie łączyły nas stosunki służbowe). Wobec tych faktów narzekanie na dyskryminację kobiet w Polsce wydawało mi się luźno związane z empirią, co podpowiadała także historia narodowa: co najmniej od klęski powstania styczniowego kobiety odgrywały w Polsce specjalną rolę i nie bez powodu otrzymały u nas prawo wyborcze już w 1918 roku, wcześniej, niż w większości demokracji europejskich.

Żeby tę swoją dotychczasową ambiwalencję wypowiedzieć do końca, dodam, że natknąwszy się kiedyś na książki Davida Bussa zobaczyłem w psychologii ewolucyjnej przerażająco wiarygodny opis relacji erotycznej między płciami, w której zbiorowe wmówienie, że to mężczyzna zdobywa, a kobieta jest stroną bierną, skrywa sytuację w istocie odwrotną: że kobieta, dysponując seksualnym wabikiem, który mężczyźnie w większości przypadków odbiera rozum, osiąga swoje – bynajmniej nie wspólne – cele metodą licznych manipulacji, wypracowanych w toku wielotysiącletnich doświadczeń. Obraz ścierania się w często nieuświadomionym konflikcie interesów pięknych drapieżników i obdarzonych przewagą fizyczną głupców, również nie sprzyjał prostemu przyklaskiwaniu tezom feministek.

Ale z drugiej strony… Po pierwsze, studia nauczyły mnie nieufności do uogólnień, w których na dodatek trudno ustalić, co jest dyktowane przez naturę i w tym sensie nie poddaje się łatwo modyfikacjom, a o czym decyduje kultura, historycznie zmienna. Skoro już na pierwszym roku przestałem wierzyć w „charakter narodowy” („naturalny”; o pewnych w miarę stabilnych cechach KULTUR narodowych moglibyśmy podyskutować), dziś trudno mi poważnie słuchać zdań o tym, że „natura sprawiła, iż wszystkie kobiety… coś tam” (są jakieś, zachowują się w pewien sposób itd.). Owszem, w danym kręgu kulturowym mężczyznom i kobietom sugeruje się, a wręcz narzuca pewne role, i większość z nas, zgodnie ze zdrowym konformizmem socjalizujących się jednostek, te role przyjmuje. Wystarczy jednak wyjechać na chwilę z kraju albo przynajmniej obejrzeć ze zrozumieniem film podróżniczy, żeby dostrzec, że na bazie pewnych, ograniczonych różnic biologicznych nabudowujemy nieskończenie wiele innych różnic, o których twierdzimy, że są oczywiste i naturalne, a tak naprawdę ich znaczenie jest ograniczone do danego regionu i okresu historycznego. Dokładnie to znaczy zresztą rozróżnienie na „sex” i „gender”, a jeśli twierdzimy, że kryje się za tym jakaś złowroga ideologia, to widocznie zostaliśmy źle poinformowani. Mówię o tym z przykrością, bo twierdzenie to znalazło się nawet w jednym z przemówień cenionego przeze mnie papieża Franciszka.

Ważniejsze wydaje mi się „po drugie”. Stopniowo mianowicie zacząłem dostrzegać coś, co wielki francuski filozof, Michel Foucault, nazwał w swoim czasie „mikrofizyką władzy”. Najpierw drobiazgi: te wszystkie pouczenia typu „nie zachowuj się jak baba” – wpajające chłopcom, że kobiecość jest gorsza. Stereotypy, mówiące np. o tym, że kobiety, rzekomo z natury rzeczy, są gorszymi kierowcami albo słabszymi matematykami niż my, mężczyźni. Zdumiewające zanikanie na kolejnych etapach edukacji aktywnych uczennic (do przebojowości zachęcani są chłopcy); dziwaczny brak proporcji między płciami wśród szefów placówek naukowych czy oświatowych (i zresztą wszystkich innych); powtarzające się, więc ewidentnie wyuczone różnice reakcji, gdy do audycji zapraszało się ekspertki i ekspertów (ekspertki zaczynały uderzająco często od deklaracji, że na temacie nie znają się chyba wystarczająco dobrze, a kończyły nieraz przeprosinami, że mają chore dziecko i muszą się nim zająć; bodaj nigdy nie usłyszałem żadnego z tych zdań z ust eksperta). Wreszcie dostrzegłem nierównowagę w traktowaniu publicznych wystąpień kobiet i mężczyzn, te wszystkie „jak ona się ubrała!”, którym bardzo rzadko odpowiadają uwagi o fizycznej (nie)atrakcyjności przemawiających facetów.

