Tomasz Raczek ostro krytykuje „Smoleńsk”

"Muszę dopilnować, aby i na stanowisku prezydenta Polski się zmieniło" - deklaruje Tomasz Raczek

To nie jest hołd złożony ofiarom, to jest paszkwil na TVN

„Jeśli Kaczyński próbował nie dopuścić do premiery, to go rozumiem. Na jego miejscu postąpiłbym tak samo „- powiedział Tomasz  Raczek po premierze „Smoleńska”. Z bólem stwierdzam, że nic tu nie wyszło” – pisze następnie w swojej recenzji nie pozostawiając na „Smoleńsku” Antoniego Krauzego suchej nitki. Jednak nie ze względu na polityczną wymowę filmu, tylko jego warstwę artystyczną. Krytyk zastanawia się, dlaczego dopuszczono do premiery” dzieło tak chrome, nieudane i nieprofesjonalnie wykonane”. „Z bólem stwierdzam, że nic tu nie wyszło” – ocenia. I wymienia „tonący w chaosie” scenariusz, „przestraszoną nadmiarem niejasności” reżyserię, „pośpieszne, niedopracowane aktorstwo” czy „niechlujną dokumentację przebiegu całej historii”.

„Rodziny tych, którzy zginęli w katastrofie samolotowej w Smoleńsku (niezależnie od tego, w którą przyczynę tej katastrofy wierzą – wypadek, czy zamach), od Barbary Nowackiej po Jarosława Kaczyńskiego, powinny czuć się głęboko zranione stopniem artystycznej nieudolności, jaką prezentuje film pt. 'Smoleńsk'”- pisze w swej recenzji krytyk.

Tomasz Raczek zastanawiając się nad ostateczną wymową dzieła zauważa, że „Smoleńsk” nie jest filmem o tragicznym locie prezydenckiego samolotu na uroczystości w Katyniu. Nie jest też hołdem dla ofiar. Nie jest opowieścią o tych, którzy zmagają się z gwałtownym odejściem najbliższych, ani docu-dramą, opowiadającą nam minuta po minucie, co się wtedy wydarzyło. Czym więc jest?

Przede wszystkim paszkwilem na TVN, który pod zmienioną nazwą TVM odgrywa w filmie tę samą rolę, którą w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy spełniała propagandowa TVP czasów komunizmu. Mamy nawet dość wyraźne nawiązanie fabularne do „Człowieka z marmuru”, bo główną postacią „Smoleńska” okazuje się telewizyjna dziennikarka Nina (wzorowana na postaci Katarzyny Kolendy-Zaleskiej) próbująca zrealizować reportaż na temat prawdziwych okoliczności katastrofy, podobnie jak u Wajdy dziennikarka Agnieszka usiłowała powiedzieć prawdę o losie Mateusza Birkuta. Nina, tak jak wcześniej Agnieszka, ma jednak oportunistycznego szefa (obsadzony w tej roli Redbad Klynstra okazał się całkowitym nieporozumieniem), który na różne sposoby próbuje sparaliżować jej dążenie do prawdy. Tyle, że porównanie grającej Ninę Beaty Fido do młodej Krystyny Jandy jest druzgocące dla tej pierwszej. Fido nie ma niestety ani talentu, ani warsztatu, które by ją uprawniały do zagrania pierwszoplanowej roli w jakimkolwiek filmie. Dwie miny, którymi dysponuje (zacięta i głupkowata), nie pozwalają na stworzenie nawet drugoplanowej postaci. Niestety przez większość filmu to ona właśnie bryluje na ekranie.

„Są sekundy, gdy czyjeś aktorstwo miga w mroku tej artystycznej katastrofy jak promyk nadziei (Ewa Dałkowska jako prezydentowa Maria Kaczyńska, Halina Łabonarska jako matka Niny), ale promyki te gasną natychmiast bo trwają na ekranie zaledwie chwilę.

Nie należę do tych, którzy sądzą, że wiedzą, co się stało w Smoleńsku i za wszelką cenę upierają się przy swojej wersji wydarzeń.

