Rozmówka polsko-polska dwóch podobnych, a jednak jakby innych

Rozmówka polsko-polska dwóch podobnych, a jednak jakby innych Igora Brejdyganta

OSOBY:
PRZECZEKIWACZ – mężczyzna w wieku średnim, życie dorosłe przeżył w świecie liberalnej demokracji.
ZMIENIACZ – rówieśnik poprzedniego, ale z przekonaniem, że sprawy same się nie ułożą.

MIEJSCE AKCJI: wygodne fotele w salonie któregokolwiek z nich.

– Byłeś na demonstracji KOD-u?
– Nie, nie pcham się w to wszystko. Moim zdaniem to to samo, co było, co jest i co będzie.
– W sensie cokolwiek jest – to jest to samo?
– A co? Widzisz jakąś różnicę? PO czy PiS jeden pies, miał być przecież kiedyś nawet PO-PiS.
– Ale jak przyszło co do czego, to dość szybko się okazało, że to jednak dwa różne światy, nie idzie się dogadać.
– Wydaje ci się.
– Ale co mi się wydaje?
– Jak było PO, to kradli tamci, teraz będą kradli ci, potem jeszcze inni.
– Tylko że w tym wszystkim nie najważniejsze jest, kto kradnie, w ogóle nie kradzież jest najważniejsza.
– A co?
– Wolność.
– Czyli co?
– Czyli to, co miałeś, a zaraz możesz przestać mieć.
– Ale jaką ja miałem wolność? Kredyt mieszkaniowy na pięćdziesiąt lat, praca, która mi niespecjalnie odpowiada, ale jakbym podskoczył, to bym poleciał, a jakbym poleciał, to nie byłoby czym spłacać kredytu, więc musiałem, muszę i będę musiał chodzić w tej robocie jak w zegareczku. To jaka to wolność?
– Wolność nie sprowadza się tylko do spraw ekonomicznych. Poza tym te rzeczy, których konsekwencje ponosisz, musiałeś sam najpierw wziąć na siebie. To nie jest tak, że wolność jest wtedy, jak dają za darmo.
– A kiedy jest wolność?
– Wtedy, kiedy państwo nie ładuje się w sfery twojej prywatności.
– Ale mnie się nie ładuje.
– Nie? A czemu nigdzie nie widuję twoich wpisów na temat niezadowolenia z tego, co jest. Wcześniej pełno tego było, wszędzie trąbiłeś o nadużyciach władzy. Jakoś teraz przycichłeś.
– Pracuję w spółce skarbu państwa.
– No to rzeczywiście wolność. Jakbyś pracował w prywatnej też zresztą poczułbyś zaraz oddech kaczuchy, bo wszyscy zaczynają być zależni od kaprysów pana. To jest właśnie państwo w sferze prywatnej.
– Przesadzasz.
– Nie wydaje mi się. A wymiar sprawiedliwości?
– Co, skorumpowany był!
– Niespecjalnie chyba, chociaż tak ci wmawiają, a ty wolisz wierzyć, żeby nie mieć kłopotów z samym sobą.
– Jakich kłopotów?
– Takich na przykład, że jakbyś nie wierzył, to wypadałoby coś mówić, a tak w poczuciu wewnętrznego spokoju możesz nie mówić nic. Chcesz mi wmówić, że uważasz, że jak jeden człowiek będzie decydował najpierw o losie prokuratorów, a potem sędziów, to wtedy system będzie wreszcie pracował jak należy?
– Jeśli to sprawiedliwy człowiek?
– No i tu właśnie jest pies pogrzebany. Jeszcze się w historii nie zdarzyło, żeby był taki sprawiedliwy, co mógłby zarządzać wszystkim i wszystkimi. Raczej jak był jeden, który decydował, to robiło się koszmarnie nieprzyjemnie. Pewnie dlatego lepsza jest demokracja. Jak sądzisz?
– Sądzę, że to wszystko nie ma znaczenia.
– A co ma znaczenie?
– Żeby dobrze i sprawiedliwie przeżyć życie.