To wszystko pewnie nie zanadto zmodyfikowałoby mój stosunek do feminizmów (upieram się, że jest ich wiele), gdyby nie wydarzenia polityczne, których świadkami jesteśmy od ponad roku. Próby zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, w których, czego by nie mówić, heroizmu żąda się od kobiet, nie zaś od ich partnerów, co, wraz z wciąż łagodnymi karami dla gwałcicieli, każe myśleć serio o „przemocy reprodukcyjnej”. Zdumiewające wycofanie się Ministerstwa Zdrowia z programu „Rodzić po ludzku” i zlecenie opracowania założeń opieki okołoporodowej akurat prof. Chazanowi (nie wdając się w ocenę jego kompetencji, a jedynie pamiętając o jego medialnym wizerunku, widzę w tym zuchwałą prowokację, klasyczne: „No, i co nam zrobicie?”). Traktowanie antykoncepcji jako zła równego aborcji, co na gruncie logiki nie daje się obronić, chyba żeby założyć, że chodzi właśnie o narzucenie kobiecej połowie społeczeństwa obowiązków, które nie ciążą połowie męskiej. Protekcjonalne traktowanie kobiet, które próbują w sferze publicznej uzasadnić swój sprzeciw, a traktowanie nienawistne – tych, które nie zawracają sobie już głowy uzasadnieniami, tylko po prostu sięgają po argument siły: jest nas 51%, nie macie jak narzucić nam swojej woli. Mówi się wówczas: „zdradziły swoją kobiecą naturę”, a w tle pojawia się Matka Boska. Mówiąc nawiasem, Miriam z Ewangelii (zostawiam na boku kwestię wiary, mówię o postaci literackiej) miała dość ikry, żeby zdecydować się na pozamałżeńską ciążę w społeczeństwie, w którym groziło jej za to ukamienowanie. Robienie z niej wzoru kobiecinki ze spuszczonymi oczkami to nieostatnia z manipulacji, której się poddaje źródłowy tekst chrześcijaństwa.

Tak, w obrębie tego, co zbiorczo nazywamy feminizmem, zdarzają się nurty, które budzą mój opór. Ale w aktualnych okolicznościach to są spory w rodzinie. Kiedy uda się odepchnąć koncepcję sprowadzenia kobiety do roli „paprotki” bądź mobilnego urządzenia do rodzenia i wychowywania dzieci; kiedy nie na poziomie ideologii, ale praktycznych rozwiązań stworzy się system pomocy dla matek, także tych, które zdecydowały się na bohaterskie urodzenie dzieci z nieodwracalnymi wadami; kiedy zgryźliwe uwagi na temat wyglądu „pani premier broszki” będą uznawane za równie niesmaczne, jak zdanie, że prezydentura Obamy to koniec cywilizacji białego człowieka; kiedy pod groźbą wysokich kar nie będzie się wykorzystywało kruczków prawnych, żeby pozbawić pracy kobietę wracającą z urlopu macierzyńskiego; kiedy komplement dla urody kobiety przestanie być zawoalowaną formą przypomnienia jej, że ma ładnie wyglądać i pachnieć, ale odzywać się nie powinna; kiedy w najgorzej płatnych zawodach nie będzie tak oczywistej, jak dziś, przewagi kobiet – wówczas chętnie wrócę do spierania się z niektórymi (!) feministkami. Na przykład na temat tego, czy aby zawsze w konflikcie męsko-damskim mężczyzna jest katem, a kobieta ofiarą; czy feministyczna antropologia nie ma przypadkiem kłopotu z opisem relacji erotycznej; albo czy wiara w ewentualne dobrodziejstwa matriarchatu jest czymś więcej, niż fantazją w istocie seksistowską.

