Prawdziwy „Portret prawdziwy”

Prawdziwy "Portret prawdziwy"
Wiesław Weiss, Tomek Beksiński. Portret prawdziwy, wyd. Vesper
Wiesław Weiss, Tomek Beksiński. Portret prawdziwy, wyd. Vesper

Na początku była Muzyka. Później Radio, Film i jeszcze wiele innych pasji. A gdzieś pomiędzy poszukiwanie prawdziwej miłości, trudne życiowe wybory, ciekawe życie i… kilka prób samobójczych.

Życiorys Tomka Beksińskiego, radiowca otoczonego nimbem niesamowitości, wybitnego tłumacza filmowego i dziennikarza, przypominał jazdę rozpędzonym wagonikiem rollercoastera. Często bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Obserwowanie takich wyczynów bywa bardzo fascynujące dla tych, którzy stoją obok, sami bohaterowie płacą często za to bardzo wysoką cenę…

Do losów i domu Beksińskich zajrzała najpierw Magdalena Grzebałkowska. Jej „Portret podwójny”, choć dobrze napisany i pełen ciekawych informacji, skupiał się jednak bardziej na postaci Zdzisława Beksińskiego. Tomek i pani Zofia potraktowani tam zostali jako dopełnienie, czasem wręcz tło w opisywaniu pasji, twórczości i zwykłej codzienności słynnego malarza. Grzebałkowska trochę się stara, trochę coś sugeruje, w sumie jednak robi tylko „tomkowy” szkic.

Jeszcze bardziej instrumentalnie, a przez to krzywdząco, potraktowali Tomka twórcy „Ostatniej rodziny”. Najpierw w scenariuszu Roberta Bolesty, a później w filmie Jana P. Matuszyńskiego i interpretacji Dawida Ogrodnika, Tomek Beksiński jawi się jako furiat, balansujący na krawędzi normalności psychicznej rozwydrzony bachor, który demoluje sprzęty i… życie swoich rodziców. Nikt nie zadaje sobie trudu, by sięgnąć głębiej i w myśl starej rzymskiej maksymy „audiatur et altera pars” – wysłuchać argumentów drugiej strony. Nikt poza Wiesławem Weissem, który postanowił stworzyć Tomka Beksińskiego portret prawdziwy.

Jeden z nasłynniejszych dziennikarzy muzycznych w Polsce, twórca „Tylko Rocka” i „Teraz Rocka” oraz wielu cenionych publikacji, ma w zderzeniu z Grzebałkowską i twórcami „Ostatniej rodziny” więcej atutów i zdecydowaną przewagę. Z jednej strony składają się na nią doskonały warsztat i wieloletnie dziennikarskie doświadczenie, bezpośredni dostęp do ludzi, faktów i dokumentów związanych z życiem Tomasza Beksińskiego, z drugiej coś jeszcze bardziej cennego. Dwudziestoletni staż w przyjaźni z Tomkiem, fakt bycia bezpośrednim świadkiem jego kariery zawodowej i zmagań z rzeczywistością!

Tę znajomość, przyjaźń, bliskość i sympatię czuć w „Portrecie prawdziwym”. Autor z pietyzmem, zaangażowaniem, ale też warsztatowym obiektywizmem dociera do całej masy osób wspominających Beksińskiego. Rozmawia z ludźmi, analizuje dokumenty i listy, przywołuje własne wspomnienia. Jest bardziej kronikarzem, kimś, kto maluje ten portret opowieściami osób bliskich jego bohaterowi. Znajomych, współpracowników oraz kobiet, które miały przecież niebagatelny wpływ na życiorys, codzienność i decyzje Tomka. Siedemset stron tej książki to fascynująca lektura i podróż do epicentrum życia człowieka pełnego pasji, wrażliwości, zaangażowania. Oryginała, często postaci kontrowersyjnej, ale równocześnie bardzo ciepłej, szczodrej i życzliwej innym. W odtwarzanych wspomnieniach Beksiński jawi się jako ktoś, kto zdecydowanie wykracza poza dotychczas przedstwiany wymiar. Weiss skrzętnie te obrazy pielęgnuje, a ja mu wierzę. Pokazuje zmagania Beksińskiego z życiem, łaknieniem miłości, zderzeniem z cynizmem świata, ale także zwykłą ludzką podłością, Autor dokumentuje jednocześnie jego dokonania zawodowe i artystyczne. „Portret…” to zatem opowieść o pasji, miłości, życiu i paradoksalnie nadziei wbrew tragicznym zakończeniom. I naprawdę prawdziwy portret człowieka, który był postacią nietuzinkową.

Lektura obowiązkowa!

Tomasz Moskal
  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Prawdziwy „Portret prawdziwy”"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janka
Wierzę Panu Moskalowi, że biografia Tomasza Beksińskiego autorstwa Wiesława Weissa jest interesująca, ale dlaczego musi mieć, aż 700 stron? Niedawno nabyłam opracowanie pani Karoliny Korwin Piotrowskiej – „Ćwiartka raz”, które ma 790 stron, cegła. Książkę kupiłam zdalnie i dopiero po rozpakowaniu przesyłki odkryłam, że to cegła! Nie wiem dlaczego ostatnio zapanowała moda na takie opasłe opracowania, czyżby chodziło o wagę książki bardziej niż o jej zawartość? Moim zdaniem jeśli biografia, czy inny gatunek literacki, zasługuje na szersze potraktowanie, to dlaczego nie podzielić tego na części? Przecież chyba nie chodzi o to, żeby knąbrnych ostatnio czytelników zniechęcić do czytania, do reszty.… Czytaj więcej »
Tomasz Moskal

To rzeczywiście cegła, ale to wszystko przez wzgląd na bardzo duża ilość osób i wspomnień. A także fragmentów listów i maili. Naprawdę warto przebrnąć przez te 700 stron. Pozdrawiam serdecznie

wpDiscuz