Jestem widzem wręcz idealnym, bo moja niepewność powoduje, że czekam na opowiedzenie tej historii – pokazanie argumentów, lub choćby tylko poruszenie wyobraźni. Niestety „Smoleńsk” nie dostarczył mi ani informacji, ani emocji, bo tandetność narracji sparaliżowała wszelkie odczucia” – powiada Tomasz Raczek. I nie jest odosobniony w swoich wrażeniach. Niechętnych filmowi recenzji jest tak wiele, że trudno wszystkie cytować. Ciekawą uwagę podniósł jednak dziennikarz Onet-u Andrzej Stankiewicz: „Ten film  miał być filmem artystycznym, o czym mówił Antoni Krauze. Jest to rzeczywiście film, który gromadzi wszystkie wątpliwości wokół katastrofy. W filmie „Smoleńsk” jednak pojawiają się błędy merytoryczne. Na liście człowieka służb, który odwiedza dziennikarkę i wymienia nazwiska wszystkich, którzy zginęli, są ludzie, którzy żyją do dzisiaj” – zwraca uwagę dziennikarz.
(Źródło: Onet.pl)

/p/

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
mariana131
mariana131
12 września 2016 03:34

Nie moge pojac jak zwykla prawda nie dociera do tak wielu, oto jak jak ten wypadek lotniczy opisuje ;
Inż. Jerzy Grzędzielski
Emerytowany kapitan linii lotniczych
Pilot doświadczalny samolotowy i szybowcowy
Instruktor samolotowy i szybowcowy
Inspektor Wyszkolenia Lotniczego
Oficer rezerwy Wojsk Lotniczych
Nalot w powietrzu ponad 25.000 godzin

