Baby są jakieś inne…

Demonstracja kobiet w Czarny Piątek 23 marca

No, są… Weźmy ostatnio. Była piękna manifestacja, jedenastego listopada. Pan minister od służb wewnętrznych prawdziwie się wzruszył, dzieląc się wrażeniami z tego wzniosłego wydarzenia z widzami „Dziennika|”. Bo to i las flag narodowych, zdobnych falangą. I pieśni patriotyczne, zwłaszcza ta zaczynająca się od słów „cała Polska śpiewa z nami….”. No i ta jedność w narodzie. Znaczy – w Narodzie.

Ale niestety, w nawet najbardziej zgodnej wspólnocie „rasowych separatystów” znajdzie się garstka sponsorowanych przez wrogie Ojczyźnie siły na Zachodzie bab, którym nie w smak ogólnonarodowa radość z powodu odzyskania, po latach brukselskiej niewoli, narodowej suwerenności.

Tak już mają, co zresztą nie powinno dziwić w kraju, w którym niemal sto procent obywateli deklaruje wiarę w Pismo, gdzie – inaczej niż w skandynawskich kryminałach – od początku wiadomo, kto jest winien wszystkich nieszczęść ludzkości. Pramatka Ewa, mianowicie. A więc – jakby nie patrzeć – wszystko przez kobiety.

To pewnie wina słabego charakteru, że zwykle ulegają podszeptom prowokatorów, tymczasem opłacany w euro prowokator to – kolejny po feministkach – winowajca nieustających protestów przeciwko wynikowi demokratycznych wyborów. Bo wszak niewiasty, same z siebie za nic by przecież nie wpadły na to, by piękną patriotyczną pieśń o uchodźcach i co należy z nimi zrobić, traktować jako przejaw ksenofobii czy – Boże uchowaj – rasizmu. Albo brać sympatycznych, pięknie wygolonych młodzieńców z symbolami Polski Walczącej na bicepsach za faszystów jakichś, jakby to Trzecia Rzesza była, a nie Czwarta Rzeczpospolita.

Doprawdy, trzeba ogromnych pokładów złej woli, by w pięknej, rodzinnej, jednoczącej ponad podziałami wszystkie stany i pokolenia Rodaków demonstracji dumy z bezpowrotnie – zdaje się – odzyskanej wolności od europejskiego ucisku dostrzec tych parę transparentów zrywających z brukselską poprawnością polityczną. I – w związku z tym – zamiast jak wszyscy maszerować od prawej, usiąść na trasie pochodu, by tym uporczywym siedzeniem łamać liczne paragrafy i blokować legalne zgromadzenie narodowe.

Wstyd, naprawdę, bo owych czternaście (bo tyle ich było) niewiast, zamiast szlifować bruki i łapać wilka na Moście Poniatowskiego (lub – odpowiednio – pod „Barem Barbara”) lepiej by zrobiło, zostając w domu. Tymczasem zdecydowały się prowokować i „z nerw” wyprowadzać młodzieńców i panny w wieku własnych wnuków. Kto to widział, żeby dorosłe kobiety wrzeszczały, jak histeryczki jakieś, na ulicy. No ale – jak to już jakiś czas temu ustalił Marek Koterski – „baby są jakieś inne”, w związku z czym stanęły, w czternastkę, przeciw ocenianemu na jakieś 60 tysięcy „patriotycznemu” tłumowi rodaków.

To było niemądre. To groziło – dosłownie – kalectwem lub śmiercią. Tym bardziej, że kiedy na babską blokadę spadały race, razy i wyzwiska radosnych manifestantów narodowej dumy, panowie i panie policjanci patrzyli akurat (zapewne według rozkazu) w zupełnie inną stronę… No ale wiadomo – niewiasty rozsądne nie są. Gdyby były, toby nie polazły tam, gdzie żaden facet stanąć by się za nic nie poważył.

Nie bez powodu więc partia aktualnie rządząca, do spółki z zatroskanym o zdrowie moralne Narodu Kościołem, robią więc wszystko, żeby zapewnić polskim kobietom bezpieczeństwo co – jak widać – łatwe nie jest. Niektóre niewiasty, zwłaszcza te zsowietyzowane, co poszły na lep peerelowskiej propagandy i dały się zwieść – jak kiedyś Ewa wężowi – obłąkańczą wizją „równości płci”, wyraźnie nie rozumieją bowiem, że kobieta naprawdę bezpieczna jest wyłącznie w domu.

Tam, nawet jak „spadnie ze schodów” albo się „o drzwi uderzy”, to i drzwi i schody własne są, domowe, rodzinne. I wszystko zostaje w czterech ścianach. A nie tak, żeby po ulicach awantury wyczyniać, młodzież prowokować i panów policjantów fatygować, na czele z funkcjonariuszem Kulsonem.

Ale, niestety, niektóre babska są niereformowalne. Uparte to, zajadłe, nieustępliwe i za nic mające wszystkie dobrodziejstwa, jakimi aktualny rząd obsypuje kobiety, zapobiegając – na przykład – prewencyjnie „syndromowi aborcyjnemu” czy troszcząc się o kręgosłupy (moralne) młodszych roczników Polek, dotąd narażonych na konflikt sumienia w związku z dostępem do procedury in vitro. Albo wyobraźcie sobie, jakie katusze przechodziły przyszłe matki, gdy badania prenatalne wykazywały poważne uszkodzenia płodu. Teraz te wszystkie troski zostaną im oszczędzone jednym prostym zakazem wszystkiego (aborcji, antykoncepcji, badań prenatalnych i „dzieci z próbówki). I pod strzechy od razu wróci błogi spokój. Jest też pięćsetplus dla wszystkich kobiet, które właściwie rozumieją swoja rolę i inwestują swój „kapitał opiekuńczy” w dzieci, rodzinę i wiarę.

A reszcie to być może funkcjonariusz Kulson z kolegami będzie dopiero musiał wszystko „ręcznie” wytłumaczyć. Bo wiadomo – „kobieca logika”.

Inaczej byłoby ich na blokadzie nie czternaście, ale sto czterdzieści tysięcy. Może przyjdą następnym razem. Bo na facetów nie ma raczej co liczyć. Oni owszem, dopisali, ale po drugiej stronie „barykady”, gdzie jeśli nie kopie się pani na wiecu lub blokadzie, nie wyzywa od „lesb” albo „ubeckich wdów”, to tylko dlatego, że można się przy tym zdenerwować albo spocić.

A tak na marginesie, to jeśli po Czwartej RP w ogóle powstanie kiedyś jakaś kolejna, to będzie to chyba Rzeczpospolita Babska.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o