Przestroga – oby zbędna

Przestroga - oby zbędna

PiS musi zrozumieć, że „zarządzanie konfliktem” to nie to samo, co rządzenie krajem.

Kiedyś opowiedziano mi następującą anegdotę: na przełomie lat 80. i 90. pojawił się na antenie TVP program, prowadzony przez Halinę Miroszową i Aleksandra Małachowskiego, zatytułowany „Telewizja nocą”. Bardzo szanowani publicyści, wówczas już poniekąd nestorzy dziennikarstwa, rozmawiali w nim przez telefon z widzami o rozmaitych życiowych problemach, nieraz bardzo dramatycznych. Któregoś razu zadzwoniła do nich kobieta i od słowa do słowa zwierzyła się, że mężowi zdarza się ją bić prętem od firanek. Okropna historia i nie ma w niej oczywiście nic zabawnego. Tyle że w takim programie trzeba było jakoś zareagować. Pan Aleksander Małachowski zafrasował się, pogładził swoją długą brodę i naraz wpadł na jakiś pomysł, bo powiedział: „Proszę pani, a jak pani mąż ma na imię?” „Kazik”. „W takim razie proszę pana kamerzystę o zbliżenie. Już? To teraz niech pani poprosi męża, żeby popatrzył w telewizor”. A po pauzie potrzebnej na spełnienie jego życzenia pan Aleksander spojrzał prosto w obiektyw i powiedział z łagodną przyganą: „Panie Kazimierzu, no doprawdy. Jak tak można! Żonę? Prętem?”

Powtarzam tę historię na zasadzie si non e vero, e ben trovato (jeśli nawet nieprawdziwe, to dobrze wymyślone), przy czym pozwalam sobie na to dlatego jedynie, że opowiedziano mi ją kiedyś, twierdząc, że dokładnie taki charakter ma moja własna publicystyka. Zamiast walnąć pięścią w stół, próbuję perswazji: Panie Kazimierzu, no doprawdy… Ponieważ krytyka dotyczyła tego, co publikowałem w połowie lat dziewięćdziesiątych, szczerze się zdziwiłem (to znaczy: kiedy już przestałem się z siebie śmiać), bo wydawało mi się, że jako publicysta miewałem w tamtym okresie raczej ostry jęzor i zdarzało mi się żałować, że napisałem coś dosadniej, niż można było. To dopiero potem uwierzyłem, że trzeba próbować dialogu, że lepiej jest przekonywać, niż obrażać i tak dalej.

Z postawą typu „Panie Kazimierzu, no doprawdy…” zacząłem mieć na nowo kłopot w kończącym się właśnie roku. Oto bowiem wchodzę do kiosku z prasą koło mojej kamienicy i widzę na ladzie wyłożone czasopisma. Kolorowe tytuły krzyczą: OPOZYCJA WYKORZYSTUJE 13 GRUDNIA DO DESTABILIZACJI PAŃSTWA! KONIEC Z SAMOWOLĄ SĘDZIÓW (chodzi o Trybunał Konstytucyjny)! Na pierwszej stronie sprzyjającego władzy brukowca widzę fotografię Krystyny Jandy z czerwonym napisem: ZAROBIŁA DWA MILIONY I NARZEKA, ŻE NIE DOSTAŁA DOTACJI (jak wyjaśniła aktorka w specjalnym oświadczeniu, dane w anonsowanym w ten sposób artykule były w większości zmyślone, a dwa miliony to zysk netto fundacji prowadzącej teatr)! W innym piśmie widzę na zdjęciu czoło manifestacji KOD-u, wklejone fotografie Agnieszki Holland i, bodajże, Mateusza Kijowskiego, z takim oto podpisem: ONI CHCĄ PODPALIĆ POLSKĘ! Tu przynajmniej widzę coś znajomego, bo akurat z pomocą tej dokładnie frazy próbowano zohydzić opozycję w reżimowej prasie w okresie stanu wojennego.