„Minęła rocznica katastrofy smoleńskiej
Mija sześć lat od katastrofy smoleńskiej, a zarazem sześć lat oszczerstw
wynikających z braku wiedzy i cynizmu. Doczekałem się pięknej, wolnej Polski.
Nie chcę jej stracić, o katastrofie mam prawo mówić. Poświęciłem lotnictwu
niemal 50 lat, z czego jako kapitan w liniach lotniczych ponad 30. Przewiozłem
bezpiecznie miliony pasażerów od Alaski po Australię i od Tokio i wyspę Guam
na środku Pacyfiku po Amerykę Północną i Południową.
W cywilizowanym świecie do kokpitu kapitana wiozącego VIP­ów nikt nie ma
wstępu. Dam przykład: w 2013 roku pani kanclerz Merkel leciała ze swą świtą
do Indii. Samolotu nie wpuszczono w przestrzeń powietrzną Iranu. Kapitan dwie
godziny krążył po stronie tureckiej. Po załatwieniu zgody poleciał dalej. Pani
kanclerz dowiedziała się o tym siedem godzin po lądowaniu. Proszę sobie
wyobrazić naszą polityczną gawiedź. Pewnie kapitana wyrzucono by za burtę, a
sami wiedzieliby najlepiej co robić.
Od momentu katastrofy stawia się podejrzenia o spisek na życie prezydenta i
zdradę stanu z obcym państwem. O bredniach głoszonych na temat katastrofy
można napisać książkę. Wspomnę wybrane.
Pan minister Macierewicz zaraz po katastrofie twierdził, że Rosjanie na
lądowanie premiera Tuska przywieźli w teczce ILS (Instrument Landing
System), a na lądowanie prezydenta już nie przywieźli. Dalej Rosjanie nie
odpędzili, powtarzam kuriozalne określenie „nie odpędzili” naszego kapitana i
nie zamknęli lotniska. Odpowiem panu ministrowi. ILS waży kilkaset
kilogramów. Na lotnisku Okęcie był montowany 4 lata. Specjalnie wyposażony
samolot stabilizował ścieżkę schodzenia i centralną oś pasa. Na lotnisku Modlin
podnoszono klasę ILS przez 3 lata. Koszt wynosił 62 mln złotych. Panie
Ministrze kapitana nie odpędza się. To komary z czoła się odpędza. Lotniska
1
nigdy nie zamyka się kapitanom, jedynie jeśli na pasie jest inny uszkodzony
samolot. O lądowaniu decyduje tylko kapitan. Pani poseł Kempa biegała po
stacjach TV z rewelacją, że winą było niezabranie rosyjskiego nawigatora.
Kosmiczna bzdura i kompromitacja pani poseł. Ma się to tak, jakby chirurgowi
tuż przed operacją przyprowadzono panią salową i powiedziano, że jeśli pan
doktor nie podoła, to operację skończy pani salowa.
Katastrofę smoleńską mozolnie, przez głupotę, brak wiedzy, chciwość i cynizm,
przygotowywała polityczna czołówka PIS. Zaczęło się w 2006 roku za rządów
premiera Jarosława Kaczyńskiego. W czasie publicznego wystąpienia minister
obrony rządu PIS zapytany został przez oficerów pilotów samolotu TU 154 za
Spec­pułku dlaczego nie ćwiczą na symulatorach. Odpowiedź była następująca i
niebywale skandaliczna: „Nie, bo to ruskie”. Dla mnie powiało grozą i
jęknąłem: „będziemy mieli katastrofy”. Nomen omen pan minister zginął w
katastrofie.
Ćwiczenia na symulatorach są niebywale ważne, uratowały wiele istnień i nie do
pomyślenia jest, aby z nich rezygnować. Cały świat lotniczy z nich korzysta.
Prezesi nawet najbiedniejszych linii lotniczych klną, ale płacą za swoje załogi.
Ogrom głupoty i braku odpowiedzialności powala na ziemię. Mogę dać
dziesiątki przykładów z literatury, ale pozostanę przy swoim przykładzie. W
mozolnych ćwiczeniach w symulatorze wielokrotnie wraz z załogą zabiłem się.
Ale przyszła jeden raz okrutna rzeczywistość. Po 10­cio godzinnym locie
niewiele minut przed lądowaniem na moim lotnisku i jedynym zapasowym
odległym o 800 km zrobiło się tragicznie. Mgła do samej ziemi, chmury,
widzialność 50 m. Panie Ministrze Macierewicz, nikt mnie nie odpędza, nikt mi
nie zamyka lotniska, widzę śmierć w oczach, ponad moje uprawnienia i siły.
