Zgaście pochodnie

Zgaście pochodnie

Pochodnie nienawiści będą płonąć, ale trzeba sprawić, by nie były widoczne w nas. Prędzej czy później zgasną, jak pamięć o  tych, którzy je rozniecili.

W jednym z fragmentów pamiętnika właściciela delikatesów w Berlinie, który jako Żyd w latach trzydziestych musiał opuścić Niemcy, pojawia się obraz zmiany. Otóż stali bywalcy sklepu, matki z dziećmi, mężczyźni uchylający w powitaniu kapelusza, pokazali swoje prawdziwe twarze. Bez makijażu uprzejmości, bez korekty kultury. Propaganda i polityka uwolniła demony. Doszło do tego, że stały klient uderzył go w twarz, bo właściciel sklepu był Żydem i gest oznaczał opowiedzenie się po jedynie słusznej stronie.

Obraz ten powraca do mnie często, gdy myślę teraz o „dobrej zmianie”, gdy obserwuję bezwstydne zdejmowanie masek, dostrzegam wyłaniające się spod nich wykrzywione nienawiścią twarze elit władzy, gdy jestem świadkiem wykluwania się fanatyzmu wśród ludzi z natury serdecznych –  jakby coś, jakieś złe dotknięcie odwróciło znak plusa na minus i odebrało ludziom godność, zastępując ją oddaniem idei „uzdrowienia” narodu i obsesją bycia lepszym. W osiągnięciu tej przemiany niebagatelny udział ma obietnica, zaś jednym z powodów tak radykalnego odwrotu od wartości demokratycznych jest lenistwo i zamykanie się w kręgu własnych spraw. Obietnica bycia ważnym, obietnica opieki państwa, obietnica dobrej przyszłości, obietnica pieniędzy – powracają sezonowo, ale kiedy wzmacnia je nienawiść wierzy się w nie dłużej, a nawet bardziej rozpaczliwie. Tam, gdzie jest rozpacz – jest i determinacja. I tak pochód ludzi o niespełnionych nadziejach, o roszczeniowym stosunku do świata, o pączkujących ambicjach zasila szeregi wielkiego mistyfikatora. To elektorat. Wierny. Starannie więc układa cegły, aby wznieść mur nienawiści. I mury rosną. Stawiane z przerażającą konsekwencją i uporem przez pilnych budowniczych. Ten elektorat zamyka uszy na głosy przeszłości, powoli głuchnie i przestaje rozumieć. Bo mu obiecano, więc rozumienie jest niepotrzebne. Zastępuje je wiara w spełnienie obietnicy. Tak rodzi się nowy człowiek wodzowskiej epoki. Mówi inaczej, znajduje inne słowa, niezrozumiałe w świecie wartości, pełne nienawiści wobec innych. Te słowa uderzają w splot słoneczny, odbierają oddech. Nowy człowiek nie ma litości. Walczy o spełnienie danych mu obietnic.

Mistyfikacja i manipulacja w imię dobra
Kluczem do rozwikłania zagadki skuteczności niszczenia demokracji jest konsekwencja w działaniu jej wrogów. Zaczyna bowiem być postrzegana jako przyczyna wszelkiego zła. To w nią uderza propaganda głosząca, że to demokracja właśnie doprowadziła do rozmycia nie tylko granic rzeczywistych między państwami Europy, ale granic wewnętrznych każdego z nas. A na to jej wrogowie pozwolić nie mogą, więc oświecają społeczeństwo. I starają się zaszczepić lęk przed utratą tożsamości.

