Puste miejsce przy stole

Puste miejsce przy stole

Całe mnóstwo przeróżnych obyczajów świątecznych już dawno zmieniło kategorię z „tradycji” na „dekorację”. W tym roku ten katalog powiększy się o stawiane jeszcze tu i ówdzie dodatkowe nakrycie. Zdaje się, że nie będzie już dłużej potrzebne inaczej, niż tylko jako element świątecznego wystroju jadalni.

W Polsce „dobrej zmiany” różni tam zbłąkani wędrowcy czy inni wieczni tułacze zapewne już wkrótce doczekają się zaś mandatów za włóczęgostwo. Dla własnego dobra, oczywiście. Ze względów humanitarnych i z poszanowania, jakie aktualna władza ma dla podstawowych praw człowieka.

Troska administracji państwowej o humanitarne traktowanie jednostki ludzkiej w szczególny sposób dotyczy zaś tak zwanych „uchodźców”, co piszę w cudzysłowie, bo przecież każdy rozsądny człowiek przyzna, że do Europy nie przybywają żadni prawdziwi azylanci, a tylko islamscy terroryści wyposażeni w nowe iPhony. A już na pewno żaden autentyczny uciekinier z Aleppo nie marzy o tym, żeby zamieszkać nad Wisłą. Jeśli trafia tutaj ktoś taki, to od razu wiadomo, że to zwolennik kalifatu w Warszawie.

Wracając zaś do kwestii zbłąkanych wędrowców, to sekretarz stanu w Dużym Pałacu, Krzysztof Szczerski właśnie szeroko objaśnił, dlaczego mianowicie użyczanie zbłąkanemu wędrowcowi z Bliskiego Wschodu miejsca przy wigilijnym stole byłoby działaniem głęboko niehumanitarnym. Otóż każdy człowiek powinien – przynajmniej zdaniem pana sekretarza – żyć tam, gdzie się urodził. Najlepiej bowiem czujemy się we własnym domu. Każdy to przyzna, a kto nie przyzna, ten jest wyzutym z patriotyzmu, podejrzanym moralnie kosmopolitą. Jeszcze trochę i będzie się takim jednostkom odbierać obywatelstwo. Tak więc – mieszkaniec Aleppo powinien zostać w swoim Aleppo.
Na co naraża się bowiem uciekinier z ogarniętej wojną Syrii, jak tylko przekroczy jej płonące granice? Po pierwsze – na internowanie w obozie dla uchodźców. Tymczasem już sam fakt zamknięcia w takim obozie ogranicza jego podstawowe prawa, w tym zwłaszcza prawo do podróżowania i inne swobody należne z urodzenia jednostce ludzkiej. A poza tym takie obozy, to wiadomo – przemoc, patologie i powszechna demoralizacja. Na to zaś nie może się przecież zgodzić obywatel kraju, który zasłynął w świecie z umiłowania wolności. Jako działania głęboko antyhumanitarnego, nie możemy tego poprzeć.

Nasze (rządowe, znaczy) katolickie sumienie nie pozwala nam też popierać działań, zmierzających do wygnania Syryjczyków z ich ziemi, co przecież uczynilibyśmy, godząc się na udzielanie im schronienia w naszym kraju. Gdybyśmy to uczynili, strony konfliktu mogłyby się poczuć zwolnione z moralnej odpowiedzialności za jego skutki. To po pierwsze. Po drugie zaś, wyprawa do Europy jest kosztowna i niebezpieczna. Decydując się na taki krok, uchodźcy wydają majątek i ryzykują życie. Jedynym więc sposobem, by zapobiec kolejnym ofiarom, jest szczelne zamknięcie wszystkich dróg prowadzących z Aleppo na Zachód.

Polska jako kraj europejski, a ponadto urzędowo chrześcijański, nie może przykładać ręki do procederu, który na pozór służy ochronie życia uciekinierów, ale w praktyce pozbawia ich przyrodzonej godności, dorobku, a nieraz także życia. No, po prostu „nie tędy droga”, by zacytować premier Szydło. Oczywiście, można by się włączyć w inicjatywę budowania bezpiecznych dróg ewakuacji uchodźców do Europy, no ale nigdy nie byliśmy prymusami w logistyce.

Z przybyszami z Syrii mamy jeszcze inny problem. Bo przecież, poza ratowaniem życia, istnieją też inne wartości, cenne i godne ochrony. Nie należy zapominać, że uchodźca przesiedlony do Europy musi się konfrontować z obcymi mu standardami cywilizacyjnymi, a już zwłaszcza religijnymi i kulturowymi, co bardzo niepokoi aktualną ekipę u władzy, wyjątkowo wyczuloną przecież na kwestie tożsamości. Mówiąc wprost – Syryjczyk czy inny uchodźca, zwłaszcza gdy trafi na europejski Zachód, może się wynarodowić! Może zobojętnieć na wiarę przodków i zarzucić tradycyjny sposób życia! Może się poczuć poniżony i skrzywdzony stylem życia „niewiernych”. A przecież wiadomo, jak tragiczne i dewastujące, tak dla jednostek, jak i całych społeczeństw, może być poczucie krzywdy i utraty prestiżu.