Myślę o straży pożarnej i karetkach. Pierwszy kontakt wzrokowy z ziemią
miałem na dziesięciu metrach wysokości, błysnęła zielona lampa progu pasa i
2
centralnej linii. Do portu samodzielnie bez pomocy „Follow me” nie mogłem
pokołować. Nie było cudu, tylko wyszkolona załoga.
Wracający z urlopu w Singapurze, kolega kapitan i mój instruktor, wszedł przed
lądowaniem do mojego kokpitu. Natychmiast został brutalnie wyproszony. Nikt
w takiej sytuacji nie może być w kabinie, w odróżnieniu od tego, co nasi
politycy urządzili temu biednemu pilotowi pełniącemu funkcję kapitana
TU­154. Żałość i rozpacz. Kiedy uderzycie się w piersi?
Polityka PIS w imię idiotycznych i partykularnych fobii pozbawiła pilotów
Spec­pułku ćwiczeń w symulatorze, obniżając bezpieczeństwo Prezydenta. To
był początek przygotowań do katastrofy. Po tej decyzji wielu kapitanów ze
Sec­pułku odeszło do linii cywilnych.
Rok 2008. Pan Prezydent Lech Kaczyński wraz z zaproszonymi gośćmi,
prezydentami i premierami lecieli do Gruzji przez Azerbejdżan. Gruzja była w
stanie konfliktu wojennego z Rosją. Dlatego Pan Prezydent akceptuje taką trasę.
W czasie lotu Pan Prezydent poleca kapitanowi zmianę trasy lotu wprost do
Tibilisi. Kapitan odmawia, bo nie zezwalają na to przepisy, ponadto gdyby
niezidentyfikowany obiekt pojawił się w strefie działań wojennych byłby
niechybnie zestrzelony przez Gruzinów lub Rosjan. Mielibyśmy przez głupotę
niebywały skandal międzynarodowy i na sumieniu prezydentów i premierów.
Kapitan został obrażony przez Pana Prezydenta, nazwany tchórzem. Po
przylocie do Warszawy straszony konsekwencjami. A wystarczyło polecić
jednemu z doradców prawników zajrzeć do prawa lotniczego i naszego AIP.
Wtedy kapitan zostałby przeproszony. Nie posądzam o samodzielny,
nierozsądny pomysł zacnego Prezydenta. Był odcięty w samolocie od
światowych informacji, a newsy podały, że prezydenci Francji i Rosji lecą z
Moskwy do Tibilisi aktualnie w asyście myśliwców. Pewnie usłużny poddał
więc panu Prezydentowi przez telefon przednią myśl zmiany trasy lotu. Po tym
3
zdarzeniu pozostało już w Spec­pułku niewielu kapitanów, którzy postanowili
nie latać z prezydentem. Kapitan nie może odmówić lotu, ale może zachorować.
To była kolejna cegła żmudnie przyłożona do katastrofy.
Na lot do Smoleńska na fotelu kapitańskim zasiadł więc pilot nieposiadający w
pełni uprawnień kapitańskich jak stwierdziła komisja.
Powiem jak to jest w liniach. Na przykład jeśli ważność ćwiczeń w symulatorze
przeciągnie się o jeden dzień kapitan odmawia lotu. Kapitan odmówił lotu rano
w słoneczny dzień do Wrocławia i z powrotem, bo zapomniano wyposażyć
kokpit w ręczną, wymaganą instrukcją, latarkę. Ten młody kapitan miał rację. W
tym jednym locie mogło nastąpić zadymienie kabiny i ta latarka ratowała
wszystko – odczyty przyrządów. Składam Jego Magnificencji Rektorowi
Politechniki Rzeszowskiej gratulacje. Ten młody pilot od Pana wyszedł i wielu
innych. Dziś latają jako kapitanowie w najlepszych liniach świata.
Uważam, że gdyby tego młodego pilota potraktowano jak w cywilizowanych
społeczeństwach, to znaczy uszanowano jego kwalifikacje i decyzje i
pozostawiono kokpit zamknięty, to po otrzymaniu standardowej informacji o
pogodzie z wieży kontrolnej lotniska i jeszcze bardziej nadzwyczajnej i
dodatkowej informacji o godz. 08.24 „Warunków do przyjęcia nie ma”, to
kapitan po stwierdzeniu, że na wysokości 100 m nie widzi ziemi i pasa,
odleciałby ma lotnisko zapasowe. Zgodnie z instrukcją wykonywania lotów. I to
jest cała wiedza. Jednak chciwość i cynizm możnych polityków zwyciężyły.
Przed wejściem pasażerów na pokład, honorem i przywilejem kapitana jest