Z drugiej strony jest inny świat. Władza demokratyczna szanuje swobody obywatelskie, nie jest autorytarna, wyznaje umiłowanie wolności i opiera się na zaufaniu. Ufa ludziom i samo myślenie o „braniu ich za mordę i dyscyplinowaniu” budzi niechęć i jest sprzeczne z wyznawanymi ideami. Nie lęka się, bo wie, jak inspirująca jest wolność dla rozwoju jednostki. Ale nie każdy dobrze się czuje w świecie wolności. Ucieka od niej pod skrzydła władzy autorytarnej, zapewniając sobie tym samym bezkarność. Taka władza usprawiedliwia błędy, wymaga jedynie wierności zbiorowej, bez problemu wprowadza dyscyplinę, uwalniając ludzi od konieczności podejmowania decyzji. Posłuszeństwo staje się drugą naturą obywateli.

Władza demokratyczna zabiega o swój elektorat, szanując prawo wyboru, obywatele biorą odpowiedzialność za swoje czyny. Nie zawłaszczają cudzej odwagi, bo sami są odważni na tyle, aby o sobie decydować. Świętują demokrację, nie rozpamiętują jej wcześniejszej nieobecności. Burzą mur.

Nie byłaby nowa władza tak skuteczna w działaniu, gdyby nie jej wiara w to, że człowiek jest z natury zły i gnuśny. Że prawdziwa dobroć zawsze przegrywa, a ta udawana przynosi pożądane efekty. Takie myślenie reprezentują twórcy i ideolodzy systemów totalitarnych. „W imię waszego dobra” usprawiedliwia wszystko, największe kłamstwo, bo służy ono w pojęciu zamordystów ich jedynie słusznej prawdzie. Ich wodzowie wiedzą, że ludzie mają zazwyczaj dwie twarze. Sami przecież widzą je codziennie w lustrze. Podwójność odbicia twarzy zaciera granice między dobrem a złem. Stąd już tylko krok do utożsamienia się z silniejszym, obcym widmem. Wystarczy więc odebrać patrzącemu tę drugą twarz, myślącą, obrzydzić ją, podważyć jej racje i zastąpić własną, rządzącą. Portretem wodza. Tak rodzi się fanatyzm. Za fanatyzmem stoi przekonanie, że wszelkie chwyty są dozwolone, bo przecież głównym alibi totalitaryzmu jest uzdrawianie społeczne i stawianie granic, na nich zaś rozciąganie zasieków. Aby nie przedostali się wrogowie.

Słowa i czyny
Żyjemy stale w dwóch porządkach komunikacji. Teraz w Polsce jest to widoczne wyjątkowo wyraźnie. W języku pokoju i języku nienawiści. Ten ostatni służy podnoszeniu temperatury, rozgrzewaniu atmosfery, nie szanuje interlokutora, uwalnia słowa, które dotkliwie ranią, użyte w sferze społecznej mogą krzywdzić, mają zabójcze działanie. Podczas obrad sejmowych, obrad komisji wykrzykiwane są obelgi, na porządku dziennym jest przerywanie, niedopuszczanie do głosu posłów opozycji, prężenie muskułów. Rośnie przepaść i rodzi się obcość. Ten teatr zachowań, z czasem oswojony przez widza prowokuje i wyzwala obojętność. A ona jest niezwykle niebezpieczna. Słowa powszednieją, przestają „znaczyć”, odrywają się od swoich desygnatów. Umierają. Robi się miejsce na przemoc. Łatwo jest pozbawić słowa znaczeń, trudniej je przywrócić. Zmienia się język dialogu. Nie ma już tak naprawdę miejsca na dialog. Wzrasta poziom nienawiści, słusznie myślący polityk bezwstydnie pławi się w plugastwach, im więcej oszczerstw – tym bardziej zasłużony dla sprawy. Świat przestaje być przejrzysty. Rodzą się teorie spisków.

