Chris Niedenthal: Pis fałszuje historię

Chris Niedenthal: Pis fałszuje historię

Choć mam ich dosyć, nie wyjeżdżam – mówi Chris Niedenthal w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Kiedy w Polsce rodziła się Solidarność, byłeś zagranicznym korespondentem – ukształtowanym przez angielskie szkoły, z angielskim myśleniem o świecie – fotografującym Polskę dla amerykańskiego „Newsweeka”. Byłeś pierwszym dziennikarzem, który pojawił się w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 80 roku…
Chris Niedenthal: Rzeczywiście, kiedy tam dojechałem, nikogo jeszcze nie było ani z polskiej, ani tym bardziej z zagranicznej prasy.

– To był trudny czas dla nas wszystkich, największe polskie agencje jak PAP czy Centralna Agencja Fotograficzna, nie wysyłały dziennikarzy do Stoczni…
– CAF w końcu kogoś tam wysłał, potem też Interpress, ale jeśli chodzi o dziennikarzy z „Trybuny Ludu” czy „Życia Warszawy”, to oni prawdopodobnie mieli jednoznaczną instrukcję, że nie wolno im tego robić.

– W związku z tym Ty, człowiek z wolnego świata, mogłeś mieć i poczucie misji, i wielką satysfakcję ze swojej pracy, choć z drugiej strony przyjechałeś z cywilizowanego kraju, więc musiałeś też zmierzyć się ze zgrzebnym stylem życia… Ciężko było?
– Nie przeszkadzały mi zgrzebne warunki, tak naprawdę tam, gdzie jest trochę niewygodnie i trochę mniej przyjemnie, to czasami jest o wiele ciekawiej. Dlatego polubiłem Polskę, bo była zupełnie inna niż Anglia. Wszyscy ludzie mieli problemy – przez to byli ciekawsi, często złe warunki tworzą świetnych ludzi. Nie musiałem mieć luksusów, nie przeszkadzał mi brak wygód. Ja to polubiłem. Poza tym byłem o wiele młodszy.

– Dokumentując wszystkie ważne wydarzenia w Polsce, byłeś prawie wszędzie, poznałeś ważnych wtedy ludzi, począwszy od artystów, Niemena, czy Holoubka, poprzez opozycjonistów Mazowieckiego, Kuronia, Geremka, a skończywszy na Jaruzelskim. Fotografowałeś też Kohla, Gorbaczowa i innych przywódców międzynarodowych. Nie ma tylko w twoich zbiorach zdjęć braci Kaczyńskich. Nie lubiłeś ich fotografować? Czy w tych ważnych miejscach ich po prostu nie było?
– W 80 roku nie miałem pojęcia, że są tacy bracia. Aczkolwiek mam jedno zdjęcie ze strajku w Gdańsku, na którym jest Lech Kaczyński. To były ostatnie dni strajku, fotografowałem właśnie mojego przyjaciela Krzysztofa Bobińskiego, korespondenta „Financial Times”, takiego samego Polaka z Anglii, jak ja. Fotografowałem go w Sali BHP, jak się nudzi w czasie przerwy, obok niego siedział Waldemar Kuczyński, a w tle, dużo głębiej, ktoś, kogo zupełnie wtedy nie znałem, nie kojarzyłem. Po wielu latach okazało się, że był to Lech Kaczyński. On się tam pojawił w ostatnich dniach strajku. Natomiast Jarosława w Stoczni nie widziałem, ani też go nigdy w życiu nie spotkałem ani tym bardziej nie fotografowałem.