witanie najważniejszej osoby wraz z małżonką, czyli pana Prezydenta. Odebrał
ten przywilej kapitanowi jego Dowódca Wojsk Lotniczych – generał. Po prostu
pokazał mu jego miejsce i to, że jest tu nikim – poniżające i podłe.
Odmówiłbym lotu. Niby niewyobrażalne, ale nie dla tych co wiedzą o co idzie.
Jest to kolejna cegła budująca to nieszczęście. Na 11 minut przed katastrofą
4
kapitan otrzymuje wiadomość od pana Prezydenta, że „jeszcze nie podjął
decyzji co robimy dalej”. To oburzające i paraliżujące oświadczenie. To kapitan
wie, co ma robić. To on odpowiada za życie wszystkich na pokładzie, a nie
pasażer, nawet ważny. Kokpit winien być absolutnie sterylny i tylko kapitan
może wydawać polecenia. Tam był po prostu bałagan. Nie wiadomo było kto
dowodził, kapitan nie był w stanie pozbyć się gości, samolot pędził do ziemi, nic
nie widać poniżej nieprzekraczalnych 100 m. Generał, Dowódca Wojsk
Lotniczych zamiast wrzasnąć „Do góry” nawet nie wyrzucił intruzów – horror.
Pan minister Macierewicz z uporem twierdzi, że załoga zamierzała odejść na
drugi krąg. Panie Ministrze, już byli nisko jak zadziałała instalacja TAWS „Pull
up, terrain ahead”. To paraliżuje, każdy pilot ucieka do góry, jeśli zdąży. Co robi
załoga? Kapitan wycisza sygnalizację zmieniając nastawy wysokościomierza
barycznego, tym samym pozbawiając się wskazań wysokości progu pasa –
samobójstwo. Robi to po to, aby sygnalizacja przy dalszym zniżaniu nie
przeszkadzała. Chciał zobaczyć ziemię jak najszybciej przed minięciem
radiolatarni. Po prostu chciał lądować.
Naciski, niekoniecznie słowne były niewyobrażalnie mocne, tak aż uderzyli w
ziemię 900 m od progu pasa. Dokładnie jak przez kalkę w Mirosławcu, samolot
CASA uderzył 900 m przed progiem, taka sama pogoda. Informacja od
Prezydenta nie była ostatnim ciosem dla kapitana. Najboleśniej ugodził go
kolega kapitan samolotu JAK­40, który kilkanaście minut wcześniej „spadł” na
pas w odległości 700 m od progu. Dlaczego spadł? Bo pogoda była już fatalna
zniżając się poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m ujrzał ziemię będąc już nad
pasem. Nie zgłosił obowiązującej formuły, że widzi pas i prosi o zgodę na
lądowanie. Zrobił to bez zgody wieży. Czym to się kończy dam inny przykład:
podczas identycznej pogody na Teneryfie kapitan B­747 otrzymał zgodę z wieży
na start i gdy się rozpędzał drugi kapitan B­747 bez zgody wieży wkołował w
5
środek pasa. Wynik – 862 osoby spłonęły. Pasażerowie rejsu JAK­40 winni
wygrać ogromne odszkodowania za narażenie ich życia.
Otóż kapitan TU­154 zapytał przez radio kolegę kapitana JAK­40 o pogodę. Ten
odpowiedział, cytuję: „Pizdowata, widać 200­400 m, podstawa chmur 50 m,
mnie się udało, możesz próbować”. To jest haniebne, życie Prezydenta i jego
gości to nie rosyjska ruletka, albo, albo. Winien krzyknąć „Uciekaj jak
najszybciej”. Ten kapitan bryluje teraz na salonach pana ministra Macierewicza
i jest jego pupilem. Panie Ministrze, różnimy się, ja też mam guru. Jest nim dr
nauk technicznych, emerytowany Pułkownik pilot doświadczalny Antoni
Milkiewicz. Jako młody oficer inżynier brał udział w komisji katastrofy naszego
IŁ­62. Mimo nacisków potęgi ZSRR udowodnił winę producenta silników,
narażając przyszłość swoją i swojej rodziny. Gratuluję Panie Ministrze pupila.
Tak rodziła się katastrofa smoleńska, w której udział mieli politycy karmiący
nas kłamstwami. Pomaga im kler, a szczególnie episkopat. Sześć lat słyszę z
ambon: „Żądamy prawdy”. A ta prawda jest tuż, znakomicie wykształcona
(pozazdrościć może nam wiele państw) nasza komisja ogłosiła wyniki.
Zapewniam wszystkich, gdyby rozpatrywałaby to najlepsza amerykańska
