Po co do szkoły

Lockdown szkół na podstawie indywidualnych decyzji dyrekcji

Polskiej szkole (pominąwszy wyjątki) obca jest wiedza o pozytywnym stymulowaniu rozwoju uczniów

Według najnowszych badań połowa Polaków nie ma pojęcia, na jakich zasadach odbywać się będzie nauczanie. Szkoły zamknięto, gdy było kilka zachorowań dziennie, a otworzono je, kiedy ich liczba zbliżyła się do tysiąca. W powszechnym przekonaniu wytyczne i zalecenia ministra Piątkowskiego tak ustrzegą dzieci przed epidemią i tak pomogą nauczycielom i rodzicom, jak konającemu zmiana daty urodzenia. W gąszczu nierozwiązanych problemów organizacyjnych, w natłoku pytań bez odpowiedzi, wobec mglistej wizji systemu oświatowego w czasach pandemii, umyka naszej uwadze ważne pytanie: a właściwie to po co nasze dzieci idą do szkoły? Czego się tam nauczą, oprócz życia w chaosie, od pięciu lat właściwego dla polskiej edukacji i bez udziału epidemii?  Co czeka młodych po znaczących zmianach programu nauczania oraz nowinkach w zasadach i metodach wychowania, które jeden przez drugiego zapowiadają prominentni przedstawiciele władz? Na razie pewne jest tylko, że szykuje się zamieszanie, jakiego dotąd nie bywało.

 

Jeszcze podczas kampanii wyborczej prezes Kaczyński oświadczył, że po pięciu latach sprawowania władzy dobre zmiany w szkołach są za małe i za słabe. Po wyborach, gdy okazało się, że blisko 2/3 głosujących w wieku 18-28 lat poparło Rafała Trzaskowskiego, PiS uznał, że edukacja musi być następnym celem w drodze do totalnej transformacji państwa. Prezes, a po nim przewodniczący klubu PiS, ogłosili „bitwę o polskie dusze”. Ryszard Terlecki nie pozostawia złudzeń: po kolejnej reformie programowej młodzież powinna chętniej głosować na partię władzy. A Zbigniew Ziobro i jego hunwejbini nie kryją, że potrzebne jest przeniesienie do edukacji propagandowych standardów stosowanych w TVP. Przecież sam prezes w wywiadzie dla radiowej „Jedynki” wyjaśnił, że obecnie „młodzi chłoną propagandę, nieprawdę, która kształtuje społeczeństwo”. No pewnie, prawdziwa jest tylko propaganda firmowana przez PiS.

Planowanym zmianom edukacyjnych treści programowych i zajęć fakultatywnych z pewnością nie przeciwstawi się pan prezydent. Przeciwnie, pamiętamy, jak powoływał się na art. 48 Konstytucji RP („Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”), wprowadzając tam chyłkiem regułę „dyktatury większości”, która zmieniła sens konstytucyjnej zasady, która według PAD winna brzmieć: „Rodzice mają prawo do wychowania CUDZYCH dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.

