Podzieleni padniemy

Podzieleni padniemy

„Jeżeli ktoś wszedł za tobą w drzwi obrotowe, a wyszedł przed tobą, to musiał być Węgier” – powiedział mi jeden z moich amerykańskich przyjaciół. Szkoda, że to nie jesteśmy my Polacy. Ale nie jesteśmy. Niestety. My na ogół wchodzimy w nie te obrotowe drzwi co trzeba, a potem kręcimy się w kółko i wychodzimy tam, gdzie weszliśmy.

W kronikach rządów Elżbiety I odnotowana jest wizyta polskich magnatów, arogancko pouczających ją, jak powinna rządzić. Reprezentowali silny i terytorialnie dużo większy kraj, ale angielska królowa wyrzuciła ich za drzwi mimo wszystko. W niecałe 200 lat później Polski nie było na mapach Europy.

Jesteśmy narodem niezwykłym, odważnym i kiedyś szlachetnym. Nie wiem, co się stało z nami teraz. Czy poczucie bezinteresownego ludzkiego współczucia zniszczone zostało w nas przez sowietyzację? Rozjeżdżamy się więc po całym świecie w poszukiwaniu wolności, bo naszą ciągle pozwalamy sobie odbierać.

Przyjechałam do Ameryki w 1977 roku z intencją wciągnięcia się w ten niesamowity kraj o wolnościowej, choć krótkiej, ale imponująco fantastycznej historii. Na początku dostawałam różne rady od moich amerykańskich przyjaciół: jak zachować się w nocy w metrze, kiedy jesteś sama, a na peronie stoi grupa bardzo groźnie wyglądających facetów (trzeba podejść do nich i zapytać: czy mogę stanąć przy was, bo się boję stać sama). Albo: „Pamiętaj, że konto bankowe jest twoim największym przyjacielem”.

Pierwszego dnia znalazłam pięć dolarów – rzeczywiście pieniądze leżały na ulicy. Z Nowego Jorku poleciałam do Teksasu, gdzie w Dallas czerwcowe upały dochodziły do 40 stopni Celsjusza. Wieczór nie przynosił ulgi, a spacery uniemożliwiały zatrzymujące się co chwila auta: – ”Are you OK?, zepsuł ci się samochód? potrzebujesz pomocy? Odpowiedź: – „Nie, wszystko jest w porządku, tak sobie spaceruję”. Kwitowana była zdziwionym spojrzeniem i dopiero wyjaśnienie: – „I am from Poland” – uspokajało niedoszłych wybawców.

„Jestem z Polski” używałam przy różnych okazjach, kiedy na przykład zatrzymywał mnie policjant, bo przekraczałam szybkość na autostradzie. „I am from Poland”. – A, OK, nie dam ci mandatu, ale zwolnij. Pomogło też, kiedy chcieli mnie w nocy na Manhattanie okraść. Na moje „I am from Poland” odeszli bez słowa. Może myśleli, że to coś zaraźliwego albo niebezpiecznego.

Jak na kogoś, kto urodził się i wychował w systemie układu zamkniętego i względnie bezpiecznego Ameryka od początku nieźle mnie przestraszyła. Wszystko im było wolno mówić, pisać i robić. Oni zresztą też nie mieli zbyt ufnego stosunku do ludzi z bloku komunistycznego. Na egzaminie na Green Card urzędnik zapytał mnie, czy przyjechałam, żeby zabić prezydenta. Żart, że gdyby to był ciągle Nixon to może, odrzuciłam bez zastanowienia, widząc jego śmiertelnie poważne spojrzenie. Następne pytanie brzmiało: „Kto był pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych?”. Bardzo się zdziwił, że wiedziałam, a ja pomyślałam sobie, z kim on tu ma do czynienia.

Pisząc to zastanawiam się, czy można by załatwić Trumpa, zadając mu publicznie, z zaskoczenia, pytanie: „Kto był trzecim lub szóstym prezydentem Stanów Zjednoczonych” i czy odpowiedz brzmiałaby: ”Tremendous” (potężny, niesamowity), bo to jest słowo, w którym Trump się zakochał i nieustannie go nadużywa.

Na pocieszenie tym, którzy jak ja, martwią się możliwością wygranej Trumpa, przytoczę opinię dziennikarza New York Timesa, który twierdzi, że Trump sam sabotuje swoją kampanię, bo niczego tak nie boi się jak porażki. Wie, że nie wyrobi się jako prezydent i woli przegrać wybory niż ośmieszyć się przed całym światem jako amator, który niczego z tego, co przyrzekł nie jest w stanie wykonać. I nikt pewnie nie jest bardziej zaskoczony niż on sam, że mimo kompletnej błazenady, rasistowskich, seksistowskich i chamskich wypowiedzi zyskuje ciągle „tremendous” poparcie.

Jeden z moich amerykańskich przyjaciół uważa, że jak Trump wygra będzie śmiesznie. Na moje zarzuty, że jest on nieodpowiedzialny i cały czas kłamie odpowiedział: – „To się w końcu wyda, zawsze się wydaje”. Dlaczego prawie połowa wyborców amerykańskich chce głosować na Trumpa? Może na złość politykom w Waszyngtonie? Może dla żartu, nie wiem, ale wiem, że na takie żarty ten kraj, nawet z konsekwencjami, może sobie pozwolić, bo Amerykanie nie byli demoralizowani przez komunizm.

