Rozmówka polsko-polska o sprawach innych niż polityczne

Rozmówka polsko-polska o sprawach innych niż polityczne

Pan passio
Pan ratio

Miejsce: pod budką z piwem lub gdzie indziej.

– A czy gdybyśmy na moment zostawili te swary polityczne, to mielibyśmy jeszcze w ogóle o czym rozmawiać?
– Nie mam pojęcia. Może Pan mi powie.
– Zastanawiam się właśnie, czy to przypadkiem wszystko nie jest po to, żeby nas podgrzać, żeby nas odciągnąć od jakichś ważniejszych spraw? Czy nie chodzi o to, żebyśmy nie zajmowali się naprawdę ważnymi rzeczami?
– Takimi jak?
– Czy ja wiem, takimi jak na przykład sens tego wszystkiego.
– Albo jego ewentualny brak…
– No i już jest temat do dyskusji.
– Świat toczy ją od zarania.
– Może toczył, teraz świat toczy pustka, mam wrażenie.
– Chce mnie pan zawlec w rejony duchowości?
– Czemu zawlec?
– Bo to Pańska domena.
– A Pańska nie? Co zatem jest Pańską domeną, doczesność?
– Moją domeną jest logika i racjonalność.
– I uważa Pan, że wszystko, cały świat, wnętrze i zewnętrze, emocje, zdarzenia, zauroczenia, narodziny i śmierć, że wszystko to zmieści się w logice i racjonalności?
– Raczej tak, nie wydaje mi się, żeby istniały dziedziny, których nie da się w ten sposób opisać.
– I nie zdarzają się Panu naprawdę momenty… czy ja wiem… kiedy ogarnia Pana cudowne uczucie nierozumienia tego, co dzieje się wokoło, tego co właśnie się Panu przydarzyło, czego był Pan świadkiem?
– Chyba nie. Zdarza mi się oczywiście czuć olśnienia albo być czymś zafascynowanym, być pod wrażeniem, być wzruszonym, ale nie wydaje mi się, żebym tego wtedy nie rozumiał. Z reguły wiem, co spowodowało moje wzruszenie.
– Oczywiście, a jakieś niewyjaśnione sytuacje, nieco zbyt nieprawdopodobnie zbiegi okoliczności, sekwencje zdarzeń, których ułożenie przeczy rachunkowi prawdopodobieństwa?
– Rachunek prawdopodobieństwa nie jest regułą, zawsze istnieją odstępstwa, nie wydaje mi się, żeby warto było tracić na nie czas.
– Czyli jaki jest z Pana punktu widzenia sens tego wszystkiego?
– Ale czego wszystkiego właściwie?
– Czy ja wiem, życia, świata, Pański sens. Jaki jest Pański sens w życiu na tym świecie?
– Nie zaprzątam sobie głowy takimi sprawami. Robię co do mnie należy, staram się to robić najlepiej, jak się da. Sens? Nie zawalać, nie pozorować, że się coś robi, no i nie zastępować sobie normalnej codzienności jakimiś górnolotnymi ideami. Bo widzi pan, mam takie spostrzeżenie, że często ludzie, którzy dużo mówią o sensie i wszędzie szukają metafizyki, nie zajmują się tym, czym powinni, nie patrzą, że tak powiem pod nogi i albo się wywracają, albo co gorsza wpadają na kogoś, albo całe życie tak idą, rozmyślając o głębszych sensach, a na koniec okazuje się, że nic nie zrobili, nijak tego świata nie popchnęli do przodu, przebumelowali swój czas.
– A co to znaczy właściwie w Pańskim rozumieniu popychać świat do przodu? Chodzi o to, żeby on kręcił się po prostu coraz szybciej, żeby słupki giełdowe przebijały kolejne sufity, żeby ilość nieistniejących pieniędzy w wirtualnym obrocie przekroczyła nieskończoność, żeby ludzie zajmowali się już wyłącznie sprzedawaniem w pracy i kupowaniem po pracy. To jest to Pańskie do przodu?
– A myśli Pan, że ludzie mogą tylko albo snuć się i zastanawiać nad głębszym sensem tego, że poślizgnęli się na skórce od banana, albo być robotami do zarabiania i wydawania pieniędzy?
– Nie zapominajmy o fizjologii. A Pan co myśli?
– Myślę, że można normalnie żyć, funkcjonować niekoniecznie tylko jako robot.
– I nigdy nie zastanawia Pana, o co w tym wszystkim w ogóle chodzi? Jak to możliwe, że istoty tak skomplikowane w swej naturze, które wytworzyły wszystkie te dzieła często tak nieprawdopodobnie urodziwe albo technologicznie zaawansowane, że wszystkie te myśli, smutki i radości, że to wszystko jest, choć mogłoby tego po prostu nie być.
– Jakoś szczególnie nie spędza mi to snu z powiek.
– A nie boi się Pan?
– Czego?
– Pustki, wielkiego nic, które nastąpi po tym, jak zaśnie Pan ostatni raz.
– A po co mam się bać, co to zmieni?
– Nie pytam Pana o to, po co ani co to zmieni, tylko pytam, czy się Pan nie boi?
– Nie zastanawiałem się nad tym.
– Nad lękiem nie trzeba się zastanawiać, on po prostu jest bądź go nie ma. No więc?
– Pewnie się trochę boję i co z tego? W związku z tym mam uwierzyć w gusła i zabobony?
– Te gusła i zabobony to jakieś osiemdziesiąt procent ludzkiej kultury, zarówno jeśli popatrzymy na obrazy, posłuchamy muzyki czy poczytamy filozofów. Te gusła i zabobony to Kaplica Sykstyńska, Requiem Mozarta, to Kartezjusz i Leibnitz. Z tych guseł i zabobonów jest Pan złożony jak kostka Rubika. I nie ma specjalnie znaczenia, czy jest Pan fanatykiem religijnym, agnostykiem czy ateistą.
– Może czas się otrząsnąć z tego.
– I co wtedy zostanie? Kursy akcji i fundusze inwestycyjne?
– Zostanie normalność, logika i ratio?
– Które oprze Pan na czym? Zawsze przecież potrzebne jest owo petitio principii, pierwsze założenie, baza.
– Coś się wymyśli?
– Czegoś nie wymyśli się z niczego, ale na szczęście istnieje raczej coś niż nic.

Igor Brejdygant

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Rozmówka polsko-polska o sprawach innych niż polityczne"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zgredzinka

Bełkot.