Czwarta władza Kaczyńskiemu nie przeszkadza

Czwarta władza Kaczyńskiemu nie przeszkadza

Ubyło mediów w służbie publicznej, zastąpionych przez polityczne środki masowego przykazu.

Reporterów śledczych z TVN (Bertolda Kittela, Annę Sobolewską i Piotra Wacowskiego) pochwalił nawet pan prezydent. Przez zaciśnięte zęby co prawda, ale jednak pochwalił. Groteskowe oskarżanie tych dziennikarzy o „ukrywanie przestępstwa” dowodzi, że celnie i boleśnie trafili protektorów polskich neofaszystów.  – Dlaczego dopiero po pół roku TVN opublikowała ten materiał? – pokrzykują piszący funkcjonariusze PiS, którzy od dawna nie są już dziennikarzami. – A dlaczego ABW nie zajęło się tym wcześniej? – odpowiadają im przyzwoici ludzie, ucieszeni medialnym sukcesem.  A jednak ani ten niewątpliwy wyczyn wolnych mediów, ani wcześniejsze ujawnienie przez Wojciecha Bojanowskiego okoliczności brutalnego skatowania Igora Stachowiaka, ani kilka innych spektakularnych materiałów opublikowanych przez dziennikarzy śledczych nie dowodzą rosnącej siły czwartej władzy. Przeciwnie. Czwarta władza słabnie.

Ubyło mediów w służbie publicznej, zastąpionych przez polityczne środki masowego przykazu. Ubyło dziennikarzy, a przybyło funkcjonariuszy aparatu politycznego, realizujących wytyczne partii o ambicjach przewodniej siły narodu. Ubywa wojowników o prawdę i przyzwoitość, a przybywa wazeliniarzy, cynicznych graczy, nawiedzonych ideologów i prymitywnych agitatorów, absolwentów toruńskiej zawodówki, opiniowanej skrótem nazwy Doktrynalna Uczelnia Propagandy i Agitacji.

Oglądam relacje z konferencji prasowych, briefingów premiera i ministrów, rozmaitych spotkań z czołowymi politykami, relacjonowanych na żywo przez publikatory ze wszystkich zakątków sceny politycznej.  Rejestruję rzucane w medialną przestrzeń wielopiętrowe łgarstwa, przekłamania, pomówienia i oskarżenia bez dowodów. I coraz częściej daremnie czekam na jakąkolwiek reakcję przyzwoitych dziennikarzy. Czekam na jakieś pytanie które naruszy konstrukcję briefingu zaprogramowaną na indoktrynację, unieważni fałszywy bonmot, podda w wątpliwość półprawdę, wyprostuje ćwierćprawdy i nie pozwoli omamić odbiorcy. Nic z tego.

Nie zauważyłem reakcji na piramidalna bzdurę ogłaszaną dziennikarzom przez kilku ważnych polityków: o równym, symetrycznym zagrożeniu ze strony nazizmu i komunizmu – nikt nie spytał żadnego z tych durniów o przykłady gloryfikowania Stalina ani o liczbę komunistycznych bojówek ukrywających się w polskich kniejach. Żaden dziennikarz nie dopytał europosła Czarneckiego, czy nie należy zakwalifikować do kategorii szmalcowników także tych funkcjonariuszy PiS, którzy rozpowszechniają w Europie fałszywe informacje kompromitujące polski wymiar sprawiedliwości. Podczas konferencji prasowej pana premiera nikt jakoś nie spytał czy coś mu wiadomo o całkowitej wymianie składu Sądu Najwyższego po odzyskaniu wolności, nikt nie poprosił o podanie nazwisk tych kilkunastu sędziów SN, którzy rzekomo sekowali opozycję w stanie wojennym oraz zidentyfikowanie licznych podobno przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którzy zdaniem Mateusza Morawieckiego dawali się korumpować. Mimo wielu okazji dziennikarze nie dowiedzieli się też, dlaczego za czasów pani Szydło przyjęliśmy milion „uchodźców”, a po zmianie premiera okazało się, że jest ich już półtora miliona. Do dzisiaj nie wiemy także dlaczego przyjeżdżający do Polski pracownicy z Ukrainy są uchodźcami, a uciekający z Aleppo spod bomb to imigranci ekonomiczni, z zawodu terroryści.