Trump więc kłamie nieustannie tak jak to robią ludzie Kaczyńskiego i sam prezes. Z tą tylko różnicą, że Trump nawet jeżeli wygra wybory, konstytucja i kongres ograniczą jego zapędy. Trump w odróżnieniu od prezesa jest człowiekiem używającym życia, o jakim ten nigdy pewnie nie słyszał i może nawet nie chce. Nie chce prywatnych odrzutowców, pięknych kobiet, jedwabnych koszul i ośmiorniczek, tylko zemsty na człowieku imieniem Donald T. (zbieżność imion przypadkowa), którego, podejrzewam, w jakiś perwersyjny sposób podziwia. Jego jedyną pasją jest potrzeba zwrócenia na siebie uwagi człowieka, z którym przegrał. Jak amerykański serialny morderca, który nie tylko wymordował całą rodzinę, ale też wszystkich, którzy mu ją przypominali, mści się na tych, którzy cokolwiek mieli z Donaldem T. (Polakiem) wspólnego.

Podejrzewam też, że prezes, który sam w piłkę nie gra, popiera wściekłych kiboli tylko dlatego, żeby zaimponować byłemu premierowi. Ten mściwy [„najpierw kara – potem przebaczenie” brrr…] człowiek naraża naród na niebezpieczeństwo z osobistych pobudek. Prezes musiał nieuważnie czytać Nowy Testament, bo przegapił frazę: „I jeśli dom jest podzielony wewnętrznie, to taki dom nie będzie mógł przetrwać”.

W kąciku porad sercowych któregoś z pism kobiecych czytelniczka zapytała: „Narzeczony na mój widok spluwa i przechodzi na drugą stronę ulicy, czyżby mnie już nie kochał?”. Pan prezes powinien w końcu zrozumieć, że D.T. nim się nie przejmuje i żeby nie wiem co robił, jak bardzo chciał zwrócić na siebie jego uwagę, nic nie pomoże. Więc czas, żeby odpuścił i oddał nam kraj, na jaki zasłużyliśmy.

Z perspektywy czasu, myśląc o Ameryce widzę, że nawet w połowie nie bałam się życia w obcym kraju tak, jak teraz boję się połowy własnego narodu nakręconego nienawiścią przez prezesa i jego ludzi. A może on sam też ma lęki, bo w gruncie rzeczy nie wie, czy może liczyć na zagranicznych przyjaciół – kiedy będzie im pasowało, wejdą w drzwi obrotowe za nim, a wyjdą przed nim.

Magda Dygat
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Podzieleni padniemy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wiesław

byliśmy najweselszym barakiem
dzisiaj wieje grozą
byliśmy mustangiem w galopie
dziś na sznurku kozą
mogliśmy być wielcy
a jesteśmy mali
taki los paskudny
saMIŚmy wybrali
nikt nie wstrzyma czasu
drąc na strzępy szaty
gdy nad dobrem powszechnym
gdzieś w genach- prywaty

Jerzy

wiesław – czyżby drugi Szpotański ? Wydaj tomik, chętnie kupię kilka egz. dla znajomych 🙂

gniewko_syn_ryba

Fanka Agnostic Front ???… ;)))

United we stand, divided we fall
Gotta gotta go

;)))

Tyle tylko, że bezpodstawne oskarżanie drugiej strony o kłamstwa raczej nie służy jednoczeniu, Pani Magdo…

Misio

Pani Magda jest odporna na fakty. Pani Magdo, a pozwoli Pani, ze sie spytam, jakie bylyby oczekiwania Amerykanow przy rozwiazywaniu chocby takiej katastrofy smolenskiej? Czy za oceanem dotary do Pani moze przypadkiem informacje, jak Holendrzy wyjasniali przyczyny katastrofy samolotu malezyjskiego? Jedyne co zaKODowani Polonusi potrafia, to zebrac kilkunastoosobowa grupe i napluc na samochod prezydencki. Tak wyglada oferowana przez Was jednosc. A podane przyklady uzywania przez Pania „I am from Poland” pozwalaja zrozumiec, dlaczego Polish joles sa wiecznie aktualne….

Maciek123454321

Każdy wieloryb ma swą wesz – każdy KOD ma swojego misia.

Maciek123454321

Biedny, mały, zakompleksiony człowieczek. Ta nienawiść, którą wciąż się żywi, w końcu go zabije. O Hitlerze mówiono, że zrobił jeden dobry uczynek w swoim życiu – popełnił samobójstwo.

Elżbieta

Przykro mi, ale nie jestem w stanie czytać tego tekstu. Autorka zapomina, że ten „naród” do ostatniego rozbioru. to było ok.10% ludzi zamieszkujących na terenach Rzeczypospolitej. Nie jest również potrzebne gloryfikowanie kolejny raz podręcznikowego obrazu USA jako kraju wolności i równości. Może lepiej nie pisać o nich.

Rodeo

Świetny tekst, pani Magdo. Napisany prosto i z uczuciem. Proszę nie zwracać uwagi na negatywne komentarze mniej lub bardziej wysublimowanych trolli (liznęli chyba ostatnio coś z retoryki, bo niewyszukane argumentacje owijają sprawnie w delikatność lub utykają gdzieś pomiędzy neutralnymi linijkami). O Stanach Zjednoczonych jest wiele opinii, ale jak sama nazwa wskazuje, są to „opinie”, więc przerzucanie się nimi nie ma większego sensu. Najistotniejsze jest to, co człowiek z tymi opiniami potrafi zrobić. A pani potrafi 🙂 Pozdrawiam!

Elżbieta

Moją opinię o USA zweryfikowało przeczytanie pracy Howarda Zinna „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych od roku1492 do dziś”.

wpDiscuz