Zaduszkowy spacer

Zaduszkowy spacer

Z perspektywy tego dnia nasze najgorętsze spory mają jednak mocno ograniczone znaczenie.

Nauczyłem się lubić cmentarze. Przywracają one miarę namiętnościom. I nie chodzi mi o jakiś kult śmierci, o hasło „memento mori”, które mogłoby prowadzić do braku zaangażowania w to, co ludzie religijni nazywają doczesnością. Mam na myśli zupełnie co innego: rzeczową i bynajmniej niekoniecznie z religią związaną świadomość, że w tej ostatecznej perspektywie nasze wysiłki, a też nasz gniew czy entuzjazm, związane są z celami, które przemijają (tak, nawet te najpoważniejsze). Na przykład ze Stanisława Augusta Poniatowskiego pozostał – jak się okazało, gdy chciano przenieść jego szczątki na dzisiejsze terytorium Polski – obcas. Czy vis a vis tego obcasa można z pasją bronić lub atakować ostatniego króla za takie, a nie inne decyzje polityczne? Owszem, da się oczywiście rozważać jego przypadek, uważać go za interesujący czy pouczający. Ale gorączkować się nim? Wątpię.

Co do mnie, gdy wchodzę na cmentarz, na którym pochowani są dziadkowie mojej żony, lubię zatrzymywać się tuż przy wejściu, gdzie między innymi leżą obok siebie Bronisław Geremek i Ryszard Kukliński. Widuję ludzi, którzy ostentacyjnie stawiają znicz tylko jednemu z nich, grób drugiego, omijając szerokim łukiem. Sam z podobną ostentacją stawiam lampki obydwu. Nie wątpię, że na różne sposoby, podejmując rozmaite decyzje, a ostatecznie trafiając na przeciwne sobie sztandary pracowali dla naszej wspólnej Ojczyzny. Wobec obu odczuwam wdzięczność, choć tylko w kręgu, zgromadzonym wokół jednego z nich, czuję się jak między swoimi.

Ale posuwając się w głąb tego samego cmentarza – tzw. „wojskowych” Powązek, bo założono je dla poległych w 1920 roku, choć potem tu właśnie urządzono aleję zasłużonych dla władzy komunistycznej – mijam grób Władysława Gomułki. Cóż, nie jest to postać, która pasuje do tamtych. Powiedzieć o nim, że „nie jest bohaterem mojej bajki”, to posłużyć się bardzo oględnym eufemizmem. Tymczasem jednak w wydanej niedawno książce Piotra Bojarskiego „1956. Przebudzeni” natknąłem się na fragmenty stenogramu z pewnego spotkania. 19 października oddziały pancerne Armii Czerwonej posuwały się koncentrycznie w kierunku Warszawy, a do stolicy przybyła z Moskwy delegacja z Chruszczowem na czele, żeby przemówić do rozsądku polskim wasalom, którzy zdaniem towarzyszy radzieckich chcieli się zerwać ze smyczy. Wieczorem padły między innymi takie kwestie:
„Tow. Gomułka: – Wasz przyjazd jest ingerencją w nasze sprawy. (…)
Tow. Chruszczow: Zrozumcie, że nie przyjechaliśmy po to, żeby was wykorzystywać i coś wam zabrać. Nigdy nie wtrącaliśmy się do waszych spraw. [No, doprawdy! – dop. JS]
Tow. Gomułka: Chodzi o to, że skoro nie wtrącaliście się, to niech wszystko zostanie po staremu i teraz też się nie wtrącajcie. (…) Wychodzi na to, że o niczym nie możemy sami decydować, tylko zgodnie z waszą radą. (…) Jeśli chcemy normalizacji sytuacji, to musimy przerwać ruch czołgów”.
W efekcie tej ciągnącej się do nocy wymiany zdań Chruszczow wraca do Moskwy, a oddziały radzieckie nie wjeżdżają do stolicy; wkrótce cofną się do swoich baz. Na wszelki wypadek przypomnę: Gomułka miał antyinteligenckie obsesje – w tym sensie dzisiejsi nienawistnicy, wyrzekający na „lemingi” są bezwiednie jego uczniami – ożywił (chyba nie do końca świadom tego, co robi) demona polskiego antysemityzmu w 1967 roku, poparł radziecką interwencję w Czechosłowacji, co najmniej nie protestował przeciwko strzelaniu do robotników w grudniu roku 1970… Trudno go uważać za pozytywną postać w naszej historii. Ale jakby w innej rubryce wypada odnotować, że aby w ten sposób rozmawiać z Chruszczowem, trzeba było mieć, jak się ostatnio elegancko, bo z hiszpańska, mówi, „cojones”. I że konsekwentna taktyka Gomułki podczas tej rozmowy, podobnie zresztą jak towarzyszących mu Ochaba i Cyrankiewicza, sprawiła, że Związek Radziecki nie zrobił wtedy w Warszawie tego, co niebawem zrobił w Budapeszcie. A jeśli tak, to nikt z ówczesnych Warszawiaków nie wie, czy przypadkiem „towarzysz Wiesław” nie uratował mu życia (w Budapeszcie zginęło ponad dwa i pół tysiąca Węgrów), a zatem nikt z ich potomków – czy nie pojawił się na świecie dzięki niemu. To rzecz jasna nie wystarcza, żeby Gomułce stawiać na grobie lampki, ale wystarcza, żeby nie ruszać jego trumny. Ludzie wierzący mówili niegdyś w takich razach: „niech go już tam Pan Bóg rozlicza”.