– Jak się dziś czuje najbardziej znany dokumentalista tamtych czasów, znający, jak mało kto, współczesną historię Polski, który był jej świadkiem i który ją uwieczniał, kiedy słyszy, że to nie Lech Wałęsa, a Lech Kaczyński zmieniał historię?
– Takie bzdury obnażają cały PiS-owski system. Tak zresztą działają wszystkie reżimy. Fałszowanie historii jest najskuteczniejszym narzędziem walki dyktatora. Jak najwięcej podważyć, podkopać, a co się da, najlepiej całkiem wykopać. Fałszowanie historii, która będzie wprowadzana do szkół jest przerażająco smutne, jednak z punktu widzenia władzy autorytarnej bardzo skuteczne. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdą takie czasy. Swoją drogą to niebywałe i idiotyczne, żeby mieć czelność powiedzieć, że Kaczyńscy byli w tamtych czasach tacy ważni.

– Wtedy zagraniczni korespondenci trzymali się razem, do dziś z wieloma jesteś zaprzyjaźniony. Co oni teraz mówią?
– Wszyscy są zasmuceni, bo widzą, że to, co Polacy wywalczyli wtedy, idzie na śmietnik, jest marnowane. Te 25 lat, kiedy Polska rozkwitała, zostały przekreślone. Wszyscy ci moi koledzy, ówcześni korespondenci, kiedy słyszą, co się dzieje w Polsce, łapią się za głowę, co się tym Polakom stało.

– Myślisz, że ta Twoja dokumentacja jest już nic nie warta, bo wielu ludzi uwierzyło, że było inaczej…
– Mam nadzieję, że nie. Dlatego teraz siedzę nad tymi zdjęciami, oglądam je i staram się robić albumy, żeby przypomnieć, jak było. To jest ważna nauka, szczególnie dla ludzi młodych, którzy tego nie przeżyli. Zależy mi na tym, żeby wiedzieli, że to nie jest tak, jak mówią politycy PiS-u.

– Czy Polska cały czas Cię ekscytuje?
– Teraz mnie rozwściecza, nie myślałem, że na starsze lata będę znów przeżywał podobne chwile, że system sprzed 1989 roku wróci. Nie mówię, że teraz mamy ten sam system, ale w stylu działania łudząco podobny. Jest mi smutno, że musimy żyć z rządem, który w gruncie rzeczy deprecjonuje i niszczy wszystko, co przez te ostatnie lata zbudowaliśmy. Oni nie tworzą dobrej zmiany, wręcz przeciwnie, niszczą wszystko, co tylko się da zniszczyć.

– Widzę, że to wszystko bardzo Cię denerwuje, chociaż powinieneś mieć dystans. W końcu urodziłeś się w Londynie, tam chodziłeś do szkoły i tam studiowałeś. Do Polski przyjechałeś na chwilę, kiedy nie była pięknym krajem, z takiego uciekli Twoi rodzice. Ty jednak się w nim zakochałeś… W pewnym momencie nawet przyjąłeś obywatelstwo polskie. Nigdy nie żałowałeś tej decyzji?
– Nie, nigdy nie żałowałem ani decyzji, ani spędzonych tutaj dni. Tak naprawdę jestem w tej chwili dokładnie dwa razy dłużej w Polsce niż byłem w Anglii, bo wyjechałem z Londynu, kiedy miałem dwadzieścia parę lat, a w Polsce jestem już 44 lata. Anglia jest dziś dla mnie dalekim, prawie już nieznanym krajem. Absolutnie nie żałuję, to były pełne emocji, niebywale ciekawe lata. Do tego nie liczyliśmy, że komunizm upadnie, nie wierzyliśmy, że w ogóle jest taka możliwość, a jednak się stało.

– Jesteś patriotą?
– Oczywiście, że tak. Mój pobyt w Polsce uformował mnie zawodowo, to moi koledzy, polscy fotoreporterzy nauczyli mnie wszystkiego. Zawsze byłem wdzięczny, że Polska pokazała mi tę swoją stronę, za którą ją pokochałem, nieraz nawet brzydką czy absurdalną, ale dla fotoreportera fascynującą.

