„Bić zboczeńca”, czyli o miłowaniu nieprzyjaciół

„Bić zboczeńca”, czyli o miłowaniu nieprzyjaciół

Nikt nie będzie nas pouczał, kogo mamy, a kogo nie mamy tolerować, skoro taka już nasza, z religii wprost wywiedziona, odwieczna tradycja!

Demokracja demokracją, praworządność praworządnością, ale dla nas nad Wisłą najważniejsza jest tradycja! Każdy to przyzna, więc ostatnio przyznał też wiceminister sprawiedliwości niejaki Marcin Romanowski z PiS. Zdaje się, że nawet prawnik z wykształcenia.

 

Komentując casus pracownika IKEI, zwolnionego za „nawoływanie do przemocy wobec mniejszości seksualnych”, wiceminister sprawiedliwości wziął otóż publicznie w obronę rzeczonego młodzieńca oraz jego poglądy, powołując się na… wolność wyznania. Zdaniem wiceszefa od sprawiedliwości wezwanie do motywowanych cytatem ze Starego Testamentu aktów przemocy wobec środowisk LGBT jest w pełni uprawnione, ponieważ wyraża przekonania religijne. Te zaś wolno głosić swobodnie, co gwarantuje każdemu Konstytucja.

Pan wiceminister poczuł się zatem w obowiązku, by wziąć stronę młodzieńca, tym bardziej, że – jak zauważył – został on zwolniony „za poglądy” przez – tu cytat – „zagraniczne przedsiębiorstwo prywatne”, które – tu znów cytat – „łamiąc prawo, najpierw podważa, a potem niszczy naszą tradycję i kulturę prawną”. Co czyni, próbując narzucić pracownikom obce im kulturowo zasady tolerancji dla „zwyrodnień” wszelkiego rodzaju i usiłując zamknąć usta naszej zdrowej moralnie, patriotycznej młodzieży, nazywającej „zboczeńca” zboczeńcem.

Nie dość, że inkryminowane przedsiębiorstwo umeblowało Polakom mieszkania, to jeszcze próbuje meblować im głowy, narzucając przemocą poprawność polityczną, która zarówno literą, jak i duchem godzi w nasze zaczerpnięte wprost z Pisma św. poczucie tego, co słuszne, dobre oraz prawe i sprawiedliwe. Ale my, i to nawet siłą unijnych dotacji i głosowań 27:1, nie damy sobie odebrać naszego świętego prawa do dyskryminacji wszystkich, których należy przykładnie dyskryminować.

Tu jest Polska, więc mogą nam Szwedzi wyznaczać standardy estetyczne (cóż, stało się), ale od prawnych i – zwłaszcza – moralnych im wara. Nikt nie będzie nas pouczał, kogo mamy, a kogo nie mamy tolerować, skoro taka już nasza, z religii wprost wywiedziona, odwieczna tradycja!

Nie bez powodu Episkopat ostrzegł niedawno rodziców przed zajęciami na temat przemocy i dyskryminacji właśnie. Bo wszak, wyrzekając się nawyku nietolerancji i agresywnych postaw względem gejów, lesbijek, Izraelitów oraz rzecznika Bodnara zapieramy się własnej, tkwiącej głęboko w genach i kulturze, pięknej narodowej przeszłości. A przecież już samo istnienie takich podejrzanych, obcych każdemu przyzwoitemu Polakowi środowisk, obraża jego uczucia religijne, te zaś są u nas – zwłaszcza ostatnio – pod szczególną ochroną.

Więc owszem – teoretycznie – to w pojęciu demokratycznego państwa prawa zawiera się zakaz dyskryminacji kogokolwiek ze względu na cokolwiek. No, ale co to znaczy „demokracja”? Na to ważne pytanie odpowiedział ostatnio pan Prezydent Niektórych Polaków, że to „władza ludu”. Skoro więc „lud” uzna geja za „zboczeńca” i zechce potraktować go według przepisu ze Starego Testamentu, to któż „ludowi” zabroni? Lud rządzi – lud sądzi.

 

Natomiast co do „prawa”, to wprawdzie Polska jest katolicka, ale w Ministerstwie Sprawiedliwości zamiast Ewangelii obowiązuje teraz – zdaje się – Księga Powtórzonego Prawa. Toteż święte prawo do nietolerancji już wkrótce rozciągnięte zostanie na wszystkie środowiska, które są niemiłe Panu (a konkretnie, Panu Prezesowi). Podstawę prawną będzie tu – oczywiście – stanowić paragraf o „uczuciach religijnych”. Bo wszak „wszelka władza pochodzi od Boga”. Kto więc przeciw niej występuje, to jakby – jako heretyk i bluźnierca – sprzeciwiał się wyrokom Opatrzności.

Po oficjalnym komentarzu wiceministra sprawiedliwości można już teraz, zgodnie z prawem i w absolutnej zgodzie z narodową tradycją, publicznie zachęcać do kamienowania feministek, palenia na stosie redakcji TVN24 (ich wóz transmisyjny stworzył tu piękny precedens), łamania kołem „totalnej opozycji” oraz hurtowego obcinania toporem „rąk podniesionych na Kościół”, poczynając od prawicy redaktora Sekielskiego. A wszystko w myśl ewangelicznej zasady „Miłujcie nieprzyjacioły wasze”… Bo wszak miłość, podobnie jak demokracja według prezydenta Dudy, niejedno ma imię.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
HerodAntypis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
HerodAntypis
HerodAntypis

Ponad dwa tysiące lat minęło a katole nadal powołują się na Stary Testament jakby nie dotarło do nich że to o żydach i dla żydów.Nadal powołują się na zasadę”oko za oko ząb za ząb” choć to kodeks Hammurabiego zastąpiony przez Prawo Mojżeszowe czyli 10 przykazań .Nadal tkwią w 10-ciu przykazaniach choć Jezus powiedział „Przykazanie Nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali” Jak się dobrze zastanowić, to te jedno przykazanie zastępuje z powodzeniem poprzednie . Nadal stosują Stary Testament choć Jezus powiedział „nie wlewa się nowego (świeżego) wina do starych bukłaków” Katole stoją w miejscu bo tak im wygodnie lub są… Czytaj więcej »