Ruszanie trumien. Ekshumacje, przenoszenie szczątków do miejsc, które są bardziej odpowiednie: bo obecne są nie dość lub przesadnie godne. Mnie samemu zdarzyło się jedynie brać udział w powtórnym pogrzebie Stanisława Ignacego Witkiewicza, który to pogrzeb okazał się ostatecznie pogrzebem pewnej Poleszuczki, bo w 1988 roku dostarczono z Ukrainy niewłaściwe zwłoki. Może też dlatego do idei powtórnych pogrzebów mam dziś stosunek pełen rezerwy, choć porusza mnie wiersz Norwida „Coś ty, Atenom, zrobił Sokratesie?…” i rozumiem powody, dla których wspólnota narodowa chciała mieć grób Mickiewicza u siebie. Ale pomysł odwrotny, by zmarłych usuwać z miejsc, które zdaniem potomnych są zbyt dostojne, wydaje mi się już jednoznacznie upiorny. Mówię to jako człowiek, który uważał za przesadę pochowanie Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu: teraz, powiadam w myślach do jakichś przyszłych władz Polski, wara od tego grobowca! Inaczej zaczniemy miotać naszych zmarłych to tu, to tam, w zależności od aktualnego wyobrażenia o ich zasługach, a zwrot „miejsce ostatniego spoczynku” stanie się pustym frazesem. Odnoszenie się z szacunkiem do ciał zmarłych to, o ile mi wiadomo, jedno z najbardziej oczywistych kryteriów, z pomocą których archeolodzy potrafią odróżnić najwcześniejszych ludzi od ich najpóźniejszych zwierzęcych przodków. Nie możemy w politycznej zapalczywości cofnąć się do poziomu małpoludów, czy chodzi o trumny ludzi, których po prostu część z nas ceni znacznie niżej, niż pozostali, czy o trumny niegdysiejszych „bohaterów ruchu robotniczego”, których dziś oceniamy z uzasadnionym, daleko posuniętym krytycyzmem.

A co powiedzieć o ekshumacjach ofiar katastrofy smoleńskiej? Część ich rodzin, dowiedziawszy się, że prokuratura postanowiła wydobyć raz jeszcze wszystkie nieskremowane ciała, zwróciła się o pomoc do hierarchów Kościoła katolickiego. Ci, w ostatnich latach nieraz wypowiadając się w wielu sprawach, które doprawdy nie należały do strzeżonego przez nich depozytu wiary, tym razem nagle objawili wstrzemięźliwość. Najpierw, niestety, ksiądz kardynał Nycz, a potem rzecznik Episkopatu, ksiądz Paweł Rytel-Andrianik, wypowiedzieli się w sposób, który wydaje się dokładną odwrotnością ewangelicznego wskazania: „Niech mowa wasza będzie: tak – tak, nie – nie” (Mt 5, 37;. z szacunku dla mojego biskupa miejsca nie przytoczę zdania, które w Biblii pada zaraz potem). Rzecznik stwierdził, że „zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością” i że „współczujemy wszystkim rodzinom, które straciły swoich bliskich pod Smoleńskiem”, ale „wyjaśnienie przyczyn katastrofy od początku budzi liczne kontrowersje”, gdy „jedyną przyczyną, dla której ekshumacja ofiar katastrofy smoleńskiej byłaby moralnie usprawiedliwiona, może być wyraźna i obiektywna potrzeba wynikająca z dążenia do poznania prawdy (…) Trzeba też przypomnieć, iż bezpośrednio po katastrofie nie przeprowadzono w Polsce sekcji zwłok żadnej z ofiar”. Czyli, jak to ujął ksiądz kardynał, „duchowo i empatycznie jestem absolutnie po stronie rodzin”, więc… „trzeba by bardzo wyraźnie społeczeństwu wyjaśniać, dlaczego to jest konieczne”.

