Rozmówka z psychologiem, czyli tzw. Prawda

Rozmówka z psychologiem, czyli tzw. Prawda

OSOBY:
PSYCHOLOG – mężczyzna od zadawania pytań.
PAN – mężczyzna od udzielania odpowiedzi.

Miejsce akcji: Zakład Opieki Zdrowotnej gdzieś w Polsce.

Panowie siedzą chwilę w milczeniu.
– To co, zaczynamy?
– No jak musimy, chociaż tak jak mówiłem, mnie to w żadnym wypadku do niczego nie jest potrzebne i w ogóle nie wiem, po co tu przyszedłem… Chyba, żeby zobaczyć jak to ten czas się u Pana marnuje.
– No, ale skoro Pan już przyszedł… To co, może na początek coś o sobie tak ramowo.
– Ale co o sobie… O mnie to nie ma co w ogóle za bardzo, ja nie mam, wie Pan, żadnych problemów ani nic… Także nie wiem, o czym miałbym tu Panu. To w ogóle poroniony pomysł jest… Przyszedłem wie Pan, żeby to potem opowiedzieć kolegom bardziej…
– Rozumiem… no, ale jest Pan… Poza tym, żeby wiedzieć, że strata czasu i poroniony pomysł to trzeba chwilę chociaż pogadać.
– Ale co ja mam gadać?
– No o sobie coś, jakby Pan powiedzmy CV do pracy pisał. Urodziłem się i tak dalej…
– Proszę bardzo. Urodziłem się w Krakowie… mam pięćdziesiąt dziewięć lat… wzrost wysoki, oczy niebieskie… Ha, ha o takie rzeczy Panu chodzi?
– Owszem, o takie też…
Psycholog zerka w kartę. Uśmiecha się.
– Tak, tylko tu tak patrzę, wie Pan i mam napisane, że urodził się Pan w Wieliczce…
– No i?! – nerwowo.
– No i to jest pod Krakowem.
– Prawie dzielnica Krakowa… Jak Pan taki szczegółowy, to w Wieliczce.
– Nie że szczegółowy, ale chciałem się upewnić, czy dobrą kartę tutaj mam Pańską.
Psycholog znów zagląda do karty.
– No więc, urodził się Pan w pięćdziesiątym piątym, czyli tak jakby ma Pan lat sześćdziesiąt jeden…
– Ale to rocznikowo… – Pan bardziej nerwowo. – Wie Pan, tak to nie mam jeszcze sześćdziesiątki, w sensie właściwie mam, ale dopiero w październiku. Zresztą, co to za różnica?
– Oczywiście, żadna różnica.
Psycholog się uśmiecha.
– Zostawmy, to bez znaczenia. Natomiast patrzę tak teraz na Pana, ogorzała cera, ostre rysy, ale oczy to szare, tak bym chyba określił ten kolor.
– Ja nie określam, proszę Pana, koloru, nie mam czasu się sobie przypatrywać w lustrze. Kobiety mi tak zawsze mówiły, wie Pan…
Pan zerka porozumiewawczo na Psychologa.
– Tak, kobiety potrafią różne rzeczy naopowiadać. A o ten wzrost jeszcze chciałbym zapytać…
– Ale co Pan chce pytać, o co Panu chodzi?!
Nastroszył się Pan już teraz wyraźnie.
– No bo mówi Pan, że wysoki, a tam mierzyła Pana pielęgniarka i ja tu mam wpisane, że metr sześćdziesiąt dwa. Tak tylko chciałem się upewnić.
– A wysoki to się niby, od ilu zaczyna?!
– Szczerze mówiąc, nie ma takiej jakiejś jasnej kategoryzacji…
– No właśnie, jak Panu tak zależy to może być średni.
– Zupełnie mi nie zależy, uściślam tylko, widzi Pan, przekreślam od razu, jak dowiem się od Pana, że mam tu wpisane mylne dane.
– A po co Panu w ogóle te wszystkie dane? To jest ta ochrona danych osobowych w końcu, czy nie ma?
– Jest oczywiście… ale kolor oczu czy wzrost, to nie są jakieś bardzo tajne informacje… raczej łatwo je pozyskać.
– Czy ja wiem, nikt mi nigdy nie wmawiał, że jestem niski albo że mam bure oczy… Nie podoba mi się to… Już rozumiem powoli, o co tu z Wami chodzi…
Psycholog nic nie mówi; przez chwilę trwają w milczeniu.
– No co tak będziemy milczeć. Złoty ma Pan tu interes ja widzę, płacą Panu, a Pan se siedzi – Pan odzywa się po minucie mniej więcej.
– Nie musimy milczeć, ale to Pan raczej powinien coś mówić, ja posłucham, może coś dopytam.
– To niech Pan dopyta, bo ja nie mam już nic do powiedzenia.
– Dobrze. To może jak z tymi kobietami?
– Ale co jak? – znów nerwowość – Dobrze, doskonale wręcz.
– A żonę Pan ma?
– Nie. Ja, proszę Pana, żony nie potrzebuję, żeby jakaś kobieta była do mnie uwiązana jakimś papierem, radzę sobie bez tego.
– A spotyka się Pan z jakąś kobietą?
– Nie, tego też nie potrzebuję, proszę Pana, zawracanie głowy, tylko wyciągają pieniądze od człowieka. Wie Pan o co chodzi?
Psycholog kręci głową przecząco.
