Rozmówka polsko-polska w poszukiwaniu części wspólnej

Rozmówka polsko-polska w poszukiwaniu części wspólnej

Trudno o płaszczyznę porozumienia, ale trzeba próbować ją znaleźć

OSOBY:
Polak – o poglądach lewicowo-liberalnych
Polak – o poglądach prawicowo-konserwatywnych
Żona Polaka

MIEJSCE: płaszczyzna porozumienia

– Przepraszam Pana bardzo… – Polak liberalny zagaja przechodzącego akurat w towarzystwie małżonki przez płaszczyznę porozumienia Polaka konserwatywnego w eleganckim garniturze i wyglansowanych butach.
– Słucham? – Polak konserwatywny nie daje się łatwo zaczepić Polakowi liberalnemu, którego rozpoznaje po luźnym wyglądzie i uśmiechu na twarzy. – O co chodzi?
– Chciałbym z Panem porozmawiać. Nowy rok jest i w ogóle może pora pogadać.
– O czym?
– O naszej przyszłości, o Polsce, o tym, co nas dzieli, może uda się też znaleźć coś, co nas łączy.

Polak konserwatywny waha się wyraźnie przez chwilę, ale towarzysząca mu żona, osoba z gruntu bardziej spolegliwa, nakłania go zachęcającym gestem.

– Nie wiem, czy coś nas łączy?
– Ja też nie wiem, ale pomyślałem, że warto poszukać ewentualnie.
– Spróbować nie zaszkodzi.

Na płaszczyźnie porozumienia szczęśliwie stoi ławka, panowie siadają, żona oddala się chwilowo w sprawach nie cierpiących zwłoki.