– Niedawno ukazała się Twoja książka „1989 rok nadziei”, zupełnie niezwykła, bo taki był ten rok. Tym razem fotografowałeś na zamówienie amerykańskiego tygodnika „Time”. Czy miałeś jakieś szczególne refleksje, kiedy teraz oglądałeś te zdjęcia?
– Wiele z nich – po 28 latach – zobaczyłem pierwszy raz w życiu. Pracując dla „Time’a”, wysyłałem filmy niewywołane, a oni je wywoływali w Stanach. Potem – dla bezpieczeństwa – odsyłali mi je do Londynu. W ten sposób kawał czasu, popakowane w pudełeczkach, przeleżały u mojej mamy. Później byłem ciągle zajęty, dopiero teraz, kiedy już nie jestem tak aktywny zawodowo, zaczynam je oglądać.

– Zdjęć jest sporo, nie tylko z Polski, ale też ze Związku Radzieckiego, Chin, Bułgarii, Rumunii, Niemiec i Czechosłowacji. W 1989 roku byłeś niemal we wszystkich miejscach, gdzie tworzyła się historia.
– Z wielką przyjemnością oglądałem je teraz, bo to był niesamowity rok. Natomiast, nieskromnie powiem, że do tej pory nie mogę się nadziwić, że tyle udało mi się sfotografować. Tym bardziej, że nie jestem z natury człowiekiem przebojowym, który się rozpycha łokciami, a jednak się udało.

– Sfotografowałeś absolutnie wszystko, co było ważne w 89 roku. Zajrzałam do Twojej książki, teraz, tuż po zatrzymaniu Frasyniuka i przeleciało mi przez głowę jakieś memento dla władzy: gniew ludu może być nieprzewidywalny, myślę o grobie Ceausescu…
– Tak, rzeczywiście on był niesamowicie znienawidzonym dyktatorem i nie chodzi tylko o ten pseudo-sąd, który od razu skazał na śmierć jego i jego żonę, pewnie gorszą od niego, i nie tylko o natychmiastową egzekucję, ale też o to, jak zostali pochowani. Rumuni pochowali ich w nieoznakowanym grobie pośrodku ścieżki na cmentarzu w Bukareszcie, tak, żeby móc po nich chodzić.

– Zemsta wydłużona w czasie…
– Nie wiem, jak jest teraz, być może ekshumowali ich i gdzieś przenieśli, ale wtedy tak to wyglądało jak na moich zdjęciach. Szczęśliwie u nas w Polsce sprawy potoczyły się w sposób bardziej cywilizowany. Niektórzy tego żałują, ale ja uważam, że na tym właśnie polegała mądrość Polaków, że w pewnym sensie odpuściliśmy.

– Jeszcze jedno zdjęcie zrobiło na mnie wrażenie, z fabryki pomników Lenina pod Moskwą.
– To była olbrzymia fabryka…

– Myślisz, że może w Polsce powstać fabryka pomników Lecha Kaczyńskiego?
– Myślę, że małe fabryczki już są, które produkują na razie małe figurki czy plakietki. Tak jak coraz więcej jest w Polsce nowych, większych lub mniejszych pomników Lecha Kaczyńskiego. Powstają też ronda i ulice. No cóż, jeśli taka jest wola suwerena, to nie ma rady nawet na ulicę imienia matki braci Kaczyńskich. Jak daleko od tego do wielkiej fabryki pomników, trudno powiedzieć. Patrząc na miesięcznice, nie mające nic wspólnego z obrzędem religijnym, trudno od obecnej władzy spodziewać się umiaru w temacie pamięci.

– Do czego dąży obecna władza, co jest na końcu tych wszystkich wydarzeń, których jesteśmy świadkami?
– Nic. To jest władza dla władzy. Wygrane wybory ich zaskoczyły, dlatego oni sami nie wiedzą, do czego zmierzają. Za chwilę w tym zapamiętaniu zniszczą wszystkie instytucje państwowe. Może wtedy zastanowią się, po co, ale będzie już za późno. Co im to właściwie daje? Tylko poczucie totalnej władzy, ale to już było i my tego już nie chcemy. Niestety jest sporo ludzi, którzy wierzą, że to, co oni robią jest dobre. Szkoda.