Ale, jak widać z pobieżnego przecież wyliczenia warunków wstępnych do takiej dyskusji, to śpiew odległej przyszłości. Tymczasem trzeba zadeklarować: „Przeciw przemocy władzy. Dość wyzysku reprodukcyjnego”. Bo próby ograniczenia praw kobiet okaleczają także mężczyzn. Partnerką dojrzałego i wolnego mężczyzny może być jedynie dojrzała i wolna kobieta. Mężczyzna, który tego nie rozumie, pozostał chłopczykiem. To do pewnego momentu może i urocze. Ale chyba nie po ukończeniu przez niego osiemnastego roku życia…

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

11
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
5 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
EFFZgredzinkaJankaNikajoanna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Janka
Janka

Dziękuję Panu Redaktorowi Sosnowskiemu za ten felieton, tylko przyklasnąć! Wielka szkoda, że z takim podejściem do tematu relacji męsko-damskich w społeczeństwie jest Pan wśród mężczyzn w mniejszości, wiem co mówię, bo już trochę lat przeżyłam na tym świecie i w odróżnieniu od Pana miałam życiowe „szczęście” do kontaktów z mężczyznami na różnych płaszczyznach, rodzinnych, zawodowych, towarzyskich i wszędzie dawała znać o sobie dominacja mężczyzny dla samej zasady, bo to mężczyzna. Może dlatego jestem notoryczną buntowniczką, podważającą tę zasadę, bowiem nie toleruję ludzkiej głupoty, tylko dlatego, że ktoś w spodniach jest inaczej zakończony. Ale jeszcze długo, kobiety będą walczyły z mężczyznami… Czytaj więcej »

Wiesław
Wiesław

Niestety tzw role społeczne płci powodują więcej implikacji, o których red. nie wspomina. Weźmy np. sądy rodzinne. Tam schemat ról odgrywa niezwykle krzydzącą, tym razem mężczyzn funkcję regulatora.” Baba do dzieci – Chłop na pole” Podam inny przykład. Wchodząc na rynek pracy dawno temu, chciałem zatrudnić się w biurze, zaczynając karierę od stanowiska referenta. Spełńiałem wszystkie warunki stawiane kandydatom na wakujące stanowisko poza jednym nie określonym w anonsie- płeć. Pani dyrektor przeprowadzająca rozmowę kwalifikacyjną bez ogródek powiedziała że to „kobiece” zajęcie, choć nie miało nic wspólnego z gotowaniem ani pielęgnowaniem dzieci. Podobnie „kobiecym ” zajęciem okazało się sprzątanie biura. Znajomy… Czytaj więcej »

Janka
Janka

Ma Pan rację, ale prawda leży po środku, bo moim zdaniem wspomniany pracodawca nie chciał zatrudnić mężczyzny na tzw. „kobiecym” stanowisku z prostej przyczyny, bowiem takie miejsca pracy dla kobiet są z reguły niżej płatne, z czym kobiety w większości przypadków się pogodziły, a zatrudniony mężczyzna zapewne w krótkim czasie domagał by się podwyżki, albo nawet awansu. Dla pracodawcy to realne kłopoty; zaś co się tyczy wyroków sądowych, to również rozumiem stanowisko sądów, nie chcę tu obrazić żadnego mężczyzny, ale powierzenie opiece mężczyzny małych dzieci wiąże się z dużym ryzykiem dla tego dziecka jak i dla sądu, bo proszę popatrzeć… Czytaj więcej »

Wiesław
Wiesław

Janko. Nie zamierzam polemizować z zasadą, że dzieciom lepiej i bezpieczniej przy matce, ale chciałbym aby sądy kierowały się nie zasadą a indywidualnym podejściem do konkretnych przykładów. A sam znam conajmniej kilka sytacji że wymiar sprawiedliwości nad sytuacją się nie pochylił. Jeden z takich przypadków skończył się poważną traumą dzieci odebranych przez Policję ojcu, który opiekował się nimi kiedy mamusia wyjechała z kochasiem na lat cztery by sobie przypomnieć o dzieciach i sądownie odebrać je ojcu. Naprawdę z matką im lepiej? Nie sądzę. Wieleokrotnie też matki po rozwodzie starają się uniemożliwiać kontakt ojca z dziećmi uważając że jego jedyną powinnością… Czytaj więcej »

EFF
EFF

Zgadzam sie z Panem. Mój ojciec byłby świetnym ‚przedszkolankiem’, autentycznie dzieci go nie nudziły i nie drażniły i mógły sie z nimi bawic, żartowac itd. – nie wyobrażał sobie , ż e mogły pojść do przedszkla i zostac powaznie potraktowany.

