Antoni, wróć

Macierewicz spiskował i judził prawicowe media przeciwko PiS?

Chyba się przyłączę. Podobnie jak grupa zbierająca podpisy pod petycją o powrót Antoniego Macierewicza do MON, już tęsknię po panu ministrze, jak po żadnym z innych odwołanych właśnie członków rządu. I też uważam, że bez byłego już szefa naszych sił zbrojnych nic już nie będzie nad Wisłą takie, jak przedtem.

Zrobi się – na przykład – niebezpiecznie. Bo przecież nikt nam już teraz nie kupi tych wszystkich latających łodzi podwodnych, pływających czołgów na baterie słoneczne i helikopterów napędzanych helem, wyposażonych w broń elektromagnetyczną. To pewne. I nie dość, że nie kupi. Nikt nawet nie obieca…

Nie wiadomo też, co będzie dalej z tymi obiecanymi poligonami dla jastrzębi z OT w każdej gminie – odpowiedzią obozu patriotycznego na „orliki” PO. I w ten sposób nasza obronność stanie pod znakiem zapytania, bo bez treningu uzbrojeni w nowej generacji kałachy młodzi patrioci z leśnych garnizonów za nic nie ustrzelą choćby jednego bojówkarza ze specnazu.

Ucierpi także nasza polityka zagraniczna, bo raz, że dymisja pana ministra może zagrozić niejawnym, sugerowanym jednak przez licznych komentatorów, dobrym relacjom naszych niektórych polityków z Rosjanami. Bo w razie czego już nikt nas przed Putinem nie obroni. Ale też w nowym rządzie nie będzie już teraz nikogo, kto w godzinie próby stawiłby czoła wrogim potęgom Zachodu i rzucił się do obrony kraju przed atakiem stada Caracali, walcząc z nimi czym się da, a ostatecznie choćby i widelcem. Albo Amerykanie. Gdyby nie pan minister i jego dzielny zastępca, jak nic wcisnęliby nam jakieś wyliniałe Black Hawki. I potem one, te czarne jastrzębie z Ameryki, miałyby bronić nieba, na którym od zawsze królował orzeł biały? Na szczęście w ostatniej chwili uratował nas przed narodowym blamażem refleks pana ministra.

Weźmy rakiety „Patriot”. Gdyby miały chronić naszą ziemię ojczystą, to się powinny nazywać „Patriota”. To po pierwsze. A po drugie „Patrioty” z Ameryki miały nas kosztować po 40 mln każdy. I do tego w dolarach. Tymczasem każdy wie, że patriotyzmu nie da się kupić za żadne pieniądze, wobec czego naszych granic będą teraz bronili prawdziwi patrioci z OT. I tylko za 300 plus na miesiąc.
A propos młodych i oddanych, to nieobecność ministra wyjątkowo negatywnie odbije się też – niestety – na jakości, zwłaszcza estetycznej, kadr podległego mu dotąd ministerstwa. Drugiego profilu równie pięknego, jak ten Bartłomieja Misiewicza, uwieczniony na medalu „zasłużony dla obronności”, w MON nie będzie długo. A może nawet nigdy. Nie będzie też, to raczej pewne, asystentów równie uzdolnionych i urodziwych zarazem, jak inny młodziutki „przyboczny” pana ministra – Edmund Janninger. Bo kto by teraz wyszukiwał takich młodych, zdolnych i pięknych już to w aptece w Łomiankach, już to w dalekim New Jersey.

I jeszcze jedno, być może najważniejsze. Kto będzie, po dymisji, inspirował do działania komisję smoleńską, czy jak tam się nazywa owo gremium „przy ministrze”, powołane do rozpylania sztucznej mgły wokół katastrofy w Smoleńsku? Kto będzie zgniatał puszki i gotował parówki – najważniejsze, jak dotąd – „dowody” komisji na rzecz teorii zamachu?