– Wiesz, że właśnie ci ludzie, którzy im wierzą, mogą Cię nie lubić, bo jesteś obcy, nie tylko klasowo. Urodziłeś się w Londynie, masz niemieckie nazwisko, jedyne, co może działać na Twoją korzyść to Twoja teczka w IPN, odkryłeś ją?
– Tak, tam jest dużo idiotycznych informacji.

– To jest ciekawa lektura?
– Niespecjalnie.

– Miałeś jakiś kryptonim?
– Kret! Najbardziej jestem zadowolony z tego kryptonimu. Mam tylko nadzieję, że to nie miał być jakiś skrót od Chrisa albo od kretyna po prostu.

– Spodziewałeś się w tamtych czasach, że SB zbiera na Ciebie materiały?
– Wszyscy obcokrajowcy w Polsce, a tym bardziej dziennikarze, a jeszcze bardziej korespondenci, którzy tu byli akredytowani, zdawali sobie sprawę, że są inwigilowani. Wiedzieliśmy wszyscy, że zbierają o nas informacje. Ale tym się wtedy nie przejmowaliśmy.

– Jakieś informacje Cię zaskoczyły lub zdziwiły?
– Ktoś napisał o mnie, że w obecności żony Niedenthal robi wrażenie, że nie ma nic do powiedzenia. I to jest trafna uwaga, bo to jest oczywiście prawda.(śmiech)

– Bałeś się żony?
– Bez przesady!

– Żona Polka może lepiej czuje nasz klimat?
– Tak, do tego to mądra kobieta, która pilnuje, żeby mąż nie palnął czegoś głupiego.

– Kiedy świeżo przyjechałeś z Anglii, to Ci się zdarzało nieraz coś palnąć?
– Do tej pory żona uważa, że czasami nie rozumiem wagi słów, że muszę bardzo uważać, że mogę powiedzieć coś, co okaże się, zbyt mocne albo dla Polaków znaczy co innego, niż ja sądzę. Ale dzięki niej trochę się nauczyłem i czuję się w sprawach językowych bezpieczniej.

– To pozwólmy sobie na luz językowy. Czy to, co się dzieje w tej chwili w Polsce to dla ciebie fatalna zmiana, katastrofa, czy jeszcze inaczej byś nazwał?
– Katastrofa – to jest najbardziej adekwatne słowo. Oczywiście, największą katastrofą, którą mieliśmy od czasów 89, była katastrofa w Smoleńsku, która w pewnym sensie doprowadziła do tego, co dziś widzimy. Ale to, co się dzieje teraz, to jest polityczna katastrofa. Ośmieszanie się przed światem, całkowita utrata wiarygodności, to będzie bardzo trudno odbudować. Oczywiście na świecie różne rzeczy się dzieją, w Ameryce jest Trump, dziwna postać, my mamy naszą dziwną postać, Węgrzy swoją. Na szczęście jednak Europa zachodnia zaczyna trochę trzeźwieć. Widać po wyborach ostatnich we Francji, że ludzie tam trochę zmądrzeli i widzą, że radykalne zmiany w prawo są niepożądane i oni ostatecznie ich nie chcą. To samo jest w Holandii czy w Austrii. Szkoda tylko, że akurat w tym momencie, kiedy Europa powinna być razem, zwarta, Polska zaczyna „podskakiwać”. Tak naprawdę Putin w Moskwie tylko zaciera ręce, bo pomagamy mu spełniać marzenia o destabilizacji, zmniejszeniu siły Unii Europejskiej i NATO. Obecny rząd gra jego ulubioną melodię. A on mówi, że nie ma z tym nic wspólnego. Oczywiście może nie mieć, ale może gdzieś tam mieć.

– Czyli najważniejsza jest edukacja, świadomość społeczna, niestety coś, za co się właśnie PiS zabrał.
– Nie tylko edukacja, ale interesy Kościoła, bo oczywiście nie wierzę w prawdziwą miłość rządu do Kościoła. A dopóki w interesie Kościoła będzie popieranie tego rządu, dopóty sytuacja w Polsce się raczej nie zmieni.