Kiosk z gazetami – nie chcę uogólniać, ale obawiam się, że nie tylko ten jeden – został opanowany przez chwalców rządzącej obecnie partii. Jak w zgiełku, który wytwarzają, przebić się z jakimś innym komunikatem, utrzymanym dla odróżnienia w spokojnym tonie – nie wiem. Nie będę zresztą deklarował, że sformułowanie takiego spokojnego komunikatu byłoby dla mnie proste. Jesteśmy wściekli na siebie nawzajem i, przyznajmy, na ogół wyrażamy tę wściekłość, nie przebierając w słowach. Żeby nie narzekać wyłącznie na przeciwników: jeden z moich facebookowych znajomych, człowiek, zdawało mi się, kulturalny, o pewnym wpływowym polityku rządzącej partii od kilku miesięcy nie pisze inaczej, niż per „kaczy choooy”. Tę osobliwą ortografię wymyślił, żeby facebook nie zablokował mu konta (mam nadzieję, że KODuj24.pl nie będzie dla mnie mniej tolerancyjny, zwłaszcza, że to cytat). Upierałbym się, że jeszcze kilka lat temu w dobrym towarzystwie nie uchodziło nazywać nawet bardzo nielubianych polityków słowami wulgarnymi.

Andrzej Saramonowicz opublikował na tymże facebooku refleksję, która wydała mi się trafna. Opisał, jak stał obok starszego mężczyzny, obserwującego marsz KOD-u; mężczyzna ów szukał chwilę najbardziej obraźliwej inwektywy, aż zawołał „Elity wy!” – i, jak komentuje Saramonowicz, w tym okrzyku był jakiś „płacz wewnętrzny”. Następny fragment tekstu brzmi tak: „Ale nie był to płacz nad Polską, o nie. To był płacz nad sobą. Że choćby nie wiem, jak głośno wyzywało się od „targowiczan” i „ludzi gorszego sortu” tych, co właśnie kroczą poprzecznie, to w głębi serca nadal męczy ten cholerny ścisk, ten kłopotliwy stan, że – niech to szlag! – oni, ci niby gorsi, tak naprawdę są w jakiś niepojęty sposób lepsi. I zawsze będą. I że tego – do kurwy nędzy! – naprawdę wybaczyć nie podobna. I wtedy zrozumiałem, o co dziś w Polsce chodzi. O Polskę oczywiście. I pięćset plus. O los dzieci i wnuków. O godność, dumę, husarskie skrzydła i pozostałe mocarstwowe trele-morele. Ale przede wszystkim – zanim to wszystko przyjdzie – chodzi o krew. Choćby z jednego rozbitego nosa, ale jednak o krew. Bo zacząć może byle ślina, ale skończyć, skończyć już może tylko krew”.

Dostępność owego tekstu została określona przez Autora jako „Publiczne”, więc choć wyprowadzam go poza FB, nie zdradzam niczyich tajemnic. A cytuję go, żeby zrobić sobie alibi, nie wyjść na histeryka, gdyż i ja od pewnego czasu węszę w Polsce krew. I nie tragiczny, ale jednorazowy wyczyn niezrównoważonego człowieka, który napadł na biuro poselskie PiS, ale masowe przejście od słów do czynów. Bo przecież jeśli od sześciu co najmniej lat jedna strona konfliktu pomawiała drugą o zorganizowanie zamachu na prezydenta RP, a potem kwestionowanie „oczywistych” dowodów zbrodni, obecnie zaś od roku twierdzi, że kto nie popiera PiS-u, ten sprzymierzył się z wrogami Polski, jest złodziejem i komunistą (no i, jak już wiemy, chce podpalić kraj); jeśli druga strona na to odpowiadała najpierw wzruszając ramionami, potem zdradzając się ze zniecierpliwieniem, potem po dwóch niespodziewanie dla siebie przegranych wyborach zaczęła twierdzić, że jej adwersarze to wariaci, a obecnie doszła do używania na co dzień słów wulgarnych; jeśli zatem już obie strony – nie, nie jakieś „strony”, ale MY po prostu – zapluwamy się dziś od nienawiści, co podbija jeszcze prorządowa propaganda, ale media opozycyjne są już o włos od tego samego, to niby czym może się to skończyć? Przecież teoria, jakoby werbalna wściekłość uśmierzała chęć fizycznego ataku, została nie tak dawno obalona przez psychologów; werbalna wściekłość do fizycznego ataku prowadzi.

