PRL PiS, czyli powrót warchoła

PRL PiS, czyli powrót warchoła

Teraz już chyba dla wszystkich jest jasne, dlaczego nasza jedyna literacka noblistka nigdy nie cieszyła się szczególnym uznaniem ludzi „dobrej zmiany”. Wiersze z epoki stalinizmu to jedno, ale prawdziwy powód jest – zdaje się – zupełnie inny. To ona jest wszak autorką poetyckiej frazy: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”!

Jeśli więc ktoś mówi nam, że jest patriotą, człowiekiem prawym, sprawiedliwym lub niezłomnym, to… po prostu mówi. A kim jest naprawdę, pokazuje życie.
Jakże łatwo było dotąd funkcjonariuszom „dobrej zmiany” pogardzać generałem Jaruzelskim. Łatwo zarzucać zdradę i zaprzaństwo „Bolkowi” Wałęsie. Wystawiać piersi po cudze medale i wpisywać do CV nie swoje zasługi, redagując na nowo podręczniki do historii. Dekomunizować, dezubekizować, pałać słusznym oburzeniem na „konfidentów” podpisujących „lojalki” i mawiać: „ja, to bym nigdy…”. Jak mawia stare przysłowie: nigdy nie mów „nigdy”.

Oto życie właśnie powiedziało „sprawdzam” i pokazało, że jeszcze trochę, a być może Prezes Wszystkich Prezesów założy czarne okulary, a redaktor Ziemiec godnie zastąpi w TVPiS redaktora Jóżwiaka (i też będzie się pięknie prezentował w mundurze). Dziennikarzy chętnych do pracy propagandowej w służbie władzy jest teraz zresztą – sądząc z mnogości prawicowych tytułów – nawet więcej, niż w epoce „Trybuny Ludu”, chociaż talent na miarę Jerzego Urbana jeszcze się wśród nich nie objawił. Cóż, wielu czuje się powołanych, ale ilu będzie wybranych, czas pokaże.

Nie dziw więc, że z mistrza peerelowskiej propagandy ściąga teraz, kto tylko może. Bo jak inaczej wytłumaczyć triumfalny powrót medialny „wichrzycieli”, „prowokatorów” i – zwłaszcza – „warchołów” ? Co jak co, ale warchoły wydawały się już skazane na całkowite zapomnienie, a tutaj taka miła lingwistyczna niespodzianka… Kto by to pomyślał, że jeszcze kiedyś wrócą, ale wróciły. Ot, taki nostalgiczny archaizm z nieodległej przeszłości.

Swoją drogą ekipa „dobrej zmiany” i jej satelici sami wydają się w tych swoich cytatach z Peerelu nieco archaiczni, przypominając grupę rekonstrukcyjną, z pietyzmem przywracającą pamięci rodaków czasy sprzed półwiecza. Na razie, bo ta podróż w czasie jakoś ostatnio przyspiesza i tylko patrzeć, jak z epoki gomułkowskiej cofniemy się do stalinizmu, a potem do czasów żołnierzy wyklętych. Ciekawe tylko, kto obsadzony zostanie w rolach kułaków, komu zabierze się kamienice na mocy reprintu z dekretu Bieruta i komu przypadnie ziemia z reformy rolnej bis, znaczy PiS. Bo co do „komunistów”, to już wiadomo, że to zadanie aktorskie już otrzymała opozycja.

A potem wróci II Rzeczpospolita, bo przecież poseł Kukiz do spółki z autorem literatury fantastycznej – Rafałem Ziemkiewiczem właśnie rozpoczęli prace nad reaktywacją endecji i szkoda byłaby niepowetowana, gdyby owa ambitna inicjatywa przepadła z powodu tak banalnego, jak chronologia. Tym bardziej, że przynajmniej niektórzy fizycy współcześni nie wykluczają, że podróże w czasie są możliwe. Fizykę po reformie edukacji będzie sobie trzeba odpuścić, ale od czego jest historia? Że docelowo „dobra zmiana” stawia na II RP, dowodzi jeszcze okoliczność, że Jacek Kurski już jakiś czas temu napomykał, między wierszami, o Berezie, a tak poza tym, to od dawna znamy też nazwisko jedynego możliwego kandydata do roli Naczelnika Państwa. Kasztanka będzie z Janowa, ma się rozumieć.

Rekonstrukcje tego rodzaju mają nieocenione znaczenie dydaktyczne. Bo, na przykład, młodzież ucząca się o czasach Peerelu pozostawała dotąd w stanie, który można by określić jako zdziwienie retoryczne. Taki dylemat poznawczy, wyrażający się różnych wariantach pytania „jak mogliście?” Jak mogliście tak żyć? – pytają. Albo – w przypadku mediów i ludzi u władzy – tak łgać w żywe oczy. Godzić się na sowietyzację, wysługiwać wrogiemu państwu, znosić w pokorze zamordyzm i dyktaturę „towarzyszy Szmaciaków”? Jak mogliście kupować te małe fiaty na kartki i płaszczyć się przed bandą partyjnych miernot, gdy władza wsadzała, opozycję za poglądy?

