Rozmowa niewierzącego mężczyzny z wierzącą kobietą

Rozmowa niewierzącego mężczyzny z wierzącą kobietą

Igor Brejdygant scenarzysta, reżyser, producent, fotograf. Od 1989 roku aż do teraz niezainteresowany polityką. Jego językiem wypowiedzi jest scenariusz, dlatego przedstawiamy jednoaktówkę.

Z cyklu rozmówki polsko-polskie.

Autor: Igor Brejdygant

Rozmowa niewierzącego mężczyzny w sile wieku z wierzącą kobietą w wieku kwiecie.

Czas akcji: Na dniach

Miejsce akcji: Kolejowa poczekalnia z telewizorem typu LCD

Osoby:
Mężczyzna – jakieś pięćdziesiąt lat, czyli ja, gdybym był ciut starszy i niewierzący.
Kobieta – lat trzydzieści, czyli ja, gdybym był ciut młodszy, wierzący inaczej i gdybym był kobietą.

Państwo się nie znają, oglądają mecz, bo nie zdążyli w porę dojechać do domów. To znaczy jej trochę obojętne, ale on zły, bo koledzy czekają w innym mieście, do którego z racji opóźnień na kolei nie dojedzie już w porę. Na boisku grają nasi z nie naszymi, akcja naszych w ofensywie, piękny strzał trafia w spojenie słupka i poprzeczki. Mężczyzna odzywa się bardziej sam do siebie niż do kogoś, czyli do niej, bo nikogo innego nie ma.

– Cholera, tak pięknie szła. Czemu nie weszła?

– Bóg chciał widać inaczej.

– Jaki Bóg? O czym Pani mówi?

– O kim chyba? O Bogu mówię. Pytał pan, czemu nie weszła, to Panu mówię czemu.

– Opowiada Pani jakieś kocopoły, to jest fizyka i może jeszcze kilka nauk, a nie Bóg. Źle trochę kopnął, to nie weszła, jakby kopnął lepiej, to by weszła. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Tym bardziej, że go nie ma.

– A co Pan opowiada, że nie ma, jak jest? Myśli Pan, że to wszystko wokoło, to, co samo się stworzyło?

Kobieta rozgląda się znacząco po wszystkim wokoło.

– Nie samo, tylko człowiek stworzył?

– A człowieka, kto stworzył?

– Człowiek wynikł z innych stworzeń, miliardy lat ewolucji, słyszała Pani o czymś takim? Cholera, znowu na ślepo wali…

Mężczyzna cały czas śledzi mecz.

– Nic nie jest na ślepo, ewolucja też nie.

– I pewnie we wszystkim Pani widzi jakiś sens? Jak samolot wali w brzozę, bo nic nie było widać, to też ma dla Pani głębszy sens.

– A jak inaczej? Jeśli ginie stu czołowych obywateli jakiegoś kraju, tego kraju, to chyba coś takiego nie dzieje się bez sensu?

– Najgorsze w tym wszystkim jest to, że niestety właśnie kompletnie bez sensu.

– Bzdury Pan opowiada.

– Ten samolot nie powinien był w ogóle się tam znaleźć.

– Ale się znalazł. Nieznane są wyroki boskie.

Na ekranie jeden z naszych akurat znalazł się na pozycji spalonej lub nie.

– Jaki spalony?! Jaki spalony! Boże, co za sędzia…?

– Kogo Pan wzywa, skoro mówił Pan, że Boga nie ma?

– Nikogo nie wzywam, tak tylko powiedziałem. Tak się po polsku mówi.

– Czyli bez sensu Pan mówi?

– Z sensem. Zdenerwowałem się, bo nie było spalonego, a on gwizdnął.

– Dla niego widać był spalony. Każdy człowiek widzi rzeczy inaczej. Czyli gdzie jest prawda? Tam, gdzie Pan uzna, że jest?

– A kto ma uznać, Bóg?

– Chyba bym wolała.

– I Bóg też ma decydować, co ja mam w życiu robić i jak?

– Nie, sam Pan ma decydować, on tylko Pana potem rozliczy.

– To po co chcecie zmuszać zgwałcone kobiety, żeby rodziły dzieci, dlaczego kobieta nie może decydować sama, a Bóg ją rozliczy?

– A dlaczego morderca nie może decydować sam, a Bóg go rozliczy?
– To chyba jednak trochę co innego.

– Życie ludzkie istnieje od poczęcia…

– Wie Pani, że świat odcina religię od spraw ustrojowych, a u nas za chwilę prawo kanoniczne zastąpi prawo karne, sejm będzie chodził w sutannach, premier w piusce na głowie, a pewien poseł z Polski może wręcz w tiarze. Remake średniowiecza chcecie nam zafundować.