Wśród internautów pojawiły się też głosy zdziwienia, czy naprawdę potrzeba ekshumacji wszystkich ofiar katastrofy. Te, w mojej ocenie bardziej poczciwe, niż przytoczone wyżej, są jednak przejawem naiwności. Wydaje się przecież jasne, że cała opowieść o zamachu znajduje się obecnie w przededniu całkowitego załamania. Objawianie światu jako wstrząsającej rewelacji rozmowy Putin-Tusk, od sześciu lat dostępnej na YouTube, było jednoznacznym sygnałem. W tej sytuacji trzeba wydłużać cały proces. Podtrzymywać zainteresowanie. A przy tym może jednak coś gdzieś się znajdzie. Może znowu jakieś urządzenie wykaże ślad środka chemicznego, który ewentualnie mógłby być substancją wybuchową (jak o tym już raz donosił w „Rzeczpospolitej” Cezary Gmyz). W razie czego powie się, że ów ślad na pewno był, ale w tych ciałach, które zostały poddane kremacji…

W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło wielu ludzi, których nie znałem. Wielu innych znałem jedynie z mediów – i w większości oceniałem bez entuzjazmu. Z kilkoma zetknąłem się osobiście. Z jednym, Tomaszem Mertą, czułem się zakolegowany, bardzo go lubiłem i szanowałem. Chciałbym oddać im kiedyś hołd poza kontekstem tej naszej strasznej, zimnej wojny domowej, w który zostali uwikłani po śmierci. Chciałbym pomyśleć serdecznie o Tomku, który był przekonany, że nasze państwo jest wartością niezależnie od tego, która z partii akurat wygrała wybory (był wiceministrem tak w rządzie PiS, jak potem PO), pomyśleć o nim w takim właśnie państwowym duchu. Bez niepoważnych sugestii, że za jego śmierć odpowiada „polityk o nazwisku na T.” i bez sprowokowanych przez nie niesmacznych kpinek. Ci ludzie naprawdę zginęli; nie ma powodu wątpić, że każdy z nich starał się w życiu podejmować słuszne decyzje – choćbyśmy się z nimi nie zgadzali – i nic by im się nie stało tylko wtedy, gdyby 10 kwietnia siedzieli w kapciach w domu i narzekali przy herbatce, że mamy w Polsce kiepskich polityków.

Gdyby nie ambicja obecnych władz, by dowieść nieprawdy, moglibyśmy raz jeszcze pomyśleć o nich w ten sposób w nadchodzące Zaduszki. Bo z perspektywy tego dnia nasze najgorętsze spory… nie to, że nie mają znaczenia w ogóle, ale mają je jednak mocno ograniczone.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

30 komentarzy do "Zaduszkowy spacer"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
krakus

Człowieku sekcje nie były zrobione rzetelnie. To normalna praktyka że jeśli wyjaśnienie czyjejś śmierci nie zostało zrobione to się tak robi. A wy próbujecie na tym zbić kapitał polityczny. Jak Kucyk trafi do pierdla za alimenty to pewnie też będzie więźniem politycznym. Leczcie się.

piciu60
Sam piszesz, że jeśli wyjaśnienie czyjejś śmierci nie zostało zrobione, to się robi sekcję. Zatem na „chłopski rozum” przyjmujesz brzmienie art. 209 kpk, jak wszyscy normalni ludzie, że jeśli istnieją podejrzenia o przestępcze przyczyny czyjegoś zejścia, to należy ciało zbadać, by te przyczyny nazwać. Trudno jednak nazwać przestępczymi powód śmierci 96 osób znajdujących się w samolocie, który, zamiast wylądować, spadł. Przyczyny upadku samolotu tłumaczy oficjalny dokument tego państwa i prawa międzynarodowego, sporządzony przez tzw. Komisję Millera. Wasza, pisia komisja, nawet nie zbliżyła się do całościowego wytłumaczenia przyczyn upadku samolotu, głosy w głowie Antoniego to nie dowody. Stąd mamy smoleńskie wykopki,… Czytaj więcej »
krakus

masz na myśli rozmowę w której Putin instruuje Tuska co do zamachu na sopockim molo?