– Czyli długo nie będzie szans na zmianę rządu?
– W tej chwili i nie ma szans, i chyba nie byłoby to korzystne. Wbrew pozorom, mogłoby w ostatecznym rozrachunku sytuację pogorszyć. Ludzie muszą się przekonać na własnej skórze, ile wart jest ten rząd, a to musi potrwać. Musimy, mówiąc kolokwialnie, spaść na dno albo i poniżej… W przeciwnym razie groziłaby niechybnie szybka powtórka. Do tego uważam, że Polacy nie są jeszcze gotowi, nie mają na horyzoncie jakiejś dobrej alternatywy.

– To na co Ty liczysz, rano wstajesz i myślisz, oj, żeby coś się stało, żeby to się wreszcie skończyło?
– Idealnie by było, gdyby się tak pokłócili wewnętrznie, żeby się sami rozpadli, ale to jest naiwne myślenie. Niedawno kolega opowiedział mi taką historię, że jego znajomi jechali taksówką w Warszawie i wiózł ich niezwykle zajadły propisowski taksówkarz. Tak się pokłócili, że ten kierowca zatrzymał się i wyrzucił ich z taksówki. A na koniec krzyknął jeszcze przez szybę, że to nie chodzi o to, żeby nam było lepiej, tylko żeby wam było gorzej. I to jest ta polityka nienawiści PiS-owskiej. Oni nie cierpią elit, nie cierpią Tuska, za to, że on potrafił, a oni nie, bo nie dorastają mu do pięt. Myślę, że sednem całego ich świata jest właśnie to, co ten taksówkarz wykrzyczał: Chodzi o to, żeby wam było gorzej.

– Nie brzmi optymistycznie, bo nie można liczyć, że ludzie w końcu zauważą, że zostali oszukani i będą chcieli inaczej głosować. Z tego co mówisz, w ogóle nie o to chodzi …
– Niestety, tu króluje bezinteresowna nienawiść.

– Twój dorosły syn mieszka w Polsce, gdyby teraz przyszedł i powiedział tato, mam już dosyć tego, wyjeżdżam do Anglii, co byś zrobił?
– Nic. Jego życie, jego decyzja. On bardzo kocha Polskę i lubi tu być.

– Ale wkurza się na to, co się dzieje.
– Oczywiście. On też wie, jak my się tu czujemy. W zasadzie jest człowiekiem świata, zna języki, zna się na różnych rzeczach i mógłby tak naprawdę wszędzie pracować. Gdyby podjął taką decyzję, to trudno. Jest kwestia, czy my nie wyjedziemy. Pytają nas ludzie, czy myślimy o tym? Zastanawialiśmy się, ale dziś odpowiem tak: PiS by się bardzo ucieszył, gdyby tacy ludzie, jak my, którzy głośno mówią, co myślą, wyjechali. Dlatego, choć mam ich dosyć, nie wyjeżdżam. Moje miejsce jest tutaj, tu przez lata fotografowałem naszą współczesną historię, jestem tak emocjonalnie związany z Polską, że dziś, kiedy zaczyna się jakiś marsz czy manifestacja, aparat sam wskakuje mi do ręki.

– Ciągle tym żyjesz?
– Niestety tak. Chciałbym już żyć czymś innym, być bardziej na luzie, bo już nie jestem aż tak aktywny zawodowo. Ale znów nastały takie czasy, że ten aparat ciągle muszę mieć przy sobie. Nie spodziewałem się, że do czegoś takiego dojdzie. Myślałem, że jesteśmy mądrzejsi, że ten naród, który z zewnątrz pokochałem, ze wszystkimi wadami, nie zmieni się tak, że te wady zaczną przeważać. Widzę coraz więcej ludzi, którzy ewidentną chorobę biorą za coś dobrego. Jestem zasmucony, bo nasze drogi, w dużym procencie, już się nie schodzą.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Chris Niedenthal: Pis fałszuje historię"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Allebazi

