Ciemność przed świtem

Ciemność przed świtem

Na razie nie jest dobrze, ale coś mi mówi, że będzie lepiej. Czuje podskórnie, że coś się zbliża. Nadchodzi jakieś przesilenie. Może szczyt absurdu i zakłamania, za którym „dobra zmiana” w ruchu jednostajnie przyspieszonym zacznie się toczyć w dół ku swojej niechybnej katastrofie, jest już bliski. Czuje się trochę jak chrześcijanin, którym jestem, w ów najgorszy dzień w roku, czyli w Wielką Sobotę. Chrystus zniknął i nawet nie bardzo wiadomo, gdzie jest (krążą słuchy, że w Szeolu), ale rezurekcja i roraty zbliżają się już za horyzontem świtu.

Czy to intuicja jedynie, czy może moje wrażenie ma jakieś podstawy realne? Wolałbym to pierwsze, bo intuicja jest o tyle lepsza od racjonalnych przesłanek, że w przeciwieństwie do nich jej wynik nie podlega żadnym zmiennym. Intuicja wie po prostu, racjonalność zaś kalkuluje na podstawie, a podstawy po pierwsze mogą być błędne, a po drugie – ulegają ciągłym fluktuacjom.

Znając życie i siebie, to nawet jeśli jako mężczyźnie wydaje mi się, że mam intuicję, to prawdopodobnie coś jednak wykalkulowałem. Owszem, ale kalkulacja nie wynikła ze zdarzeń, ale raczej z odczuwalnego trendu, a ten zarówno na świecie, jak i u nas, bo choćby nie wiem jak partia rządząca chciała nas od świata odgraniczyć, to nie jest to możliwe, ulega powolnej repolaryzacji.

W Ameryce dni niezbyt światłego umysłowo, wrogo nastawionego do demokracji prezydenta, jeśli nawet nie są policzone, to na pewno stają się dlań z chwili na chwilę coraz trudniejsze. Europa po niezbyt przemyślanej zagrywce Kremla w Wielkiej Brytanii, zdaje się przejrzała na oczy i zabrała się za wyciąganie szeroko tym razem daleko idących konsekwencji. Wszędzie zaś na świecie, nie licząc oczywiście dziwnych krajów, w których demokracja albo nie istnieje, albo istnieje w formie fasadowej, następuje powolne, ale szczęśliwie nieuchronne powtórne oświecenie. Czas świetności internetowych trolli produkujących z piwnic podmoskiewskich willi fake newsy i postprawdę powoli dobiega końca. Widmo nowej zimnej wojny zawisa nad światem. Brzmi groźnie, ale w praktyce będzie mniej groźne od polityki appeasementu i udawania, że nie wiemy, o co chodzi. Szczególnie dla Polski taka opcja jest bezpieczniejsza, ponieważ w toku lub nawet w ramach wymiany uprzejmości między straszącą Rosją a bojącym się Zachodem nasz kraj mógłby na przykład niepostrzeżenie znów znaleźć się tam, skąd przed z górą ćwierć wiekiem udało mu się umknąć.

Nie posunąłbym się nigdy do tego, by powiedzieć, że „dobra zmiana” jest świadomym beneficjentem pomysłu, jaki na rozbicie jedności zachodniego świata ma Rosja. Nie sądzę, żeby ktoś z naszych włodarzy bezpośrednio się w tej sprawie z osobami wpływowymi z Rosji kontaktował, ale jestem przekonany, że niszczenie demokracji liberalnej, praworządności, trójpodziału władzy oraz wzmacnianie w Polakach nacjonalistycznego wzmożenia są naszemu wschodniemu sąsiadowi w najwyższym stopniu na rękę. W momencie, kiedy zachowania i polityka Rosji stają się dla Zachodu czytelne i Europa, a także Stany Zjednoczone, choć nie ich prezydent, zaczynają Rosję traktować jako oczywiste zagrożenie, również w naszym kraju działania, trendy i metody ewidentnie lansowane przez Rosję muszą trafić na cenzurowane. Król więc, a właściwie car jest nagi.