Maciek123454321
Mam gorącą prośbę. My tutaj uznaliśmy, że osobnik kryjący się pod nickiem „krakus” jest płatnym hejterem delegowanym na odcinek walki z KOD-em. Z tym indywiduum jakakolwiek dyskusja jest bezcelowa. Proszę tylko przeczytać, co on pisze. Postanowiliśmy go zignorować, bo każda odpowiedź zachęca go tylko do jeszcze większego jątrzenia. PiS to świadectwo zbiorowego obłąkania. Wątpię, by 1 listopada stał się dniem zadumy dla tych ludzi. Jeżeli już, to będzie kolejny dzień zadymy. I jeszcze drobiazg na koniec. Mateusz Kijowski tkwi jak drzazga w d… politykierów pisowskich. Nienawidzą go i jednocześnie boją się siły oddziaływania społecznego ruchu, który narodził się „znikąd”. Proszę… Czytaj więcej »
Wiesław
Pan Jerzy zwrócił uwagę na jeden ważny, a pomijany aspekt. Nasze życie, życie autorytetów i antybohaterow nigdy nie jest jednowymiarowe. Ocenianie pośmiertne często nosi znamiona wartościowania dobry/ zły. To że tak nie jest, widać na kontrowersyjnych przykładach najlepiej.król Stanisław August, pułkownik Kukliński, są świetnie wybraną reprezentacją takich rozdartych postaw. W naszej współczesności takich postaci jest więcej, a to za sprawą ewidentnej linii podziału społeczeństwa. Bohaterowie dla jednych stają się synonimem zdrajców dla drugiej strony. Jednocześnie trwa rozdrapywanie tych bohaterów ktorzy wciąż mają silne oddziaływanie uniwersalne. ( Jan Paweł Drugi, Józef Piłsudski) Ja sam też ulegam pokusom klasyfikowania przeszłości i teraźniejszości… Czytaj więcej »
Maciek123454321

Bardzo mądre słowa, panie Wiesławie. Podpisuję się w 100%.

Janka

Ja też, w 100%, obydwiema łapkami!

Aram

Zgadzam się, że ekshumacje to przykrość dla rodzin, ale jednocześnie konieczność, bez której będzie trudno nie tylko posunąć się do przodu ze śledztwem smoleńskim, ale przede wszystkim trzeba w końcu mieć pewność, kto (lub co) znajduje się w środku. Przypomnę tylko, że nawet rodziny sprzeciwiające się ekshumacji nie mogą mieć pewności, że 1-go listopada zapalą znicz na grobie kogoś bliskiego. Być może to jest odpowiedni czas, aby wreszcie w spokoju i porządnie zbadać to, co Rosjanie do trumien powkładali …

piciu60
Pamiętam z dawnych czasów, kiedy ludzie, którzy przeżyli IIWW byli obecni w życiu społeczności, formułę z dnia Wszystkich Świętych . Nie było dokąd iść, świeczkę zapalić czy złożyć kwiaty, było tylko nazwanie, z imienia i nazwiska, osoby, tylko wspomnienie nad czerniną. To, że nie ma gdzie, lub nie wiadomo na pewno na czym świeczkę się zapala, to w naszych dziejach nie nowość. Pismo prokuratury, informujące rodziny o ekshumacjach, jako powód wymienia wyłącznie poszukiwanie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tam nie ma nic o identyfikacji, innych próbek trzeba do badania obecności materiałów wybuchowych, a innych do badania DNA. Czyżbyś zarzucał kłamstwo pisiej prokuraturze?… Czytaj więcej »
Aram

Nie znam pisma Prokuratury, ale dla mnie logicznym jest, że jeśli są rodziny, które na ekshumację czekały 5 lat, bo nie wiedzą do dzisiaj kogo pochowały, to również (a może przede wszystkim) zostanie to raz na zawsze i dokładnie wyjaśnione i zweryfikowane.