komisja NTSB, to wynik byłby identyczny. Jedynie zdjętoby jakąkolwiek
odpowiedzialność z pracowników wieży , tak jak zrobił to nasz sąd po
katastrofie w Mirosławcu. Ponadto dowiedzielibyśmy się o treści rozmów braci
tak przed katastrofą jak i w locie do Azerbejdżanu.
Z rozgłośni toruńskiej leje się rzeka bzdur o katastrofie, a „Najważniejszy”
orzekł, że jej uczestnicy byli „prowadzeni na specjalne zamordowanie”. To jest
chore wręcz. Biskup zamyka z błahych powodów nie wiadomo na jak długo
nam wiernym świątynię. A nie potrafi zareagować, gdy na drugi dzień po
tragedii, w środku metropolii, najbardziej katoliccy dziennikarze ogłaszają
6
światu, że Rosjanie dobijali pasażerów. Do dziś nie ma nagany kościoła,
sprostowania, przeprosin. Ja to teraz robię – przepraszam Rosjan.
Każdego 10­tego dnia miesiąca na czele z duchownym, czasami czarodziejem, z
wizerunkiem Chrystusa i Matki Bożej z flagami narodowymi o napisach
niewybrednych i ubliżających Prezydentowi państwa i Premierowi odbywają się
partyjne wiece i modły o wolną Polskę. Żadnego biskupa to nie boli. Dzisiaj
upominają nas i nazywają Targowiczanami.
Już zrozumiałem nauki Kościoła. Służymy temu, który obieca więcej. Gdzie jest
biskup, który mówił „Największą mądrością jest umieć jednoczyć – nie
rozbijać”. Tego dzisiejsi pasterze nawet nie wspominają. Był to prymas
Wyszyński.
Największym naszym parlamentarnym wstydem był zespół pana Macierewicza
wraz z profesorami. Otóż wszystkie komisje świata badające katastrofy lotnicze
zaczynają od wyszkolenia załogi, ostatniego wypoczynku, posiłku, sytuacji w
pracy, w domu i lotu od startu. Panowie w zespole zaczynali od kolejnego
wybuchu wskazanego przez guru, tak jakby samolot sam leciał. Pan prof.
Nowaczyk oświadczył, że samolot był wprowadzony na zły pas. Panie
Profesorze to nie Frankfurt, tam jest jeden pas. Dziwi się Pan, że Pana
zwolniona z Uniwersytetu Maryland, a ja dziwię się, że Pana przyjęto. Nie
wspomnę już o parówkach i puszkach. Proponuję profesorom przed następnymi
dociekaniami kupić godzinę lotu na symulatorze z instruktorem. Zapytać
instruktora jak zachowują się piloci po sygnale „Pull up”. Podpowiem
natychmiast: pełen gaz i do góry. A co robiła nasza załoga? Gnała do ziemi
nadal, wyłączając sygnalizację.
Żal mi bardzo rodzin po dwakroć. Za stratę bliskich i za drwiny ze strony
polityków. Radziłbym, a szczególnie Pani mecenas, zapytać Pana Prezydenta,
pana Sasina, pana Łozińskiego. Byli najbliższymi doradcami Prezydenta, jaki
7
dureń z ich otoczenia wymyślił lotnisko Smoleńsk, stare, zdewastowane,
nieczynne, wojskowe mając w pobliżu dwa międzynarodowe cywilne, czynne i
sprawne. Jaki skończony dureń – prawnik wsadził do jednego samolotu tyle
ważnych osobistości, zamiast rozlokować w trzech środkach transportu. I nie
ubezpieczył ich. Czy to też wina pana Tuska?
Głosowałem z wielką nadzieją na mojego idola pana Lecha Kaczyńskiego –
spokojnego, średniej klasy urzędnika. Zimny prysznic otrzymałem wieczorem
jak prezydent elekt zameldował swojemu pierwszemu sekretarzowi.
Wiedziałem, że będziemy mieli dwóch prezydentów: de jure i de facto. I tak
pozostało.
Było wiele zamachów na carów, bojarów, książąt, króli, papieży, prezydentów
mocarstw. Pojedynczo, nie zbiorowo. Nasz Prezydent nie zagrażał nikomu, nie
miał armii z bronią nuklearną. Nie był mężem stanu, tylko mężem wspaniałej
Pierwszej Damy. Nie bywał proszony na salony polityczne świata, ani sam nie
zapraszał. Zginał przez cynizm najbliższych mu i ich chciwość. Stąd dzisiaj ta
żądza wynagrodzenia mu przez stawianie pomników, nazwy placów i ulic, a
może wkrótce i miast.
Piszę to w wielkim żalu i smutku, bo miałem sentyment do tego człowieka.”