Budowanie mitów
Starannie budowany mit „poległych pod Smoleńskiem” to klucz. Klucz do puszki Pandory, której wieko powoli się otwiera, aby wypuścić w świat wieczny spór i wzajemne niezrozumienie. Z cyniczną konsekwencją lepi się w ludzkiej wyobraźni pomniki pamięci. Nie z myślą o tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej; nie, aby pamiętać tragicznie zmarłych w wypadku przedstawicieli wszystkich opcji politycznych; nie, aby nie zapominać o ofiarach innych katastrof,  zamachów, knowań –  lecz z myślą o kapitale politycznym i wiecznej żywej krzywdzie, jaką uczyniono prawicy. Ludzie, ich historie zostały skutecznie pogrzebane. Nad wszystkim unosi się wielka postać, rzucająca cień na wrak samolotu. To ona jest ważna w tym micie. Nikt inny. Mit wkracza w inne mity, które w przeciwieństwie do niego są prawdą. Prawdą walki w powstaniu, prawdą zmagań z okupantem, prawdą wielkiej odwagi, uwolnionej w przestrzeni okupowanego miasta. Fałszywy mit stara się je zawłaszczyć, pokonać swoją mocą.

Lekcja demokracji
Bez względu na opinię świata i słowa krytyki prezydenta Stanów Zjednoczonych pod adresem dobrej zmiany, władza trwa w poczuciu wielkości. Ta przerażająca i konsekwentna głuchota dowodzi, że nic już się nie liczy. Nikt się nie liczy. Ludzie, historia, obietnice, bohaterowie i fakty. Ale przez chwilę, podczas szczytu NATO, gdy usłyszeliśmy głos Baracka Obamy, poczuliśmy, jak powraca sens i właściwa miara rzeczy. Prezydent USA odwołał się do historii Solidarności, do tradycji wolnościowych w Polsce. Apelował o poszanowanie praw człowieka. Przez moment wydawało się, że jego głos zgasi pochodnie. Ale słowa nie dotarły do wyznawców nowej władzy, zostały przekłamane w tubie propagandowej rządu. I pochodnie płoną nadal. Prawicowi publicyści wylewają pomyje.

Moc pochodni i zamki na piasku
Pochodnie dają moc, rozpalają nienawiść. Płoną coraz silniejszym blaskiem. Dym dusi i odbiera zdolność jasnego myślenia. Pochodnie na Krakowskim Przedmieściu nie gasną, nawet jeśli ich nie widzimy. Prawdziwa twarz idącego w pochodzie jest zacięta. Maluje się na niej patriotyczne uniesienie. Zmanipulowany zręczną retoryką, zwykły zjadacz chleba nie będzie analizował powodów, dla których dał się porwać. Jego marsz jest odpowiedzią na deficyt wiary nie w absolut, lecz jest wyrazem wiary w wodza, w ojca narodu, który nazywa – w jego odczuciu – rzeczy po imieniu. Te słowa, które wódz w nim zaszczepia, przekładają się na ksenofobię, zaś uniesienia w akcie zbiorowej manifestacji wiary – przemieniają w groźne świętowanie i agresję. Ściska więc mocno pochodnię, wpatrując się w plecy maszerujących w szeregu współwyznawców.

Pochodnie niosą pokój albo nienawiść. To znak ambiwalentny. W odczuciu niektórych są symbolem dobra. Dają więcej światła, pozwalają dostrzec zagrożenia. A tych teraz w Europie wiele. Każdy akt przemocy ma swój kolor i pochodzenie. Ten biały jest normą, nie czas o nim mówić; odmienny jest na ustach wszystkich, zapowiada początek kryzysu wartości w świecie i groźbę wojny. Wszystkie kryzysowe sytuacje mają to do siebie, że odpowiedzialność przenosi się na obcych. Klucz do sukcesu nacjonalizmów europejskich to właśnie kryzys – słowa klucze wszy, choroby, obcość, pojawiające się w naszej polityce nie rażą prawicowych wyborców. Odnajdują w nich poczucie bezpieczeństwa, widzą akt odwagi. I to jest naprawdę przerażające. Obcesowe, cyniczne lekceważenie wartości. „Uchodźca przynosi choroby”, władza się nie kryje, szuka mocnych słów, odwołuje się do ponurej tradycji piętnowania inności – tak jawne prezentowanie poglądów to odpowiedź na potrzeby wystraszonego elektoratu.