Tylko że „co by tu teraz, proszę pani, zrobić?”, jak mówi poeta. Poprosić o zbliżenie i na przykład do autora tekstu o Krystynie Jandzie powiedzieć z łagodną przyganą coś w stylu: „Panie Kazimierzu, no doprawdy. Jakżeż tak można”? Albo do pomysłodawcy tytułu „Oni chcą podpalić Polskę” zwrócić się grzecznie: „Mój drogi, proszę cię, przecież to nie uchodzi”? Czy raczej z najwyższego tonu ryknąć, że ktoś, kto takie materiały publikuje, jest łajdakiem, a jeśli ktoś twierdzi, że podobne świństwa to oczekiwany przez Polaków wyraz pluralizmu poglądów, to należałoby mu na resztę życia zakazać zbliżania się do czegokolwiek, co pozwala komunikować się z większą grupą ludzi, niż ewentualnie własna rodzina, więc do: kamery, mikrofonu, komputera, telefonu a nawet do rzutnika z przezroczami? Wiedząc dobrze, że to ostatnie zdanie jest przeróbką kwestii, którą w „Człowieku z marmuru” wygłasza do Agnieszki (granej przez Krystynę Jandę) odrażający szef w reżimowej telewizji, kreowany przez Bogusława Sobczuka?

Być może woleliby Państwo, żeby Wasz felietonista przedstawił konstruktywną propozycję, jak wyjść z tej sytuacji. Ale ja zwyczajnie nie wiem, jak z niej wyjść. Staram się utrzymywać kontakty z ludźmi, którzy mają do władz inny stosunek niż ja, licząc trochę, że taka sieć wzajemnych powiązań towarzyskich może zatrzymać lub przynajmniej złagodzić przebieg wzbierającej burzy. Nie jestem jednak przekonany, że to wystarczy. W dodatku ludzie, którzy z tamtej strony gotowi są przyjąć mój krytycyzm, tym samym nie wydają się typowymi przedstawicielami własnego obozu. Jeśli ktoś mógłby sytuację realnie zmodyfikować, to jedynie obecnie rządząca partia, w której przejawów dobrej woli na razie nie dostrzegam. Nie chodzi przecież o to, żeby nagle Jarosław Kaczyński zmienił się w replikę Donalda Tuska, a pani premier Szydło upodobniła się do jakiejś innej pani premier, na przykład premier Suchockiej. Ale skoro, na przykład, przeciwko reformie oświaty w zaproponowanym przez rząd kształcie opowiadają się takie gremia, jak rektorzy najważniejszych polskich uczelni, Rada Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk, związki nauczycielskie i tak dalej – to przegłosowanie tego kształtu reformy, jak gdyby nigdy nic (a tak właśnie stało się przed tygodniem), bez realnej dyskusji, jakichś poprawek, czy choćby próby uprzejmego przekonania oponentów, którzy, u licha, też chcą dobra polskiej młodzieży, jest wyrazem lekceważenia ważnej części społeczeństwa, SPISANIA JEJ NA STRATY. Ten sygnał (i szereg innych, podobnych) mówi wielu obywatelom, że nie są u siebie. I że demokracja to nie forma nieustającego ucierania się stanowisk, tylko wybory co kilka lat, po których wyborca, którego partia przegrała (choćby nieznacznie), ma siedzieć cicho i robić, co mu każą.

