Czytanki o dobrej zmianie

Jak pan Prezes rozkład jazdy ułożył

– „Patriotka…” – szepnął pan Prezes. Dobrze znał ten tradycyjny polski typ polskiej kobiety niepokornej, która za niemieckiej okupacji pod połami wytartego płaszcza ukrywała zakazany boczek. W czasach okupacji komunistycznej przeobraziła się w babę z cielęciną, by za okupacji platformianej dostarczać złaknionej ludności nielegalną prasę patriotyczną i ukryte pod beretem święte obrazki z Tupolewem Frasobliwym. Czego jednak może chcieć dzisiaj, w czasach wolności, gdy dobra zmiana zniosła wszelkie zakazy?

Jak pan Prezes pana Janka wylansował

– „Możemy już zaczynać?” – zapytał pan Prezes z drabinki ustawionej pośrodku sali. Głos miał łagodny, ale zgromadzeni wiedzieli, że coś się szykuje. Doskonale znali obyczaje szefa i bezbłędnie potrafili wyczuć, kiedy się gniewa, a kiedy jest z nich zadowolony. Był wychowawcą surowym, lecz sprawiedliwym, więc z należnym szacunkiem przyjmowali zarówno pochwały, jak i nagany. Tym razem spodziewali się tych ostatnich, choć jeszcze nie wiedzieli, co przeskrobali. Siedzieli więc cichutko jak trusie, czekając, aż sprawa się wyjaśni. Tylko Krystyna Pawłowicz ukradkiem podjadała schowaną pod ławką sałatkę.

Pan Prezes i podstępni harcerze

Po wakacjach pan Prezes czekał na współpracowników w swoim gabinecie. Przed drzwiami ustawiła się już kolejka podekscytowanych i lekko onieśmielonych osobistości. Była tu Anna Zalewska, której oszałamiający uśmiech jarzył się w półmroku niczym latarnia nadziei, wskazująca drogę żeglującym rozbitkom. Był Marek Suski z nienaganną grzywką, która nigdy nie poddawała się podmuchom wiatru ani strumieniom deszczu. Był Joachim Brudziński w świeżo wyglancowanych kaloszach, w których latem pokonywał bezdenne przepaście

Jak pan Prezes przerwał oblężenie

To prawdziwy kłopot i bardzo przykra niespodzianka. Pan prezes już od dwóch dni próbował naciskać różne guziki na pilocie – i  nic. Prezydent nie reagował. Nie wykonywał żadnych poleceń i nie dało się go nawet zresetować. Zatroskani towarzysze partyjni w milczeniu siedzieli w sztabie na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie i z należnym szacunkiem wpatrywali się w zwinne, zgrabne palce przywódcy, sprawnie śmigające po klawiaturze urządzenia. Pewność ruchów dowodziła wielkiej wprawy

Pan Prezes, piosenki i różne inne dźwięki

Potężny, podwójny grzmot dobiegł z męskiej toalety, wywołując panikę wśród posłów.

– To był zamach! – zawołał Mariusz Błaszczak spod stołu. – Uchodźcy podłożyli bombę, a teraz będą nas pojedynczo dobijać!

Beata Szydło schowała się za filarem, Marek Suski w oczekiwaniu na podmuch powietrza, który zazwyczaj towarzyszy eksplozjom, przygładził grzywkę, a Krystyna Pawłowicz, spodziewając się ewakuacji, przyspieszyła konsumpcję sałatki, żeby się nie zmarnowała.

Zaniepokoił się nawet pan Prezes.

Pawłowicz: Adrian mści na prezesie

– Zatrzymanie islamizacji to moje Westerplatte. Nigdy się w tej sprawie nie cofnę! – krzyknął Patryk Jaki, wyrywając Krystynie Pawłowicz styropianowe pudełko z kebabem. – Oddaj! – wrzasnęła rozjuszona posłanka i rzuciła się na niego z widelcem. Nic jej tak nie irytowało, jak pozbawienie dostępu do niezbędnych protein, cukrów oraz tłuszczów roślinnych i zwierzęcych. A właśnie w tym momencie pudełko z tymi substancjami odżywczymi oddalało się od niej w dłoni

Pan Prezes i podstępne wrzutki

Pan Prezes powiódł wzrokiem po sali i cichutko westchnął.

– Co ja mam z tymi szkrabami! – pomyślał. – Energia ich roznosi, chwili nie usiedzą w spokoju.

Bardzo kochał swoich łobuziaków, ale chwilami czuł się zmęczony ich wyczynami. Ciągle napływały na nich skargi. A to Theresa May się skarżyła, że po ostatniej wizycie pana Antoniego w Londynie RAF nie może się doliczyć dronów

Czy tekstu Tamary nie będzie ?

– Oj, oj, oj! – zapiszczała Anna Sobecka i umknęła przed arcybiskupem Markiem Jędraszewskim, który ścigał ją z kropidłem krzycząc „Dyngus, dyngus!”. Chichocząc i ociekając wodą święconą posłanka przebiegła na drugą stronę stołu, na którym pan Antoni ustawił model Świętego Tupolewa, zmontowany z puszek po piwie, kapsli, parówek i folii aluminiowej.

– Tu mnie nie złapiesz! – przekomarzała się zdyszana Sobecka, rzucając arcybiskupowi figlarne spojrzenia. Wyglądała naprawdę uroczo.

Pan Prezes i cud objawienia

– Zebraliśmy się tutaj, by zastanowić się, jak uczcić cud objawienia, o którym mówi cała Polska – powiedziała posłanka Anna Sobecka i machnęła kropidłem.
W Sali Kolumnowej rozeszła się charakterystyczna woń kiszonych ogórków. – „Znowu towarzyszka Krystyna jadła” – pomyślała z irytacją, koncelebrująca zebranie klubu PiS posłanka Barbara Bubula.

Jak pan Antoni pana Prezesa wyprzedził

– Zebraliśmy się, by sprawić panu Prezesowi niespodziankę i obdarować go jakimś miłym upominkiem, który będzie stanowić dopełnienie przyznanego mu lauru Człowieka Wolności – powiedział marszałek Marek Kuchciński i powiódł wzrokiem po Sali Kolumnowej, w której zebrali się wszyscy członkowie rządu i parlamentarzyści PiS. Ale zaraz… czy aby na pewno wszyscy? Marszałek jeszcze raz uważnie przyjrzał się zgromadzonym.

– Gdzie jest pan Antoni? – zapytał.

Pan Prezes i dziewczynka z zapałkami

Pewnego razu pan Prezes i pan Antoni niespiesznie szli sobie ulicą i pogodnie gawędzili o sprawach fundamentalnych dla bytu i pomyślności narodu. Bardzo ostrożnie stawiali stopy, bo pierwszy śnieg zasłonił połączenia płyt chodnikowych. Wystarczyłaby chwila nieuwagi – i nieszczęście gotowe.

Szczególną czujność zachowywał pan Antoni, który od lat bardzo się pilnował, by nie nadepnąć na linię między płytami.

Jak pan Prezes Unię Europejską zreformował

– No i co teraz zrobimy? – zapytał pan Prezes i powiódł wzrokiem po zgromadzonych w sali towarzyszach. Oczywiście doskonale wiedział, co należy zrobić, lecz jak dobry wychowawca nie chciał wyręczać swych podopiecznych i czekał na ich inicjatywę. W ten sposób stymulował ich rozwój intelektualny. Dzięki temu grono ludzi zgromadzonych wokół niego śmiało mogło konkurować pod względem kreatywności i innowacyjności z najlepszymi areopagami świata i renomowanymi think tankami Doliny Krzemowej.