Wyznanie antypisowskiego katolika

Wyznanie antypisowskiego katolika

Staram się wierzyć w Jezusa, który wyzwolił nas do wolności, a nie w prawicową ideologię, która domaga się, by wierzących i niewierzących wziąć za twarz.
Kiedy przeglądam, co fejsbukowi znajomi umieścili na swoich profilach, zdarza mi się czasem, że jakiś wpis mnie zbulwersuje. Zbulwersowany, nie chcę go lajkować, a jedynie zapamiętać. Może wrócę do niego po pewnym czasie. Tylko że właśnie po pewnym czasie nie umiem go już odnaleźć. Na FB codziennie zamieszczamy tysiące, może miliony statusów. Jak ktoś policzył, przeliczając zdania na bajty, od 2000 roku ludzkość wyprodukowała więcej tekstów, niż od najstarszych zapisów do roku 2000.

Właśnie dzisiaj znowu mi się to zdarzyło. Próbowałem dotrzeć do wpisu pewnej internautki, który mną naprawdę wstrząsnął. Po pół godzinie bezowocnych poszukiwań, pozostaje mi jedynie streszczenie. Ze świadomością, że streszczam raczej swoje wrażenia, niż to, co na pewno zostało przed kilkoma dniami napisane. No więc zapamiętałem ten wpis tak: autorka zwierza się, że wyszła wieczorem z psem i na placu Piłsudskiego po raz pierwszy uderzyła ją betonowa konstrukcja, wbita w tę ziemię jak nóż: betonowy krzyż, znak dominacji Kościoła katolickiego, złowrogi sygnał, że niewierzący nie są tu u siebie. Wydaje mi się, że było coś jeszcze o tym, że odwróciła się ze wstrętem. Ale może nie. Może zresztą wyrażała się odrobinę bardziej oględnie, a ja notuję tylko własną reakcję: niedowierzanie, że ktoś, kogo znam (z sieci) i jego opinie zazwyczaj podzielam, zwierza się z agresywnej niechęci do pamiątki po jednym z najwznioślejszych momentów najnowszej historii Polski: mszy papieskiej na ówczesnym Placu Zwycięstwa w czerwcu 1979 roku.

Ale oto i inne świadectwo, tym razem mam je przed oczami: artykuł Agaty Diduszko-Zyglewskiej w stołecznym dodatku do „Gazety Wyborczej” (7 kwietnia). Rzecz dotyczy doświadczeń matki, której dziecko nie chodzi na religię. I którą uderza, ile w publicznej, a więc nie wyznaniowej szkole, jest krzyży. Wystawek z pracami uczniów na tematy konfesyjne („Moje życie z Maryją”). Na elektronicznej stronie placówki – ogłoszeń parafialnych. No i jakie działania podejmuje szkoła, skądinąd podobno sympatyczna, żeby dzieci nie zapisywały się na etykę, tylko na religię.

Oczywiście, można od biedy uparcie nucić tę samą piosenkę: ach, ta laicko-żydowsko-postkomunistyczna „Gazeta Wyborcza”, która nic, tylko chce zniszczyć Polaka-katolika! Ale ten śpiew to element obrazu, a nie jego opis. Zresztą ów głos matki jest jednym z wielu i doprawdy nie trzeba czytać „Wyborczej”, żeby się z podobnymi zetknąć. Oto dziwne skutki wysilonej ewangelizacji: coraz więcej ludzi, którzy nie są wcale osobistymi nieprzyjaciółmi Pana Boga, i którzy byliby gotowi na co najmniej życzliwą kohabitację z katolicyzmem, deklaruje ostrą dezaprobatę. O religii mówią z gniewem. Ich na pewno nie da się nawrócić. Ani, najprawdopodobniej, ich dzieci.

Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak złożyć gratulacje, trawestując słowa dawnej pieśni: „O cześć wam, biskupi, prałaci!”. A także publicyści, świętsi od papieża. I politycy z Objawieniami Fatimskimi na ustach. Doprawdy, wykonaliście wyśmienitą pracę. Udało wam się to, czemu nie podołali Berman z Brystigerową, Bierut z Gomułką oraz Towarzystwem Krzewienia Kultury Świeckiej na dodatek. Wszczęliście skutecznie proces sekularyzacji naszego narodu. Imponujące!

