Akcja „Pielucha”

Akcja „Pielucha”

Afera żyła zaledwie kilkanaście godzin, po czym posłanka Pielucha ogłosiła stanowcze dementi. Powiedziała, po prostu, że wcale nie powiedziała tego, co powiedziała. Szkoda, bo pomysł, który rzuciła posłanka PiS jest jak najbardziej godny nie tylko uwagi, ale jak najszybszego wprowadzenia w życie. Zakłada bowiem uwolnienie Polski, raz na zawsze, od elementów obcych i źle życzących naszemu Narodowi. A więc ateistów, innowierców oraz tych, co łamią polską Konstytucję.

Metoda, którą zaproponowała posłanka Prawa i Sprawiedliwości jest najprostsza z możliwych. Wywrotowy element należy niezwłocznie deportować. Wszyscy podejrzani o złorzeczenie Polsce i jej najlepszym synom (czyli „dobrej zmianie”) w zamian za dalsze prawo pobytu na naszej ziemi powinni otóż podpisać „lojalki”, zaświadczając, że do naturalnej śmierci respektować będą „wartości” drogie sercu każdego prawdziwego Polaka. Kto powinien złożyć podpis pod taką deklaracją narodowej moralności? A to się chyba rozumie samo przez się. Z podpisywania mają być zwolnieni katolicy, w tym, ma się rozumieć, przedstawiciele „dobrej zmiany”.

W tym miejscu rodzi się jednak pytanie, czy aby akt chrztu jest wystarczającym dowodem na wierność naukom Kościoła oraz patriotyzm. Bo przecież na „dobrą zmianę” głosowało zaledwie 30 procent społeczeństwa, tymczasem ze statystyk wynika, że katolików jest nad Wisłą nieomal sto procent. Druga rzecz – marsze KOD-u. Sami komuniści i złodzieje, a przecież większość z nich została ochrzczona!

Więc może potrzeba jeszcze będzie pieczątka z parafii? No, ale chodzenie na mszę i przyjmowanie księdza po kolędzie też o niczym jeszcze nie przesądza. Bo, na przykład, w czasie sejmowego zamieszania po głosowaniach „aborcyjnych” z tak zwanych „środowisk radiomaryjnych” dały się słyszeć głosy, że wiara niektórych posłów Prawa i Sprawiedliwości pozostawia wiele do życzenia, skoro tak zawiedli w godzinie próby. Liczą się bowiem nie deklaracje, ale czyny.

Czyli żeby już na pewno pozbyć się z kraju wszystkich wrogów Boga, Honoru i Ojczyzny trzeba by – o zgrozo – sprawdzać praktyczne przestrzeganie zarówno Dekalogu (no, wiadomo, niemówienie fałszywego świadectwa, miłość bliźniego, takie tam) jak też Ustawy Zasadniczej.

Trudno się dziwić, że posłanka Pielucha wykazała się zdrowym refleksem i przezornie odwołała swoje słowa już na etapie projektu. Bo gdyby tak wprowadzić je w życie… Szefa MON i jego „komisję smoleńską” trzeba by ciupasem odstawić do New Jersey (w końcu lobbował za Lockheedem, więc azyl mu się należy). Pana Prezydenta też do Ameryki, gdzieś w okolice Ohio, gdzie pewnie by go przyjęli, skoro tak się świetnie dogaduje z elektem Trumpem. Panie z rządu, nazywane w kuluarach sejmowych „tapirami” – na emigrację wewnętrzną do kuchni, czyli tam, gdzie jest ich miejsce. Bo skoro tak promują tradycyjny podział ról i obyczajowy konserwatyzm… Pan minister Morawiecki ostatnio był na Białorusi, więc może Łukaszenka dałby wizę pobytową.

Pierwszą i najbardziej oczywistą konsekwencją realizacji Projektu Pieluchy byłby więc poważny kryzys rządowy i natychmiastowa konieczność rozpisania nowych wyborów parlamentarnych. Pustkami zaczęłyby też świecić ministerstwa i urzędy, a po gmachu Sejmu błąkałby się sam jeden pan prezes Jarosław. Bo on – zdaje się – w ogóle nie kłamie. Po prostu głęboko wierzy w to, co mówi. A poza tym nie łamie Konstytucji. Jest przecież szeregowym posłem.

Z paragrafu „katolicyzm” najbardziej z kolei opustoszałyby – zdaje się – nasze kościoły. Biorąc pod uwagę poziom tak zwanej ewangelizacji społeczeństwa, nawet dla części stanu kapłańskiego wiara musi być tylko pustym rytuałem, skoro zamiast Dobrej Nowiny szerzy z ambon „dobrą zmianę”?

Bilet w jedną stronę powinni również otrzymać politycy, którzy może i nie mieliby problemu z kościelnym świadectwem moralności i nie mają bezpośredniej zasługi w łamaniu ustawy zasadniczej, ale i tak podpadają pod Projekt Pieluchy z paragrafu „patriotyzm”, szkodząc polskiej racji stanu. Kary za te haniebne postępki mogłyby być następujące:
– Osłabianie pozycji Polski w świecie – bilet na autobus do Gruzji,
– Godzenie w sojusze – kuszetka na Syberię,
– Decyzje gospodarcze skutkujące spadkami na giełdzie – dożywocie na Ukrainie,
– Obniżenie kursu złotego – deportacja do Rumunii.

A kiedy jeszcze pomyśleć o tych, którzy ciężko pracują teraz nad zawróceniem Polski z drogi na Zachód i jej przyspieszoną „resowietyzacją”, to świat wydaje się za mały, żeby mógł pomieścić rzesze politycznych banitów znad Wisły. Bo przecież nie da się upchnąć wszystkich bezbożników w Nowej Zelandii, a nieprzeliczonych jawnych, ukrytych i mimowolnych stronników „opcji wschodniej” na Węgrzech i na Białorusi.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
TomszulkiMałgorzataJacekkrakus Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Staszek
Staszek

„zamiast Dobrej Nowiny szerzy z ambon „dobrą zmianę” – genialne! I jakże prwdziwe.

Jacek
Jacek

No cóż… hasła „J..ać Franciszka” nie wymyślili lewacy tylko Polacy-Katolicy.

krakus
krakus

No popatrzcie… a podobną deklarację wypełnia się przy wjeździe do USA, np. pytanie czy nie jesteś terrorystą. Do USA w którym był Kijowski donosić na Polskę.

Małgorzata
Małgorzata

Krakusek jest pewny tego, o czym pisze, bo to przecież ziomale – czujne grono polskich katolików z jackowa zdemaskowało niecne zamiary Kijowskiego osiedlenia w USA i rozwalenia ich ducha narodowego katolicyzmu.

Tom
Tom

Różnicę między deklaracją wizową czy celną składana przy wjeździe do jakiegoś kraju a zobowiązaniem do przestrzegania pewnych przepisów czy norm („lojalką”) wytłumaczyłby ci pewnie średnio rozgarnięty gimnazjalista.

szulki
szulki

To nie pielucha, to podpaska. Pomysł na miarę rozkazu oglądania TVP Info przez gen. Roberta Głąba – nazwisko zobowiązuje.