Pałac krzyżem stoi

Pałac krzyżem stoi

Radykalizacja przestrzeni symbolicznej

Po katastrofie smoleńskiej przestrzeń przed Pałacem Prezydenckim zawłaszczona została przez skrajne emocje. Oto po krótkiej chwili skupienia podniosły się głosy nienawiści nie wobec bezdusznego losu i fatalnego przypadku, lecz wobec konkretnych ludzi, bo cierpienie musi mieć twarz, aby zwrócić się przeciwko niej i udźwignąć ciężar smutku. Ta twarz zmieniała się co miesiąc, w zależności od jej wagi w polityce. Śmierć wielu ludzi została zawłaszczona przez moderatorów nienawiści, twórców teorii spiskowej. W psychologii mechanizm wyparcia prowadzi do obciążenia winą innych, a potem zapomnienia. Tutaj zbiorowa halucynacja zaczęła przejawiać się budowaniem teorii, w myśl której w języku codzienności przestał istnieć „zbieg okoliczności” czy „nieszczęśliwy wypadek”, zastąpiły je pojęcia „celowe działanie” czy „zbrodnia na narodzie”.

W pierwszych miesiącach po katastrofie, w pojawiającym się na uroczystościach pałacowych tłumie, można było dostrzec strażników krzyża. Ów krzyż, przedmiot kultu i sporu, wbity niczym miecz w ziemię, kołysał się podpierany słowami ze zgoła niereligijnego porządku. Narodziły się bowiem z potrzeby agresji i zemsty. Zemsty na kimś, bo na losie mścić się nie można.

Tak oto przestrzeń przed siedzibą prezydenta stawała się zwolna placem symultanicznie rozgrywających się, sprzecznych i skłóconych ze sobą wydarzeń. Śpiewom i modlitwom towarzyszyły wiece. Rozstawiano namioty wiernych, którzy czuwali przy krzyżu. Rzecz ciekawa, wśród czuwających znaleźli się fanatycy religijni, którzy przeszli gwałtowną przemianę z kloszardów w bohaterów wojujących i ginących za krzyż. Otoczyli ich opieką budowniczowie mitu, ofiarowując pieniądze i jedzenie.

Miesiąc w miesiąc, 10 kwietnia, rozbrzmiewały przed pałacem śpiewy religijne, starsze kobiety obracały w dłoniach różańce, modląc się za ofiary katastrofy lotniczej, rozdawano ulotki, podnosiły się głosy na temat spisku. Działania wyznawców teorii spiskowej przeobrażały na nowo tę przestrzeń z miejsca skupienia w miejsce uporczywego szukania odpowiedzi, która została już udzielona przez fakty. Fakty stały się niewygodne, przeobraziły się w instrument manipulacji, pracowano nad uwiarygodnieniem zamachu. Nieakceptowalny splot nieszczęśliwych przypadków zepchnięto w cień, wydobywając na światło hipotezy. Bo jeśli już się stało, to czemu nie wykorzystać tego dla własnych celów? Czemu nie wygrać politycznie nieszczęścia? Ta dramatyczna decyzja polityczna zaważyła na losach Polaków. Rozdzieliła rodziny, podważyła istniejący porządek prawny, popchnęła ludzi do agresji i powołała do życia nową religię – wyznanie smoleńskie.

Katyń w cieniu Smoleńska
Zbrodnia katyńska, której obecność w naszej historii udokumentowały fakty, a cierpienie na trwale wpisało ją w szereg polskich dramatów, stała się w oczach wyznawców Smoleńska jedynie bladym cieniem współczesnej tragedii. Katastrofa lotnicza udźwignęła tę potrzebę i powołała nowy dekalog. Składa się on z wielu przykazań.
– Nigdy nie wątp w to, że dokonała się zbrodnia.
– Powtarzaj bez końca – gdyby nie rząd nie doszłoby do katastrofy.
– Głoś prawdę smoleńską wszędzie, nawracając zbłąkanych i utwierdzając w prawdzie przekonanych.

Oto wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, ale zgodnie z konsekwentnym budowaniem nowego mitu, ruszyli misjonarze, aby głosić prawdę smoleńską. W ślad za misją podążały jej konsekwencje. Ludzie zaczęli się nawzajem nienawidzić. Stali się sobie obcy, nawet w rodzinie. Bliskość między ludźmi wyparta została przez uwodzicielski ciemny mit. Potrzeba zemsty za coś tak nieodwracalnego jak śmierć rozwinęła się na dobre i zaczęła zbierać owoce.

Żądza władzy
Wprowadźmy przedstawicieli obecnego rządu jako osoby dramatu do szekspirowskiego świata zbrodni, spisków i namiętności. Oto gotowa sztuka o obsesji wielkości. Lista głównych bohaterów jest krótka. Reszta to statyści. Siłą tego zawłaszczania jest działanie w imię „dobra”. To „dobro” jest usprawiedliwieniem wszelkich nieprawości. To „dobro” właśnie nadaje nowy sens polityce, kulturze. Rodzi się nowe „dobro”.