Niestety, smutno się czyta taką prawdę o naszym narodzie. Smutno. Tak mi szkoda tych lat rozwoju. Cofniemy się teraz. Myslałam, że moja mlodość przypadnie na trudne lata, ale moje dzieci już będą żyły w wolnym, bogatym cywilizowanym, kraju. A tu średniowiecze, zamordyzm, wojna plemienna, hipokryzja, fałsz, obłuda, manipulacja, Jezusie, jak to brzmi……

jurek
Dobra rozmowa, dotykająca istoty naszego problemu, więc jednak porzebujemy niezniewolonego umysłu zakorzenionego poza naszym krajem, aby go nazwać, krajowcy udają że nie istnieje: „A dopóki w interesie Kościoła będzie popieranie tego rządu, dopóty sytuacja w Polsce się raczej nie zmieni.” To naprawdę jest główny problem. Watykańska korporacja wybiera władzę w Polsce, tzw. obrońcom suwerenności w ogóle to nie przeszkadza, co innego gdyby to była Bruksela, Moskwa – niby też stolice. Niestety nawet analityczne umysły bardzo rzadko to zauważają. Czy ktoś badał, jaki procent głosów padło na pis po bezpośredniej agitacji z ambon w niedzielę wyborczą? PKW takie przestępstwo(!) nie interesuje, protestów… Czytaj więcej »
Zgredzinka

To fakt.
Jakoś ambony nie obowiązuje … cisza wyborcza,

jurek

Gdyby tu zaczęło obowiązywać prawo, to które działa dla wszystkich innych. Gdyby przestano oficjalnie udawać, że kościelna quasi-partia nie wykracza poza swój religijny status. Zróbmy choć jeden raz taki eksperyment, potem go ocenimy.

Zgredzinka

Jaki eksperyment?

jurek

Nie pozwólmy z mocy prawa (ordynacja wyborcza) decydować w kościołach, kto będzie rządził w Polsce. Agitacja wyborcza powinna być w dniu głosowania karana u wszystkich.

Zgredzinka

I kto niby miałby tego dopilnować ?

Antyk

Kolejny z obsesją antyklerykalną. Chyba się nie spodziewasz, że Kościół miałby popierać otwarcie wrogą mu lewiznę?

Polakww

Żałosny człowiek który nie rozumie otaczającej nas rzeczywistości. W 2050 będzie w Afryce już 2 mld ludzi. Jeśli już teraz nie zaczniemy działać biała rasa wyginie i cała ludzkość się cofnie w rozwoju o 1000 lat.

Zgredzinka

A może to Afryka nadgoni te 1000 lat zapóźnienia.
Z tego co widzę, to bardzo zdolne bestie, tylko nie miały do tej pory tak dobrych warunków do rozwoju.
Skoro my się nie chcemy rozmnażać, to do kogo mamy pretensje, Przecież życie nie znosi próżni, a ziemi wszystko jedno kto na niej żyje,

Racjonalista

Po minusach widać jak prawda boli. A podobno tutaj tacy „oświeceni”. No jaki macie pomysł, bo chyba nie chciecie przyjąć, nie 2mld, ale choć kilka milionów? No mądrale? Bo ja nie chcę przyjmować, ale nie mam pomysłu jak rozwiązwć problem imigracyjny i problemy trzeciego świata.

Pedziwiatr

A jak już dzisiaj ,,podziałasz” to usiądż wygodnie i pomyśl sobie,że Twoja drapieżność w myśleniu jest nieludzka i szkodliwa.
Jeżeli proporcje pomiędzy populacjami zmienią się o tyle w przyszłosci jak prognozujesz,masz jeszcze czas aby oswoić się z myślą,że Twoi potomkowie wyginą;-)

Alka

No to dzialaj,dzialaj,rozmnazaj sie, zeby biala rasa nie zginela..A tych w Afryce to co?Chcesz dziesiatkowac?

wpDiscuz