W czasie, gdy Hitler doszedł do władzy, a kolejna noc Walpurgii rozgorzała w świetle pochodni maszerujących w czarnych mundurach żołnierzy, w nadmorskich kurortach trwały tańce, a dzieci w dzień budowały zamki z piasku. Wbijały maleńkie flagi ze swastyką w wysoką wieżę. Duma dorosłych sprawiała, że zamki ogromniały, dzieła wzrastały, aby tej samej nocy ulec unicestwieniu. Codziennie zabierało je morze. Te zamki z wbitymi w wieże chorągwiami, powiewającymi na wietrze niosącym wilgoć od morza, zapowiadały wydarzenia w Europie. A potem znikły. Zdmuchnięte powiewem historii. Wiatr może zdmuchnąć wszystko. A woda zabrać. Pozostanie opowieść ku przestrodze. A potem nadejdzie zapomnienie i błędy zaczną się powtarzać.

„Innego końca świata nie będzie”
Ci, którzy głoszą swoje poglądy, niezgodne z poglądami władzy, oczekiwać mogą poniesienia konsekwencji swojej otwartości. Zdanie to byłoby prawdziwe, gdyby nie żelazna konsekwencja władzy w ochranianiu swojego wizerunku. Władza nie może sobie pozwolić na męczenników, bo tworzą przeciwwagę dla starannie pielęgnowanych mitów o własnych bohaterach. Bohater po drugiej stronie barykady jest niebezpieczny. Większym wrogiem jest zapomnienie. Większym, bo pisanie na nowo historii wymaga pustej przestrzeni. Czy obecni rządzący mogą liczyć na zapomnienie historii? Czy wierzą, że żelazną konsekwencją działania zmanipulują zbiorowość? Zapewne wierzą, ale nie widzą zarazem, że jeśli ktoś nie był pewien w jakiej żyje rzeczywistości, teraz może być pewien, że znalazł się w zamknięciu. Ten stan prowokuje ciągłe ponawianie prób uwolnienia się z opresji. I wzmacnia. Pamięć nie jest krótka. Potrzebuje jedynie odgrzebania jej na nowo. I skupienia na pielęgnowaniu, aby nie zniknęła. Im więcej więc ograniczeń i przekłamań, tym silniej przemawia prawda. Pochodnie nienawiści będą płonąć, ale trzeba sprawić, by nie były widoczne w nas. Prędzej czy później zgasną, jak pamięć o  tych, którzy je rozniecili.

Ewa Karwan-Jastrzębska

 

  •  
  •  
  •  
  •  

Polecamy również

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Zgaście pochodnie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek123454321
W dniu 10 sierpnia 2010 roku wraz z żoną wybrałem się na Krakowskie Przedmieście obejrzeć czwartą chyba z kolei miesięcznicę katastrofy smoleńskiej. Zastygłem przerażony, kiedy od strony placu Zamkowego zobaczyłem pochód ludzi z pochodniami. Wojny i Hitlera nie pamiętam, ale znam historię. W ułamku sekundy nastąpiło skojarzenie ze słynnym zdjęciem przedstawiającym bojówkarzy Hitlera maszerujących w wieczór 30 stycznia 1933 pod Bramą Brandenburską, fetujących objęcie przez niego stanowiska kanclerza Niemiec. Na Krakowskim Przedmieściu zobaczyłem TO SAMO. Zjawisko deja vu wciąż się u mnie pogłębia. Od dawna widzę w Kaczyńskim polskiego Hitlera. Jeśli ktoś mi zarzuca przesadę, odsyłam do wiekopomnego dzieła Alana… Czytaj więcej »
marta
Demony wychodzą z każdego kąta. Krytykujący rządzących są nazywani zdrajcami, p.o Polakami, resortowymi dziećmi, i po rasistowsku wreszcie: gorszym sortem. Kaczyński bezkarnie wygłasza bzdury o pasożytach, które rzekomo wniosą do kraju nad Wisłą, czystego wszak od wszelkich pasożytów, uchodźcy. Wygłasza peany na cześć tych, którzy myślą tak, jak on, dowartościowując ich mówiąc, że po ich stronie są mądrzejsi, lepiej wykształceni, prawi, prawdziwi patrioci w końcu. Tak jakby wybielanie historii, zamiatanie pod temat niewygodnych tematów było prawdziwym. patriotyzmem. A ja uważam, że mądra miłość jest krytyczna. Trzeba po prostu przyznać przed samym sobą, że Polacy nie są bieli niczym anieli, że… Czytaj więcej »
Wojciech

