„A bo ty”…

„A bo ty”…

Polityczne „aboty”  nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

Gra w „aboty” wzięła się z gabinetów terapeutów par. Chodzi w niej o kłótnię dla kłótni, a nie o rozwiązanie problemu. Tak naprawdę konkretna i rzeczowa ocena sytuacji zepsułaby grę. Wyobraźcie sobie komunikację i rozwiązywanie problemów w małżeństwie, które rozmawia ze sobą tak:

Ona: – Wyniesiesz śmieci?

On: – Nie wyniosę! Pamiętasz, jak dwa lata temu poprosiłem cię o wyniesienie śmieci, a ty to olałaś?

Ona: – Jasne, wyżywaj się. Nie pamiętasz już, że cię wtedy olałam, bo po raz któryś spóźniłeś się z odebraniem naszego syna z przedszkola i siedział sam, czekając na ciebie jak głupi?

On: – Odezwała się pani mądra! Kiedy robisz zakupy, zostawiasz go na całe godziny pod opieką przypadkowej opiekunki. Nawet nie wiesz, czy jest z nią bezpieczny! Może to jakaś psycholka!

Ona: – Sam jesteś psycholem, poprosiłam cię tylko, żebyś wyniósł śmieci! Robię nam obiad do cholery!

On: – Wielkie rzeczy, obiad! Zrobiłem w życiu sto tysięcy obiadów i za żaden mi nie nawet podziękowałaś.

Ona: – Dobrze, sama wyniosę te cholerne śmieci, a ty możesz iść jeść do knajpy.

On: – I bardzo dobrze! Tam przynajmniej mnie nie otrują!

Ona: – A szkoda!

Idiotyczne, prawda? Kompletnie bez sensu, nieskuteczne, a mimo że nigdy do niczego (oprócz nienawiści i rozstania) nie prowadzi, ćwiczone bez końca w wielu związkach.

Gra w „aboty” polega właśnie na tym, żeby zamiast mówić o problemie lub załatwiać sprawę walczyć o to, kto ma rację każdą dostępną metodą i jak najskuteczniej rozmywać własną odpowiedzialność. Może ja postępuję czasem źle, ale ty trzy lata temu też zrobiłeś coś źle, więc moje „źle” się nie liczy. Zdaniem psychologów, takie zachowanie jest charakterystyczne dla fazy rozwoju dwulatka. Skoro tak, to czemu widzę je ciągle w komentatorskich studiach i na sejmowej trybunie?

Istnieje pewien rodzaj komentatorów i polityków, którzy nie są w stanie omówić jasno i klarownie żadnego problemu społecznego, żadnego błędu czy posunięcia rządu, żadnego przypadku nadużycia władzy, choćby najbardziej rażącego i szokującego, nie są też w stanie jasno opowiedzieć się za czymś lub przeciw czemuś – bez przywoływania przykładu drugiej strony, bez pokazywania, że gdzieś, kiedyś, nawet wiele lat temu, komuś z innej partii zdarzyło się postąpić podobnie źle lub dobrze. Ma to pewnie utrzymać pozór obiektywizmu. Pozór – bo od dawna uważam, że obiektywizm nie polega na tym, żeby udowadniać, że wszyscy kradną po równo, tylko na tym, żeby pokazywać, że na jedną sprawę czasem trzeba spojrzeć z wielu różnych punktów widzenia. Prawda jest taka, że polityczne „aboty” w rzeczywistości nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

W jednym z programów, do których zaproszono mnie jako komentatorkę, taka sytuacja miała miejsce w czasie dyskusji o szokujących zarobkach pań  – asystentek, czy też jak pisze „Gazeta Wyborcza” – „dwórek” prezesa NBP Adama Glapińskiego. Jedna z zaproszonych publicystek właściwie w ogóle nie oceniała tej sprawy, nie byłam jej w stanie do tego skłonić! – nie zajmowała się faktami – bo przez całą audycję była zajęta dowodzeniem, że może i ta sytuacja jest niedopuszczalna, ale i wcześniej za rządów PO czy SLD też tak bywało. Ale kiedy zapytałam ją co z tego, nie bardzo potrafiła sensownie odpowiedzieć.