– Myśli Pan, że Polska zmierza w dobrym kierunku? – Polak liberalny pyta z powątpiewaniem.
– Teraz w końcu tak, budujemy naszą siłę, młodzi wracają do zainteresowań naszą przeszłością, zamiast ganiać tylko za króliczkiem konsumy, wstajemy z kolan, historiografia uzyskuje wreszcie odpowiedni kształt, już nie tylko my wszystko zawdzięczamy, ale nam też zawdzięczają.
– A mnie się wydaje, że nie najlepiej to wygląda. Trójkąt Weimarski, który stanowił podstawę naszego znaczenia w Europie, właściwie się rozsypał. Stosunki z Francją są bardzo złe, z Niemcami nie najlepsze, a to te dwa kraje stanowią o sile i kształcie Unii.
– A co Pan tak na tej Unii się uwiesił, przecież ona i tak tańczy jak jej Ameryka zagra. Poza tym my musimy budować znaczenie bez opierania się o cokolwiek.
– W dzisiejszym świecie tak się nie da, ale zostawmy to. A co z ekonomią, mieliśmy świetne wyniki, kiedy Unia pogrążała się w kryzysie, Polska przez kryzys przeszła właściwie suchą nogą, a teraz…
– A teraz, proszę pana, Polacy i to nie ta garstka dwóch procent elit, ale ci, którzy stanowią sól tej ziemi zaczynają mieć lepiej. Wcześniej były wyniki, tylko społeczeństwo kompletnie tego nie odczuwało.
– A teraz odczuwa, bo dostaje pieniądze, na które państwowa kasa nie ma pokrycia. Pożyczyć coś na wyrost to nie problem, ale kto to odda.
– Bogaci. Ich trzeba docisnąć podatkami.
– Dziwne te Pana poglądy. Niby Pan prawicowy, a jakby jednocześnie mocno socjalistyczny, żeby nie powiedzieć gorzej nawet.
– Chce mnie Pan obrazić?
– Nie, chce Panu uświadomić, jak dziwne rzeczy dzieją się z Pańskim światopoglądem.
– A Pan niby lewicowy, tylko interesów elit Pan pilnujesz.
– Nie pilnuję elit, tylko uważam, że jak się bogatsze warstwy bogacą, to i te mniej majętne na tym korzystają.
– Nic podobnego i w Polsce, i na świecie przez ostatnie lata następowało coraz większe rozwarstwienie i doskonale Pan o tym wie. Bogaci stawali się nieprzytomnie bogaci, a biedni biednieli.
– Czyli co? Redystrybucja dóbr? Nacjonalizacja? Robin Hood?
– Jeśli tak trzeba, to czemu nie?
– Bo Robin Hooda w wersji współczesnej jako Lenina, a potem Stalina już przerabialiśmy i wiemy, że gorzej się nie da.
– To trzeba lepiej, a przede wszystkim Polska nie może być dojną krową i śmietniskiem zachodu.
– Czyli sugeruje Pan izolację?
– Nie, sugeruję przedefiniowanie zasad współpracy.
– Kłopot tylko taki, że Europa, która ładuje w nas grube miliardy euro, może nie być do końca skora do przyjmowania w tej sytuacji naszych wygórowanych warunków. Zresztą to już się dzieje, zamiast przedefiniowania warunków, raczej wypadamy poza układ.
– Trzeba zbudować inny.
– Jaki? Z Białorusią, Rumunią i Mołdawią, czy może od razu po prostu powinniśmy włączyć się do rosyjskiego WNP?
– Są jeszcze inne kraje, mamy Chiny, mamy Indie, mamy Stany.
– Wszystkie trochę daleko jakby i to nie tylko odległością daleko, ale też kulturowo na antypodach.
– A co to za różnica, czy daleko, globalizacja jest, komputery, samoloty, odległość nie gra roli. Ważne, żebyśmy godność odzyskali.
– Ale ja nie mam wrażenia, żebyśmy ją stracili wcześniej, raczej zyskiwaliśmy na znaczeniu, mamy przewodniczącego Rady Europejskiej…
– Niech mi Pan nawet nie mówi, on tego przewodniczącego dostał za zasługi w przehandlowywaniu Polski, proszę Pana.
– Przehandlowywaniu Polski, ale komu, gdzie?
– Jak to, gdzie, wszystkie spółki sprywatyzowane, dobro narodowe przehandlowane na zachód, korporacje międzynarodowe zajęły miejsce rdzennie polskich firm.
– Ale taki świat, generalnie właścicielem wszystkiego są spółki międzynarodowe, giełda, korporacje. Jeśli się jest członkiem zachodniej społeczności, to takie są zasady gry.
– Tak? To dlaczego Airbus jest francuski?
– Jest francuski, niemiecki, hiszpański, holenderski, miał być też nasz, ale postanowiliśmy zerwać współpracę.
– I całe szczęście. Możemy własne zbudować sobie śmigłowce, a nie w jakiejś wątpliwej kooperatywie.
– No właśnie. Chcielibyśmy mieć tylko własne, ale jednocześnie chcielibyśmy być serio traktowani w Europie. Myśli pan, że Białoruś ktoś serio traktuje w Europie, albo zresztą w ogóle gdziekolwiek?
– A jakie to ma znaczenie?
– A takie, że Białoruś powoli urasta do roli naszego nowego głównego kooperanta. Pana ministrowie, którzy wstali z kolan, niechętnie są widywani na zachodnich salonach, więc muszą nawiązywać nowe, mało intratne relacje z dziwnymi krajami.
– To, że ich nie chcą na salonach to właśnie dlatego, że powiedzieli dość, sprawdzam i okazało się, że zachodni król jest nagi, kiedy przestaliśmy być grzeczni, Zachód nas nie chce.
– Zachód nas jeszcze trochę chce, a jeśli nie chce Pana ministrów, to nie dlatego że nie są grzeczni, tylko dlatego, że kompletnie nie mają nic wspólnego z wartościami, którym Zachód hołduje. Odbierają nam nasze liberalne prawa, ograniczają rolę Trybunału, odbierają niezawisłość sądom, prokuraturom, za to organy egzekucji wyposażają w coraz to nowe prerogatywy. Państwo policyjne, mówi to Panu coś?
– Nie policyjne, tylko bezpieczne i nieskorumpowane. Państwo, w którym to państwo stanowi władzę, a nie jakieś wpływowe, uprzywilejowane grupy.
– Tylko, że państwo to nie abstrakt, proszę pana, państwo jest rządzone też przez jakąś grupę, która właśnie na Pana oczach zapewnia sobie wszelkie możliwe przywileje.
– Przynajmniej przywileje idą w zaufane ręce, dostaje je Kościół Chrystusowy, a nie bogaci bankierzy i jakieś masońskie loże.
– Kościół Chrystusowy to jedna z najstarszych i najlepiej zorganizowanych uprzywilejowanych grup, która teraz właśnie rozgrywa Polskę dla swoich interesów.
– Tak, Kościół to rzeczywiście stara instytucja, może i gdzieniegdzie dosyć dbająca o swoje interesy, ale przynajmniej Kościół w definicję swojej działalności ma wpisane dobro braci najmniejszych, uprzywilejowani bankierzy tego nie mają.

Na chwilę zamilkli obaj.