Szkoda, wielka szkoda, że pana ministra jednak odwołano… Nawet „zmiana” stanie się od tego jakby mniej „dobra”.

Ale najbardziej powinni teraz opłakiwać byłego już szefa MON dziennikarze liberalnych mediów oraz… politycy opozycji ( podobno ciągle jeszcze są jacyś). Bo nikt, jak on, nie dostarczał newsów dnia i nie trzymał w ryzach sondaży na temat „zmiany”. Co jej („zmianie”, znaczy) urosło, to – po jego akcjach – znowu spadało. Antoni Macierewicz nie musiał nawet nic mówić w Radiu Maryja czy pisać w „Gazecie Polskiej”. Wystarczyło, że pojechał gdzieś autem lub nawet, najzwyczajniej na świecie … przeszedł sobie przez ulicę! Teraz, niestety, te piękne czasy się skończyły.

No i jeszcze jedno. Odwołanie ministra przyczyniło się do zdemaskowania ubecko-liberalno-lewackiego spisku na szczytach aktualnej władzy. Bo prawicowe media i komentatorzy, pomstując na tę oburzającą dla nich decyzję, w ten właśnie sposób etykietują autorów dymisji. Czyli premiera Morawieckiego, szefa partii rządzącej – Jarosława Kaczyńskiego oraz prezydenta Dudę. Wprawdzie – jak to ujął bodaj wiceszef „Rzeczpospolitej” – nie bardzo wiadomo, kto w tym gronie jest „lewakiem” a kto przedstawicielem „służb”, czyli „ubekiem”, (bo Mateusz Morawiecki to chyba „liberał”), niemniej jeszcze parę takich dymisji, a okaże się, że za „zmianą”, podobnie jak za „Solidarnością” i Okrągłym Stołem, znowu stoją „ubecy”.

A tak naprawdę, to za odejście pana ministra odpowiada – i powinna za to odpowiedzieć przed suwerenem i historią – „Gazeta Wyborcza” oraz osobiście jej redaktor Tomasz Piątek. Tak uważa redaktor Dorota Kania i – zapewne – jej całe środowisko skupione wokół „GP”. To „zwycięstwo” po raz kolejny potwierdzałoby starą prawdę dziennikarską, że polityka najłatwiej jest „zabić”… gazetą. Toteż ministra należałoby natychmiast przywrócić, żeby potem można go było znowu odwołać, i jeszcze raz, i jeszcze… Więc chyba jednak podpiszę ten apel o przywrócenie Antoniemu Macierewiczowi stanowiska szefa MON.

Bożena Chlabicz-Polak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
SobiepanandaPlus ujemny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Plus ujemny
Plus ujemny

Aż Żalek d.. ściska.

anda
anda

Wszystko prawda. Obłąkany Antoni jest nie do zastąpienia. Choć oczywiście Błaszczak na pewno zrobi wszystko, żeby psuć polską obronność równie efektywnie jak jego poprzedni. W końcu zaledwie dwa lata mu wystarczyły, żeby z części policji zrobić milicję – pissowską formację ds. zwalczania opozycji.

Sobiepan
Sobiepan

Oj, Pani Bozenko ! Przeciez to jest proste jak parasol ! Jontek Maciora po dymisji bedzie mogl sie zaprzyjemniac w sposob nieskrepowany towarzystwem i nie tylko- Misia-Misiewicza i na deser- w kontaktach z Edzia Janingerrem czuc sie „spelniony” jako deflorator roznych tam . Teraz, kiedy nie jest juz pod „ochrona” jurnalistow- bedzie mogl sie ubierac bardziej kolorowo, zeby nie bluznic „teczowo”.
A jego wojownicy z lasow i wiosek, po przejeciu nad nimi wladzy przez plaszczyka- zostana wyposazeni przeciwko spec-nazowi w PARALIZATORY i plastikowe kibelki, zeby tradycji stalo sie zadosc. Howgh !