Co przemilczała krakowska prokuratura w sprawie przyczyn wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu

Co przemilczała krakowska prokuratura w sprawie przyczyn wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu

Prokuratura przyjęła, że winę za spowodowanie ubiegłorocznego wypadku w Oświęcimiu z udziałem byłej premier Szydło ponosi 21-letni Sebastian K., kierowca seicento, który nie zachował ostrożności, skręcając w lewo.

Według biegłych z Krakowa kierowca seicento, stojąc przy prawym krawężniku, miał, po przepuszczeniu pierwszego samochodu kolumny, gwałtownie skręcić w lewo bez upewnienia się, jaka jest sytuacja na jezdni (Sebastian K. twierdzi, że włączał się do ruchu powoli, a wcześniej spojrzał przez ramię, by sprawdzić, czy nic nie jedzie). Według śledczych właśnie ten manewr był bezpośrednią przyczyną zderzenia z audi i kwestia czy kolumna była, czy nie była uprzywilejowana w chwili zderzenia oraz czy naruszyła zasady bezpieczeństwa, nie ma tu znaczenia – uważają.

Sęk jednak w tym, że Wyborczej udało się dotrzeć do dokumentów, z których wynika, iż w śledztwie pojawiło się szereg wątpliwości co do tego, czy rządowa kolumna przestrzegała wszystkich zasad bezpieczeństwa w ruchu.

Jedną z kluczowych kwestii była sprawa sygnałów emitowanych przez rządowe samochody, lecz jak dotąd prokuratura ma pewność tylko co do jednego: samochody miały włączone sygnały świetlne.

O sygnałach dźwiękowych mówili w śledztwie tylko oficerowie BOR oraz kilka osób będących świadkami przejazdu rządowej kolumny przez Oświęcim. Ale dwanaście innych osób przesłuchiwanych przez śledczych zeznało, że rządowe samochody miały tylko sygnalizację świetlną.

Mężczyzna, który obserwował przejazd kolumny z parkingu w dzielnicy Bobrek. potwierdził, że kolumna jechała bez sygnałów dźwiękowych, tylko z włączonymi kolorowymi światłami. Miała je na chwilę uruchomić, gdy próbowała się włączyć do ruchu.

Na dodatek biegli uznali, że gdyby kierowca zamykającego kolumnę samochodu włączył sygnalizację dźwiękową, Sebastian K. mógłby nawet zrezygnować ze skrętu w lewo z ul. Powstańców Śląskich w ul. Elizy Orzeszkowej.

Z dokumentów wynika także, że prokuraturze udało się ustalić prędkość, z jaką poruszała się rządowa kolumna: Niewątpliwie audi z byłą premier ją przekroczyło – czytamy w Wyborczej. Mówią o tym dwie niezależne opinie ekspertów – z Niemiec i Polski. Biegli z Niemiec, do których w trakcie śledztwa zwróciła się krakowska prokuratura, sprawdzili zapisy dwóch urządzeń rejestrujących w audi i na tej podstawie stwierdzili, że samochód jechał z prędkością 60km/h.  Potwierdziła to też ekspertyza krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. W tym miejscu dozwolona prędkość to 50 km/godz.!

https://twitter.com/Dymeczka/status/1028934486820618240

Prokuratura ustalając odległości między poszczególnymi samochodami kolumny rządowej oceniła, że między audi z premier Szydło, a trzecim samochodem w kolumnie odstęp wynosił sześć metrów. Tymczasem odstęp między samochodem prowadzącym kolumnę a audi Pani Premier wynosił aż 30 metrów. Co to może oznaczać? Sebastian K. miał zeznać, że widział tylko jeden pojazd uprzywilejowany emitujący sygnały świetlne. To właśnie pierwszy samochód z kolumny. Być może drugiego auta nie zauważył ze względu na odległość między pierwszym a drugim samochodem rządowej kolumny.

I jeszcze jedno: biegli stwierdzili, że seicento w chwili zderzenia z audi miało włączony lewy kierunkowskaz, co potwierdza dotychczasowe zeznania Sebastiana K. o czym mówił też w wywiadach dla „Wyborczej”

Więc gazeta pyta, dlaczego prokuratura uznała, że to Sebastian K. spowodował wypadek?

/jp/

Źródło: Gazeta Wyborcza

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
PiJar
PiJar
13 sierpnia 2018 16:12

Dlaczego prokuratura uznała, że to Sebastian K. spowodował wypadek? Bo tak zdecydowała Nowogrodzka. Jasne, towarzysze prokuratorzy? Jasne, towarzyszu prezesie!

Zbyszek
Zbyszek
13 sierpnia 2018 16:23

Końcowe pytanie artykułu to nieporozumienie. Prawidłowo winno być tak: Sebastian K. spowodował wypadek bo pisprokuratura tak uznała.