W Ewangelii, jak w każdym wielkim dziele literackim – kwestię Natchnienia biorę w tym momencie świadomie w nawias – można znaleźć wiele fragmentów, które wyjęte z kontekstu będą znaczyć co innego, niż doświetlone innymi fragmentami. W ten właśnie sposób tę współczesną nerwową reakcję na katolicyzm kwituje się chętnie przywołaniem sceny ze świętego Jana, gdy na słowa Jezusa słuchacze odwracają się, mówiąc: „Trudna jest ta mowa„, po czym „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6, 60-66). Innymi słowy: to przykre, ale nawet Mesjasz się przekonał, że ludzie małej wiary za Nim nie pójdą. Współczesny Kościół nie przeżywa niczego innego, niż przewiduje Pismo, c’est la vie.

Ale dobrze jest sprawdzić, na co dokładnie zareagowali odejściem ludzie w Kafarnaum, gdzie rozgrywa się wspomniana scena. Czy na wzmiankę o Jezusa o tym, że nie należy stosować antykoncepcji? A może na twierdzenie, że państwo winno zakazać aborcji? Na uznanie narodu za najwyższą wartość lub na zdanie, że szkoła neutralna światopoglądowo to mrzonka? Nie. „Trudna jest ta mowa” powiedzieli ludzie, gdy Jezus – jak czytamy w Ewangelii wg świętego Jana – usłyszeli zapowiedź cudu Eucharystii, gdy Chrystus odsłonił im centralne misterium religii chrześcijańskiej: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53). Odrzucili oni mistyczną Tajemnicę, nie polityczne wskazania. To ona, a nie praktyczne rady, jak urządzić państwo, okazała się za trudna. A tych praktycznych wskazań, mówiąc przy okazji, Jezus nie głosił W OGÓLE, poza jednym: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie” (Mt 21, 21).

Cechą odróżniającą chrześcijaństwo od innych religii Księgi – odróżniającą potencjalnie, bo chrześcijanie w praktyce nieraz sprzeniewierzali się tej cesze – jest rozróżnienie tego, co święte, i tego, co świeckie. Sfer sacrum i profanum. Przeniesienie akcentu z zewnętrznych przepisów na wnętrze człowieka, na jego osobiste sumienie. Wizja życia człowieka w islamie czy judaizmie jest totalizująca: właściwie każda czynność ma swój przepisany zawczasu kształt i nie sposób sobie wyobrazić, żeby zgodnie z nauką, głoszoną przez tamte dwie religie, organizacja życia zbiorowego, czyli państwa, mogła być z tych nauk wyłączona. Przekaz płynący z Ewangelii jest inny: niezależnie od tego, w jakim państwie przychodzi nam żyć, należy stosować się do własnego sumienia. Co więcej, na narzekania Apostołów, że są jacyś inni, którzy uzdrawiają, a nie chodzą z Jezusem, ów odpowiedział: „Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami” (Mk 9, 40). Choć i to prawda, że u świętego Łukasza pada również niepokojące zdanie: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (Łk 11, 23). Ale i tu istotny wydaje się kontekst: to reakcja na zakwestionowanie cudu uzdrowienia, na podważanie świadectwa zmysłów (!), które mogłoby świadków skłonić do wiary.

Proszę o wybaczenie wszystkich PT Czytelników, którzy, będąc niewierzący, nie widzą powodu, żeby wczytywać się dokładnie w tekst Ewangelii. Chodzi mi jednak o nasz wspólny interes: o dostrzeżenie, że wiara chrześcijańska nie czyni nas wrogami. Że z Biblii nie wynika dla mnie konieczność zwalczania Was, ale nawrócenia (najpierw siebie), to znaczy: przekonania (najpierw siebie). To, co się dzieje na naszych oczach, to niesłychane zniekształcenie nauczania Chrystusa. Zwycięstwo pogańskiego w gruncie rzeczy pragnienia, żeby – proszę wybaczyć trywialność tego skojarzenia – OBSIKAĆ TEREN, zaznaczyć jako swój. W dodatku, jak dziś to już widać wyraźnie, przeciwskutecznego. Gdyż nie przekonuje się nikogo – nie nawraca się nikogo – przemocą, choćby symboliczną.