Nie ma tu znaczenia, że część uciekinierów z Syrii to chrześcijanie. Z punktu widzenia ministra Szczerskiego nam, Polakom-katolikom, powinno szczególnie zależeć na tym, żeby to zwłaszcza oni pozostali w Aleppo. Bo jeśli uciekną, to wraz z nim padną ostatnie przyczółki chrześcijaństwa na terenach objętych konfliktem. Czyli ratowanie syryjskich braci w wierze to działanie na rzecz wykorzenienia naszej wiary na Bliskim Wschodzie. Więc cóż – powinni w imię dóbr wyższego rzędu godnie przyjąć swój los i zapisać kolejny piękny rozdział w dziejach martyrologii chrześcijańskiej.

Czyli co? W ogóle nie pomożemy? Ależ skąd. Wręcz przeciwnie. Rząd mówi o tej pomocy za każdym razem, gdy pada pytanie o syryjskich azylantów. Bo wprawdzie owszem, uchodźcom na razie dziękujemy, ale pomoc humanitarna tam, na miejscu, jak najbardziej. Solidarność to przecież nasz znak firmowy i narodowa tradycja!

Tylko, wiecie, święta idą, a tu jeszcze obowiązków tyle, że ekipa „dobrej zmiany” pracuje na trzy zmiany, zarywając noce. Toteż jak na razie „dobra zmiana” daje radę… dawać w mediach dobre rady, jak pomagać, żeby nie ściągnąć sobie przypadkiem na głowę terrorystów islamskich. Natomiast na realną pomoc ofiarom konfliktu na Bliskim Wschodzie przeznaczyliśmy dotąd… najmniej spośród wszystkich krajów w OECD. Czyli, jakby, słabo. Najsłabiej w regionie. Nawet Czesi, naród przyziemnych hedonistów, wyasygnowali na ten cel dwa razy więcej od nas. Świąt nie obchodzą, czasu mają więcej, no i widocznie gryzło ich ateistyczne sumienie. A to, że Niemcy nie tylko wydali na pomoc Syryjczykom czterysta razy więcej niż my, to cóż – wciąż odkupują swoje winy z czasów wojny. A i skłonność do budowania obozów też im, widocznie, została z tamtych czasów. Od początku konfliktu Unia wydała na wsparcie finansowe i materialne Syrii 6,5 mld euro. Nasz dotychczasowy udział w Europejskim Funduszu Pomocy wyniósł raptem 3 miliony. No, ale przecież Polska, choć z kolan już wstała, z ruin niestety ciągle jeszcze się podnosi.

Trudno więc się dziwić, że jak dotąd, a jest końcówka roku 2016, ekipa „dobrej zmiany” nie przeznaczyła jeszcze ani jednego euro na bezpośrednie finansowanie obozów dla uchodźców organizowanych – zgodnie z sugestiami naszego rządu – na miejscu, na Bliskim Wschodzie (w Jordanii, Turcji czy Libanie). Ani złotówki nie dał też aktualny rząd na pomoc żywnościową. Jak podaje Oko Press, w czasie gdy Światowy Fundusz Żywności podwoił w ostatnim roku swoje nakłady na ten cel, nasz udział spadł… do zera.

Oj, tam, oj tam. Nie wszystko da się tak od razu przeliczyć na pieniądze. A poza tym to nie my dozbrajaliśmy Syryjczyków i nie my destabilizowaliśmy sytuację na Bliskim Wschodzie. Więc nie będziemy teraz płacić rachunków za interesy obcych mocarstw. I nie chcemy tu u siebie islamskiego terroryzmu. Co się zaś tyczy wsparcia dla potrzebujących, to znów zapakowaliśmy całą górę Szlachetnych Paczek, więc nikt nas nie będzie uczył, jak się pomaga. No i przecież, jak co roku, znów postawimy na wigilijnym stole puste nakrycie dla zbłąkanego wędrowca.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Puste miejsce przy stole"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tomasz Kowalski

Stary, świetny i ponury dowcip:
Pukanie do drzwi w wigilijny wieczór. Pan domu otwiera i widzi bezdomnego, który pyta: czy mają państwo dodatkowe nakrycie dla nieznajomego przybysza?
Oczywiście że mamy, ale zgodnie z tradycją to miejsce musi pozostać puste.
Pierwszy raz usłyszałem ten dowcip jakieś dwadzieścia lat temu, i jak się okazuje, robi się coraz bardziej aktualny.

Dariusz

A Pani płaci podatki w Polsce, czy w USA? Jeśli „za wielką wodą”, to może te smętne kawałki, prześle pani do Białego Domu i jego obecnego lokatora 🙂

krakus

a czemu uciekinierzy z całego świata wybrali akurat UE? Cała Afryka, Azja obie Ameryki ale akurat UE. Chrześcijanin broni swoich dzieci dlatego powinniśmy nie wpuszczać muzułmańskich osadników do UE.

wpDiscuz