Jeśli władza nie zrozumie, że „zarządzanie konfliktem” to nie to samo, co rządzenie krajem, w końcu podzieli los wszystkich tych władz rozmaitych krajów, które tego nie rozumiały. Bardzo mnie niepokoi tylko kwestia, jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić.

Jerzy Sosnowski

***
Pisałem to wszystko w piątek późnym popołudniem. Parę godzin później zaczęło się coś, co chyba nie jest jeszcze burzą, której się spodziewam, ale niewątpliwie jej ostatnim ostrzegawczym pomrukiem. Pani premier w sobotnim wystąpieniu nie zbliżyła się ani o milimetr do pani premier Suchockiej, natomiast do ministra Urbana – owszem. Nie wiem, skąd ambicja, żeby ścigać się na agresywne androny z propagandą późnego PRL-u. W mojej ocenie doszliśmy już prawie do samej ściany i teraz każde wystąpienie powinno być przemyślane dwa razy, po obu stronach. Nie wygląda jednak na to, żeby byli gotowi do przemyśleń ci, którym – widać to przecież – władza wymyka się powoli z rąk, ani ci, którym sprzyjam, a którzy chcieliby ten proces przyspieszyć bardziej, niż to bezpieczne.

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Przestroga – oby zbędna"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dobrozmianowiec

PiS wygrało demokratyczne wybory i realizuje program znajdujący się na stronie pis.org.pl

Sławomir

Łżesz, pisiory to złodzieje, kradną słowa, a demokracja pisowska tyle ma do demokracji, co krzesło elektryczne do krzesła.

szulki
Osobiście uważam, że oni ani myślą ustąpić, a krew Polaków jest im całkowicie obojętna. Proszę zauważyć, że mentor pis niejaki Rymkiewicz (niegdyś niezły poeta, obecnie sprzedajny wierszokleta) od jakiegoś czasu głosi, że popuszczenie krwi narodu raz na jakiś czas jest niezbędne. Czy ktoś z pis powiedział „Co pan pieprzy??” – nikt. Dodajmy nową narrację dotyczącą II wojny światowej. Nacisk już nie na śmierć, ból, cierpienie, rany, płaczące dzieci i matki i zniszczenia, tylko na hartowanie charakterów i uszlachetnianie postaw. Każdy, kto zna źródła historyczne, wie, że zdziczenie postaw wśród Polaków nigdy nie było bardziej rozpowszechnione niż w czasie wojny i… Czytaj więcej »
Zgredzinka

Dokładnie.

Anna

Ale serio, właśnie pod tym tekstem (nie pod jakimkolwiek innym, czyimkolwiek innym) „łżesz, pisiory coś tam”? A dwa komentarze niżej: „Fantastyczny tekst, wielki szacun”, więc Pan to jednak czytał, ale co z wnioskami? Ręce mi opadły. Tak, teraz.

Zgredzinka

Słusznie.

Mariola

Niech sobie dojnozmieńcu realizuje, ale w ramach obowiązującej KONSTYTUCJI RP, na którą w referendum umówiło się znacznie więcej niż 19% Polaków. Tekst KONSTYTUCJI też w internecie niezmienny od 1997r. Poza 500+ nie na każde dziecko nic nie wprowadziło, nic z tego co obiecało nie wprowadziło tylko gada o tym, PROPAGANDA, PROPAGANDA, PROPAGANDA……… Co to znaczy też znajdziesz w internecie.

dobrozmianowiec

no i nie łamie, prezydent nie zaprzysiągł źle wybranych przez PO sędziów, cała procedura wyboru była niekonstytucyjna, dlatego przeprowadzono nowy wybór

Mariola

Jak to takie proste i jednoznaczne to po co PiSowi ustawy „naprawcze”, i to co istotne bez vacatio legis Wystarczyłby ten bezprawny akt dokonany przez Prezydenta i po sprawie. Przecież przestępcę bez prawomocnego wyroku też bezprawnie na zapas ułaskawił i naprawczej ustawy ani dekretu potrzebował.

adama

spadaj trollu, powtarzasz cos , co dawno zostało wyjaśnione.

