Będzie las, nie będzie „nas”?

Będzie las, nie będzie „nas”?

Od dawna nie było nad Wisłą rządu, który stałby tak mocno na straży naszej narodowej tradycji. Ministrowie pracują po nocach, by nadążyć z przywracaniem szacunku dla dawnych obyczajów, takich, na przykład, jak tradycyjne polowanie na bażanty.

Ale, niestety, na nieskazitelnym dotąd wizerunku obrońców odwiecznych obyczajów pojawiła się rysa. Niby nieduża, ale pęknięcie może się pogłębić, ponieważ problem dotyczy tradycyjnego pojęcia…męskości. Co bowiem – zgodnie ze staropolskim obyczajem – powinien zrobić w życiu każdy potomek dumnego narodu polskiego? Wiadomo – postawić dom, spłodzić syna i… zasadzić drzewo.

Tymczasem za wsadzanie można teraz pójść siedzieć. Kilka dni temu funkcjonariusze wylegitymowali nawet w tej sprawie posła na Sejm Rzeczpospolitej. Co zrobił? Naruszył porządek prawny, sadząc drzewo na trawniku! Tymczasem sadzenie zostało uznane za działanie antyrządowe. Ekoterroryzm taki.

Pierwszy zdemaskował zamachowców, porywających się z motyką na rząd „zmiany” prezydent miasta Kielce, ale teraz z paragrafu o bezprawne wsadzane można już pójść siedzieć nawet w samej Warszawie, o czym przekonał się wspomniany wyżej poseł usiłujący posadzić drzewo w środku trawnika na ulicy Nowogrodzkiej. W tym przypadku prowokacyjna postawa posła była zresztą więcej, niż oczywista. Bo nie dość, że poseł zasadzał się z tym sadzeniem pod oknami Prezesa wszystkich prezesów, to jeszcze wyraźnie chciał zrobić wieś na ulicy, wywodzącej się ze społecznego awansu (już wprawdzie „grodzka”, ale ciągle jeszcze „nowa”). Bezczelność, po prostu!

No, ale problem jest. Bo jak tu teraz, bez narażania się na podejrzenia o niechęć wobec „zmiany”, uczynić zadość tradycji i dowieść, że jest się prawdziwym facetem?

Z drugiej strony awersja partii rządzącej w stosunku do drzew w ogóle, a już brzóz w szczególności, jest jednak jakoś zrozumiała. Bo to chyba oczywiste, że wszystkie brzozy należy wyciąć w pień, tak na wszelki wypadek. A już zwłaszcza te rosnące w okolicach portów lotniczych.

Następne w kolejce będą wiązy albo może topole. Piszę „może”, bo trudno powiedzieć, o co konkretnie potknęła się rządowa limuzyna, wioząca panią premier na spóźnioną kolację.

Potem pod topór pójdą wierzby. Bo płaczące. Tymczasem wróg czuwa i opcja niemiecka może – na przykład – napisać w swoich Der Dziennikach, że to za utraconą demokracją tak płaczą. Po nich zaś będą lipy, żeby odsunąć wszelkie skojarzenia, że „Wiadomości” to lipa.

Natomiast co do Puszczy Białowieskiej (i innych), sprawa da się wyjaśnić troską o dobro tradycyjnej rodziny i nakazu wierności. No bo „puszcza”

A, no i koniecznie trzeba też będzie wykarczować wszystkie jabłonie. Niby prawo własności i takie tam, ale dało się zakazać sprzedaży prywatnych działek, to i na jabłonie magister z TK jakiś paragraf przecież znajdzie. Wszak wiadomo, czym się skończyła historia z jabłkiem i Ewą. Niektórzy bibliści twierdzą wprawdzie, że to nie było jabłko, ale to tym gorzej dla reszty drzew owocowych wszelkich gatunków. Bo z całą pewnością był to owoc z „drzewa wiadomości dobrego i złego”. Jak na razie, to wprawdzie wyznawców Pana Prezesa „nikt nie przekonał, że czarne jest czarne, a białe białe”, ale licho nie śpi. Zwłaszcza odkąd wycięto suche wierzby, w których do tej pory przysypiało. Wystarczy jednak pomyśleć, co by to było, jakby tak partia takich zakazanych owoców trafiła przypadkiem na półki w „Biedronce”? Tak więc – czym prędzej trzeba zdelegalizować, a potem zrównać z trawą wszystkie sady.

Jak widać, z tymi drzewami, to nie było jednak innego wyjścia. Nie dość, że rzucają kłody pod nogi „zmiany”, to jeszcze gorszy sort robi z nich kije, które uporczywie wkłada w szprychy karocy ministra Szyszki.

Poza tym każde drzewo może się z czasem pochylić albo wyrosnąć krzywe. A wtedy cała Europa mogłaby nam na nie wskoczyć. Tymczasem jak się je wszystkie wytnie w pień, to i skakać nie będzie na co. I niech nam wtedy skoczą!

I jeszcze jedno. Od czasów „Makbeta” wiadomo, że lasy poważnie zagrażają trwałości wszelkiej władzy. Taki Las Birnam, na przykład. A przecież wszystko mogło skończyć się zupełnie inaczej, gdyby tylko odpowiedni minister podpisał w porę mądrą i roztropną ustawę „wycinkową”.

Nie czas więc żałować lasów. A tak a propos Szekspira i uzurpatorów u władzy, to coś chyba musi być na rzeczy, bo to raczej nie przypadek, że obok wycinki drzew ogranicza się również zakres wskazań do porodów chirurgicznych (cesarek), bo tak przyszedł na świat Makduf, zabójca Makbeta. Przepowiednia Czarownic nie dotyczyła wprawdzie Pana Prezesa, ale na wszelki wypadek lepiej podjąć odpowiednie kroki i odpukać w niemalowane – nomen omen – drzewo…

Natomiast co do testu na prawdziwą męskość, to cóż – obyczaje wystarczy tylko nieco zmodyfikować, na miarę czasów „zmiany”. I zamiast sadzić drzewo, w to miejsce posadzić jakiegoś „aferzystę z Platformy”.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
KarusekMariolaKrzysztof Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof
Krzysztof

premier – to lipa

Mariola
Mariola

PiSowcy pomyleńcy kształtują wszystko na swoją modłę więc zamiast starych drzew będziemy mieli w Polsce wyłącznie uformowane przez nich drzewka bonsai.

Karusek
Karusek

Bóg zapłać Ci – towarzyszu mój – Szyszko ! za ten dar z USTAWY ! Tnij, tnij, tnij bracie tnij – na starość torba i ?