Tamara Olszewska

Dobra szkoła to pisowska szkoła

Mamy odgrzewany kotlet, a nie żadną nowość. Doczekałam się. Wreszcie minister Zalewska raczyła wystąpić publicznie i przekazać informacje na temat reformy edukacji. Wprawdzie wciąż jeszcze nie wyszłam z mgły smoleńskiej, jaką mi wczoraj zafundował Macierewicz, jednak dałam radę. Nieźle podskoczyło moje ego, bo pisowski język okazał się płynny i zrozumiały, dzięki czemu wiem, co i jak z tą reformą. Będzie wspaniale, będzie sielsko i anielsko, a szkoły polskie wreszcie wypełnią

Mamy to, na co zasłużyliśmy?

Zbyt mocno uwierzyliśmy, że demokracja raz nam dana, pozostanie w naszych rękach na zawsze. Co by było gdyby – to głupie gadanie, bo i tak nie jesteśmy w stanie już niczego zmienić. Jednak wielki jest sens w stwierdzeniu, że „historia jest nauczycielką życia”. Warto więc czerpać z niej pełnymi garściami, nie po to, by gdybać, ale by wyciągnąć wnioski, a ostrzeżenia zamienić w podstawę funkcjonowania obywatelskiego. Dlaczego o tym wspominam?

Romans obecnej władzy z narodowcami kwitnie w najlepsze

Czy to jest przyjaźń; czy to jest kochanie? Biedny ten nasz Kościół polski. Najpierw przez 123 lata rozbiorów był ostoją narodową. W czasie II wojny światowej wspomagał prace podziemia, aktywnie uczestniczył w jego działalności. Potem nastały czasy PRL. To wokół Kościoła zebrała się cała opozycja. Msze patriotyczne, walka o zachowanie polskiej tożsamości, wolnej od komunizmu, wielka rola w okresie stanu wojennego, aktywne wspieranie Solidarności. I nagle przyszedł rok 1989. I

Mowa nienawiści

Jestem, więc myślę. A gdy myślę, to próbuję znaleźć ten moment, kiedy nasi politycy weszli na mało zaszczytną drogą języka byle jakiego i agresywnego. Są tacy, którzy mówią, że wszystko zaczęło się od afery Rywina w 2002 roku, gdy partie ruszyły ostro na lewicę, zdecydowanie rezygnując z tzw. kultury słowa. Inni wskazują na rok 2005 i wybory prezydenckie. Wtedy to bulterier Kurski rzucił się na Donalda Tuska, by pomachać mu

Poznańska Pyra a „armia” prezesa

Dyktatorzy, poza tym, że łamią wszystkie zasady państwowości, demokracją zwane, mieli zawsze swoją grupę wsparcia. Ludzi, którzy zapatrzeni w nich, zakochani, skutecznie prowadzili demolkę, byle tylko zasłużyć na uśmiech, jakiś awansik i zaspokoić własne, rozdmuchane ego. Miał Mussolini swoje Czarne Koszule, Hitler swoją  czarną gwardię czyli SS, Mao Zedong  czerwoną gwardię czyli Hunwejbinów. Wiadomo dyktator bez walecznego zaplecza nie miałby szans. Na naszej scenie politycznej też mamy takiego swojskiego, małego

Poznańska Pyra i Powstanie Warszawskie

Miałam 6 czy 7 lat. Pamiętam ten dzień, gdy mój Ojciec chwycił mnie za rękę, podprowadził do okna i zapalił świeczkę. Popatrzyłam na niego zdziwiona, a On przytulił mnie i zaczął opowiadać o Powstaniu Warszawskim. Niewiele jeszcze wtedy zrozumiałam. Tylko tyle, że w kiedyś w stolicy naszego kraju  Polacy chwycili za broń, by uwolnić Warszawę z rąk wroga. Chwycili za broń, bo pragnęli, byśmy wszyscy; on, mama, ja, moja siostra,