Czarno-biały świat PiS

Czarno-biały świat PiS

W państwie tworzonym przez partię rządzącą nie ma niuansów ani kolorów.

Podwójne expose panów premiera i prezesa wskazuje, że kolejne cztery lata upłyną politykom z partii wciąż rządzącej na… poszukiwaniu utraconej normalności.

Co się z nią stało i kiedy zaginęła nie bardzo wiadomo, ale sądząc z portretu pamięciowego, jaki sporządzili przedstawiciele władzy, było to dawno, dawno temu. Od chwili, gdy gdzieś się zapodziała pod Okrągłym Stołem, minęły co najmniej trzy dekady. Jakby nie liczyć, pierwszą młodość ma już dawno za sobą, toteż trudno ją dzisiaj rozpoznać po starych zdjęciach black&white. Zatem, pomimo wysiłków całego obozu władzy i wsparcia ze strony autorytetów religijnych, przez ostatnie cztery poszukiwania nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Więc trudno się dziwić, że wciąż nie jest u nas tak całkiem normalnie.

 

W tej sytuacji politycy partii rządzącej odwołali się do Narodu, upubliczniając rzeczony portret pamięciowy, a uczciwego znalazcę upraszając uprzejmie o zwrot normalności na ulicę Nowogrodzką.

Jaka jest normalność? Po pierwsze – biała, a po drugie – heteronormatywna. Po trzecie jest zaś wyznania katolickiego i narodowości polskiej (od co najmniej siedmiu pokoleń) toteż i obowiązki ma polskie. Jest zdrowa i pełnosprawna. Pozostaje w związku sakramentalnym i posiada dwójkę albo więcej dzieci. Pracuje na utrzymanie rodziny, a po pracy ogląda w tv rodeo (albo mecz piłkarski) lub – odpowiednio – dba o dom i rodzinę oraz rodzi i wychowuje liczne potomstwo, w wolnych chwilach zerkając znad prasowania na „Plebanię” i „Rodzinkę pl”.

Nie uznaje środków antykoncepcyjnych (nawet jeśli stosuje) ani – rzecz jasna – aborcji. Tę – w razie potrzeby – wykonuje w ateistycznych Czechach, a to się za grzech nie liczy.

W niedzielę chodzi do kościoła, a potem spożywa rodzinny obiad z rosołem i domowym kompotem i ogląda „Dziennik telewizyjny” oraz seriale krajowej produkcji. Nosi garnitur lub garsonkę. Latem jeździ nad Bałtyk. Przez resztę roku grilluje na działce. Pali węglem i oddycha smogiem, bo tak nakazuje tradycja.

Normalność słucha disco polo i marzy o domku z ogródkiem. Kocha „swojskość”, nie cierpi zaś „elit” (chyba że chodzi o elity własnego chowu zaludniające korytarze sejmowe i telewizję publiczną). Kocha też Polskę i „wartości”, a jej hasło to „Bóg, Honor i Ojczyzna”, nawet jeśli notorycznie zdradza współmałżonka, ma dwójkę dzieci z in vitro, oszukuje na podatkach, regularnie bije żonę (lub męża), mieszka w Szwajcarii, a na życie zarabia w Londynie.

Normalność do polityki się nie miesza, szanuje autorytety i poglądy, o których słyszy w TV-PiS, dba o rodzinę i swoje interesy. Nie przeszkadza jej aktualny skład TK czy KRS, reforma szkolnictwa, kolejki do lekarza, podwyżki cen prądu ani Republika Banasiowa, bo świetnie rozumie, że w życiu trzeba się umieć „ustawić”. I że darowanemu pięćsetplusowi na ręce się nie patrzy, tylko głosuje na PiS, bo tak stoi w Dekalogu.

Gdzie jej szukać? Głównie na wsi i w małych miasteczkach, przeważnie na wschód od Wisły, ale tak naprawdę to występuje ona głównie w wypowiedziach polityków partii władzy. Bo w realu nikt jej chyba od dawna nie widział.

 

Na ulicy od dawna widać zaś głównie normalność z zupełnie innej opowieści. Jest to normalność, której kolorowe zdjęcie z Instagrama opisał – w reakcji na podwójne expose premiera i prezesa – Adrian Zandberg z opozycji. Jest to normalność w niczym niepodobna do tej ze wspomnień przywódców partii aktualnie rządzącej. Wolna, równa i braterska oraz – ratuj się kto może – genderowa. Świecka, czyli pozbawiona wszelkich „wartości”. Gejowska jakaś i niepatriotyczna. Niepolska nawet. I nic dziwnego, bo normalność partii Razem to normalność „lewacka”. Taka z brukselskim, a nie swojskim rodowodem. Czyli żadna z niej normalność. Jeśli porównać ją do normalności z definicji panów premiera i prezesa, to wychodzi, że to, normalnie, jakaś patologia…

Toteż kierownictwo formacji władzy wciąż usilnie poszukuje swojej utraconej normalności. Problem w tym, że – jak się zdaje – wystraszona zgniłymi moralnie brukselskimi miazmatami zdążyła już ona zmienić adres, a być może nawet narodowość. Dzisiaj trzeba by jej chyba szukać na Białorusi. Albo w Rosji.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Mareksmętek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
smętek
smętek

Dziękuję za ten poruszający tekst, z którego można by się śmiać gdyby nie opisywał polskiej rzeczywistości dnia dzisiejszego. Prawdą jest, że myślenie wyborców pisiatych jest podobne do myślenia mieszkańców Wschodniej Ukrainy i Białorusinów. Mieszkańcy wsi i małych miasteczek przeżyliby wstrząs gdyby nagle padła zapowiedź likwidacji KRUS. Nic takiego się nie stało więc mogą spokojnie spalać plastikowe butelki i zużyte opony nie przejmując się niczym.

Marek
Marek

Tekst świetny, gratulacje dla p. Bożeny. Ale czym tak naprawdę jest normalność? Niestety nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Dla mnie normalność to państwo typu liberalnego. Gdzie państwo jest neutralne światopoglądowo, przestrzega się praw człowieka, praw mniejszości, a gospodarka jest oparta na liberalnych zasadach….., a pomaga się tym którzy wymagają pomocy ,……, sądy są niezawisłe a prokuratura działa na podstawie prawa anie politycznych rozkazów…., z czym na pewno nie zgodzą się wyznawcy PiS. Niestety mam wrażenie, że droga która prowadzi ich PiS z prezesem na czele to droga w kierunku „normalności” w stylu Putina, Łukaszenki, Erdogana. A „normalność” o… Czytaj więcej »