Oskarżam system, czyli „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy

Oskarżam system, czyli „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy

Polskie kino w ostatnich latach naprawdę ma się świetnie! Szumowska, Palkowski, Pasikowski, Komasa czy Pawlikowski z najbardziej przecież, bo oscarowym potwierdzeniem znakomitej kondycji rodzimej kinematografii, to tylko kilka przykładów. Bieżący sezon dopiero się rozpoczął, a falę wznoszącą filmu made in Poland zdążyły już potwierdzić „Ostatnia rodzina”, „Wołyń” i nominowane do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej „Powidoki” Andrzeja Wajdy.
No i „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy, który naprawdę trzeba zobaczyć! Tym bardziej, że rzecz korzysta ze sprawdzonej i wykorzystywanej ostatnio w światowym kinie tendencji, że naprawdę ciekawie jest wtedy, gdy opowiada się prawdziwe historie.

Za kanwę swojej najnowszej opowieści Pieprzyca wybrał więc historię, którą na początku lat 70-tych żyła naprawdę cała Polska. Janusz Jasiński jest młodym porucznikiem milicji. Po kolejnych niepowodzeniach śledztwa w sprawie brutalnych zabójstw kobiet na Śląsku, to właśnie on zostaje mianowany nowym szefem grupy dochodzeniowej, która ma schwytać „wampira”. Wrzucony na „głęboką wodę”, w wir systemowych gierek i wewnętrznych intryg będzie się starał zrobić wszystko, by z jednej strony wykorzystać życiową szansę i złapać seryjnego mordercę, z drugiej nie utonąć w bagnie systemu, który nie znosi porażek i spektakularnych klęsk. Cena, którą trzeba będzie za to zapłacić może okazać się wysoka…

Po nieźle przyjętych przez krytykę „Drzazgach” i pokochanym dosłownie przez wszystkich „Chce się żyć”, reżyser ze Śląska opowiada historię, którą doskonale pamięta z dzieciństwa. Sprawa tzw. wampira z Zagłębia, który trzydziestolecie Polski Ludowej planował „uczcić” morderstwami trzydziestu kobiet, rozpalała opinię publiczną do czerwoności. Kobiety mordowano, ludzie żyli w strachu, ulica tworzyła legendy, a władza ludowa za wszelką cenę potrzebowała propagandowego sukcesu oraz potwierdzenia, że w zdrowej komunistycznej komórce nie ma miejsca na dewiacje i „zbrodnie z namiętności”. Pieprzyca zmienia wprawdzie nazwiska, ale zachowując fakty i okoliczności przypomina historię, którą raz już w 1998 roku opowiedział. W znakomitym filmie dokumentalnym pod tym samym tytułem, filmie, który przypominał kontrowersyjną sprawę Zdzisława Marchwickiego. Teraz dodaje wątki fabularne i kreśli ją patrząc na zdarzenia z perspektywy osób dramatu. Młodego milicjanta z wątpliwościami i ludzkimi słabościami (rewelacyjny Mirosław Haniszewski), oskarżonego o zbrodnie figuranta (Arkadiusz Jakubik – klasa światowa), cynicznego szefa milicji (Piotr Adamczyk powinien grać tylko takie role) czy chcącej skorzystać z finansowej okazji żony „wampira” (Agata Kulesza – show). A jest jeszcze przecież rewelacyjna Magdalena Popławska i świetny Michał Żurawski.

Reżyser odtwarza realia i najmniejsze nawet detale z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Świat, który oglądamy na ekranie naprawdę jest wiarygodny i spójny. Tak samo zresztą jak psychologiczny konflikt pomiędzy mieć i być, a zachować twarz i zginąć. Moralne wątpliwości i brutalność systemu, ludzka niegodziwość, szukająca poklasku nagrodzona premią oraz prymitywizm społeczeństwa stłamszonego przez władzę. To wszystko w filmie Pieprzycy przeraża, budzi emocje, prowokuje do pytań i konstatacji, które każą zapytać, kto tak naprawdę jest tytułowym mordercą… Naprawdę warto!

Tomasz Moskal

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz