Wirusowe i pasożytnicze choroby Kościoła

Wirusowe i pasożytnicze choroby Kościoła

Kościół polski stoi dzisiaj w rozkroku. Jest postawiony, a właściwie sam się postawił w trudnej sytuacji. Czy jednak aby na pewno to tylko Jego wina?

Jestem katolikiem, dość mocno zaangażowanym w życie Kościoła. Jeszcze kilka lat temu pisałem teksty do portali chrześcijańskich, dopóki nasze drogi z różnych powodów się nie rozeszły. Nie oznacza to jednak, że straciłem zapał do ewangelizacji czy przestałem kochać Kościół – nie! Staram się kontynuować swoją misję na innych polach, bo po prostu uważam, że warto. Ku zdziwieniu sporej części środowiska, w jakim przebywam.

– Kościół w Polsce jest zepsuty, pozbywa się wiernych i prędzej czy później upadnie – mówią mi nierzadko znajomi. Sporo w tym prawdy, choć nie zgadzam się ze zdaniem, że nasza wspólnota zniknie znad wiślańskiej mapy. Takie rzekome proroctwa wypowiadano już przy okazji gorszych grzechów Kościoła, a ten – jak na złość – przetrwał. W takich wypadkach zazwyczaj maleje liczba wyznawców, za to przybywa tych autentycznie wierzących.

Dlaczego się gdzieniegdzie coś psuje, a wierni uciekają? Powodów jest mnóstwo – od zanikania wartości, przez lenistwo, po błędy Kościoła.
Jakie one są, na plan pierwszy wysuwają się dwa: upolitycznienie oraz tzw. zła mowa („Targowica”). Zgadzam się z tym w zupełności, że taki wirus zainfekował polsko-eklezjalny organizm. Już podczas wyborów prezydenckich nie umiałem wyjść z szoku, kiedy patrzyłem na niektóre portale ewangelizacyjne, agitujące za Andrzejem Dudą. Łapałem się za głowę, gdy biskup Mering pisał list do szefa Parlamentu Europejskiego, Martina Schulza, gdy dzisiaj arcybiskup Jędraszewski mówi o „zarazy lewackiej”. Nie potrafiłem się otrząsnąć, kiedy część znajomych z „katolickiej branży” pisała na portalach społecznościowych, że wybór nowego prezydenta jest efektem działania Ducha Świętego, a z lewicą wybierała się (prawie) na wojnę.

A teraz zapraszam na równoważnię. Nie czuję się dobrym człowiekiem, ale chrześcijaństwo, jakie ja poznałem, jest uosobieniem uśmiechu, nietuzinkowego poczucia humoru, żywego przeżywania relacji z Bogiem i lubienia ludzi. Na dodatek, to wszystko dzieje się w połączeniu z Kościołem. Otaczam się osobami (jak również mam takich dalszych znajomych), którzy rozumieją, czym jest autentyczne chrześcijaństwo. Znam osobiście księży – zarówno intelektualistów, jak i „prostych pasterzy” – którzy mówią z ambon kazania tak pełne miłości, że słuchacze unoszą się potem przez miesiąc ponad ziemią. Obserwuję biskupów, którzy dla mnie są przykładem do naśladowania (abp Nossol, bp Czaja, bp Markowski, bp Ryś, kard. Nycz itd.). Czytam wypowiedzi duchownych, którzy przeciwstawiają się temu wirusowi – zmarły już ks. Kaczkowski, o. Wiśniewski, o. Kramer, ks. Sowa. W każdym mieście czy miejscowościach jestem w stanie dość szybko odnaleźć Kościół, gdzie nieznany mi ksiądz będzie wpisywał się w standardy chrześcijaństwa, które znam, a które Polacy mogli zobaczyć przy okazji Światowych Dni Młodzieży. Skąd więc ta nagonka?

Z winy wielu hierarchów kościelnych, którzy opowiedzieli się wyraźnie po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Z winy mediów, jakie przytaczają raczej te złe kazania, bo one się klikają, niż dobre – mimo że to dałoby szerszy ogląd rzeczywistości. Z winy wiernych, którzy zapomnieli, że są tak samo Kościołem jak ich hierarchowie, i zamiast psioczyć na nich, sami zajęliby się promowaniem dobra.