– W niesprawiedliwych czasach może być nieco trudniej niż było do tej pory.
– Przeżyliśmy gorsze rzeczy.
– Pod lufami sowieckich czołgów, ale czemu teraz w świecie wolnym i demokratycznym mamy to przeżywać znowu?
– A co możemy w tej sprawie zrobić? Rewolucję? Pięć minut po poprzedniej? Przecież właśnie ich do władzy wyniosła rewolucja, taka wprawdzie pełzająca, ale jednak. Przecież ich wybrały głosy niezadowolonych, odrzuconych, biednych i młodych. Jeśli więc oni wszyscy, włącznie z młodymi są tam, to kim chcesz teraz zrobić tę swoją rewolucję?
– Sobą, nami?
– Za bardzo obrośliśmy w piórka, jesteśmy łysi i otyli lekko, mamy kredyty, żony i dzieci, więc rewolucjoniści z nas raczej słabi.
– Prezes narodu też młody nie jest.
– Ale on rewolucji nie robił, tylko ją wysterował, jak Włodzimierz Iljicz chociażby. Poza tym on nie ma kredytów, żon i dzieci.
– Czyli co? Mamy tak siedzieć?
– Możesz jeszcze wyrażać swoją niezgodę za pośrednictwem społecznych komunikatorów, ale lepiej rób to z fikcyjnego konta. Ja przynajmniej tak robię.
– No to rzeczywiście mamy wolność i wszystko jest tak samo, jak było.
Obaj milczą chwilę. Zmieniacz zafrasowany bardziej, Przeczekiwacz ze szklaneczką whisky zafrasowany wyraźnie mniej.
– Polski Ci nie szkoda?
– Gorsze rzeczy przeżyła.
– A czemu my musimy zawsze myśleć o tym w ten sposób? Dlaczego nigdy do przodu, tylko zawsze z pozycji okopanych i wciąż przeczekujących?
– Możesz się włączyć w nurt.
– Rewolucji prezesa?
– Lepiej byś na tym wyszedł?
– A moralność?
– No przecież to się nazywa prawo i sprawiedliwość.
– Nie ciężko ci z tym cynizmem?
– A co innego mi pozostaje?
– Walczyć?
– Już się kiedyś nawalczyłem.
– No… i wywalczyłeś.
– Skoro ktoś to przetracił, to co mam teraz zrobić?
– Znowu walczyć.
– Syzyfem nie jestem.
– Poza tym masz kredyty.
– No właśnie.
Zmieniacz sięga do kieszeni i nerwowo przypala papierosa, Przeczekiwacz przeczekuje spokojnie, sącząc whisky ze szklaneczki. Po chwili wstaje, rusza do łazienki, a kiedy przechodzi obok lustra w przedpokoju, szybko omija je spojrzeniem. Będąc już w łazience, przypomina sobie, że przez dotychczasowe czterdzieści pięć lat swojego życia nie musiał tego robić i wtedy na moment lekko go mdli.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Rozmówka polsko-polska dwóch podobnych, a jednak jakby innych"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
szulki

Bardzo trafne, niestety. W sumie do przeczekiwacza nawet trudno mieć pretensje, etyka (mówie o etyce prawdziwej, a nie chrześcijańskiej czy nacjonalistycznej) nie pozwala wymagać bohaterstwa. Ale to zmieniaczom zawdzięczaliśmy wolną Polskę i oni też ją nam odtworzą, gdy pogonią PiS.

Bolo

Każdy kto tak myśli powinien może pomyśleć: czy ja mogę choć cokolwiek dołożyć – nie tylko liczyć na zmieniaczy. Kropla drąży skałę…

Waldek z cegielni

A co jeśli zabraknie zmieniaczy? A co jeśli są już zmęczeni? A co jeśli dojdą do wniosku, że nie będą ZA NAS zmieniać, bo to co nam dają, to my i tak spieprzymy zamiast dale rozwijać? A może już czas tak samemu du*ę ruszyć?

wpDiscuz