Wszechogarniający zaduch

Wszechogarniający zaduch

Nie da się ukryć, że w Polsce atmosfera robi się coraz cięższa. Powietrze gęstnieje, a nadzieja, że uda się nad Wisłą odetchnąć wreszcie pełną piersią, słabnie z każdym oddechem.

Ale kto by uważał, że ten zaduch to wina nowych elit, które wdarły się ostatnio na salony i dorwały do władzy, bardzo by się pomylił. To nie zastępy „Misiewiczów” odpowiadają za unoszące się nad Mazowszem i Śląskiem wapory i miazmaty. Tym bardziej, że nawet w Sejmie odbyło się niedawno szkolenie, na którym za skromne 500 plus na uczestnika, nowe kadry pouczono o konieczności zmiany bielizny i skarpetek przynajmniej raz w tygodniu. Przy okazji wykonano też zapewne prezentację w Power Poincie, z instruktażem na temat zastosowań mydła.

Wbrew pozorom nic tu również nie zawiniła główna i naturalna podejrzana – „mgła smoleńska”. Jeśli już, to prędzej trzeba by wskazać na opary absurdu, w których nurza się komisja powołana do udowodnienia tezy o zamachu. Te jednak, nawet zmieszane z kłębami dymów kadzidlanych znad Nowogrodzkiej i lotnymi związkami wazeliny z Woronicza, jeszcze nie byłby w stanie zatruć polskiej atmosfery aż tak dokumentnie i skutecznie.

No więc skąd ten powalający zaduch w każdym kącie? Zdaje się, że to wina zamykania okien na świat. Za ten nasz zwyczaj, wynikający z narodowej fobii na punkcie przeciągów, nie można obwiniać wyłącznie aktualnej ekipy rządzącej. Niechęć do wietrzenia jest nad Wisłą znacznie starsza, niż ostatnie zmiany kadrowe w obu Pałacach. Bo co, jak co, ale uczulenie na powiewy modernizacji i nowoczesności łączy lokatorów Wiejskiej ponad wszelkimi podziałami.

Tak więc, zamiast – jak reszta cywilizowanego świata – odchodzić od „brudnych” technologii w energetyce, z uporem godnym lepszej sprawy, straceńczo promujemy w tej dziedzinie nasze „bogactwo narodowe” – węgiel. To zresztą można by nawet jakoś tłumaczyć interesem ekonomicznym i troską o miejsca pracy na Śląsku. Gorzej, że w milionach pieców wraz z nastaniem kolejnego sezonu grzewczego zamiast węgla dobrej jakości, palą się toksyczne odpady biologiczne i przemysłowe. A rząd, zamiast temu przeciwdziałać, jeszcze „dokłada do pieca” impregnowane toksycznymi lakierami meble oraz drewno z barbarzyńsko wycinanej Puszczy Białowieskiej.

Właśnie weszła w życie kolejna z antyekologicznych ustaw, która zezwala na spalanie w elektrociepłowniach odpadów meblarskich. I żeby jeszcze tylko polskich. Ale nie, w myśl tego dokumentu staniemy się spalarnią odpadów stolarskich z całej Europy, a może nawet i świata. Ciekawe tylko, jak na ten eksperyment zareagują astmatycy. Jak alarmują lekarze, z powodu zanieczyszczenia atmosfery umiera rocznie ponad 50 000 Polaków. To tak, jakby od „morowego”, toksycznego powietrza ginęło całe, spore miasto. Takie małe polskie Verdun (tam też używano toksycznych gazów bojowych). W sumie szef Obrony Terytorialnej powinien w tej sytuacji wyposażyć wszystkich Polaków nie tyle w karabiny, ile w maski „pe-gaz”.

Ale trudno się dziwić tym statystykom, skoro oddychamy najgorszym powietrzem w Europie, a nasze normy zanieczyszczeń aż trzykrotnie przekraczają standardy unijne. Owszem, ekolodzy biją na alarm, ale minister od środowiska znalazł na nich sposób. Za protesty będą areszty. Natomiast stacje pomiaru zanieczyszczeń po prostu się zamknie. Oddychanie szkodzi zdrowiu i życiu nie tylko w Krakowie, gdzie smog pochłania znacznie więcej ofiar niż legendarny smok i na dodatek nie ogląda się na gender (smok preferował dziewice). Normy zanieczyszczenia są znacznie powyżej „normy” nawet w renomowanych uzdrowiskach!

Najłatwiej byłoby to wszystko przewietrzyć, ale, niestety, wcześniejszą ustawą Sejm „zaorał” wiatraki. Chyba dla pewności, że żaden mocniejszy podmuch świeżego powietrza nie rozrzedzi gęstniejącej nad nami atmosfery. Zapewne chodziło również o prewencję, bo jak wiadomo niejednej już ekipie politycznej mocno zaszkodził wiatr historii.

Powietrze jest więc może i przyciężkie, ale nasze okna pozostaną raczej zamknięte, bo od zaduchu jeszcze nikt nie umarł, tymczasem nadmiar świeżego powietrza mógłby suwerenowi zaszkodzić. Taka, na przykład, hiperwentylacja powoduje drgawki i halucynacje, co może poważnie zagrozić spokojowi społecznemu. O wietrzeniu głów, to już w ogóle nie wspominając… No, a poza tym, od pradawnych czasów wiadomo, że przeciągi szkodzą na kołtun.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Wszechogarniający zaduch"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dobrozmianowiec

Tylko że zanieczyszczenie nie jest z węgla, ale z palenia czym popadnie w domowych paleniskach. Zaś w dłuższej perspektywie potrzebujemy atomu na północy kraju.

Zgredzinka

Z węgla też.
Dlatego trzeba, wzorem innych krajów, odejść od tego źròdła energii.
Co do drugiej tezy, to pełna zgoda.

Andrzej

Ograniczenie energii wiatrowej, bioenergii,odnawialnej to idiotyzm.

dobrozmianowiec

nikt jej w Polsce nie ogranicza, przestaje być tylko dotowana z naszych podatków, inwestuj za swoje i zarabiaj

wpDiscuz