Zmarły niedawno kard. Franciszek Macharski mawiał, że Kościół powinien budować mosty między ludźmi, a nie stawiać się po którejś ze stron, bo wtedy zawsze ustawi się w opozycji do przeciwnej. Zapomniała o tym część wspólnoty, ale nie dopuszczają tego do siebie również krytykanci. Tuż przed wyborami prezydenckimi, a potem parlamentarnymi, podnosiły się głosy (skądinąd słuszne), że Kościół nie powinien się mieszać i agitować za nikim. Dzisiaj ci sami ludzie wymagają od Niego opowiedzenia się po stronie praworządności, KOD-u i innych tworów, mówiąc, że to jest coś innego. W imię własnych przekonań politycznych (czy nawet wizji państwa) chcą angażować wspólnotę, powołując się często na działanie Kościoła w czasach Solidarności. Zapominają, że, po pierwsze, wtedy mieliśmy Lecha Wałęsę, który był katolikiem, więc Kościół mu ufał, a dzisiaj ustawienie się w roli chłopca rzucającego drugiego kamieniem i na dystans próbującego wymusić tym swoje racje, nie jest dobrym odpowiednikiem. Po drugie – przyrównują rządy Prawa i Sprawiedliwości do komunizmu, podczas gdy władza socjalizm widzi w ludziach, mających zdanie przeciwne. Naprawdę uważacie, że wciągając w to Kościół, który ma za zadanie być ze wszystkimi, osiągniecie coś więcej od zmiany władzy?

Polsce bardziej od przemiany prawnej, potrzebna jest przemiana kulturowa. Prawo pójdzie bowiem za kulturą. A prawda jest taka, że tzw. lewica (ludzie, portale utożsamiane z tą stroną) dotrze raczej tylko do swoich „wyznawców”, podobnie jak prawica – zakładając, iż istnieją tak ostre podziały. Kościół z kolei dotrze ze swoim przekazem do wszystkich. Jest więc w stanie zbudować most, jeśli tylko spełni dwa warunki: sam przestanie dzielić, a tam gdzie robi swoje, dalej będzie kontynuował obraną przed wiekami misję. Bo Jego zadanie polega na krzewieniu autentycznej wiary. Jeżeli zatem w takiej miłości poprowadzi się wiernych – ci będą potem wiedzieli, jak przenosić ją na grunt państwowy czy polityczny.

Paweł Brol

 

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Wirusowe i pasożytnicze choroby Kościoła"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek123454321
Podpisałbym się pod tym tekstem w 100%. Obawiam się jednak, że wirus ksenofobii, nietolerancji i inkwizytorskiego sposobu myślenia siedzi tak głęboko, że ośmielę się nazwać tych, którzy kultywują wyżej wspomniane cechy, schizmatykami. Dodajmy do tego zamiłowanie wielu hierarchów do luksusu i przepychu. Ponadto bolączką polskiego kościoła jest to, że faktyczny rząd dusz objął w nim nieformalny guru, przez niektórych zwany polskim antypapieżem, czyli o. Tadeusz Rydzyk. To on wyznacza linię postępowania. Nie jest ani kardynałem, ani biskupem, ani nawet prałatem. Wg prawa kanonicznego jest zwyczajnym zakonnikiem. Ale to wlaśnie on, za pośrednictwem swojego radia i swojej telewizji podjudza, szczuje i… Czytaj więcej »
Adam
Panie Pawle, a ja jak zwykle w obronie polszczyzny. Cytat: „… nasza wspólnota zniknie znad wiślańskiej mapy” (sic). Co to miało znaczyć? Dwa nonsensy w tak krótkim fragmencie zdania, no, to jest osiągnięcie. Po pierwsze, co to jest „mapa wiślańska”? Czy taka, która przedstawia tereny zamieszkałe przez Wiślan, czy może znajdująca się w ich posiadaniu, a może przez nich opracowana? Po drugie, czy wspomniana wspólnota nad ową „wiślańską mapą” ślęczy, czyli uważnie ją studiuje, czy może nad nią wisi, stąd zniknięcie „znad (…) mapy”? Drodzy Państwo, spójrzcie czasem (przed opublikowaniem tekstu) na to, co wypisujecie, najlepiej przeczytać artykuł na głos… Czytaj więcej »
Adam

Nawet jeśli ktoś napiszę coś nie tak, nie rozumiem sensu wymądrzania się odnośnie poprawnej polszczyzny, owszem język mógłby być prostszy, to samo można napisać bez takich wygibasów, ale chyba każdy przeciętnie inteligentny człowiek zrozumiał sens – prawda ? Ja się z tym tekstem nie zgadzam, ale staram się skupić na treści, meritum spraw bez takich wycieczek młodego polonisty.

Adam
Po pierwsze, nie jestem ani młody, ani nie jestem polonistą. Po drugie, sens dbałości o język nie jest aż taki trudny do zrozumienia. Język jest nośnikiem kultury, bo za jego pomocą tworzy się jej większość, poza tymi dziedzinami sztuki, które wykorzystują inne medium przekazu artystycznego. Czy sens posiadania kultury (własnej grupy etnicznej, bo słowo „naród” ostatnio wszyscy powtarzają) Pan rozumie, czy też trzeba Panu wyjaśnić? Dalej: język jest instrumentem wyrażania, a także formułowania myśli. Wykazałem w swoim poprzednim wpisie, jak mylnie można zrozumieć nieprawidłowy przekaz. Człowiek „przeciętnie inteligentny” może pojąć i takie komunikaty: „E!”, „Eee?!”, „Eee…”, zwłaszcza zilustrowane gestami, jednak… Czytaj więcej »
Paweł

Nie szkodzi, Pan Adam ma rację. 🙂 Ja po prostu lubię język potoczny. 🙂 Pozdrawiam!

Adam
Mamy różne środowiska katolickie, a religia nie definiuje w 100 procentach poglądów politycznych, jest Tygodnik Powszechny o charakterze lewicowo-liberalnym, jest Gość Niedzielny o charakterze konserwatywno-prawicowym – nie da się dotrzeć do wszystkich z jednymi poglądami. Żadnego mostu nie będzie, będzie wojna na cepy, bo obie strony sporu okopały się tak mocno na swoich pozycjach, że ciężko coś ruszyć. Weźmy nawet ten portal, że nie ma tu umiarkowanej krytyki PiS jest tylko totalna i podobnie jest po drugiej stronie. Jestem w swoim środowisku chyba jednym z nielicznych ludzi, który nie zerwał kontaktów z sympatykami PiS i nadal z nimi rozmawia, ale… Czytaj więcej »
tuciu
Piękny, idealistyczny i całkowicie pozbawiony realizmu tekst. Polski kościół jest podzielony, bo podzielone jest społeczeństwo. Zwalanie winy na media, biskupów czy nawet polityków jest objawem bezsilności intelektualnej i politycznej. Kościół oczywiście to przetrwa, bo niby czemu wyborca PiS miałby porzucać KK? Oczywiście osłabnie, bo czemu wyborca przeciwny PiS-owi miałby w nieskończoność angażować się prywatnie w dworskiej organizacji Jarosława K.? Polska jako przeżywa ostry skręt w prawo, bo najpierw duża część społeczeństwa silnie zradykalizowała swoje postawy i stwierdziła, że z liberalizmem daleko nie zajedzie. Rydzyk, media i biskupi idą tylko za elektoratem i swoimi klientami/wiernymi. Gdy w latach 90-tych społeczeństwo pragnęło… Czytaj więcej »
Sobiepan

Rozbawiły mnie troszkę te „mosty”, które kościół miałby budować. Czy znalazłby Pan jakikolwiek przykład, w tysiącletniej obecności Koscioła na naszym terenie, budowy takiego mostu? Tylko proszę nie pisać o Okrągłym Stole, bo dzisiaj już nikt myślący nie może mieć wątpliwości, że Okrągły Stół KK wykorzystał dla budowy swojego finansowego imperium i pełnego wpływu na władzę. Radzę postudiować troszeczkę historii KK w Polsce i na świecie. U każdego porządnego człowieka, który to uczciwie zrobi zapał ewangelizacyjny mija bezpowrotnie.

Paweł
Proszę mi zatem podać, Panie „Sobiepan”, jakie książki Pan przeczytał odnośnie historii KK. 🙂 Przykłady mostów: 1) KK chciał zrezygnować ze swojego wsparcia dla Solidarności w czasie impasu związku zawodowego, ale Jan Paweł II (na spółkę ze zmarłym kard. Franciszkiem Macharskim) przekonywał, że trzeba cierpliwości i w końcu okazał się dobrym „prorokiem” (czy to nie budowania mostów wśród ludzi?); 2) pojednanie polsko-niemieckiego w Krzyżowej, gdzie mszy przewodniczył abp Alfons Nossol i Kościół prężnie działał w tym względzie, żeby sobie wzajemnie wybaczyć (czy nie most?); cystersi wpłynęli na rozwój gospodarki i kultury – również na ziemiach polskich – czy to ostatnie… Czytaj więcej »
Artur Hoffman

Dlamnie nie jest budową mostów szerzenie ciemnoty…a na ciemnocie budujemy władze i wplywy:-)
Z ksiażek o KK polecam: Z Bogiem i Faszystami, Karlheinz Deshner… (moze przekrecilem nazwisko:-/

ryszard

A ja zgadzam się z tezą, ze religia tom opium dla ludu, wielka mistyfikacja, korzyści z której czerpią bardzo nieliczni.
Ponadto dzisiejszy kościół Polski ma twarz Rydzyka i księdza Międlara i Natanka, formę średniowiecznej dyktatury i wstecznictwa.

wpDiscuz