Marek
Marek
13 sierpnia 2018 23:23
Reply to  Zbyszek

A nawet jeszcze dokładniej uznał tak ostatni z prokuratorów, z tego co słyszałem ci którzy nie chcieli tego uznać (a dokładniej nie chcieli prowadzić sprawy w takim kierunku jak partia sobie życzy) zostali odsunięci. Taka teraz jest prokuratura po „dobrej zmianie”. Jeśli ktokolwiek wierzy, że sąd po „dobrej zmianie” będzie inny, to jest skrajnym idiotą i zasługuje na wszystko co w przyszłości ze strony dyktatury go spotka. Szkoda tylko tych ludzi, którzy rozumieją i chcą temu przeciwdziałać, ale nie bardzo mogą/wiedzą jak.

pinki
pinki
13 sierpnia 2018 19:34

Nazwiska wszystkich osób z prokuratury, które stały za takim orzeczeniem powinny zostać opublikowane. Ci ludzie są niebezpieczni.

מְנֵא
מְנֵא
14 sierpnia 2018 22:41

Kilka drobnych uwag od kierowcy z prawie 30-letnim stażem., który zjeździł cała Polskę i zaliczył większość krajów europejskich, zaliczając w ciągu roku średnio 50 – 60 tys. kilometrów.
1. Przyjmuje się, że w normalnych warunkach drogowych bezpieczny odstęp między autami powinien wynosić minimum dwie sekundy. Oznacza to, że przy dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym, wynoszącej 50 km/h odstęp ten winien wynosić minimum 27,78 m (oczywiście przy stwierdzonej prędkości 60 km/h odstęp ten powinien być odpowiednio większy i wynieść ok. 33,33 m), co oznacza, ze kwestionowana w niniejszym artykule odległość pomiędzy pierwszym i drugim samochodem kolumny wynosząca „aż 30 m” była najzupełniej poprawna. Bardziej już można się było przyczepił do odstępu pomiędzy samochodem z panią premier a ostatnim samochodem kolumny, bo 6 m to nawet przy prędkości 50 km/h to stanowczo za blisko.
2. Sebastian K, zatrzymując się przy prawym krawężniku, by przepuścić pierwszy pojazd z kolumny, nie miał prawa włączać się do ruchu, jeśli kolejny samochód był w odległości ok. 30 m.(nieważne, czy był to kolejny samochód z kolumny, czy też należący do zwykłego „Kowalskiego”), gdyż ten jadąc nawet z prawidłową prędkością 50 km/h mógł się znaleźć na wysokości samochodu Sebastiana K. w ciągu zaledwie 2,16 sek, co jest czasem zbyt krótkim, by ten mógł zdążyć włączyć się do ruchu i wykonać manewr skrętu w lewo bez zajechania drogi .Natomiast sam fakt zatrzymania się przy prawym krawężniku oznacza, że Sebastian K. miał świadomość, że przepuszcza pojazd uprzywilejowany, gdyż inaczej ustawił by się z lewej strony swojego pasa ruchu, sygnalizując równocześnie zamiar skrętu w lewo.
Jednym słowem w moim mniemaniu wina Sebastiana K. jest ewidentna .
PS
Jak już wspominałem, dużo jeździłem po Polsce i naoglądałem się różnych niebezpiecznych sytuacji drogowych, często zakończonych poważnymi wypadkami. Problemem naszych kierowców jest to, ze nagminnie i znacznie przekraczają dopuszczalne prędkości (jazda z prędkością: dopuszczalną +20% jest wręcz standardem). Pod tym względem najgorzej wspominam Warszawę, gdzie próba jazdy z dopuszczalną prędkością jest znacznie bardziej niebezpieczna, niż ze znacznie przekroczoną. Dlatego rozśmieszyło mnie święte oburzenie, że BOR-owcy jechali z prędkością aż 60 km/h (zamiast 50 km/h) – przecież przy przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o 10 km/h najnowszy taryfikator mandatów i punktów karnych z 2018 roku przewiduje najniższy mandat w wysokości 50 PLN i 0 puntów karnych (a często na takie przekroczenie policjanci z „suszarkami” nie reagują w ogóle lub co najwyżej udzielają pouczenia). A teraz przyznajcie się, kto z Was spiesząc się do domu jeździ po mieście nigdy nie przekraczając dopuszczalnej prędkości 50 km/h (lub przestrzega różnych ograniczeń prędkości, często ustawianych na wszelki wypadek ?

Slawek
Slawek
15 sierpnia 2018 13:31

Pojazd uprzywilejowany nie moze stwarzac zagrozenia bezpieczenstwa ruchu. Klania sie kodeks drogowy. Prokuratora nalezaloby pozbawic prawa jazdy.