piciu60

Jesteś zajadłym, niemerytorycznym pisim trollem. Nie wyjeżdżaj mi tu z logiką, to „pisia logika” obok logiki nigdy nawet nie przechodziła. Przecież ci napisałem, że prokuratura nie ma żadnego zamiaru identyfikować szczątków, napisała to wszystkim rodzinom, nawet skoligaconym entuzjastom ekshumacji, właśnie tym, którzy tej powtórnej identyfikacji pragnęliby. Mam rozumieć, że w pisim państwie prokuratura może sobie pisać jedno, a robić coś zupełnie innego, w tym przypadku szukać takich przyczyn upadku samolotu, które pasują konusowi i Antoniemu do ich wcześniejszych występów? Żebym ja sobie przypadkiem nie pomyślał, co mogę napisać, a co faktycznie zrobić.

Aram

„powtórnej identyfikacji” w większości przypadków nie będzie, bo to pierwsza i ostatnia identyfikacja. Powtórna identyfikacja może dotyczyć kilku przypadków, włącznie z parą prezydencką.

piciu60

Ta formułka z dnia Wszystkich Świętych, to „zginął na wojnie”.

Maciek123454321

Śledztwo smoleńskie? Tą hucpę, którą uprawia PiS z Macierewiczem na czele nazywa pan śledztwem? Sama osoba Macierewicza, który 10 kwietnia 2010 (wiedząc już o katastrofie) udał się na zasłużony obiadek otoczony wianuszkiem posłów z PiS-u, a potem szybciutko wsiadł do pociągu, aby pomknąć do Warszawy, budzi sprzeciw ogromnej ilości osób, także tych popierających PiS. Trudno traktować poważnie faceta, który wymyślił już około 20 teorii na temat tej katastrofy. Tutaj naprawdę kłania się psychiatra. Czy myśli pan, że 1 listopada stanie się dniem zadumy? Ja w to szczerze wątpię. Jeżeli nie jest pan nasłanym trollem, proszę o tym pomyśleć.

Aram

Nie jestem adwokatem ministra Macierewicza, ale argument o „ucieczce ze Smoleńska” jest tak niedorzeczny i absurdalny, że aż trudno to komentować. Przypomnę tylko, że Macierewicz był szeregowym posłem, w dodatku opozycyjnym. Dużo bardziej zastanawiająca wydaje mi się postawa BOR-u (przed i po tragedii) oraz premiera Tuska, który nie ukrywał swojej radości po zamachu.

Maciek123454321

Czyli – troll. Od teraz ignoruję pańskie wypowiedzi.

Ted

Jaka jest różnica między wykopaniem 20, 40 czy 90 ciał ?
Jeśli są jakieś ślady wybuchu, to 20 wystarczy by to stwierdzić. Część rodzin nie tylko zgadza się, ale chce ekshumacji, więc zacząć od grobów tych ofiar.
Ale chodzi chyba o manifestację siły – zrobimy bo możemy.
Ciekawe, czy nowe wojsko, obrona terytorialna, będzie ochraniać ekipy dokonujące ekshumacje. „Prawdziwi patrioci” powinni ich wspomagać swoimi bejsbolami.

Aram

Nie chodzi (tylko) o „ślady wybuchu”, ale o zawartość zalutowanych trumien, dlatego nie ma innego wyjścia, jak sprawdzenie wszystkich. Poza tym, byłoby to dość niesprawiedliwe, aby przez celowe zaniechanie tych czynności przez rząd Tuska zaraz po tragedii, konsekwencje tych czynności ponosiły rodziny najbardziej poszkodowane, które na prawdę o swoich bliskich czekały ponad 5 lat …

Rebeliancik
Proponuję zaprzestać roztrząsania PiS-u, „szkoda czasu i atłasu” Teraz najważniejsze to doprowadzić do zjednoczenia opozycji by była ona w stanie wygrać najbliższe wybory samorządowe i do sejmu. A już tylko mniej niż 2 i 3 lata pozostało. Partie opozycyjne dalej grają na własnych instrumentach i w oczach nas obywateli brzmi to jak niespójna kakafonia. Drugim najważniejszym celem jest przedstawienie jak ma wyglądać państwo i naród po PiS-ie. Tylko w ten sposób można zmotywować obywateli na głosowanie na opozycję. To powinien być jeden wspólny dla całej opozycji przekaz. Pragnę zauważyć, że PiS i jego notable będą zdeterminowani aby wygrać i zrobią… Czytaj więcej »
Rebeliancik

Niestety wizja aby przeglądać szczątki jest co najmniej jałowa z tego prostego powodu, że w wyniku katastrofy lotniczej
większość tych szczątków została rozdrobniona i wymieszana. Przy takiej fragmentacji trudno to uznać za realistyczne.
No może z wyjątkiem osób, które znajdowały się w oddzielonej salonce.