Zgredzinka

Co za brednie !!!
Nie wierzę, że ktoś kto chce się wypowiadać na tym forum, może być aż tak głupi.
No chyba, że jest to złośliwość, albo zlecenie pracodawcy.

Oldboy

Powielasz PiSowskie komunały. Trzech sędziów było wybranych prawidłowo, na co jest orzeczenie TK. PiS zlekceważył to i wbrew prawu wybrał swoich. Od tego zaczęła się awantura.

Jerzy Sosnowski

Do: dobrozmianowiec
Ależ ja o tym wiem. Tylko czy z tego wynika, że „demokracja to nie forma nieustającego ucierania się stanowisk, tylko wybory co kilka lat, po których wyborca, którego partia przegrała (choćby nieznacznie), ma siedzieć cicho i robić, co mu każą”? Bo tak powyżej rekonstruuję pogląd PiS. Zwracam uwagę, że – jak pokazały ostatnie wypadki – wynikałoby z tego, iż w Sejmie opozycja między wyborami nie jest potrzebna W OGÓLE. A ten wniosek każe sądzić, że jednak ktoś tu nie rozumie demokracji… Ukłony – JS

Zgredzinka

Aleś wypunktował.
Super !!!

mpm

Taaak. Antydemokratyczny. To nie jest korekta systemu, tylko rozwalanie państwa

Sławomir

Fantastyczny tekst, wielki szacun.

Gaba 2

bardzo dobry tekst. oby nie był proroczym.

Alek

Jedynym politycznym wyjściem z tej sytuacji jest Zjednoczona opozycja. Utworzenie wielkiej koalicji dla ratowania Polski. PO + Nowoczesna + PSL + SLD + wszyscy chętni obrońcy demokracji, mogą w sondażach pokonywać PiS, a wtedy Kaczyński zacznie się cofać albo przynajmniej zaprzestanie dalszej demolki.

smętek

Byłoby dobrze gdyby zjednoczona opozycja miała pomysł na to jak dalej urządzać naszą kochaną Ojczyznę.

Zgredzinka

Ano byłoby dobrze, bo tak całkiem dobrze to nie było, chociaż żyło się dobrze i spokojnie.
A to trudno przecenić.

adama

Przelewanie krwi za Polskę to wizja romantyczna. PiS to niedojdy, które właśnie zaplątały się we własne nogi. Kto chce wielkiej Polski powinien porzucić nieudaczników. Nie są potrzebne krwawe powstania tylko wybór normalnych polityków, a nie sekciarzy Jarosława.

Gheorghe Pinescu

Autor prezentuje niestety ten sam typ mentalności jak ci co mogli zbombardować komory gazowe w Auschwitz, ale jednak ich nie zbombardowali.

Piotr
Panie Jerzy, nie wiem, co się z Panem stało, ale jako wierny czytelnik Pańskich tekstów o literaturze bardzo ubolewam nad poziomem jakości Pańskiej obecności w mediach. Dziś zerknąłem na Pański post o Krystynie Pawłowicz. Przeraża mnie brak Pana reakcji na wypowiedzi znajomych, zdaniem których „przydałoby sie qrwie przypier…ć w ryj”, (domyślam się, że autorem zdania jest Pański kulturalny znajomy od „kaczego chooooya”). Nawet „Panie Kazimierzu, jak tak możńa” koledze Pan nie napisał. Przykro mi to pisać, ale Pańskie środowisko ma ogromny udział w tym całym polskim konflikcie. Przywołał Pan historię zabójstwa Rosiaka, więc przypomnę, że „antypisowskie media” nawet długi czas… Czytaj więcej »
wpDiscuz