Maciek123454321
Maciek123454321
12 września 2016 07:41
Reply to  mariana131

Ciarki przechodzą, jak się to czyta. Wielki smutek. Cała epopeja o niekompetencji, chamstwie, uprzedzeniach. Z punktu widzenia formalnego za katastrofę oczywiście odpowiada I pilot. Tylko proszę się postawić na jego miejscu. Poddany niesamowitej presji psychicznej ze strony niekompetentnego i chamskiego dowódcy Sił Powietrznych, niezbyt doświadczony, młody człowiek, nie do końca wyszkolony. Oni zginęli, ale żyją ci po stokroć gorsi, i nie kierują samolotem, tylko Polską. Niech dla Narodu (jaki tam suweren – kolejne kłamstwo pisowskie) ta katastrofa będzie przestrogą. Stawką obecnie nie jest 96 ludzi, ale 38 milionów. Moją pierwszą reakcją na wiadomość o katastrofie były słowa: „Na własne życzenie!” Pamiętam, co wtedy powiedziałem i nie cofam tego.

Zwinka
Zwinka
12 września 2016 11:47

A ja pamiętam, co powiedziałam po Gruzji …”To się kiedyś źle skończy”…Najgorsze jest jednak to, że ONI doskonale znają prawdę, ale …niby jak mieliby ją wyznać, tak z ręką na sercu, ciemnemu ludowi ? No jak ? Dla tego towarzystwa oznaczałoby to całkowitą śmierć polityczną i to byłby jeszcze najmniejszy problem… Z tego ciemnego kąta nie ma dobrego wyjścia, jednak dzięki ( tak, DZIĘKI, choć to brzmi strasznie) temu „zamachowi” capnęli władzę i teraz problem ma 85% społeczeństwa.

Elżbieta
Elżbieta
12 września 2016 12:08
Reply to  mariana131

Bardzo, bardzo Panu dziękuję za tak wyczerpującą informację. Trzeba mieć nadzieję, że ktoś z tych „prawdziwych Polaków” to przeczyta i pomyśli.

marta
marta
18 września 2016 11:11
Reply to  Elżbieta

E, gdzie tam przeczyta, a jak przeczyta to i tak nie zrobi żadnej myślowej przewrotki.

Andrzej
Andrzej
12 września 2016 14:06

Pozostaje tylko powtórzyć- nic nie wyszło brzydki paszkwil.

marta
marta
18 września 2016 11:26

Wyszło, wyszło: pulpa. Tak to jest z dziełami słusznymi, pod jakąkolwiek auspicją byłyby szyte zawsze wchodzi z nich pulpa, jak malowana. Gdyby to była jeszcze pulpa – pastisz to można by ją podciągnąć pod Pulp fiction;). Chociaż fikcja tu jest tak fikcyjna, że bardziej się nie da…
A tak swoją drogą Amerykanie, ten naród w dużej swej mierze wierzący we wszelkie możliwe spiski, potrafią jednak robić dobre kino spiskowe. Można się nie zgadzać z tezą w takim filmie zawartą, ale ogląda się bez zgrzytu zębów i poczucia łopatologii.
Skoro Naczelnik, który również jest jak się okazuje, Wielkim Reżyser, Montażystą i Filmowcem, wzorem tak znanego miłośnika kina, jakim był Stalin, chce tworzyć kino z rozmachem i zamachem, takie na wzór hollywoodzki właśnie, to może wybrałby się na praktyki do Ameryki. Pouczyłby się, jak filmy się robi i dał nam odpocząć od siebie. Amerykanie nie takich freeków widzieli.