Wojciech Maziarski

Jak pan Prezes skromności uczył

„Uderzymy w wizerunek oszczerców i podważymy ich wiarygodność. Odbierzemy im atrybuty prestiżu i autorytetu, takie jak ordery i odznaczenia, stopnie naukowe czy drzewka w ogrodzie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

– „Jak chce im pan odebrać drzewka w Izraelu?” – zainteresował się pan Prezes.

Maciej Świrski chytrze się uśmiechnął, a na jego obliczu pojawił się wyraz triumfu.

– „Ogłosimy, że zaatakował je kornik drukarz i wyślemy tam harvestery”.

Pan Prezes i ekumenizm

Błaszczak otworzył oczy. – „To przez pana Antoniego” – powiedział płaczliwym tonem. – „Nie mam się gdzie podziać, bo on nie wpuszcza mnie do resortu…” – chlipnął, a z kącików oczu wypłynęły mu dwie łezki. Stoczyły się po brodzie, wsiąkając w jasiek.

Pan Prezes zmarszczył mądre czoło w głębokim namyśle. Dopiero teraz uświadomił sobie, że już od kilku dni widział gorączkową krzątaninę w gmachu Ministerstwa Obrony, ale nie zwrócił na nią uwagi. Myślał, że to nowy gospodarz resortu wywiesił na dachu flagę narodową z kotwicą Polski Walczącej

Pan Prezes i rechrystianizacja Europy

Pan Prezes rzucił ze szczytu drabinki kolejne winogronko, które potoczyło się po podłodze pokoju, znikając za drzwiami. Fiona tylko na to czekała. Jak wystrzelona z procy skoczyła za zieloną kuleczką. Pan Prezes popatrzył w ślad za nią z czułością w oczach i łagodnym uśmiechem majaczącym w kącikach ust, który nadawał jego twarzy charakterystyczny wygląd Giocondy. Uwielbiał swoją kotkę i uwielbiał się z nią bawić w aportowanie winogronek.

Pan Prezes i koty

Gdy po kwadransie dotarł do domu, w progu przywitała go Fiona.

– „Jak się masz!” – ucieszył się pan Prezes. – „Zaraz naleję ci mleczka”.

– „Sam sobie nalej! I tej lafiryndzie z atlasu…” – fuknęła w odpowiedzi, obróciła się do niego ogonem i demonstracyjnie oddaliła się do drugiego pokoju, mrucząc pod nosem: – „Morda zdradziecka, kanalia!”.

Jak pan Prezes stulecie niepodległości uczcił

„Chcesz poznać nasz sekret? Po pierwsze – my, króliki, dużo się ruszamy. Po drugie – zdrowo jemy” – powiedziała Krystyna Pawłowicz, pokazując Dominikowi Tarczyńskiemu pudełko z sałatką.

Wyglądała uroczo. Zamiast zwykłego beretu z antenką miała dziś nakrycie głowy z parą króliczych uszu. Podobne uszka widniały na głowach Anny Sobeckiej i Beaty Kempy. Gdy przed kwadransem weszły we trójkę do Sali Kolumnowej, promiennie się uśmiechając, gwar rozmów umilkł

Jak pan Prezes handlu w niedziele zakazał

– „Niedziela nie jest na zakupy, lecz dla rodziny” – powiedziała posłanka Krystyna Pawłowicz, przełykając sałatkę.

– „Zwłaszcza dla rodziny Radia Maryja” – przytaknęła Anna Sobecka i poprawiła zsuwające się nakrycie głowy z antenką dostrojoną do odpowiedniej częstotliwości. Katolicki głos w jej berecie rozbrzmiewał przez cały dzień, wskazując jej drogę i pomagając podejmować trudne decyzje.

Zebranie w Sali Kolumnowej, poświęcone zakazowi handlu, trwało już od dwóch godzin.

Jak pan Prezes rozkład jazdy ułożył

– „Patriotka…” – szepnął pan Prezes. Dobrze znał ten tradycyjny polski typ polskiej kobiety niepokornej, która za niemieckiej okupacji pod połami wytartego płaszcza ukrywała zakazany boczek. W czasach okupacji komunistycznej przeobraziła się w babę z cielęciną, by za okupacji platformianej dostarczać złaknionej ludności nielegalną prasę patriotyczną i ukryte pod beretem święte obrazki z Tupolewem Frasobliwym. Czego jednak może chcieć dzisiaj, w czasach wolności, gdy dobra zmiana zniosła wszelkie zakazy?

Kaczyński za dużo spacerował, ale kolano będzie wyleczone

Po wakacjach pan Prezes czekał na współpracowników w swoim gabinecie. Przed drzwiami ustawiła się już kolejka podekscytowanych i lekko onieśmielonych osobistości. Była tu Anna Zalewska, której oszałamiający uśmiech jarzył się w półmroku niczym latarnia nadziei, wskazująca drogę żeglującym rozbitkom. Był Marek Suski z nienaganną grzywką, która nigdy nie poddawała się podmuchom wiatru ani strumieniom deszczu. Był Joachim Brudziński w świeżo wyglancowanych kaloszach, w których latem pokonywał bezdenne przepaście