Kolejna aneksja w ramach budowania nowego języka władzy to odwrócenie znaczenia słowa patriotyzm. Patriotyzm staje się wizytówką wyznawców. Tylko oni mają do niego prawo. Każdy inny jego przejaw jest falsyfikatem, jest groźny dla władzy. Gdy czeka się tak długo na swoje pięć minut, można wpaść w pułapkę żądzy władzy nieskończonej. I budowania nowego znaczenia pojęć.

Siła nowej władzy polega na uświadomieniu sobie podatności narodu na wzruszenie, stąd dramat smoleński stał się lokomotywą rewolucji i odnowy. Bierze się z otwartości na powrót państwa opiekuńczego, czyli ze zrozumienia tęsknoty za czasami komuny. Po katastrofie żyjemy w innej rzeczywistości. Już samo myślenie o jej inności jest punktem dla rządzącej patii. Stało się tak, że w świadomości społecznej świat dzieli się na czasy przed i czasy po. Stworzony zostaje rytuał społecznych pozorów. Czczenie tragedii, niczym kolejne uderzenia zegara, wyznacza rytm polityczny kalendarza. To mocny akord, a zapowiedź wielu pomników wokół pałacu – symbolu Smoleńska, bo już nie prezydenta, nawet jeśli prezydentem jest człowiek prawicy –  nie pozwala zapomnieć. Władza zapomina o innych ofiarach katastrofy. Skupia światło na twarzy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, budując mit jego wielkości. Kradzież innym zmarłym należnego im smutku i skupienia wrzuca ich pomiędzy świat żywych i umarłych. Nie daje im spokoju, rodziny nie mogą przeżyć żałoby. Dramat ludzki ufundowany przez dramat polityczny czyni tę przestrzeń, z ducha szekspirowską, przestrzenią pełną zjaw. Żyjemy więc wśród zjaw z milionem obietnic wielkości.

Ocalające słowa
Philip Dick, amerykański pisarz sf i jego wizja przyszłości, w której kontrolowana jest każda aktywność ludzkiego świata, w jednym z opowiadań stworzył postać kronikarza historii, którego misją jest ocalanie prawdziwego obrazu przeszłości. Ścigany przez system jest sam pamięcią wydarzeń. W obecnych czasach, kiedy wydarzenia przeglądają się w lustrze wszechobecnej informacji, taka postać, wyrwana z kontekstu doraźnych interesów, byłaby bezcenna. Historia bez interpretacji, bez polityki, bez przekłamań, pozbawiona kontekstu manipulacji, jedynie fakty i zdarzenia ukryte w słowach, które ocalają prawdę. Czy taka wizja jest możliwa? Czy możliwe jest odkłamanie rzeczywistości? Czy proces narastania mitu spisku, zbrodni i winy może zostać zatrzymany? To, co się wydarza teraz dzieje się w ludziach, w ich umysłach, w ich słabości do pomników i wielkości wodzów, w ich potrzebie autorytetów. Co wygra? Czy prawda, czy manipulacja ludzkimi umysłami? Teraz każde słowo jest na wagę złota. Powinniśmy stać się kronikarzami historii, aby ocalić ją przed zakłamaniem.

Ewa Karwan-Jastrzębska

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Pałac krzyżem stoi"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Harry

Świetnie napisane!

Andrzej

Uprzedziłeś mnie☺. Chciałem napisać dokładnie to samo.

adama

Prezydentura Kaczyńskiego to ciale awantury o samolot. Najpierw do Brukseli, potem do Gruzji, no i do Katynia. Ale te awantury to były pomysły, Jarosława który obsesyjnie walczył z Tuskiem.

stefan

Byłem w Gruzji w maju. To niewiarygodne jakim szacunkiem Gruzini darzą prezydenta Kaczyńskiego za jego wsparcie i odwagę że przyleciał do nich i stanął razem z nimi w czasie wojny. trzeba tam pojechać i to poczuć a nie gadać bez sensu trzy po trzy.

adama

Grruzinom zapewne słowa poparcia są potrzebne, ale to nie zmienia oceny roli Kaczyńskiego, która była nic nie znacząca, a nawet groteskowa i obliczona na propagande w kraju a nie na jakąs pomoc Gruzinom.

Andre

Jak jest tak dobrze to może wyślemy im duplikat? Najlepiej na stałe

stefan

Ale jesteście demokratyczni Ha ha ha ha ha ha ha ha, moderator nie puszcza moich komentarzy bo sa nie zgodne z linią buahahahahah

adama

Przecież właśnie puscił….

Andrzej

No i z czego tak rżysz? Przecież czytamy Twoje „komentarze”.

lena

Jakież to prawdziwe.Nic dodać nic ująć

wpDiscuz