Brzydkie słowo na „w”

Brzydkie słowo na „w””

Mój komentarz do sytuacji? Najlepiej odda to cytat z Tadeusza Kantora: „ s********y p********e!” Te gwiazdki, to ze względu na profesora Bralczyka. Właśnie zgłosił zastrzeżenia estetyczne do niektórych haseł Strajku Kobiet.

Ale estetycznie już było. Teraz chodzi o to, żeby było skutecznie.

Że zaś skuteczność jest – między innymi – pochodną komunikacji, to najwyższa pora zacząć mówić tak, by druga strona była w stanie zrozumieć.
Stąd to proste, wyraziste , męski i dosadne, gorszące dla uszu przedpisowskich elit „w*********ć!”

Ale spokojnie. Adresatów te słowa nie powinny urazić. To tylko cytaty z ich słownika wyrazów potocznych, w którym „spieprzaj dziadu” sąsiaduje z „mordami zdradzieckimi” , „zbokami” i – pardon my French – „lewackimi kurwami”.

Pora już też najwyższa skończyć z udawaniem, że w środku pandemii najważniejsza jest dla władzy ochrona „życia nienarodzonego” i skazywanie kobiet na tortury. Seriously? Nawet „ciemny lud” już tego raczej nie kupi. Choćby dlatego, że nawet z „życiem narodzonym” nie bardzo rządowi wychodzi. Bo zaraz zabraknie łóżek covidowych, a personelu medycznego i szczepionek na grypę brakuje od dawna (och, walcząc o stołki zapomnieli zamówić…). W efekcie już całkiem dawno poczęte życie kończy się coraz częściej w karetkach stojących w kolejce do szpitali.

Motywacje ataku na „kompromis aborcyjny” , jakie by zresztą nie były, w obliczu katastrofy w służbie zdrowia i zagrożenia życia obywateli i tak są nikczemne. Tym bardziej, że w ciągu minionych lat władza miała tysiąc możliwości by pochylić się z troską nad „ochroną nienarodzonych”.

Szczególnie na miejscu byłoby to podczas strajku rodziców dzieci niepełnosprawnych. No ale rządzącym ich protest przeszkadzał wówczas z tych samych powodów, dla których razi ich teraz słowo na „w”. estetycznych, mianowicie. Chore dzieci w Sejmie zasłonięto wtedy, na polecenie wrażliwej władzy, wielkimi ekranami. Bo tak przykre robiły wrażenie, że aż trudno było na nie patrzeć…

A, no i pieniędzy na pomoc dla nich też się wtedy nie dało znaleźć, bo „budżet nie jest z gumy” przecież.

Hipokryzja tych wszystkich „obrońców życia” wyższa jest, niż Himalaje. A też cynizm, bo przecież wiadomo, że za akcją w TK stoi czysta polityczna kalkulacja. Ktoś ( chyba wiadomo, kto) uznał, że to się akurat teraz opłaci. Bo może „przykryje” spektakularną nieudolność formacji rządzącej w obliczu pandemii? A pozamykani w domach ludzie nie będą protestować?

Jakieś protesty były – zapewne – wkalkulowane w ten scenariusz, bo mogą teraz stanowić uzasadnienie dla wzrostu zachorowań. Wszystkiemu winne będą zdemoralizowane, otumanione lewactwem babska, które „rozniosły zarazę”. W głowach im się od tego równouprawnienia całkiem poprzewracało. A wszystko przez feminazizm i ideologię gender!

Tak będą mówić, i już mówią, gadające głowy z TVP. Ale czy ktoś im jeszcze wierzy? Naprawdę?

Przecież nawet urzędowi „obrońcy życia” nie biorą raczej tych swoich deklaracji o „prawach nienarodzonych” na poważnie. Szkoły powszechne w Polsce nigdy nie były aż tak złe, żeby ich nie nauczyć choćby podstaw biologii. Bo gdzie, w takim razie, jest ustawa o pięćsetplusie za okazaniem testu ciążowego? Gdzie alimenty na poczęte dziecięta? Gdzie pesele dla przyszłych noworodków? Jest tylko „trumienkowe”…

Polityków formacji władzy należy tylko podziwiać za zdolności aktorskie, no ale to przecież ci sami ludzie, którzy mówili już o „wygranej walce z pandemią” czy „zerowym deficycie budżetowym”. Też patrząc nam prosto w oczy.