– A co mnie obchodzi świat? Na świecie, proszę Pana, zaraz nie będzie już chrześcijaństwa, bo będzie islam. Takie średniowiecze Pan woli?

– Wolę, żeby religie były sobie, a państwa sobie.

– Ale to nie przejdzie, bo nie samym chlebem człowiek żyje. To, co Pan woli bułkę paryską czy pitę?

– Skoro już ludzie muszą się mamić tym opium, to wolę, żeby u mnie w kraju były różne religie, a samo państwo, żeby było poza religią. A Pani pewnie woli, żeby krajem rządziły te jakieś dziwne organizacje, jacyś ojcowie dyrektorzy z radia, co nadaje z Rosji, a płacone jest przez nasz rząd z naszych podatków, no i ci księża, co powinni uczyć miłości, a uczą nienawiści.

– Księża są różni jak wszyscy ludzie, ale przynajmniej idą z jakimś zestawem zasad, a nie kompletnie bez ładu i składu i tylko kupowanie, zarabianie, konsumpcja i niemoralność.

– A tak mamy moralność oddaną w zarząd nieprzyzwoicie bogatego kleru, z konkubinami, pedofilią i z patentem na prawdę. Pogratulować…

Akcja przemieszcza się szybko pod naszą bramkę. Na polu karnym zawodnik drużyny przeciwnej zostaje sfaulowany lub nie. Jest karny. Niewierzący nie wierzy, jest w rozpaczy, którą manifestuje ukryciem twarzy w dłoniach. Kiedy odejmuje dłonie, spogląda na murawę.

– I co teraz?

– Teraz się Pan pomodli.

– Po cholerę? Teraz wszystko w rękach bramkarza, modlitwa na nic.

– A co Panu właściwie zależy? Jak się Pan pomodli i pomoże, to dobrze, jak nie pomoże, to trudno. Ale jak się Pan nie pomodli, a oni nam strzelą, to będzie Pan sobie pluł w brodę, że się Pan nie pomodlił.

Zapanowuje milczenie, patrzą w telewizor. Tamten ustawia piłkę, wali, bramkarz łapie, on szaleje ze szczęścia.

– No i co? Nie modliłem się, a wybronił.

Ona się uśmiecha trochę tajemniczo.

– Ale ja się modliłam.

Niewierzący kręci głową z niedowierzaniem.

– No co, wymodliłam Panu.

– Chyba nam, jeśli już.

– A co mnie tam ta piłka, lewacka zabawa, dla zamydlenia oczu tylko masom.

– A wie Pani, kto był największym lewakiem w historii świata?

– Lenin?

– A gdzie tam, Lenin to cynik i koniunkturalista. Największym lewakiem, droga Pani, był sam Jezus Chrystus.

– Co Pan opowiada za bzdury. Chrystus był komunistą może?

– W pewnym sensie. Zajmował go los biednych i pokrzywdzonych, walczył z systemem i jego reprezentantami w osobach faryzeuszy, martwił go los uchodźców. Podobny do niego jest dziś Franciszek, ale polski kościół z całą pewnością nie. Zresztą nasz kościół wprawdzie jeszcze nie ma odwagi, ale już prokościelni dziennikarze co do namaszczonego duchem świętym następcy na tronie Piotrowym zgłaszają sporo wątpliwości. Myślę, że i z tym Pani Chrystusem też nie mieliby za bardzo po drodze. A Pani jak się w tym odnajduje?

– Nie będzie kościoła, to nie będzie Chrystusa. O, Pan uważa, znowu nacierają Panu na bramkę chyba. I proszę niby europejska drużyna, a sami Arabowie grają. Islam w natarciu.

Niewierzący spojrzał w stronę ekranu i na chwilę kontakt się urwał. Atak na szczęście się nie powiódł.

– Boi się pani islamu? W kraju, w którym islamistów można policzyć na palcach jednej ręki.

– Nie boję się islamu, boję się, że Europa jak nim nasiąknie, to przestanie być taka, jaka była do tej pory.

– Czyli?

– Otwarta, zjednoczona, solidarna.

– To ci dopiero historia, chciałaby Pani zamknąć Polskę i Europę przed innością, żeby mogła pozostać otwarta. A na co, jeśli można wiedzieć, ona w Pani mniemaniu ma być otwarta? Na Polaków, na katolików, na patriarchalnych hetero samców…

Wierząca nie odpowiedziała, Niewierzący odniósł wrażenie, że się obraziła, co nie przeszkadzało mu przesadnie.

– Ateizm jest bardziej agresywny od chrześcijaństwa, zauważył Pan?