Co z tego, że osiem czy dziesięć lat temu ktoś zrobił coś podobnego, skoro tak naprawdę problem mamy dziś i dziś musimy rozwiązać pewną konkretną sytuację? Jaki sens, wobec faktu, że tu i teraz nikt nie wynosi śmieci, które śmierdzą, ma przypominanie, że dekadę temu kto inny także nie wyniósł śmieci? Oczywiście żaden, poza stworzeniem wrażenia, że ta konkretna sytuacja się nie liczy, nie ma znaczenia, bo wcześniej było wiele podobnych i tym samym zdjęcie ciężaru winy z ludzi i optyczne zmniejszenie odpowiedzialności polityków stawiających się teraz ponad prawem i przyzwoitością.

Na koniec: nie mam pamięci złotej rybki i nie jestem za zapominaniem, wręcz przeciwnie: uważam, że w życiu publicznym trzeba mieć bardzo dobrą pamięć ponieważ, jak mówił Konfucjusz, najlepszym prognostykiem co do cudzych przyszłych zachowań jest zawsze to, jak zachowywał się w przeszłości.


Nie można wybaczać osobom publicznym, jeśli nie poniosły konsekwencji swoich błędów, nie czują skruchy ani nawet nie prosiły o wybaczenie. W celach edukacyjnych, ze zdrowego rozsądku, a przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa należy pamiętać i przypominać słowa i zachowania osób mających władzę, ale ponad wszystko przeszłość nie może być wykorzystywana do tego, żeby ludziom władzy nadużywanie jej dziś uszło na sucho.

Eliza Michalik

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
JaBuZgredzinkaTomaszZatroskanyMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
smętek
smętek

Szanowna Pani Redaktor, zawsze czekam na Pani mądre artykuły i jeszcze nigdy nie zawiodły one moich oczekiwań. Pisze Pani mądrze, zrozumiale, ładną polszczyzną. Bardzo Pani dziękuję i proszę o więcej.

Jacek Doliński
Jacek Doliński

Ten tekst powinien wejść do zestawu lektur obowiązkowych dla wszystkich polityków, członków rządu i samorządów, dziennikarzy, a także innych osób występujących publicznie na tematy związane z polityką.

Zgredzinka
Zgredzinka

Jak najbardziej, a przynajmniej rozpowszechnić go przez media społecznościowe.
Ja niestety z obawy przed hejtem nie działam na żadnym z nich.

Marek
Marek

Świetny felieton gratulacje. Ta gra jak ją pani Eliza nazwała grana jest od zawsze. Grały w nią wszystkie rządy. Teraz za rządów PiS osiągnęliśmy szczyt. Ciągle obowiązuje przekaz dnia pt „winny jest Tusk i 8 lat rządów koalicji PO-PSL”, politycy rzucają w przestrzeń publiczną jakieś cyfry np poseł Horała których nijak nikt nie potrafi zweryfikować, dzięki którym każdego kto funkcjonował w życiu publicznym można obrzucić błotem.. Kolejna odsłona to działania prokuratury Bierze się jakiegoś delikwenta, organizuje się huczną konferencję prasową jakiego to groźnego „gospodarczego przestępcę” złapali stawia się biedakowi jakieś zarzuty i………..następuje cisza. A przykład byłego szefa celników chyba najlepiej… Czytaj więcej »

Zatroskany
Zatroskany

Taki argument ma za zadanie relatywizację – inaczej odbierzemy sytuację gdy złego zachowania winna jest jedna strona sporu politycznego, a inaczej – gdy ukażemy ją w szerszym kontekście. Przy czym, to że „wszyscy kradną” nie powinno oczywiście przesłaniać nam najważniejszego – że jesteśmy okradani TERAZ. Podobnie w dyskusji – co innego wspomnieć raz (żeby nakreślić szerszą sytuację), a co innego stosować „aboty” przez cała dyskusję, jako jedyny argument.

Tomasz
Tomasz

Bardzo ładnie napisane. Po prostu klasa.

JaBu
JaBu

To przypomina cytat z klasycznego filmu: „a ja tydzień temu ściszałem telewizor…”