Tak, mam o to pretensję to tzw. publicystów katolickich, którzy zapatrzyli się w rycerzy krucjat, nie we wzór dobrego Samarytanina. Do duchowieństwa. W tym roku sympatyczny skądinąd i światły ksiądz, który przyszedł do nas po kolędzie, starał się wytłumaczyć uderzającą skłonność Kościoła katolickiego do obecnej władzy politycznej tym, że katolicki laikat jest propisowski i trudno się skłócać w obrębie parafii. Ciekawe, chyba pierwszy raz usłyszałem tak jawną deklarację poddania się pasterzy upodobaniom owczarni. Jakoś w innych kwestiach tego nie widzę! Mam żal do biskupów – zwłaszcza tych, którzy zdają się widzieć skutki sojuszu ołtarza z tronem, ale z jakiegoś powodu wciąż milczą – być może z obawy, że podzielą los śp. księdza Tischnera i arcybiskupa Życińskiego. Czy mi się zdawało, czy w naszej wierze ceni się męczenników? Ach, no tak – pod warunkiem, że zamęczyli ich poganie, a nie współwyznawcy.

Pewien znany w Warszawie kaznodzieja kilka lat temu wypalił na kazaniu dla studentów, że jeśli ktoś narzeka na Kościół, to widocznie jest… onanistą. Czyli że usprawiedliwia swój grzech (ciężki) wyrzekaniem na władzę duchowną. Ta śmiała teza nie wydała mi się w pierwszej chwili warta namysłu. Z czasem jednak dotarło do mnie, że jeśli potraktować ją metaforycznie, to znaczy „odfreudyzować”, to być może coś jest na rzeczy, tylko na odwrót. Bo w istocie człowiekowi wierzącemu potrzebna jest wspólnota, i kiedy traci do niej zaufanie, trudniej mu poradzić sobie z własnym życiem (bynajmniej nie zawsze seksualnym). W tym sensie, raczej nieprzewidzianym przez owego księdza, przyznaję: czuję się gorszy, niż mógłbym być, bo odmówiono mi wsparcia. Bo staram się wierzyć w Jezusa, który wyzwolił nas do wolności (Ga 5, 1), a nie w prawicową ideologię, która domaga się, by wszystkich pospołu, wierzących i niewierzących, wziąć za twarz.

A przy tym czuję, że osłabiana jest także nasza narodowa wspólnota. Gdyż kiedyś krzyż w sali lekcyjnej naprawdę nie był znakiem dominacji instytucji Kościoła nad instytucją państwa, ale przypomnieniem opowieści o poświęceniu, której znaczenie wykraczało ponad podziały światopoglądowe. Właśnie tak rozumiałem odbywające się w PRL-u walki o prawo do zawieszenia krzyża w salach lekcyjnych. Ów mówił (sądziłem): czy wierzysz, czy nie, ten Gość na krzyżu to był fajny facet, który nie zawahał się oddać życie za innych. I kiedyś ta „betonowa konstrukcja wbita w ziemię na placu Piłsudskiego” była pamiątką po chwili, kiedy potrafiliśmy być solidarni. Upominać się o swoje prawa: wierzący o prawa niewierzących, a niewierzący o prawa wierzących.

Nie mam pretensji do owej internautki, która dziś odczytuje sens krzyża inaczej. Nie zgadzam się z nią, ale jej wpis jest jednym najstraszliwszych oskarżeń mojej wspólnoty, która z tego powodu bardziej, niż z powodu liczby aborcji w Polsce, będzie kiedyś musiała odbyć nabożeństwo pokutne.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

36
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
25 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
ManiaWaldemarGenryh TomkówantyuzurpatorZIM Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Tylko pomiot Szatana mógł wpaść na pomysł by na gruncie podziałów budować swoją przewagę..

Sławomir
Sławomir

pomiot i Kain ma „wielkich” koalicjantów.