– Jeśli już to od religii, bo jest ich co najmniej kilkanaście. Tylko, że ja przynajmniej nie chcę nikomu nic narzucać, no i nie opasuje się pasami szahida, więc nie mam wrażenia, żebym był bardziej agresywny.

– To niech Pan się sam posłucha, agresywny, zarozumiały i arogancki.

– Chyba Pani przesadza.

W tym momencie nasz napastnik kopnął piłkę z ogromną siłą z dwudziestego piątego metra w kierunku bramki. Strzał był mocno niecelny, ale trafił w nogi obrońcę, potem kolejnego, potem w słupek i wreszcie piłka wpadła do bramki, kompletnie myląc po drodze bramkarza. Niewierzący wystrzelił w powietrze, kiedy opadł po chwili, Wierząca popatrzyła na niego z ciepłym pobłażaniem.

– I co świetnie wyszkolony, fizyka, umiejętności, precyzyjnie kopnął, wszystko do naukowego zweryfikowania?

– Nie, po prostu przypadek. Jak wiele rzeczy, które się wydarzają. Na przykład nasze tu spotkanie.

– Myśli Pan, że jesteśmy tu przypadkowo?

– Oczywiście.

– I myśli Pan, że pan tak ogólnie istnieje przypadkowo?

Teraz Niewierzący zawahał się chwilę z odpowiedzią, ale nie bardzo miał wyjście.

– Tak.

– To trochę mi Pana w gruncie rzeczy żal.

– A mi żal, że skoro już Pani musi, to zamiast w największego lewaka wszechczasów, wierzy pani w instytucję, która odcina kupony od jego działalności, a do tego u nas jest po prostu partią polityczną.

W tym momencie sędzia odgwizdał koniec meczu.

– Najważniejsze, że wygraliśmy.

Niewierzący odezwał się polubownie, bo po pierwsze odniósł wrażenie, że trochę przesadził, a po drugie był naprawdę zadowolony.

– Widzi Pan. Wiara czyni cuda.

***


Igor BrejdygantIgor Brejdygant – scenarzysta, reżyser, producent, fotograf. Autor scenariusza do filmu fabularnego „Palimpsest” w reżyserii Konrada Niewolskiego, laureat konkursu Script Pro Hartley – Merrill i konkursu na scenariusz serialu telewizyjnego dla TVP 2, autor scenariusza do serialu „Paradoks” dla TVP 2 i  adaptacji serialu „Zbrodnia” dla Sony AXN. Od dwudziestu pięciu lat związany z filmem we wszystkich jego odmianach, typach i rodzajach. Od 1989 roku aż do teraz niezaintersowany polityką.

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Rozmowa niewierzącego mężczyzny z wierzącą kobietą"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Bernadeta

Podoba mi się ta konwencja – rozmówki. Na dodatek w konkretnej scenerii, jest na czy się zaczepić ukonkretnionej wyobraźni. A dialog między różnymi postawami w zakresie wiary jest pasjonująca. No i tekst jest taki codzienny, zwyczajny. Super. dla mnie puentą jest – da się przyjaźnie ze sobą koegzystować 🙂

Sylwia

Przeczytałam z wielką przyjemnością 🙂

Lech

Cienkie.

Robert

Bardziej jestem po stornie ateisty

Adam

Panie Igorze, nie „zapanowuje milczenie”, tylko „zapada milczenie”, a odezwał się nie „polubownie”, tylko „pojednawczo”. Trochę pracy nad warsztatem językowym.

Mariusz

To było fajne.

bisnetus

Dwa głupki, tacy Kiepscy siedzą przed ekranem i powtarzają bezmyślnie ze spłaszczonymi jak ekran mózgami bzdety usłyszane w telewizji. Typowe ofiary zniewolenia mediami i serwowanej im od lat kibolsko-kibolskiej młócki.

Nie wiem po co uwieczniać to w formie dialogu scenarzysty. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej szczujni internetowej by poczytać takie dialogi.

Ale jak się komuś podoba, to jego sprawa.

marta

Pani wierząca wierzy tak naprawdę w kościół katolicki, uściślając w polski kościół katolicki, a nie w Boga. Ten typ wiary w pośrednika jest w naszym kraju typowy. I w dodatku, jak każda tak wierząca osoba ma denerwujący protekcjonalny ton w odniesieniu do „niewierzących”.

Ela

Rozmowa ateisty z wierzącym jest jak rozmowa opozycji (mam na myśli PO, .N) z PISem

Agnieszka

rzeczywistosc tak wlasnie wyglada i moze dobrze ja obserwowac oczami scenarzysty aby sobie uswiadomic co nas otacza