Piękny tekst. Tyle, że czasem wydaje mi się, że szkoda energii i pozytywnych emocji żeby poświęcać je tak prymitywnym, bezczelnym i zakłamanym zamordystom jak obecna władza w Polsce. Oni zasługują na mocniejsze słowa.

adama

Dodam do tego, że te nienawistne emocje podtrzymuje w narodzie Kościół.

Magdalena

Bardzo dobry artykuł , na pewno dający jakże potrzebne poczucie , że nie jesteśmy tak bardzo osamotnieni w naszym myśleniu , postrzeganiu przerażających przemian w Polsce .Ale niestety tego rodzaju mądre teksty czytane są przez podobnie myślących . Ci , których w dużej mierze to dotyczy żyją w innej rzeczywistości , czytają inne gazety , oglądają inne strony w internecie i nie wykazują najmniejszego zainteresowania samodzielnym, krytycznym myśleniem .

Paweł
Artykuł może i przejmujący. Ale ja go odbieram negatywnie, jako próbę jeszcze zaogniania konfliktu, szczucia ludzi jednych na drugich. Byle okopywać się jeszcze głębiej na własnych pozycjach bez próby szukania porozumienia, czy jakiejkolwiek próby obiektywnego szukania prawdy, opisania rzeczywistosci. Na wstępie historia żydowskiego sklepikarza z Berlina lat 30 tych, i analogia nawet słuszna. Siana latami nienawiść może w końcu wydać tragiczny plon, (dopiero co pobito osoby zbierające podpisy za legalizacją aborcji). „Propaganda i polityka uwolniła demony” tyle tylko że ten artykuł wpisuje się w ta sama retorykę. Dalej krytykowana jest roszczeniowość elektoratu PiS, co zasadniczo nie odróżnia go od elektoratów… Czytaj więcej »
Paweł

Ale lipa, czemu skasowaliście mój długi komentarz?

andi

Bo to K.O.D-owska cenzura pewnie.W obronie demokracji nie pozwala się nikomu z odmiennymi poglądami słowa powiedzieć bo jeszcze ktoś uzna że racje miał.

mario

KOD ma 2 poważne „kotwice”, które nigdy nie pozwolą mu na rozwinięcie skrzydeł.
Pierwsza to sprawa bezgranicznego uwielbienia dla tzw. „uchodźców”, którzy niemal każdego dnia dają o sobie znać w zachodniej Europie (a zjawisko będzie się coraz bardziej nasilało).
Druga „kotwica” to brak jakiejkolwiek reakcji na występki Platformy Obywatelskiej – zadłużanie, podnoszenie podatków, nierealizowanie obietnic, wybieranie sędziów TK „na zapas”, inwigilacje, prowokatorzy… Dlatego KOD nie jest wiarygodny i sprawia wrażenie kolejnego anty-PiSu. Demografia KOD-erów też jest pewnym problemem – starsi ludzie nigdy nie robią rewolucji, a dla młodzieży KOD to totalny obciach.

wpDiscuz