Pewnie sobie wykalkulowali, że im się to opłaci. Politycznie, a również, być może, finansowo.

A to dlatego, że – jak raportuje właśnie Open Democracy – tylko w tym roku organizacje powołane do systemowego ograniczania reprodukcyjnych praw kobiet wydały na ten cel 270 mln dolarów. „Obrona nienarodzonych” to bowiem duża, wpływowa agenda, której centrum mieści się w Stanach Zjednoczonych, a jeden z przywódców pozostaje blisko Donalda Trumpa. Donald również jest zresztą ostatnio „za życiem”, choć prywatnie mało się z nim liczy, o czym dobitnie świadczy ponad dwieście tysięcy ofiar pandemii w USA. Ale, podobnie jak większość naszych „obrońców nienarodzonych”, uznał, że warto poudawać.

Zdobył dzięki temu poparcie religijnych amerykańskich fundamentalistów, którym musiał teraz zapłacić stanowiskiem dla Amy Coney Barrett, wczoraj (w poniedziałek) upchniętej kolanem, przy ogólnokrajowych protestach, w amerykańskim Sądzie Najwyższym. Pani sędzia to osoba wychowana w jednej z licznych tutaj hermetycznych społeczności chrześcijańskich purytan, których celem jest – mówiąc ogólnie – nowe średniowiecze. Marzy im się przeniesienie Gileadu z literatury i ekranu do miast i miasteczek Ameryki.

To z tych środowiskach czerpią swoje inspiracje i finansują działania nasi lokalni „obrońcy życia”.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Niezależnie jednak od konkretnych motywów, cała ta pandemiczna akcja z „obroną życia” przed marionetkowym TK to – tak, czy inaczej – popis bezprzykładnego cynizmu, zimnej, politycznej kalkulacji i pozbawionej granic hipokryzji.

W tej sytuacji tym, dla których perspektywa prawnego przymusu wydawania na świat niezdolnych do życia zarodków płodów to „najlepsza możliwa wiadomość” można powiedzieć już tylko jedno: „W********ć”!

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maciek123454321
Maciek123454321
28 października 2020 20:53

Czy Wy też uważacie, że to koniec PiS-u? Czy też uważacie, że Polską nie może rządzić obłąkaniec, totalny świr? Jeżeli tak, to wołajcie razem ze wszystkimi: W……………………..ć!!! ***** ***!!!

HerodAntypis
HerodAntypis
28 października 2020 23:36

Fajnie tak się chodzi po mieście i zamiast”Dzień dobry”, „Cześć”, czy „Siema” znajomym i nieznajomym na prawo i lewo mówi się po prostu”***** ***, „***** ***, **** ***…. Bardzo mi się podoba to nowe pozdrowienie!

smętek
smętek
29 października 2020 17:38
Reply to  HerodAntypis

Szanownemu pomyliły się sytuacje. No cóż, czasami tak bywa.

Bart
Bart
29 października 2020 09:04

Całkowicie się zgadzam. Gdy Ziemkiewicz, Kaczyński, Pawłowicz, Lichocka Tarczyński, Jakimowicz i mnóstwo innych stosowali wulgaryzmy, nikt jakoś po prawej stronie od rozumu się nie oburzał, Ludzie mają dość ich obrażania. „W,,,ć” to adekwatne słowo do sytuacji, choć przed 2015 wydawałoby mi się to pewnie nie do wyobrażenia.
I tak długo trwało cierpliwe i kulturalne znoszenie pisowskiego chamstwa. A pisiory zą zszokowane, bo nagle zrozumiały, że 2/3 Polaków szczerze ich nienawidzi, choć sami wszystko robili, zeby tę nienawiść podsycać. Do piekła, prawico wściekła.

malgoska
malgoska
29 października 2020 22:37

Jak Morawiecki stwierdził że mamy zapierd****za miskę ryżu, to były męskie słowa, to teraz niech przyjmie do wiadomości damskie słowo wypierd****

Anna
Anna
30 października 2020 13:18

Bardzo dobry tekst!