Radosław
Radosław

Mikrofizyka władzy, eh… Jako pedagog zafascynowany dziełem Korczaka namawiam do unikania stygmatyzowania dzieci. Może się to wydawać dziwne, ale jeśli dostrzega Pan, że powiedzenie „zachowujesz się jak baba” jest złe, to niech się Pan zastanowi nad powiedzeniem „nic nie rozumiesz, więc jesteś chłopczykiem, uroczym lecz niemądrym”. Dzieci, Panie Jerzy, niektóre rzeczy rozumieją lepiej od nas, myślą nieco inaczej niż dorośli i można się od nich wiele nauczyć. Namawiam przy okazji do posłuchania świetnych audycji pana kolegi Dariusza Bugalskiego o Korczaku.

granadino
granadino

Nie ma co analizowac wypocin tego „facecika”.Z takimi zyciowymi doswiadczeniami,dobre i to ,ze nie wyladowal w gronie sodomitow( mam nadzieje)mimo wszystko byloby szkoda chlopa. Nie mowimy tutaj o klasycznych feministkach-sufrazystkach z czasow pierwszych prob kobiecej emancypacji.Bez watpienia maja ogromne zaslugi w osadzeniu kobiet na naleznym Im miejcu w spoleczenstwie.Pomowmy o tej femi- nazi trzodzie i Ich idiotycznych ,pozbawionych elementarnej logiki haselkach.Wiekszosci z Nich rzeczone haselka i postulaty zupelnie nie dotycza.W tym gronie zawsze jest duza reprezentacja” kochajacych inaczej”-gomorytek.Naturalnie sa za „ubogacaniem” -lewakom nie wypada inaczej.Maja chyba swiadomosc -jakie stanowisko w kwestii kobiet zajmuja tzw. „uchodzcy.”Z reguly domowy inwentarz ma przewage.… Czytaj więcej »

Nika
Nika

Dyskusja merytoryczna wymaga wysłuchania (przeczytania) ze zrozumieniem. Po co Pan zabiera głos, skoro już na początku twierdzy, że nie ma co analizować, a na koniec szkoda Panu czasu i klawiatury. No chyba tylko po to aby zakrzyczeć własne kompleksy, aby ukryć swoją małość w obliczu kobiecej siły.

Zgredzinka
Zgredzinka

Dobrze napisałeś …. bełkotu … i nie tyle o nadwyrężanie klawiatury tutaj chodzi, co o manowanie naszego czasu !!!

joanna
joanna

Panie Jerzy, duży szacunek za Pana słowa. Żyjąc w swojej „bańce informacyjnej” (jestem lekarzem) też mi się wydawało, że feminizm jest przesadą bo panuje równość.. Nie panuje, męski szowinizm ostatnio tak się nasilił, umocowany władzą patriarchalnych mężczyzn (Panie Szydło, Zalewska to tylko zabiegi wizerunkowe),że eurodeputowanemu P. Korwinowi-Mikke nie było wstyd powiedzieć, że kobiety są głupsze. Nie jestem zwolenniczką patriarchatu, matriarchatu ani skrajnego feminizmu. Chciałaby Partneryzmu Społecznego i Gospodarczego, w którym po prostu mówimy o wszystkich ludziach ich potrzebach, wyborach niezależnie od ich płci, rasy, religii, orientacji seksualnej itd. itd z pełnym poszanowaniem ich odmienności jako jednostek.

Nika
Nika

Prawa kobiet to temat, który wydaje się ogólnie niezrozumiany. Mężczyźni, chyba w jakimś nieświadomym odruchu obronnym, nie chcą podejmować tematu, Kobiety często odpuszczają, bagatelizują. Prowadzę przedsiębiorstwo w małej wsi i w przeciągu ostatniego roku zostałam dwukrotnie zaatakowana przez 40-50 letniego mężczyznę (popychana, szarpana) I nie to jest najgorsze. Postawa policji, wójta, szefów innych instytucji (wszystko mężczyźni) była dla mnie druzgocąca. Niech Pani nie histeryzuje! Dlaczego nie pójdzie Pani na około? O co Pani chodzi? Zawsze kłopot z tymi babami! Niech Pani swoje konflikty rozwiązuje sama i nie wciąga w nie policji! Czy Pani myśli, że Policja nie ma ważniejszych spraw?… Czytaj więcej »