Ano – właśnie tak. Teraz można się o tym znowu przekonać w praktyce, otwierając dowolny tytuł prasowy sprzyjający „dobrej zmianie”, oglądając telewizję czy po prostu wychodząc na ulicę. Wszystko wokół zaświadcza bowiem, że znów wolno bezczelnie nazywać czarne białym, a elektorat jeszcze bije brawo. Można wskazać „wroga ludu”, a lud, na ochotnika, sam zorganizuje kontrmanifestację albo wiec poparcia. Dziś, kiedy piszę te słowa, tłum klubowiczów „Gazety Polskiej”, uprzedzony przez wiceprezesa Brudzińskiego o możliwości konfrontacji siłowej z przeciwnikami „dobrej zmiany”, skandował radośnie – „Pomożemy!” Pamiętam, choć byłam wtedy dzieckiem, jak podobni, smutnawi i poważni panowie, przywożeni autokarami z pobliskiego „Ursusa”, „pomagali” rozprawić się z „warchołami” z UW za pomocą pałek. To wtedy wyrzucono z uczelni Adama Michnika. No, ale rekonstrukcje historyczne mają to do siebie, że zachowują realia z epoki. Teraz wyznawcy pana prezesa też chętnie przyjadą pacyfikować i „porządkować” opozycję.

Ludzie, którzy poparli „dobrą zmianę” mogli w ostatnich dniach zobaczyć, jak łatwo jest – w obawie o z trudem zdobyte stołki i apanaże – nasłać policję na manifestantów. Jak gładko przychodzi zgoda na rozpędzenie niechętnego władzy tłumu z pomocą pałek. Jakie to, w sumie, proste, zagrozić opozycji stanem wyjątkowym i jeszcze wyjść do ludzi i z podniesionym czołem mówić im, że to wszystko dla ich dobra. Bo chodzi o spokój, o porządek, zgodę i o przyszłość narodu. W tej sytuacje wysłanie czołgów na ulice z powodu „wyższej konieczności”, to już, w zasadzie, formalność. Dziwiło kogoś, że w Peerelu takie rzeczy były w ogóle możliwe? No to chyba teraz już tak bardzo nie dziwi?

Wystarczył rok, by prawica u władzy, tak do niedawna zwalczająca komunizm i jego bolszewickie metody, gładko przejęła wszystkie najgorsze cechy i obyczaje „bolszewii”. Jej wina jest jednak większa, niż generała w czarnych okularach. Bo raz, że nie ma już u nas garnizonów „bratniej armii”. A dwa – dzisiejsi politycy są bogatsi o wiedzę o tym, czym była „komuna” i jak się to wszystko skończyło. Ale jednak błyskawicznie weszli w buty „towarzyszy”.
Oczywiście będą zaprzeczać do upadłego, ale to na nic. Tym, co pamiętają dyktaturę szmaciaków za najlepszy dowód wystarczą „warchoły”. Właśnie powróciły.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "PRL PiS, czyli powrót warchoła"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ala
Niewolnicy dawnego systemu opresji niestety nie potrafią zobaczyć rzeczywistości w jakiej obecnie żyją, ponieważ mentalnie i duchowo tkwią dalej w komuniżmie Ten typ osobowości cechuje swego rodzaju projekcja tego co ma się w głowie, na innych, na rzeczywistość, Jest to coś podobnego jak syndrom sztokholmski tylko bardziej- Popierając kiedyś dawny system, obecnie przechodzą swego rodzaju katharsis chcą być i czują się prześladowani przez władzę, dlatego coraz bardziej będą nasilać i prowokować swoje ataki na władzę oni pragną krwi i wyzwolenia z ucisku poczucia sprawiedliwości czyli powrotu do stanu w którym czuli się dobrze- Ci ludzie rzeczywiście ZaKODowani są jak zombi… Czytaj więcej »
Zwinka

Nawet nie wiesz, kto powiedział to słynne Homo Sovieticus, a był to …ksiądz Józef Tischner, najmądrzejszy ksiądz, jakiego znałam. Ksiądz, który KOCHAŁ ludzi, był skromny i prowadził wspaniałe wykłady… Kto ci podrzucił takie mądre terminy, jak „syndrom sztokholmski” ( wiesz w ogóle, co oznacza ?) katharsis ( wiesz w ogóle, co oznacza ?) To Ci wyjaśnię, tak ogólnie. Ksiądz Tischner był autorem definicji o trzech prawdach. To, co wypisujesz, to ta trzecia. Pozdrowienia dla młodzieniaszków z PiS.

Zwykły Kowalski
Coś się pani, szanowna pani poplątało. Niewolnicy dawnego systemu ble ble ble… To, fakt. Ci niewolnicy ponownie objęli władzę tkwiąc duchowo w komunizmie, nie dostrzegając jednocześnie czasu w jakim przyszło im żyć. Niszcząc jak dawniej wszystko, czują się prześladowani przez opozycję. Będą z coraz większym natężeniem nasilać i prowokować swoje ataki na demokrację i konstytucję tak, by zniechęcić opozycję do walki o to, o co walczyła SOLIDARNOŚĆ ta 10 milionowa SOLIDARNOŚĆ a nie gniot jaki z niej pozostał – przynajmniej w jej władzach. Ci ludzie rzeczywiście są jak zombi i żadne argumenty opozycji do nich nie trafiają. Mają swój urojony… Czytaj więcej »
Zgredzinka

Pięknie to podsumowałeś.

Sobiepan

Legitymacja ORMO Kaczyńskiego.jpg- „walecznego” konspiratora z wersalki. Nie chce mi sie skopiowac, ale moge przeslac na adres e-mail

2-gi sort

Alu popatrz na siebie w lusterku co ty kobieto za brednie wypisujesz. To jest charakterystyczne dla wyznawcow dorabianie ideologii do pierdół które wymyśla guru

Magdalena

Ciekawa wypowiedź Ali i typowa odpowiedź Zwinki – ja wiem lepiej.ja Ci powiem co znaczą słowa bo ich nie rozumiesz. Typowa postawa ludzi nie umiejący stosować zasad demokracji. Myślisz inaczej to znaczy że myślisz źle.

wpDiscuz