Wprawdzie jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale kilka już owszem, a szczęśliwie jest ich więcej.
Przede wszystkim gdzieś zniknął z horyzontu wydarzeń ten, który „dobrej zmianie” od początku nadaje ton. Bez jego zaś żelaznej ręki sprawy zaczynają się wymykać spod kontroli i pojawia się coraz więcej działań niekonsekwentnych czy wręcz nielogicznych.

Kolejne dziwne ruchy, takie jak na przykład ustawa o IPN czy ustawa degradacyjna, które partia rządząca uchwala, a następnie usiłuje się z nich z twarzą lub bez wycofywać, wprowadzają wrażenie chaosu. Dodatkowo przyszedł najwyraźniej czas spłacania zobowiązań wobec tych, którzy pomogli wygrać, w tym głównie wobec Kościoła. Jak zaś pokazują, sondaże działania, które spłacie zobowiązań mają służyć, takie jak zaostrzenie ustawy aborcyjnej, są w społeczeństwie raczej niepopularne. Robi się bałagan, spada poparcie, wewnętrzne tarcia stają się coraz wyraźniejsze i coraz gwałtowniejsze, a dodatkowo Kreml, który sam popadł w spore tarapaty nie będzie miał czasu ani głowy do tego, żeby pomóc ratować antyliberalny i antyeuropejski projekt w Polsce.

24 maja 2015 roku, w dzień, kiedy Polacy wybierali obecnego prezydenta była niedziela Zesłania Ducha Świętego. W kazaniu, ale również w liturgii bodaj ze trzydzieści razy ksiądz koncelebrujący powtórzył wołanie o to, by zstąpił Duch Święty i odnowił oblicze ziemi, tej ziemi. Nie trzeba być historykiem Kościoła, by wiedzieć, że był to cytat ze słynnej homilii Jana Pawła II. Homilii wygłoszonej 2 czerwca 1979 na mszy na placu Zwycięstwa (dzisiejszym Piłsudskiego). Ta msza i ten tekst były jednymi z głównych katalizatorów zmian w Polsce, które jakiś czas później najpierw nadwątliły, a w końcu obaliły system opresyjny i niedemokratyczny w naszym kraju, a także być może w konsekwencji w krajach ościennych. Dla przypomnienia ów system charakteryzował się między innymi tym, że był fasadową demokracją, partia rządząca stanowiła przewodnią siłę narodu oraz posiadała w pełni podporządkowaną władzę sądowniczą.

Po mszy 24 maja 2015 ludzie z kościoła poszli głosować i „odnowili oblicze tej ziemi”. Wybrali na prezydenta człowieka, który porównując wspólnotę europejską do zaborów ma zdaje się na celu oderwanie nas od owej wspólnoty. To zaś w sposób jawny sprzeniewierza się przesłaniu Jana Pawła II. Przed referendum z 2004 roku w sprawie Unii Europejskiej to papież był przecież jednym z głównych orędowników tego, byśmy do niej przystąpili. Tak oto Kościół obłudnie i opacznie, wykorzystując tekst polskiego następcy świętego Piotra, włączył się do polityki. Myślę, że ceną za to będzie oddalony nieco w czasie, ale przez to wcale nie mniej bolesny spadek popularności tej instytucji w polskim społeczeństwie. Przy okazji zaś paradoksalnie być może Kościół po raz drugi przysłuży się zrzuceniu autorytarnego jarzma. Różnica tylko taka, że o ile w latach osiemdziesiątych zrobił to świadomie, to tym razem jego intencje wydają się zgoła odwrotne. Nieznane są ścieżki Pana.

Oby chwila powtórnego prawdziwego odnowienia i oświecenia społeczeństwa nadeszła jak najszybciej. Tego właśnie Państwu i sobie w tym czasie szczególnym życzę serdecznie.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
AndrzejMaciek123454321Alicja777 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alicja777
Alicja777

Amen.

Maciek123454321
Maciek123454321

Ja trochę tym razem nie na temat, ale przeczytajcie ten limeryk, jest boski.

Walczyła raz Kaja Godek
O każdy ludzki zarodek
Lecz hipokrytka
Dopadła korytka
I zrobił się mały smrodek.

(źródło: Sok z Buraka)

Andrzej
Andrzej

Czy „On” nie ma dosyć tego pajacowania? Na tym zdjęciu robi za ministranta czy awansował na kościelnego?