– Chyba się nie dogadamy jednak – zafrasował się liberalny.
– Mówiłem, że szkoda czasu. Łatwiej by było znaleźć igłę w stogu siana, niż między nami część wspólną – zgodził się z nim konserwatywny.
– Zaraz, zaraz… – do rozmowy włączyła się żona, która na płaszczyznę wróciła już chwilę wcześniej, po załatwieniu spraw ważnych dla istnienia świata – A po jakiemu Panowie rozmawiali?
– Po polsku, a po jakiemu – zganił ją delikatnie mąż konserwatywny.
– No to już coś wspólnego mamy – uśmiechnęła się żona i sięgnęła do torby po herbatniki, którymi poczęstowała obu. – A o czym, jeśli można wiedzieć Panowie rozmawiali?

Tamci zastanowili się chwilę, kiedy odpowiedź nie nadchodziła, żona postanowiła uszczegółowić pytanie.

– Co wzbudza tak Waszą troskę, że aż jeden dostał wypieków, a drugi zadyszki?
– Polska? – upewnił się liberalny, zerkając na konserwatywnego.
– Polska, a co innego – potwierdził konserwatywny.
– A o czyj przyszły los tak gorliwie się spieraliście? – żona cisnęła dalej.
– Polaków – odpowiedzieli razem i aż się zdziwili.
– Trzy wspólne rzeczy – żona zagryzła herbatnik. – To już całkiem niemało.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Rozmówka polsko-polska w poszukiwaniu części wspólnej"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

Po co szukać porozumienia z planktonem? Wtedy nadaje się planktonowi co najmniej równe znaczenie. Tak jak powiedział zwolennik KODu, noblista Lech Wałęsa. Geje powinni stać w ostatniej ławie, a nawet za murem.
Podsumowując plankton „lewicowo-liberalny” się ignoruje.

Zgredzinka

Przeczytał i nic nie zrozumiał.
Ratunku !!!

Woytas

Plankton to podstawa życia. Dla grubych pisowskich ryb z rozdziawionymi paszczami, to przysmak nielada. Na twoim miejscu jednak, uważałbym, żebyś się tym planktonem nie udławił. Jak w 2007 roku i kolejnych 6 czy 7 wyborach, kiedy to plankton złoił wam skórę. Nawet plankton potrafi wam stanąć w gardle. PiS to taka dziwna i nienormalna partia…

Hiszpan

Dlaczego nienormalna?
Z prawicą ma tyle wspólnego , co poparcie hierarchów kościoła katolickiego- beneficjenta przemian 89 roku.
Z postPRL-owską lewicą łączy ją wszystko: odebrany lewicy elektorat socjalny, bolszewicka ideologia i kadra pobierająca nauki w PRL-u, oraz praktykujących w strukturach PRL i PZPR działaczy. W ustach bolszewicka sieczka dla mas o równości, sprawiedliwości społecznej……. Twarzą PIS-u jest Leszek Miller i oczywiście Pani Ogórek.
Norma, tacy jesteśmy My Polacy, 30 -35 % z Nas.

Hiszpan
Tekst do interpretacji nie jest stronniczy. Nie piętnuje, czy też preferuje żadnej ze stron. Przedstawia medialnie prezentowane poglądy i argumentacje obu stron „konfliktu” i……….mamy pierwszy komentarz. Oczywiście „krakus”. To nie dziwi. Ale treść jednoznacznie powalająca. Przeciwnicy PIS to plankton. Plankton „lewicowo-liberalny” się ignoruje. Fatalnej wypowiedzi Pana Lecha nawet nie zacytuję. Lecha cenię, wielkim człowiekiem jest ale…. Kolejna próba rozmowy….i jak psu ….. Bolszewia zna jeden argument: argument siły, ale tylko w wypadku, gdy ów argument trzyma w ręku. Rzeczony ‚krakus’ jawi się jak osławiony mistrz celnej riposty -była minister w rządzie PO-PSL. Czy warto z nimi rozmawiać, nie wiem. Pewnie… Czytaj więcej »
jurek

„Prawdziwych” lepiej zostawić na tym forum w ostracyzmie. Dyskutowanie z nimi, to udział w grze na ich zasadach, które zmieniają wedle uznania – taka sztuczka erystyczna. Tworzenie zamieszanie i budzenie złych emocji, to sens ich działania.
Zbyt łatwo dajemy się w to wkręcać, niech się kiszą w swoim świecie. W naszym działajmy przyzwoicie.

Margot

..hihi….no i musiała baba przyjść,żeby wywietrzyć i posprzątać,co?..

wpDiscuz