W ramach planowanej reformy programowej PiS pójdzie zapewne jeszcze dalej. W przepisach prawa oświatowego majstrować będą z zapałem dobrani przez ministra nowi pracownicy MEN, tacy jak choćby teolożka prof. Urszula Dudziak z KUL, główna ekspertka ministerstwa do spraw wychowania w rodzinie, która zasłynęła zdumiewającymi bon motami, np. takim, że antykoncepcja jest gorsza od handlu żywym towarem. Zmianie ulec mogą treści wielu przedmiotów i zapewne nastąpi zapowiadana przez Terleckiego intensyfikacja polityki historycznej w ramach lekcji języka polskiego, historii, filozofii, etyki i wiedzy o społeczeństwie. Usztywniony zostanie program nauczania i nauczyciele będą mieli znacznie mniejszy wybór lektur, podręczników i materiałów.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Sytuacja w oświacie jest chyba najjaskrawszym przykładem niekompetencji urzędników PiS oraz niepohamowanej erupcji chorobliwego patriotyzmu. Edukacja to wręcz poligon, na którym wzmożeni ideowcy lub zwyczajne lizusy, ministerialni mądrale, znajomi funkcjonariuszy PiS na stanowiskach kuratorów i rozmaici partyjni partacze od pięciu lat ćwiczą na naszych dzieciach swoje mniej lub bardziej odjechane koncepcje oświatowe i wychowawcze. Konserwatywni doktrynerzy decydują, kogo młodzi mają nienawidzić, a kogo czcić. Domorośli historycy, ignoranci i manipulanci, opowiadają dyrdymały, że żołnierze wyklęci zrobili dla Polski więcej, niż żołnierze obu armii WP, AK, AL i BCh razem wzięci, a bohaterami narodowymi mogą być także pospolici bandyci mordujący cywilów. Absolutni ignoranci wraz z Ordo Iuris ustalają, jaką wiedzę ukrywać przed uczniami, a jakie zabobony promować. Ogłoszony niemal oficjalnie projekt kształtowania takich obywateli, którzy zechcą głosować na PiS, jest i będzie coraz częściej realizowany metodą rozlicznych apeli, obchodów „ku czci”, rocznic Tego lub Owego, obowiązkowych dni papieskich i niemal obowiązkowych rekolekcji. Program PiS planujący „obywatelskie wychowanie patriotyczne” jakby żywcem przepisano z programów PZPR. Funkcjonariusze obecnej władzy, którzy tak chętnie przywołują przykłady cywilizowanych krajów zachodnich, w sprawie edukacji uciekają od sprawdzonych wzorców, a w szczególności niemieckich, bo one bodaj najjaskrawiej obnażają stan polskiego zapyziałego, zeszłowiecznego systemu nauczania i wychowania.

U naszych zachodnich sąsiadów w niektórych landach rok szkolny rozpoczął się znacznie wcześniej. W połowie sierpnia zdarzyło mi się uczestniczyć w inauguracji roku szkolnego standardowej niemieckiej placówki „ponadpodstawowej”, kształcącej młodych od 5 do 10 klasy. To był nokautujący szok poznawczy. Po pierwsze, uroczystość zgromadziła tylko te dzieci, które rozpoczynały naukę, starsi od razu rozeszli się do swoich klas na spotkania z wychowawcami. Po drugie, nie było strojów galowych, pocztu sztandarowego, ani nawet sztandaru. Nie odśpiewano hymnu. W przemówieniu dyrektora nie było najmniejszych nawet nawiązań historycznych, rocznicowych wspominek ani żadnych patriotycznych formułek. W dodatku adresatem wystąpienia były dzieci, a nie przedstawiciel władz, proboszcz czy pastor, bo na szkolną inaugurację ich się nie zaprasza. No, po prostu zgroza!

O czym zatem była mowa podczas inauguracji roku szkolnego w niemieckiej szkole? Otóż nie o nakazach, zakazach, dyscyplinie, porządku, ani nawet o organizacji nauki, bo to wszystko przekazano dzieciom i rodzicom wcześniej, w listach. Mowa była o… Pippi Langstrumpf. O dzielnej dziewczynie, która umiała sobie poradzić w każdej sytuacji, dziewczynie z wielką wyobraźnią i wielkim sercem, wrażliwej na ludzką krzywdę, wspomagającej słabszych i nigdy nie wyśmiewającej cudzych „inności”, słabości czy ułomności. A po prezentacji tego „wzorca”, przed dziećmi i rodzicami wystąpili kolejno pracownicy szkoły. Wszyscy – od dyrekcji po woźnego. Mówili o swojej funkcji, o swoich zadaniach i o sprawach z którymi można się do nich zwrócić szukając wsparcia lub pomocy.