W większości przypadków widzowie i słuchacze rozmaitych wystąpień na żywo i konferencji pozostają z kłamstwem w pamięci i fałszywym obrazkiem w podświadomości.  Bo zadawane tam pytania i gorące komentarze albo drążą szczegóły prezentowanych ludowi fantasmagorii, albo nie prowadzą do niczego i przypominają prognozę w TVN, z której bez wyglądania za okno można się dowiedzieć jaka jest właśnie pogoda.  Celne riposty i sprostowania dorabiane są dopiero później, na użytek odbiorcy bloku wiadomości. Ale nie usłyszy ich już klient narodowej TV, bo on ogląda tylko swój dziennik. Uczciwej stacji nie uda się pozyskać odbiorców z tamtej strony barykady, jeśli komentarze do kłamstw dostarczać im będą wyłącznie tamtejsi spece od propagandy.

Na prawdziwych studiach dziennikarskich uczą, że wywiad to nie rozmowa, podczas której dziennikarz chce się dowiedzieć czegoś, o czym nie ma żadnego pojęcia, więc pyta, dostaje odpowiedź i na końcu mówi: – Aha! Bo po pierwsze dziennikarz musi się do wywiadu przygotować i jednak coś wiedzieć o sprawie, w której zaprosił fachowca, a po drugie przez cały czas trzeba mieć świadomość, że w tej rozmowie uczestniczą jeszcze słuchacze (widzowie, czytelnicy), którzy domagają się od dziennikarza, by pomógł odsłonić im prawdę o jakimś wydarzeniu. To w ich imieniu dziennikarz domaga się prawdziwej informacji od swego rozmówcy. Niestety te reguły rzadko są dotrzymywane. Bo dziennikarz (dziennikarka) nieustannie przerywa rozmówcy, sam(a) odpowiada na swoje pytania, wciska jakieś bonmoty obok tematu i usilnie stara się pokazać kto tak naprawdę jest gwiazdą programu.  W efekcie odpytywana persona wychodzi z konfrontacji zwycięsko, pozostawiając w głowach widzów bałagan, albo zasiane tam zatrute chwasty.

Nie mówię niestety o młodych początkujących w zawodzie. Doświadczona dziennikarka przyzwoitej stacji TV z olimpijskim spokojem przyjmuje do akceptującej wiadomości informację, że już trzeci miesiąc trwa żmudne „wyodrębnianie wizerunków” nacjonalistów, którzy na czele pochodu nieśli transparenty – wizerunków ludzi, których twarze znane są każdemu kto widział którąś z publicznych relacji.  Nie mniej doświadczona laureatka zaszczytnego trofeum dziennikarskiego, mając w garści wyjątkowo kłamliwego cynika, spaceruje z nim po powierzchni ważnych tematów, omijając oczywiste łgarstwa i nie zważając, że rozradowany Patryk Jaki korzysta z okazji i kilkakrotnie zawiadamia telewidzów, że za faszystowskie ekscesy odpowiedzialna jest Platforma, bo to ona zarejestrowała partię nazistowską, natomiast przyzwoity PiS właśnie tych faszystów delegalizuje. Prowadząca pozostawiła w tym przekonaniu wielu odbiorców, bo nie spytała choćby od kiedy partia polityczna rejestruje stowarzyszenia oraz na jakiej podstawie można było odmówić rejestracji nieznanej wcześniej organizacji, która zaprezentowała w pełni legalny patriotyczny statut. Nie spytała również czy PiS naprawdę zdelegalizowałby chronioną dotąd przez władze „Dumę i Nowoczesność”, gdyby nie relacja w Superwizjerze TVN. Kilkoro innych dziennikarzy prowadzących programy „gadających głów” z satysfakcją podkreślało stanowcze deklaracje przedstawicieli totalnej władzy o zerowej tolerancji dla wszelkich objawów rasizmu i nacjonalizmu. Jakoś nikt nie zapytał, jak można zwalczać faszyzm, którego u nas przecież nie ma, bo maszeruje na ulicach Berlina.

Pewnie marudzę, bo tak naprawdę, to jeszcze polskie dziennikarstwo nie zginęło. Są jeszcze świetni śledczy, reporterzy z prawdziwego zdarzenia, przytomni publicyści i wyborni felietoniści. Ale w miarę jak odchodzi pokolenie dziennikarzy podziemnej prasy stanu wojennego i „powojennej” budowy wolnej demokratycznej Polski, na medialnej mapie Polski przybywa czarnych i szarych plam.  Nie tylko zresztą na mapie medialnej. Dla przyzwoitych dziennikarzy to nie są czasy spokojnego odrywania kuponów od minionych dokonań ani literalnej realizacji zasad zawodowej pragmatyki – spokojnego, oglądu rzeczywistości i zdystansowanego opisu zdarzeń.   Instynkt samozachowawczy nakazuje poprzeszkadzać trochę Kaczyńskiemu.