Tomasz
Tomasz

tekst mądry – szkoda tylko, że Jerzy Sosnowski pisząc o autorce tekstu o religii w szkole (która zadeklarowała się jako osoba spoza Kościoła) traktuje ją (i jej dzieci) jako osoby potencjalnie do nawrócenia (bo tak rozumiem jego żal, że nie da się ani autorki, ani tym bardziej jej dzieci nawrócić) – taki sposób traktowania bliźniego jako potencjalnego obiektu ewangelizacji nie ułatwia dialogu

Anna E.
Anna E.

Bohumil Hrabal: największą firmą jest Kościół katolicki, który handluje czymś czego nikt nigdy nie widział, czego nikt nigdy nie dotknął, jak świat światem nigdy tego nie spotkał, i to jest właśnie to, co nazywamy Bogiem.

Anna E.
Anna E.

Czy wspólnota autora odbywa czasami nabożeństwa pokutne z powodu losu młodych osób, które umierają na choroby nowotworowe, bo państwo nie ma pieniędzy na ich leczenie, podczas gdy to samo państwo oddaje panom w czarnych sukienkach miliony? Jeżeli tak, to znaczy jeżeli wspólnota odbywa nabożeństwa pokutne w takiej intencji, to chciałabym zasugerować, że nabożeństwa nie pomogą. Pomóc mogą pieniądze, które zamiast do kościołów, mogłyby płynąć do chorych, umożliwiając kosztowne leczenie.

Sławomir
Sławomir

W podłej zmianie moralność pani Dulskiej wyewoluoeała z gębą matki Dudy i Marty Dubienieckiej z domu Kaczyńskiej.

Irek
Irek

Dlaczego katolicy mają tak przeogromną chęć nawracania ludzi niewierzących, czy wyznających inne doktryny na swoją modłę? Człowiek ma podobno wolną wolę i sam potrafi osądzić co dla niego dobre. Jestem ateistą i dobrze mi z tym, choćby dla tego, iż mogę porozmawiać z przedstawicielem każdej wiary bez uprzedzeń. I do tego nie staram się przekonywać nikogo, że to ja mam rację.

gboor
gboor

Tyle że dla nas nie są to jakieś obojętne, abstrakcyjne „poglądy”. Żeby odwołać się do czegoś zrozumiałego – jeśli obejrzysz fantastyczny film w kinie, czy przeczytasz świetną książkę, naturalne jest, że opowiadasz o tym znajomym i zachęcasz, żeby też tego doświadczyli i przeżyli.

Marek
Marek

Katolicy? Polecam krytykę radykalnych muzułmanów, o ile Pan ma jaja. Katolików można przecież bezkarnie bić i jaka w tym chwała?

Zwinka
Zwinka

Aha, aha. Zatem należy przyjąć, że Krucjaty to były piękne wycieczki turystyczno – krajoznawcze, stosy Inkwizycji to miłe wieczory przy ognisku, a wyrzynanie „dzikusów” przez Corteza, czy Kolumba to tylko oczyszczanie ziemi z ludzkich chwastów. Mam trochę problem z kilkoma dziesiątkami lat wzajemnego mordowania się przez katolików i protestantów w imię tego samego Boga ( Brytyjczycy i Irlandczycy), ale pewnie i to da się jakoś „zaczesać”. Uogólniając, ludzie mordują się od zawsze w imię jakiegoś boga, bo religia jest skutecznym narzędziem sprawowania władzy w łapach cynicznych przywódców, zarówno tych „duchowych”, jak i „cywilnych” …I to by było na tyle.

Zgredzinka
Zgredzinka

Zwinko, jesteś bezkonkurencyjna.
Zawsze krótko i zwięźle, ale niezwykle trafnie.
A przy tym dowcipnie i to tym rodzajem dowcipu … skrzącego się inteligencją.
Zawsze z dużą przyjemnością czytam Twoje wpisy. I pewnie nie tylko ja tak mam. Fajnie, że jesteś z nami.

Zwinka
Zwinka

Dziękuję za miłe słowa. :))

Zgredzinka
Zgredzinka

Zwinko, czytałaś słowa Ani?
Miło mi, że Twoje wpisy doceniane są również przez innych.
Dzięki takim osobom jak Ty, człowiek nie traci nadziei, że jeszcze będzie normalnie.