 

W tej szkole uczą się teraz dzieci z mojej rodziny. Jak na talerzu widać różnice, w tym podstawową: nauka, wychowanie, program i cała organizacja zajęć ukierunkowana jest na ucznia. To on, a nie kurator, prezydent, wójt, proboszcz, czy sam prezes jest adresatem wszelkich zabiegów edukacyjnych. Polskiej szkole (pominąwszy wyjątki) obca jest wiedza o pozytywnym stymulowaniu rozwoju uczniów. Jeśli dzieciak się pomylił, jeśli dał plamę w klasówce, jeśli oblał egzamin, to jego porażka wytykana jest publicznie, a nauczyciel przekazuje mu na ogół prostą informację: dałeś plamę, słaby jesteś, zabierz się w końcu do roboty, bo będzie źle. Natomiast nauczyciel szkoły, gdzie uczeń jest podmiotem, przekazuje swemu podopiecznemu: Trafiła ci się porażka, ale nie traktuj jej jak klęskę, przeciwnie: właśnie odkryłeś błędne rozwiązanie i masz teraz większą szansę na prawidłowy wynik…

Rozpoczynającym nowy rok szkolny, zestresowanym, zdezorientowanym, przestraszonym, przytłoczonym ciężarem słowa OBOWIĄZEK, dedykuję starą prawdę, którą w polskiej szkole rzadko można usłyszeć: Żyje się tylko raz, ale jeśli będziesz żył mądrze i przyzwoicie, to ten jeden raz powinien ci wystarczyć.

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
ZwinkaMałgorzataAgnieszkaHerodAntypis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
HerodAntypis
HerodAntypis

Gatunek PiS jest na wymarciu. To są przeważnie starzy ludzie, którzy już nie mogą się rozmnażać, więc kombinują, jak zaadoptować cudze dzieci. Najprostsza droga wiedzie przez ograniczenie edukacji. Typowy pisowiec jest przeważnie słabo wykształcony, ponieważ jest tępy z natury i nauka mu nie szła. Polskie szkolnictwo zdeformowano na tyle, że nawet z ucznia o wysokim ilorazie inteligencji zrobią sebiksa. Zakaz edukacji seksualnej i związany z tym zakaz antykoncepcji oraz aborcji ma w założeniu doprowadzić do wczesnego zakładania wielodzietnych rodzin i kończenia edukacji na poziomie szkoły branżowej, najwyżej średniej. Przygłupy będą produkować przygłupy i w ten sposób ma powstać klasa społeczna… Czytaj więcej »

Agnieszka
Agnieszka

Swieta prawda. Zmiany w Polsce, po pisie, nalezy rozpoczac od szkoly, bo to ona ksztaltuje obywateli, ktorzy wybieraja swoich przedstawicieli. Jakich mamy, bynajmniej czesciowo, obywateli, widac po tym kogo wybralismy. Porazka!!!

Małgorzata
Małgorzata

Przepraszam, za czasow PZPR nie było takiej tępoty, uczono solidnie nie wtlaczano nam do głów żadnych komunistycznych ideologii, na studiach też, akurat zylam i kształciłam się w tych czasach, wiedzieliśmy swoje, a nauczyciele i wykładowcy nie byli tak indoktrynowani jak teraz, na całe szczęście.

Zwinka
Zwinka

Dokładnie tak było. Po prostu nas uczono, przekazywano wiedzę, OBOK obowiązującej linii partii, bo wprawdzie dyrektorem szkoły mógł zostać tylko członek PZPR, ale nauczyciele byli normalni ( lepsi, lub gorsi, jak to w każdym zawodzie, ale normalni).

Zwinka
Zwinka

Moje pokolenie karmiono na siłę papką o „przewodniej sile narodu, czyli PZPR oraz o obowiązkowej miłości do ZSRR , która to miłość była nawet konstytucyjnym obowiązkiem. Ale tak to już jest, że statystyczny Polak posiada w sobie gen przekory i kiedy namolnie nakazuje mu się coś zrobić, to więcej niż pewnie, że zrobi to dokładnie odwrotnie. Czy my przejmowaliśmy się tą wciskaną nam „mową – trawą” o w/w przewagach PZPR i ZSRR nad zwykłym rozumem ? Ależ skąd. I nauczyciele i uczniowie wiedzieli, że to kit, który musi być odfajkowany i tyle. A przecież nawiedzeńców typy kurator Nowak też nie… Czytaj więcej »