Andrzej Karmiński

PS. Z okazji otwarcia wystawy o martyrologii zwierząt futerkowych prezes Kaczyński powiedział: „ludzie powinni być bardziej ludzcy”. Życzę tego prezesowi z całego serca. I jeszcze życzę mu, żeby zaczął traktować ludzi jak zwierzęta futerkowe: ciepło i serdecznie, bez złośliwej pogardy i nienawiści.

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Czwarta władza Kaczyńskiemu nie przeszkadza"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Teresa

Albo są permanentnie nieprzygotowani i nie znają tematu rozmowy czy wywiadu, albo cynicznie uczestniczą w przekazywaniu kłamstw z niewiadomych powodów, stając się tym samym kłamcami. Nie wiadomo co gorsze.
W ciągu ostatnich lat widziałam chyba tylko jednego zdeterminowanego reportera, który na briefingu skutecznie dociskał Piotrowicza. Nie wiem kim był ten chłopak, ale trudno go zapomnieć, tak się wyróżnił w tym gronie stojaków pod mikrofon.
Bardzo dobrze czytało mi się powyższy artykuł, choć adrenalina mi podskoczyła. 🙂

Waldemar
Nic dodać, nic ująć. Przypominam sobie dawne konferencje Tuska i pytania dzisiejszych gwiazd pisowskiej publicystyki., np. Ewy Stankiewicz. Tam nie było zmiłuj i wersalu, raczej walka na noże, i jakoś ani Tusk ani TVP nie obawiali się takiej ostrej konfrontacji. Co jest teraz.? Wywiady w stylu: „Dlaczego ma pan/i rację”? Dziennikarstwo śledcze nagrywające posła Szczerbę w prewecie. Reportaże w stylu niezapomnianych peerelowskich „Z gospodarską wizytą”. Politycy PiS – zawsze w przyjaznym otoczeniu, bo ważne jest „ocieplanie wizerunku”. Od objęcia władzy przez PiS nie odbyła się żadna (powtarzam: ŻADNA) autentyczna konferencja prasowa premiera i ministrów tego rządu. Ta partia podobnie jak… Czytaj więcej »
Polka gorszego sortu

Niestety, zgadzam się z każdym słowem. Chyba się ich po prostu boją. A tak z nieco innej beczki: zupełnie nie pojmuję, po co sportowy kanał Polsatu zaprosił obatela Czarneckiego w związku z finałem Pucharu Polski w siatkówce…

antyuzurpator
Wreszcie ktoś podsumował panie Olejnik i Kolende-Zaleską. Podczas tzw. wywiadów, zwłaszcza z pisiorami, chcą za wiele srok złapać, za wiele tematów poruszyć. Skutek jest taki, że gdy już prawie zagonią funkcjonariusza partii władzy w kozi róg, już prawie mają na tacy, wystarczy jedno-dwa celne pytania i obnażą jego kłamstwa, cynizm i hipokryzję, to nagle zmieniają temat i odpuszczają – a mogło być tak pięknie. Raz tylko widziałem prawidłowe dociskanie – gdy p. Olejnik próbowała zmusić szczerzuję do przyznania, że to Polacy mordowali Żydów w Jedwabnem i w Kielcach. Co do „dociskania” na konferencjach prasowych – trzeba dużej wiedzy, inteligencji i… Czytaj więcej »
jurek

„Pewnie marudzę,”

NIE, to nie jest marudzenie! W taki sposób ci „dziennikarze” przygotowali kraj pod okupację „Partii”.
Dziękuję za wypunktowanie niekompetencji tych „zawodowców”.
Nie wiem, czy się poprawią, bo gdzieś trafiłem na opinię, że założeniem stojącym za taką biernością przepytywaczy jest zasada the show must go on – który gość naprawdę przyparty do ściany albo którego niekompetencję ukazano w cały bezwstydzie, przyjdzie donownie do programu, a ten MUSI trwać. W ten sposób misja dziennikarska znika, a Obatel jest wiecznym „autorytetem”.
Z takimi „zawodowcami” to się nigdy nie skończy.

Trochę dużo cudzysłowów, ale jak inaczej opisywać pisowski świat równoległy?

antyuzurpator

Chyba masz rację. Np. szczerzuja teraz mało się pokazuje w TV (nie mam na myśli kurwizji) i właśnie szepnęła morawieckiemu, że już „kontroluje sytuację” i jest spokojniejsza. Może właśnie dlatego, że nie naraża się na konfrontację z dziennikarzami.
A z cudzysłowami mam dokładnie ten sam problem.