– Tak. Czyli kiedy te kobiety mówią Panu o tych niebieskich oczach?
– Jak kiedy? No jak się spotykam z nimi.
– A wspominał Pan, że się nie spotyka z żadną kobietą.
– W tej chwili się nie spotykam, ale to nie znaczy, że w ogóle się nie spotykam, prawda?
– Oczywiście. A kim jest ten sympatyczny opalony Pan, który czeka na Pana w korytarzu?
– Kolega, a co kolegów nie można mieć?
– Można oczywiście. Swoją drogą zauważyłem, że on właśnie ma niebieskie oczy.
– A po co Pan mu w oczy patrzył? To on do Pana przyszedł czy ja?
– Nie patrzyłem mu jakoś specjalnie w oczy, ale przystojny, zadbany, niebieskie oczy, zwrócił moją uwagę.
– To może Pan jest ten teges?
– Raczej nie, mam żonę, sześcioro dzieci. A Pan ma dzieci?
– Nie, a po co mi bachory? Jeszcze tego by brakowało, żeby mi po głowie latały, w pracy przeszkadzały.
– A czym Pan się obecnie zajmuje, jeśli można wiedzieć?
– Obecnie niczym, a to jakiś problem jest?
– Żaden problem. A wcześniej, czym Pan się zajmował?
– Wcześniej, wcześniej… czy ja wiem, różnych się człowiek zajęć imał, to tu, to tam, nic stałego, wie Pan. Lepiej się nie narobić, niż narobić, o spryt chodzi w życiu.
– Tak. A jak z używkami Pan mi powie?
– Jak z używkami – dobrze, a jak? Do obiadu czasem się winko wypije i tyle, papierosy okazjonalnie. A skąd w ogóle to pytanie?
– Tak ogólnie, zawsze o to pytam.
– Nic z używkami, jak każdy mężczyzna czasem się człowiek napije i tyle do obiadku czy jakaś tam okazja, imieniny, powiedzmy.
– Pewnie. Czyli co – podsumujmy może… Ja tylko powiem, a Pan potwierdzi, czy dobrze zrozumiałem.
Pan kiwa głową, jest wyraźnie niepewny, ale czeka cierpliwie.
– Jest Pan wysokim mężczyzną przed sześćdziesiątką, urodzonym w królewskim mieście Kraków, oczy błękitne, całe życie otaczał Pana wianuszek kobiet, nie ożenił się Pan, żeby nie narobić sobie zobowiązań i nie mieć dzieci, żeby Panu nie przeszkadzały w pracy, której Pan unikał, bo jest Pan za sprytny na pracę, nie ma Pan żadnych nałogów, pije Pan okazjonalnie do obiadu, bo jest Pan prawdziwym mężczyzną?
Pan kiwa głową, teraz już nie jest niepewny, jest bardzo zadowolony.
– O jednym Pan zapomniał jeszcze powiedzieć.
– Tak… coś mi umknęło?
– Umknęło Panu, że jestem Polakiem i jestem z tego dumny.
– Tak, rzeczywiście tego nie uwzględniłem, ale już dopisuję. To znaczy, że jest Pan Polakiem, to się akurat domyśliłem, bo urodził się Pan w Krakowie, poza tym rozmawialiśmy po polsku, ale że jest Pan dumny… już piszę.
– No i widzi Pan, myślał Pan, że mnie zagnie, a to ja zagiąłem Pana. Z wszystkimi tak mam.
Psycholog kiwa głową.
– Tak. A długo Panu jeszcze zostało, zanim Pana puszczą z tego detoksu do domu?
– Tydzień jeszcze, ale tak w ogóle to ja nie mam pojęcia, dlaczego mnie tam trzymają?
– Ja też nie mam pojęcia, ale po miesiącu picia często trzymają nawet dłużej, a Pan zdaje się pił trzy?
– Trzy, od razu trzy… Nałożyło się trochę uroczystości, koledzy imieniny mieli akurat, rozumie Pan… tak niefortunnie.
Psycholog kręci głową.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Rozmówka z psychologiem, czyli tzw. Prawda"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

Mnie nie śmieszą żydowskie dowcipy o Polakach.

PaWeł
Dobre! Bardzo lubię takie pełne niedomówień teksty. Dla mnie właśnie tutaj zawarta jest spora część smutnej prawdy o istocie tego co nas dopadło. Próby zasypania podziałów wyglądają mniej więcej jak powyższy dialog. Nigdy nie znajdą wspólnego języka, na temat muzyki, miłośnicy twórczości np. Stinga lub Grzegorza Turnaua z wielbicielami discopolo. Nie szkodzi. Oni nie muszą podobnie myśleć. My jako społeczeństwo już nie mamy wyboru. Niestety. Pewien poseł z Żoliborza haniebnie nas podzielił. Dla niego i jego chorego ego ludzie lub społeczeństwo nie są ważni. Ważny jest sukces czyli w tym przypadku władza. Do tego niezbędny był mu ELEKTORAT. I to… Czytaj więcej »
Jerzy

Witaj w gronie wyborców dobrej, ba, bardzo dobrej zmiany.

Tom

Psycholog zapomniał zapytać Pana o zwierzęta. Czy lubi, czy hoduje, jakie ma w domu i ile?

wpDiscuz