Anna E.
Anna E.

Ja też tak mam!

Zgredzinka
Zgredzinka

Zwinko, czytałaś słowa Ani?
Miło mi, że Twoje wpisy doceniane są również przez innych.
Dzięki takim osobom jak Ty, człowiek nie traci nadziei, że jeszcze będzie normalnie.

Dariusz
Dariusz

Ma pani absolutną rację – jakieś dwa tygodnie temu, widziano Krzyżowca na białym koniu na Krupówkach!

Marek
Marek

Lewacka propaganda. Proponuję trochę literatury na temat wypraw krzyżowych, Corteza, Kolumba i Inkwizycji. Walki pomiędzy Katolikami i Protestantami w Irlandii nie były wojną religijną. Wyznanie pomagało tylko w identyfikacji przynależności narodowej. A co z krytyką Islamu :-)?

Zgredzinka
Zgredzinka

Po co krytukować islam, który z założenia jest religią pokojową.
Krytykować trzeba tylko ekstremizmy, wypaczenia i fanatyzm.

Dariusz
Dariusz

Islam jest religią pokojową, ale ten pokój skierowany jest do wyznawców islamu – reszta to niewierni, których życie jest mniej warte, niż życie owcy.
Pani poczyta trochę…

Zwinka
Zwinka

Lewacka propaganda ? Jasne. Trochę jednak muszę skorygować swoją poprzednią „diagnozę”. Rzeczywiście, chodziło nie tylko o religię. Głównym napędem ewangelizacji było …złoto dla zuchwałych.

Zgredzinka
Zgredzinka

Bingo !!!

Marek
Marek

Z założenia? A jaki jest z założenia Kościół Katolicki? A chrześcijaństwo?

wiesław
wiesław

A z czyjego założenia? Twojego Marku czy Zbawiciela?

Marek
Marek

Ja nie mam takich założeń i patrzę na religie, a szczególnie na ich owoce z większą pokorą. Pytania moje skierowałem do Zgredzinki (patrz jej wypowiedź powyżej „Po co krytykować islam, który z założenia jest religią pokojową.”). Myślę, że na miejscu byłoby, aby to ona powinna odpowiedziała na Pana pytania.

Gekon
Gekon

W Jugoslawii Ustasze podrzynali nozami gardla Prawoslawnym Serbom za to, ze nie chcieli przejsc na religie rzymskokatolicka (II WS, 1941-45). Zamordowali ok. 800.000 ludzi. To wam sie marzy? Nic z tego!!!

anuszka
anuszka

Na Facebooku jest opcja „zapisz link”, ma Pan je potem w dziale „zapisane”.

homohominilupus
homohominilupus

Rada dla antypisowskigo katolika to natychmiast kopiować, czy robić zrzuty. Informacji jest tyle i pojawiają się w ogromnym tempie, a system przesuwa je losowo i trudno potem coś odnaleźć. A jeśli chodzi o same rozważania, to w pełni popieram. Mój „klincz” z KK został spowodowany przez samych „duchownych” już 50 lat temu, a wcale nie przez tzw. Komunę… Mój niepraktykujący katolicyzm jest zapewne dużo bliższy naukom jezusowym niż cały ten obłudny Episkopat.

Aroniarz
Aroniarz

Na pewno PIS od półtora roku skutecznie niszczy autorytet .Kościoła. Chrześcijaństwo początkowo opierało się na osobistym przeżyciu, pomagało człowiekowi odnaleźć wewnętrzny spokój, wyzwolić się od destrukcyjnego zła. Niestety parę wieków później ktoś się zorientował, że chrześcijanami łatwo się rządzi i można ich wykorzystać w walce o władzę i dominację..Tak zaczęła się czarna historia kościoła zarządzanego przez polityków. (…) Po soborze II, w czasach Jana Pawła II kościół przeprosił za swoje błędy z przeszłości i znów zapragnął być osobistym doświadczeniem człowieka bez ambicji tworzenia państwa wyznaniowego. Taki był/jest mój kościół. Teraz czekam na wyraźny, jednoznaczny komunikat Episkopatu w którym potępi PIS… Czytaj więcej »

mędrkowski
mędrkowski

Tak było do czasów Konstantyna Wielkiego, który wykorzystał religię chrześcijańskiej do realizacji polityki państwowej. Momentów refleksji było wiele. Można przytoczyć tutaj słowa starego kardynała – Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow Dostojewskiego, słowa z jakimi Wielki Inkwizytor zwraca się do Zreinkarnowanego Chrystusa ” To Ty? Ty? Nie odpowiadaj – milcz………Po cóżeś przyszedł nam przeszkadzać?.

Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski

Ponieważ wielu niewierzących internautów zareagowało gniewnie na wzmiankę o nawracaniu w tekście „Wyznania antypisowskiego katolika” (na KODuj24.pl), więc postanowiłem (się) wytłumaczyć: 1. O nawracaniu wspomniałem w moim felietonie dwukrotnie. Po raz pierwszy we fragmencie, który brzmi: „Oto dziwne skutki wysilonej ewangelizacji: coraz więcej ludzi, którzy nie są wcale osobistymi nieprzyjaciółmi Pana Boga, i którzy byliby gotowi na co najmniej życzliwą kohabitację z katolicyzmem, deklaruje ostrą dezaprobatę. O religii mówią z gniewem. Ich na pewno nie da się nawrócić. Ani, najprawdopodobniej, ich dzieci”. Czyli najpierw konstatuję fakt, że Kościół próbuje ewangelizować (czyli nawracać), a potem, że robi to w sposób przeciwskuteczny.… Czytaj więcej »

ZIM
ZIM

Po co kluczyć, lawirować i ogólnie „kudlać-mudlać”, kiedy apostazja jest tak prosta jak nigdy dotąd…

Aroniarz
Aroniarz

Dziękuję za ten tekst. Generalnie zgadzam się z Pana opiniami. Spotykam się bezpośrednio z bardzo radykalnie-negatywnymi opiniami na temat katolików. Z mojego punktu widzenia dzieje się tak dlatego, że politycy PIS są najczęściej pokazywanymi członkami kościoła, przez co stali się w odczuciu wielu osób jego reprezentantami. Sam kościół tego nie dementuje. W mojej grupie dyskusyjnej dominuje strategia samotnej obrony własnej wiary i ostrego odcięcia się od zła, które wyrządziła Polsce „grupa Rydzyka”. Pan, z tego co zrozumiałem nie unika odpowiedzialności za wspólnotę i podejmuje próbę obrony przed rozłamem. Wierzy Pan w nawrócenie tych, dla których siła jest ważniejsza od prawdy,… Czytaj więcej »

antyuzurpator
antyuzurpator

Błąd logiczny!
Ateiści nie „wierzą, że bóg nie istnieje”, tylko _nie_wierzą,_ że bóg istnieje (celowo małą literą, bo odnosi się to do bogów wszystkich religii).
Prawie to samo, ale „prawie” robi wielką różnicę.

Genryh Tomków
Genryh Tomków

Panie Jerzy, po co się męczyć, Świadkowie Jehowy przyjmą Pana z otwartymi rękami.

Waldemar
Waldemar

Podpisuję się oburącz pod wieloma stwierdzeniami artykułu red. Sosnowskiego – również jako „niepisowski katolik”. Tyle że mam wrażenie, że to stałe przekraczanie granic między państwem świeckim a państwem wyznaniowym, to tylko część problemu, który Autor tylko zasygnalizował. Istota rzeczy tkwi w zupełnie już niemaskowanym sojuszu ołtarza z tronem, Nie tak dawno zrobiłem internetową kwerendę rozmaitych przedwyborczych komentarzy i akcji propagandowych i byłem zaskoczony, jak wielu księży i biskupów przed wyborami w 2015 roku wręcz zachęcało do głosowania na PiS, bądź oddało pomieszczenia przykościelne do dyspozycji rozmaitych eminentnych polityków tej partii. O mityngach Andrzeja Dudy zaraz po mszy nawet nie warto… Czytaj więcej »

Mania
Mania

Bardzo dobry komentarz .