Zwinka
Pamiętam wywiad ze specjalistą od katastrof lotniczych ( nazwiska nie pamiętam), krótko po Smoleńsku. Starał się mówić możliwie delikatnie o tym, co się stało po „przespacerowaniu się” silników ( w Tupolewie są z tyłu…) przez samolot po zderzeniu z ziemią…jak również o kuli, w jaką musiały zbić się ciała pasażerów. Rodziny ofiar, których ciała pozostały we względnej „całości”, mogą mówić o dużym szczęściu. Pisowscy sadyści mogliby pooglądać trochę „Katastrof w przestworzach”, jeśli nie ufają naszym specjalistom, ot, chociażby dokument o katastrofie lotu Crossair 3597 w Zurychu, której przyczyny były w pewnym stopniu zbliżone do tej w Smoleńsku (chociaż lotnisko w… Czytaj więcej »
Aram

1. Kilka osób przeżyło zamach w Smoleńsku (zostali zabici)

2. Np. Anna Walentynowicz miała tylko lekkie zadrapanie, a takich osób było więcej …

Maciek123454321

No i mamy kolejnego kłamliwego trolla. Proszę uprzejmie dopisać tego osobnika do listy ignorowanych trolli.

piciu60

Weź się pestką udław, od truskawki.:- ))

Janka

I ten zamiar podrzucenia „dowodów” ….. (czego?) jest chyba jedynym logicznym wytłumaczeniem nagłej potrzeby ekshumacji szczątków ofiar katastrofy smoleńskiej!!!!!

Zwinka

Pisowskie „wiewiórki” mówią, że chodzi o drugi, prawdziwie patriotyczny pogrzeb …a rodzinom traumę wynagrodzą sowite „datki” z państwowej (czyli naszej) kasy…Gosiewska to nie wypadek przy pracy tylko początek takiej akcji. Pożyjemy, zobaczymy…

Janka

Zgadzam się z panem Jerzym Sosnowskim, że zmarłym należy się spokój. Można o nich dyskutować, chociaż dobry obyczaj zabrania mówić źle o zmarłych, ale na pewno nie wolno zakłócać ich spokoju. I tak, czy to w przypadku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii Kaczyńskiej niepotrzebnie pochowanych na Wawelu, czy innych ofiar katastrofy smoleńskiej nie powinno dokonywać się ekshumacji, które wiadomo, że niczemu dobremu nie służą. Zakłócenie spokoju zmarłym i zadawanie kolejnego bólu rodzinom źle wróży podejmującym decyzje w tej sprawie!!!!

Agnieszka

Panie Jerzy, pierwszy raz komentuję, natomiast zawsze czytam Pana wpisy i Pana książki (po wielokroć). Primo – bardzo dziękuję za ten post, jest nader zgodny z moimi przemyśleniami. O Gomułce cztyałam wręcz, że walił pięścią w stół i się awanturował 🙂 A jeśli chodzi o rodziny smoleńskie i tę identyfikację, której i tak nie będzie? Czy jeśli kładę znicz na grobie, w którym leżą niezidentyfikowane zwłoki, ale w myślach mam osobę, której imię widnieje na tabliczce, to ten znicz jest „nieważny”? Naprawdę mam w nosie, czyje szczątki leżą w tym grobie. To pamięć się liczy.

Aram

Jeśli tak, to te ekshumacje tym bardziej nie powinny Państwa bulwersować, a może dla kogoś to będzie wreszcie ulga po 5, a może i 6 latach oczekiwania i niepewności …

Rebeliancik

A czy będą dosypywać trotyl do tych ekshumacji, czy to nie spowoduje w następstwie wybuchów jak przedawkują?

wpDiscuz